Logo Przewdonik Katolicki

Kościół w Chinach – nowa era?

Tomasz Królak
FOT. FABIO FRUSTACI PAP/EPA

Stolica Apostolska gotowa jest do podpisania z Chinami porozumienia w sprawie nominacji biskupich w tym kraju, donoszą światowe media. Sprawa budzi nadzieje, ale i obawy.

Nadzieje, bo być może przysłuży się to dziełu ewangelizacji w Państwie Środka i przybliży wizytę Franciszka. Obawy, bo nie można wykluczyć, że porozumienie wywoła rozgoryczenie i żal tej części tamtejszych katolików, którzy za wierność Stolicy Apostolskiej cierpią prześladowania i szykany: trwają mężnie przy papieżu, tak jak ich przodkowie, którzy właśnie za to bywali przez reżim więzieni i zabijani.
 
Kościół męczenników
Sprawa nominacji biskupich jest w watykańsko-chińskich relacja kluczowa, stąd podpisanie porozumienia otworzyłoby drogę do przywrócenia stosunków dyplomatycznych. Zostały one zerwane przez Chińską Republikę Ludową w 1951 r., po wszczęciu przez komunistów prześladowań Kościoła, w tym wydaleniu zagranicznych misjonarzy.
Według wciąż nieoficjalnych informacji przygotowywana umowa zakłada, że ostatnie słowo co do nominacji należałoby do papieża, ale nazwisko kandydata na biskupa wskazywałoby Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich. Komunistyczne władze utworzyły je w 1957 r., doprowadzając do rozłamu wśród wiernych: część należy do „oficjalnego Kościoła”, który działa pod kontrolą władz realizując politykę niezależności od Stolicy Apostolskiej. Jednak większość należy do Kościoła „podziemnego”, wiernego Stolicy Apostolskiej. Według danych World Religion Database w Chinach w 2015 r. było 7,3 mln katolików w Kościele wspieranym przez rząd i 10,5 mln poza nim.
Trzeba też pamiętać, że Kościół w Chinach jest Kościołem męczenników. Po dojściu komunistów do władzy w 1949 r. zwłaszcza zaś podczas bazującej na myśli Mao „rewolucji kulturalnej” (1966–1976), wszelkie religie, w tym Kościół katolicki, poddano systematycznym prześladowaniom. Kolejne dziesięciolecia, aż do dziś, to czas zmiennych co do skali intensywności prześladowań, szykan i ograniczeń stosowanych wobec katolików w Chinach.
 
Bez łatwych ocen
Ważną datą dla relacji watykańsko-chińskich jest 30 czerwca 2007 r. W ogłoszonym tego dnia „Liście do Kościoła w Chinach” Benedykt XVI wezwał rząd w Pekinie do zapewnienia chińskim katolikom „prawdziwej wolności religijnej”. Wspomniał, że prawo kościelne nakłada sankcje zarówno na biskupów, którzy bez zgody Stolicy Apostolskiej wyświęcają innych biskupów, jak i na samych wyświęconych. Jednocześnie jednak papież potwierdził otwartość Stolicy Apostolskiej na dialog z władzami państwowymi i zaproponował im współdziałanie przy nominacjach biskupów.
Niewątpliwie jednym z trudniejszych, ale i szczególnie fascynujących pytań o przyszłość Kościoła w Chinach jest to dotyczące perspektyw pojednania pomiędzy obydwoma wspólnotami. Stolica Apostolska jest tego doskonale świadoma. Nie bez powodu w swoim liście Benedykt XVI apelował do wiernych, podzielonych na „oficjalnych” i „podziemnych”, o pojednanie i zjednoczenie pod władzą papieża.
Ale myśląc o dramatycznej rzeczywistości tamtejszych katolików, którzy w obliczu komunistycznej opresji wybrali odmienne drogi, powinniśmy unikać mylących schematów. Polski werbista i wybitny znawca tematu ks. Antoni Koszorz zwraca uwagę, że nie sposób opisywać tamtejszego Kościoła w kategoriach czarno-białego podziału na Kościół wierny Stolicy Apostolskiej i podporządkowane komunistom Katolickie Stowarzyszenie Patriotów Chińskich. „Sytuacja jest bardziej skomplikowana, natomiast zarówno Jan Paweł II, jak i Benedykt XVI zwracali się do jednego Kościoła w Chinach” – podkreśla prezes Stowarzyszenia Sinicum im. Michała Boyma, które pomaga m.in. w kształceniu chińskich sióstr zakonnych i kleryków w Polsce. O wspomnianym skomplikowaniu niech świadczy choćby fakt, że do naszego kraju przybywają siostry i klerycy z obydwu wspólnot. Jak i to, że w Chinach szykanowani i prześladowani są także „oficjalni” katolicy, choć na pewno nie tak ostro jak „podziemni”. Trzeba unikać łatwych ocen.
 
Zdrada Chrystusa?
Przygotowywane porozumienie wywołuje zainteresowanie mediów i stan wyczekiwania Kościoła na całym świecie, zwłaszcza zaś w samych Chinach. Nie brakuje też głosów ostro krytykujących poczynania watykańskiej dyplomacji, i to pochodzących z samego Kościoła. Już ponad dwa lata temu emerytowany biskup Hongkongu kard. Joseph Zen alarmował, że spodziewane porozumienie może być „zdradą Chrystusa”. I dodawał z przekąsem: „Papież zna prześladowanych komunistów [w Ameryce Łacińskiej – red.], ale może nie zna komunistycznych prześladowców, którzy zabili setki tysięcy ludzi?”. Pytał też retorycznie: „Czy Kościół mógł negocjować z Hitlerem? Czy Kościół mógł negocjować ze Stalinem?”. Kilkanaście dni temu, po prywatnej audiencji u Franciszka kard. Zen zradykalizował jeszcze swój krytyczny ton, oskarżając Watykan o „sprzedaż Kościoła w Chinach”.
Tymczasem Stolica Apostolska przygotowuje Kościół i świat na układ z Chinami. Sekretarz stanu kard. Pietro Parolin zapewnił niedawno, że prowadzone od lat 80. XX wieku negocjacje mają na uwadze przede wszystkim dobro duchowe wiernych, a nie sprawy doczesne. Znamiennym fragmentem wywiadu, ważnym zwłaszcza dla wspólnoty trwającej w ukryciu, były dwa stwierdzenia. Po pierwsze, że wierność wobec papieża domaga się synowskiego posłuszeństwa, nawet wtedy, gdy nie wszystko wydaje się jasne. Po drugie zaś, że wierność ta nie oznacza wymazania heroicznego świadectwa cierpień znoszonych ze względu na wiarę.
 
Zaufać papieżowi
Sprawa chińsko-watykańskiego porozumienia jest pełna dramaturgii. Nie tylko z uwagi na trwające od kilkudziesięciu lat negocjacje i niepewność co do ostatecznej treści umowy. To także kwestia tego, że Kościół podejmuje tu spore ryzyko (przy, dodajmy, zerowym czynniku ryzyka dla komunistycznych Chin).
Chińscy katolicy wierni Rzymowi – świeccy, siostry zakonne, księża i biskupi – mogą dziś pytać, czy ich przodkowie i oni sami cierpieli nadaremnie? Czy poświęcali się za sprawę, której w istocie nie ma?
Zachęcani do pojednania – i oby jak najszybciej żyjący w jednej wspólnocie – chińscy katolicy, w tym księża i biskupi mogą pytać, czy po podpisaniu porozumienia będą mogli swobodnie głosić Ewangelię i społeczną naukę Kościoła? Czy zapanuje wolność wyznania, powstaną kościoły, wspólnoty przestaną być inwigilowane, a misjonarze będą mogli powrócić do Chin i prowadzić nieskrępowaną pracę ewangelizacyjną? Te wszystkie pytania są dziś zresztą pytaniami całego Kościoła.
Co robić? Proponuję zaufać słowom kard. Parolina, który apeluje o wierność papieżowi, „nawet wtedy, gdy nie wszystko wydaje się jasne”. Kardynał przekonuje: „Jeśli ktoś jest proszony o ofiarę, małą lub dużą, to musi być jasne dla wszystkich, że nie jest to cena wymiany politycznej, ale mieści się w ewangelicznej perspektywie większego dobra, dobra Kościoła Chrystusowego”. Trzeba w te słowa uwierzyć. Nawet wówczas, gdyby treść przygotowywanego porozumienia miała dostarczyć nam nowych wątpliwości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki