Logo Przewdonik Katolicki

Orkisz na pogodną duszę

Kamila Tobolska

Z Dorotą Łapą, dietetyczką, o tym, jak u progu nowego roku zmienić swoje żywieniowe zwyczaje, korzystając z propozycji św. Hildegardy, o złotych regułach życia i cnocie umiaru rozmawia Kamila Tobolska

To zboże uprawiane było już w starożytnej Azji i Europie. Wspominają o nim też teksty biblijne. Co się stało, że odeszło w zapomnienie?
– Orkisz to zboże, które potrzebuje szczególnej dbałości w uprawie, a do tego daje dziesięciokrotnie mniejsze plony niż pszenica, został więc przez nią po prostu wyparty. Jednak strawność jego glutenu jest dużo lepsza, nie obciąża żołądka i jelit jak pszenica. Mam wśród klientów osoby, które po przejściu z pszenicy na orkisz wyszły z różnych chronicznych chorób.
Trzeba podkreślić, że orkisz zachował swoją pierwotną formę sprzed wieków, ponieważ nie poddaje się modyfikacjom genetycznym. W ich wyniku traci zresztą swoje cenne właściwości. Dziś niestety „psuje się” go, tworząc odmiany zmieszane z pszenicą, żeby sprzedać taniej. Dlatego warto kupować mąkę, płatki, kasze czy ryż orkiszowy w sprawdzonych miejscach, dopytując o odmianę.
 
Pamiętasz swoje pierwsze zetknięcie z dietą św. Hildegardy?
No jasne! Dwanaście lat temu szukałam pomysłu na zdrowie dla mojego syna Huberta, który miał alergię i intensywną atopię. Ktoś polecił mi orkisz i wspomniał o Hildegardzie. Sięgnęłam więc po książkę Powrót do harmonii, której autorką jest wielka propagatorka postaci świętej, dr Alfreda Walkowska. To ona w latach 90. przywiozła do Polski z Niemiec, gdzie mieszkała, pierwszy orkisz i zasiała na rodzinnym polu. Stopniowo odkrywałam świętą i jej dietę głównie orkiszowo-warzywno-owocową. Zresztą nie tak dawno św. Hildegarda była w naszym kraju praktycznie nieznana. Jej kult na cały Kościół rozszerzył dopiero w 2012 r., ponad 800 lat po jej śmierci, papież Benedykt XVI, nieco później ogłaszając ją doktorem Kościoła. Była mniszką i wizjonerką, pierwszą kobietą w średniowieczu, która samodzielnie założyła klasztor żeński
 
Jako pierwszy odkrył ją ponoć pewien niemiecki lekarz?
– To dr Gottfried Hertzka, który zmarł w 1997 r. Dzieła podyktowane przez św. Hildegardę, mimo że promieniowały na całą współczesną jej Europę, przez wieki pozostawały jednak niezauważone. Dopiero dr Hertzka odkrył na nowo jej spuściznę i przystosował do współczesnego języka.
 
O co więc chodzi nie tylko w zaleceniach żywieniowych, ale też w medycynie św. Hildegardy?
– Mówiąc najkrócej, o to, żeby mądrze korzystać z tego, co Bóg dał nam w naturze. Medycyna Hildegardy opisana jest w jej pięciu dziełach. Nie wszystkie z nich zostały już przetłumaczone na język polski. Tworzyła je w ciągu swojego życia na polecenie, które otrzymała od Boga. Traktują one nie tylko o zastosowaniu konkretnej diety, święta łączy bowiem różnorodne metody terapeutyczne obejmujące m.in. ziołolecznictwo, zabiegi mechaniczne, kuracje cieplne i psychoterapię. Pisała o uzdrawiających właściwościach nie tylko roślin, ale też kamieni szlachetnych. Używała baniek i upustów krwi.
 
A jej sławne złote reguły życia?
– Według św. Hildegardy dajemy naszemu ciału to, co jest mu niezbędne do zachowania zdrowia i dobrego samopoczucia, jeśli zachowujemy sześć złotych reguł życia: właściwie jeść i pić, czerpać energię życiową z czterech żywiołów świata, przestrzegać rozsądnej równowagi między ruchem i spokojem, czyli pracą i odpoczynkiem, odnaleźć naturalny rytm snu i czuwania jako równoważących się sił, praktykować sztukę wydalania soków powodujących choroby (chodzi tu m.in. o dobre wypróżnianie) i podtrzymywać uzdrawiające siły duchowe.
 
Dzielisz się tą wiedzą również z innymi…
– Na co dzień jako dietetyk pracuję z klientami, proponując im konkretne rozwiązania żywieniowe. Nie jestem lekarzem, czuję się bardziej drogowskazem dla ludzi, którzy przychodzą do mnie po radę. Organizowałam też dla chętnych osób tygodniowe, orkiszowo-warzywne posty św. Hildegardy w Gietrzwałdzie. Modliłam się tam wówczas bardzo mocno do Matki Bożej o uzdrowienie dla maleńkiego wówczas Jeremiego, który miał takie zmiany uczuleniowe na skórze, że musiałam go bandażować na noc. Z jednej strony podejmowałam wszelkie wysiłki, żeby był zdrowy, ale z drugiej wiedziałam, że to Bóg decyduje o tym, kiedy zdrowie ma nadejść. Św. Hildegarda też mówi o tym, że choroba jest bardzo ważnym doświadczeniem w życiu człowieka i przychodzi po coś.
 
W Twojej rodzinie choroba jednego z domowników stała się dla wszystkich impulsem do poszukiwania nowych rozwiązań żywieniowych.
– Tak, ale na zmianę stylu żywienia, a przy tym i stylu życia, można się zdecydować w każdej chwili. Może to być także nasze postanowienie noworoczne. Powinno się jednak odbywać na zasadzie ewolucji. Zacznijmy od małych kroków: zadbajmy o to, żeby pieczywo w naszym domu było zawsze dobrej jakości – kupmy dobry chleb żytni na zakwasie zamiast pszennego, albo też sami upieczmy np. chleb orkiszowy na zakwasie orkiszowym. Spróbujmy odkryć kaszę jaglaną czy płatki owsiane. Wśród zaleceń Hildegardy każdy może znaleźć dla siebie to, co jest w stanie zrobić. Tak na początek.
 
Mówiłaś wcześniej o orkiszu. Jakie jeszcze produkty święta szczególnie poleca?
– Tylko trzy św. Hildegarda wskazuje jako w pełni przyswajalne pod każdą postacią i to przez każdego człowieka. Oprócz orkiszu to kasztany jadalne i koper włoski. Wymienia także czwarty, niezwykle wartościowy produkt, którym jest owoc pigwy. Koper zapewnia dobre samopoczucie, przyjemny zapach ciała, świeży oddech i jasność spojrzenia. Zawarte w nim olejki mają właściwości antyseptyczne, zapobiegają wzrostowi chorobotwórczych bakterii i wzmacniają system immunologiczny. Święta zaleca nie tylko codzienne picie herbaty koperkowej czy z innych ziół, np. melisy lub pokrzywy, ewentualnie z dodatkiem soku z cytryny, miodu lub cukru trzcinowego, ale także kompotów. Nazywam je ambrozją, bo to jedne z najważniejszych napojów, które świetnie odżywiają naszą krew. Przygotowujmy kompoty z naszych rodzimych owoców, głównie jabłek i gruszek, z dodatkiem daktyli zamiast cukru. Pijmy też ciepłą, przegotowaną wodę.
 
Na półkach w sklepach z produktami diety św. Hildegardy stoi też sporo nalewek…
– Można je też robić samodzielnie, gotując lub mocząc zioła czy inne produkty w winie, o którym święta mówiła, że nie jest alkoholem, tylko „specjalnym sokiem” – nośnikiem zdrowia. Podstawą jest tu nalewka pietruszkowa stosowana w chorobach układu krążenia i przy obrzękach. W winie, zwłaszcza gronowym wytrawnym, gotuje się natkę pietruszki z dodatkiem miodu według specjalnego przepisu, ale również pija się wino, wcześniej „gasząc” je, czyli wytracając z niego alkohol, przez szybkie zalanie wodą. Inna z nalewek to piołunówka z soku z wiosennego piołunu, która polecana jest szczególnie kobietom. Hildegarda radzi też pić wino, samo lub zmieszane z wodą. Usuwa ono stres, gniew i smutek.
 
A jeśli chodzi o konkretne produkty, to po co warto sięgnąć?
– Szczególnie poleca buraki, marchew, pietruszkę, seler, dynię, cebulę, fasolę, cieciorkę, chrzan i czosnek. Spośród owoców natomiast jabłka, czereśnie, wiśnie, gruszki, pigwę, jeżyny, porzeczki, daktyle, maliny i migdały. Zaleca też wiele przypraw i ziół, m.in. biały pieprz, tymianek, cząber, krwawnik, liście laurowe, lubczyk, majeranek, melisę, miętę, kmin rzymski, cynamon, gałkę muszkatołową, goździki i ocet winny.
Dwie z przypraw są według niej jednak najcenniejsze, to galgant i bertram. W Polsce są jeszcze mało znane, ale warto je odkryć dla siebie, mieć na co dzień pod ręką i po dwie, trzy szczypty dosypywać do każdego posiłku. Galgant to mielony korzeń rośliny spokrewnionej z imbirem. Jest ostry w smaku i dobry dla układu krążenia, w stanach wyczerpania i osłabienia. Spożywany regularnie zapobiega osłabieniu serca oraz zawrotom głowy. Z kolei bertram, który jest gorzkawy, pomaga w przyswajaniu witamin i wartościowych substancji z pożywienia. Podnosi nastrój i wzmacnia pogodę ducha.
 
Galgant i bertram należałoby więc postawić na naszych stołach. A co z nich wyeliminować?
– Hildegarda wskazuje takie produkty, których nie powinno się spożywać, ponieważ osłabiają i obciążają organizm. To por, brzoskwinia, truskawki i śliwki. Na polskich stołach niestety znajdziemy dużo wędlin i żółtych serów, które są wysoko przetworzone. Króluje także biała mąka pszeniczna i cukier rafinowany, które powinno się wykreślić z jadłospisu. No i za mało pijemy, a jeśli już, to napoje bardzo słodkie i gazowane. Lubię za Hildegardą powtarzać, że umiar to cnota nad cnoty, służy każdemu człowiekowi i pomaga podjąć różne wyzwania. Z umiarem korzystajmy więc również ze zdrowego stylu życia.
 
Najważniejszym z posiłków jest śniadanie. Jak najlepiej zacząć dzień z kuchnią według św. Hildegardy?
– Od zjedzenia każdego dnia na śniadanie habermusu, czyli ciepłych płatków orkiszowych ugotowanych z dodatkiem rodzynek, jabłek lub gruszek. To przygotuje nasze organy trawienne do pracy przez cały dzień. W ciągu dnia warto natomiast jeść kasze i makarony orkiszowe, ryż orkiszowy, a z mąki orkiszowej można zrobić np. pierogi. Zachęcam też, żeby sięgnąć po kaszę jęczmienną lub jaglaną. Jedną z najlepszych dla żołądka roślin jest polecana przez Hildegardę ciecierzyca, którą najlepiej jeść z warzywami. Na obiad możemy też podać mięso duszone z dynią czy z innymi warzywami lub z nimi opiekane. Może to być indyk, cielęcina czy kurczak z ekologicznego chowu, kaczka lub gęsina. Nasze pożywienie powinno być proste, nie trzeba przygotowywać na obiad dwóch dań. Jeśli jemy zupę, to ona wystarczy. A jako przekąskę proponuję pieczywo na zakwasie orkiszowym zapiekane, podawane na ciepło z konfiturą np. z pigwy, która działa odkwaszająco na organizm i ciasteczka antystresowe św. Hildegardy. Pieczemy je oczywiście z mąki orkiszowej z dodatkiem miodu, galgantu, cynamonu i dużej ilości goździków.
 
Wracając do zupy. Z czego ją najlepiej przygotować?
– O tej porze roku niech to będzie zupa dyniowa, która jest królową na stołach Hildegardy, ziemniaczana, z grochem czy fasolą. Święta podkreślała, że zupy otwierają żołądek, czyli pozwalają narządom trawiennym „ruszyć”. Kiedy źle się czujesz, zjedz zupę, np. krem z fenkułu, czyli bulwy kopru, marchwi, cukinii, kalafiora, albo rosół. Oczywiście bez kostki bulionowej, ale za to z obfitością ziół.
 
Rozpoczął się czas karnawału. Co proponujesz podać na przyjęciu?
– Koniecznie ugotujmy wino hildegardowe, „gaszone”, przyprawione delikatnie cynamonem lub pietruszkowe, bardzo przyjemne w smaku. Możemy podać zupę dyniową z dodatkiem galgantu czy bertramu. Po prostu dusimy dynię w garnku z dodatkiem przypraw. Moim ulubionym daniem jest natomiast tarta orkiszowa z nadzieniem cukiniowym.
 
Przepis na nią, jak i wiele innych, znajdziemy w wydanej właśnie książce, której jesteś współautorką Wy_dobrze_jecie.
– Zawiera ona 111 przepisów, nie tylko z kuchni św. Hildegardy, na smaczne i wspierające zdrowie dania. W książce przybliżam kilka podejść do żywienia. Jest w niej też kuchnia „pięciu przemian”, bezglutenowa i wegetariańska. Staram się „odczarować” myślenie, że systemy żywienia przychodzące do nas ze Wschodu są podejrzane. One po prostu wykorzystują rośliny z tamtejszej strefy klimatycznej, mniej nam znane. Co więcej, medycyna św. Hildegardy i chińska mają wspólny mianownik. W swoich pismach św. Hildegarda opisuje m.in. energię pożywienia, czyli jak działa na nas to, co Bóg stworzył i dał nam do używania.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki