Logo Przewdonik Katolicki

Być świadkiem

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Rok 2000 Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa to była eksplozja nadziei, święto entuzjazmu wiary, przeżycie niezwykłej solidarności ludzi wierzących, ale i ludzi dobrej woli na całym świecie. Czy mogło w takim przeżywaniu bogactwa nadziei zabraknąć czasu i miejsca dla ludzi młodych?

Światowy Dzień Młodych w roku Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa odbył się w Rzymie. Warto choćby po części przypomnieć sobie niektóre z tamtych jubileuszowych wydarzeń.

Otwarcie drzwi świętych w bazylice św. Piotra na Watykanie nigdy jeszcze w historii lat jubileuszowych nie wyglądało tak wymownie. Przede wszystkim dlatego, że to otwarcie dokonywało się od przeszło dwudziestu lat, od chwili inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II i jego wołania o otwarcie drzwi Chrystusowi.

U schyłku starego i u progu nowego tysiąclecia św. Jan Paweł II przekonywał niestrudzenie, że chrześcijaństwo zachowało swoją oryginalność, że wiara w Chrystusa jest szansą dla zalęknionego świata, by człowiek w tym świecie mógł przekroczyć próg nadziei. Na przełomie wieków i tysiącleci profetyczny papież wołał w swojej encyklice misyjnej: „misja Chrystusa Odkupiciela, powierzona Kościołowi, nie została jeszcze bynajmniej wypełniona do końca” i dalej „misja Kościoła dopiero się rozpoczyna i w jej służbie musimy zaangażować wszystkie nasze siły” (Redemptoris Missio 1).

 

Katecheza

Wszystkie spotkania na Światowych Dniach Młodzieży miały w swojej strukturze bogactwo katechez prowadzonych w kościołach, przez biskupów, w poszczególnych grupach językowych. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w Rzymie głównym katechistą młodzieży całego świata stał się sam Jan Paweł II.

Oczywiście, centrum tej katechezy był „Jezus Chrystus, wczoraj i dziś, ten sam na wieki”.

Papież podkreślał, że to właśnie Chrystus stanowi o absolutnej i wyjątkowej nowości i niepowtarzalności chrześcijaństwa. Przy czym nie chodzi tutaj nawet o wyjątkowość nauki Chrystusa, wzniosłość czy raczej heroiczność Jego przykładu.

Już zapowiadając rzymskie spotkanie, w swoim orędziu Jan Paweł II pisał, że jako hasło tych dni: „(…) wybrałem lapidarne zdanie, w którym apostoł Jan wyraził wzniosłą tajemnicę wcielonego Boga: «Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas» (J 1, 14). Tym, co wyróżnia wiarę chrześcijańską spośród wszystkich innych religii, jest przekonanie, że człowiek imieniem Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, wcielonym Słowem, drugą Osobą Trójcy, która przyszła na świat” (orędzie na XV Światowy Dzień Młodzieży A słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1, 14)).

Jan Paweł II raz jeszcze kładzie kres dychotomii, która miała swoje mocne wyrażenie u Martina Bubera – próbie narzucenie poglądu, że w przeciwieństwie do wiary judaistycznej, która była wiarą Komuś, wiara chrześcijańska jest wiarą w coś. Nic bardziej mylnego lub zakłamanego! Sednem wiary chrześcijańskiej jest osoba Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka; osoba, która domaga się zaufania, zawierzenia, radykalnego powierzenia się – z całą swoją istotą i istnieniem – w ręce Syna Bożego.

Tę myśl rozwinął św. Jan Paweł II już w czasie bezpośrednich spotkań z młodymi w Rzymie. Na pierwszym z nich, na placu św. Piotra pytał: „Pozwólcie, że rozpocznę moje spotkanie z wami, zadając wam pytanie: Czego przyszliście tutaj szukać? Jesteście tutaj po to, by obchodzić swój Jubileusz: Jubileusz młodego Kościoła. Wasza podróż nie jest jakąkolwiek podróżą. Skoro wyruszyliście w drogę, to nie tylko dla rozrywki czy ze względów kulturalnych. Pozwólcie więc, że jeszcze raz powtórzę to pytanie: Czego przyszliście tutaj szukać? Albo lepiej: Kogo przyszliście tutaj szukać?

Odpowiedź może być tylko jedna: Przyszliście szukać Jezusa Chrystusa. Jezusa Chrystusa, który jednak jako pierwszy przychodzi szukać was” (przemówienie do młodzieży całego świata, nr 1, plac św. Piotra).

Wiara chrześcijańska jest szukaniem, ale jest bardziej jeszcze odpowiedzią na wysiłek Szukającego, jest przyzwoleniem na to, aby dać się odnaleźć. Może znów warto sięgnąć do myśli Józefa Tischnera, który opierając się na refleksjach Antoniego Kępińskiego pisał przed laty: „Oswajać można dwojako: bądź przez zrozumienie, bądź przez zawładnięcie. Dla człowieka otwartej przestrzeni środkiem do oswajania jest rozumienie: człowiek ten czuje się swojsko wśród tych, których zrozumiał i którzy jego zrozumieli. Dla człowieka pozostającego w kryjówce, aby oswoić, trzeba posiąść, zawładnąć, poddać sobie” (J. Tischner, Ludzie z kryjówek).

Tym, do czego przekonywał Jan Paweł II, był obraz Jezusa Chrystusa prawdziwego, który żyjąc w swoim Kościele, nie przybywa, by zawładnąć zalęknionym i zamkniętym w kryjówce człowiekiem. Jezus przybywa, by zrozumieć. Zrozumieć najgłębszy dramat człowieka – grzech, który druzgocze nadzieję.

To zrozumienie staje się najbardziej dosadnym doświadczeniem solidarności z człowiekiem, które dokonuje się poprzez mękę Zbawiciela. „Męka, czyli passio, wskazuje na miłość pełną «pasji», która oddaje samą siebie bezinteresownie: męka Chrystusa jest zwieńczeniem życia «oddanego» braciom, aby objawić serce Ojca. Krzyż, choć wydaje się wzniesiony na ziemi, w rzeczywistości jest zawieszony na niebie niczym obraz ramion Boga, który przygarnia do siebie świat. Krzyż «jawi się jako centrum, sens i cel całej historii i każdego ludzkiego życia» (Evangelium vitae, 50)” (orędzie na XV Światowy Dzień Młodzieży).

W Roku Jubileuszowym św. Jan Paweł II raz jeszcze w zwięzły, katechetyczny sposób przekonuje młodych o wartości dzieła odkupienia, o jego boskim i ludzkim wymiarze. To, w jakimś sensie przypomnienie nauczania pierwszej, programowej encykliki o Chrystusie Odkupicielu człowieka. „Śmierć Jezusa kryje w sobie zamysł miłości, który wiara Kościoła nazywa «tajemnicą odkupienia»: cała ludzkość zostaje odkupiona, to znaczy wyzwolona z niewoli grzechu i wprowadzona do Królestwa Bożego. Chrystus jest Panem nieba i ziemi” (orędzie na XV Światowy Dzień Młodzieży).

I zaraz przypomina też ludzki wymiar tej tajemnicy: „Bóg stworzenia objawia się jako Bóg odkupienia, który jest wierny Sobie Samemu, wierny swej miłości do człowieka i do świata, wyrażonej w dniu stworzenia. (...) Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (Redemptor hominis, 9. 10)” (orędzie na XV Światowy Dzień Młodzieży).

Koniecznie trzeba zauważać i podkreślać ten właśnie godnościowy wymiar tajemnicy odkupienia. On pokazuje zwłaszcza dziś, że nie ma żadnego społecznego, uznaniowego kryterium godności człowieka. Nie można człowieka mierzyć miarą jego przydatności społecznej, zamożności, jego „mieć” czy też jego „mieć jakość życia”. Nie, człowiek jest mierzony miarą zaangażowania Boga. A Bóg angażuje się w życie każdego człowieka bez wyjątku. To Bóg, zaangażowany miłością stworzenia i niezrównaną miłością odkupienia wyznacza jedyne kryterium godności osoby ludzkiej – samego siebie. Dlatego, konsekwentnie trzeba powiedzieć, że godzenie w godność człowieka, ze względu na to, że jest zdeformowanym płodem, bezużytecznym społecznie starcem, materiałem biologicznym do eksperymentów, jest niczym innym, jak godzeniem w Boga samego.

 

Świadectwo

Współcześnie słowo „świadectwo” stanowi jeden z podstawowych terminów kaznodziejstwa i publicystyki katolickiej. Nie zawsze idzie z tym w parze zauważenie najbardziej fundamentalnych elementów antropologii świadka, która leży u podstaw oceny świadectwa. Być świadkiem zakłada najpierw i przede wszystkim możność dania świadectwa, a zatem wolność.

Jan Paweł II na spotkaniu kończącym Światowe Dni Młodzieży na Tor Vergata mówił: „Wy za kogo Mnie uważacie? Jezus zadaje to pytanie swoim uczniom pod Cezareą Filipową. Szymon Piotr odpowiada: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Nauczyciel ze swej strony kieruje do niego zaskakujące słowa: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, Synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie»” (rozważanie podczas czuwania modlitewnego, Tor Vergata). Warto niejako na samym wstępie zauważyć, że Jezus daje możność złożenia świadectwa o Nim, ale zarazem, że ta możność jest wyrazem wolności apostołów. Skoro jednak człowiek jako istota wolna może dawać świadectwo, to oznacza konsekwentnie możliwość także fałszywego świadectwa. Fałsz może być podyktowany albo świadomym kłamstwem, albo mówieniem w dobrej wierze rzeczy fałszywych. Jan Paweł II dyskretnie, ale wyraźnie przypomniał czasy fałszywych i złych świadectw: „W pierwszej połowie gasnącego teraz wieku młodzi tacy jak wy zwoływani byli na zgromadzenia, by uczyć się nienawidzić. Wysyłano ich, by walczyli jedni przeciw drugim. Różne świeckie mesjanizmy, które usiłowały zastąpić nadzieję chrześcijańską, okazały się potem prawdziwymi piekłami” (rozważanie podczas czuwania modlitewnego, Tor Vergata).

Wartości, za które życie oddawali ludzie w tamtych epokach, wydawały im się nieporównywalnie większe niż wartość życia. Trzeba więc wyraźnie zauważyć, że ani męczeństwo krwi, ani tortura nie są jeszcze obiektywnym dowodem na obiektywną prawdę, której ktoś w ten sposób chce dać świadectwo – świadczący udowadnia przez świadectwo krwi tylko to, że wartość, za którą oddaje swoje życie, jest dla niego wartością wyższą od życia.

Jezus, Pierwszy Świadek, oddaje życie za prawdę, za pełną, osobową prawdę o sensie ludzkiego życia. On sam jest zarazem tą prawdą. Świadectwo staje się oddaniem życia za prawdę, która wyraża człowieka, nie jest oddaniem życia za wartość, ale za integralną, całościową, osadzoną w wieczności prawdę ludzkiego losu. Poznanie tej prawdy rodzi się w przestrzeni wiary. I pozwala wówczas dostrzec, że sednem tej prawdy i jej sensem, jest Ten, który powiedział o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6).
Św. Jan Paweł II zestawił w tym miejscu dwa przykłady świadków: św. Tomasza Apostoła w Wieczerniku i św. Piotra pod Cezareą Filipową. „W Wieczerniku stajemy wobec dialektyki wiary i niedowiarstwa bardziej radykalnej, a równocześnie wobec jeszcze głębszego wyznania prawdy o Chrystusie. Rzeczywiście nie było łatwo wierzyć, że znowu jest żywy Ten, którego złożyli w grobie trzy dni wcześniej” (rozważanie podczas czuwania modlitewnego, Tor Vergata). Jest to doświadczenie bliskie współczesnemu człowiekowi, który jest rozdarty między pragnieniem wiary a niedowiarstwem.

Jednak prapierwotnym doświadczeniem jest to, które było udziałem św. Piotra pod Cezareą Filipową: „Wydarzenie spod Cezarei Filipowej wprowadza nas w pewnym sensie do «laboratorium wiary». Objawia się tam tajemnica początku i dojrzewania wiary. Najpierw jest łaska objawienia: głębokie, niewyrażalne oddawanie się Boga człowiekowi. Za nią idzie wezwanie do udzielenia odpowiedzi. W końcu jest odpowiedź człowieka – odpowiedź, która odtąd będzie musiała nadawać sens i kształt całemu jego życiu” (rozważanie podczas czuwania modlitewnego, Tor Vergata).

Oddawanie się Boga człowiekowi – wezwanie – odpowiedź – taka jest struktura pierwotna doświadczenia wiary, pierwsze jej odsłonięcie w laboratorium wiary. Nowym elementem dodanym przez apostoła Tomasza jest nie tyle niedowiarstwo, co wymiar osobowego spotkania z Jezusem Zmartwychwstałym. „Objawienie Boże, pytanie Chrystusa i odpowiedź człowieka zostały uzupełnione przez osobiste spotkanie ucznia z żywym Chrystusem – ze Zmartwychwstałym. To spotkanie stało się początkiem nowej relacji między człowiekiem a Chrystusem – relacji, w której człowiek egzystencjalnie uznaje, że Chrystus jest Panem i Bogiem; nie tylko Panem i Bogiem świata i ludzkości, ale Panem i Bogiem tej mojej konkretnej ludzkiej egzystencji” (rozważanie podczas czuwania modlitewnego, Tor Vergata).

 

Świadkowie

Świadectwo prawdzie, jakie dał Jezus, od początku dziejów Kościoła, jak o tym zaświadczają pisma Piotra i Pawła, domaga się naśladowania, w którym bardzo istotnym elementem jest element cierpienia. W ten sposób świadkowie w Kościele na wzór Jezusa stają się próbowani jak złoto, które „próbuje się w ogniu” (1 P 1, 7). „Właśnie ogień pośmiewiska i prześladowania jest tym, co (...) najbardziej jest owocne w świadectwie: może ono otworzyć, od wewnątrz zamknięte drzwi odrzucenia, przez Ducha, który jest ogniem” (H. Urs von Balthasar, Świadectwo i wiarygodność).

Św. Jan Paweł II w swojej katechezie rzymskiej roku 2000 ukazał najpierw całe niezrównane piękno Jezusa Chrystusa, Jego absolutną oryginalność, wyjątkowość z nikim

nieporównywalną. A następnie wskazał, że jest droga spotkania z Jezusem – droga wiary. Taką drogą podążali ludzie minionych epok, wiedząc, że pójście za Jezusem oznacza przyjęcie pełnych konsekwencji Jego życia – wraz ze zmartwychwstaniem, ale wcześniej, z męką i przyjęciem śmierci, która jednak nie jest kresem ludzkiego życia. Bo człowiek, jak przypomniał papież, nie jest – wbrew Heideggerowi „bytowaniem-ku-śmierci”, ale jest istotą powołaną do chwały (to było chyba jedno z ulubionych sformułowań Jana Pawła II – zdanie św. Ireneusza z Lyonu, iż „chwałą Boga jest człowiek żyjący”).Właśnie perspektywa pełni życia, perspektywa chwały z Bogiem, była inspiracją dla tych, którzy mieli odwagę, szukając pełnej prawdy o życiu, znajdować ją w Chrystusie. Jan Paweł II wyznawał: „Nie przypadkiem, droga młodzieży, pragnąłem, aby w czasie Roku Świętego przypomniani zostali przy Koloseum świadkowie wiary dwudziestego wieku.

Może od was nie będzie się wymagać przelania krwi, ale wierności Chrystusowi – z pewnością tak! Wierności, którą należy zachowywać każdego dnia. Mam na myśli narzeczonych i trudności, jakie sprawia w dzisiejszym świecie życie w czystości w oczekiwaniu na małżeństwo. Mam na myśli młode pary i próby, na jakie jest narażone ich przyrzeczenie wzajemnej wierności. Mam na myśli relacje między przyjaciółmi i pokusę nielojalności, jaka wkraść się może pomiędzy nich” (rozważanie podczas czuwania modlitewnego, Tor Vergata).

Jan Paweł II zachęcając do osobistego bycia świadkami Jezusa ludzi młodych, nie zawahał się przywołać osobistego świadectwa. To zasługuje na zauważenie, gdyż papież był niezwykle oszczędny w odsłanianiu sanktuarium swojego życia i mistycznego spotykania Boga. Tam jednak w Rzymie przywołał początki swojego wzrastania w wierze, kościół parafialny, osoby, które były przewodnikami i autorytetami wiary. A w końcu dodał: „Dalszym ciągiem mojego Credo jest moja obecna posługa Kościołowi. Kiedy 16 października 1978 roku po wyborze na Stolicę Piotrową zapytano mnie: «Czy przyjmujesz?», odpowiedziałem: «W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła – świadom wielkich trudności – przyjmuję». Od tego czasu staram się spełniać moje zadanie, czerpiąc codziennie światło i moc z wiary, która mnie wiąże z Chrystusem.

Moja wiara, tak jak wiara Piotra i wiara każdego z was, nie jest tylko moim dziełem, przyjęciem przeze mnie prawdy Chrystusa i Kościoła. Jest ona w sposób istotny i przede wszystkim dziełem Ducha Świętego, darem Jego łaski” (przemówienie do młodzieży całego świata, nr 4, plac św. Piotra). Te słowa wskazywały z jednej strony na absolutną wyjątkowość świadectwa, do którego został wezwany i zobowiązany Piotr naszych czasów, ale zarazem ukazywały ciągłość wiary budowanej na działaniu Chrystusa. On tak samo zaangażował się w życie św. Piotra, św. Jana Pawła II, jak i życie niżej podpisanego i każdego z czytających te słowa.

Subtelnie, ale jakże wymownie Jan Paweł II raz jeszcze nakreślił swoją fascynację ludzkim życiem, jego tajemnicą, jego treścią. Uczynił to także w Liście Novo millennio ineunte: „W tym roku wielkie wrażenie wywarły na mnie nie tylko tłumy, które podczas różnych uroczystości wypełniały plac św. Piotra. Nierzadko przyglądałem się też uważnie długim szeregom pielgrzymów, oczekujących cierpliwie na przejście przez próg Drzwi Świętych. Usiłowałem sobie wyobrazić historię życia każdego z nich, złożoną z radości, lęków i cierpień; historię, w którą wszedł Chrystus i która w dialogu z Nim odnajdywała znów drogę nadziei” (NMI, 8).

 

Jan Paweł II, autentyczny świadek Boga, chciał nas zaprosić w krąg tego świadectwa, byśmy przekonali się, że staje się ono nieuchronnie fascynacją tak Bogiem, jak i człowiekiem.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki