Logo Przewdonik Katolicki

Rewolwer i aureola

Monika Białkowska
fot. Robert Woźniak

Ta historia to gotowy scenariusz na piękny film o świętości i męczeństwie. To również gotowy scenariusz na trzymający w napięciu kryminał.

W Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie 5 lipca zostało złożone positio ks. Stanisława Streicha – dokumenty na temat jego życia i męczeńskiej śmierci oraz zeznania świadków. 

Strzały przy ołtarzu
Wydawało się, że to będzie zwyczajna niedziela. 27 lutego 1938 r. proboszcz parafii w Luboniu pod Poznaniem, ks. Stanisław Streich, odprawiał Mszę z udziałem dzieci, było ich tam kilkaset. Czas to był jeszcze przedsoborowy, więc kazanie głosiło się po Mszy: ksiądz odchodził od ołtarza, zdejmował ornat i w samej albie wchodził na ambonę. Tym razem miało być dokładnie tak samo, nic nie zapowiadało katastrofy. 
Mało kto tej niedzieli zwrócił uwagę na drobnego mężczyznę, siedzącego nieopodal ambony. Wydawał się skupiony. Siedział z prawą ręką w kieszeni i wzrokiem wbitym w modlitewnik. Ktoś przypomniał sobie potem, że coś mu nie grało, bo mężczyzna trzymał książkę do góry nogami. Ale to przecież nie jest powód, żeby wszczynać w kościele alarm. 
Kiedy ks. Streich szedł jak zwykle do ambony, a dzieci rozstąpiły się, żeby zrobić mu miejsce, mężczyzna zerwał się i wyciągnął z kieszeni rewolwer. Zanim ktokolwiek się zorientował, oddał w stronę księdza strzał, potem dwa kolejne. Ksiądz, trafiony w skroń, zdołał tylko cofnąć się o dwa kroki, po czym padł na przerażone dzieci i na podłogę, tuż u stóp ołtarza. 

Za waszą wolność
W kościele wybuchła panika. Dzieci zaczęły krzyczeć i rzuciły się w stronę drzwi. Morderca księdza był w tym czasie na ambonie, wymachiwał kapeluszem, krzycząc: „Niech żyje komunizm!” i „Wynoście się z kościoła, to za waszą wolność!”. Potem i on rzucił się do ucieczki. Próbował go zatrzymać kościelny, Franciszek Krawczyński. W czasie szamotaniny otrzymał dwa strzały: jedna kula drasnęła go w skroń, druga przebiła lewe ramię – żadna na szczęście nie była śmiertelna. Krawczyński nie był jednak w stanie zatrzymać mordercy. Na pomoc rzucili się więc organista Szulc i jeden z uczestników Mszy, urzędnik kolejowy Mańczak. To oni rozbroili napastnika. Wtedy rzucili się na niego wzburzeni parafianie. Wywlekli go z kościoła, zaczęli bić – kto wie, czy nie skończyłoby się to samosądem, gdyby nie przytomna interwencja co światlejszych z nich, którzy powstrzymali tłum, a mordercę zatrzymali związanego w pobliskiej poczekalni kolejowej, a potem oddali w ręce policji. 

Profanacja i przesłuchania
Kościół w tym czasie szybko zamknięto. Został w nim tylko wikariusz, ks. Koperski, organista i ciało ks. Streicha. Wikariusz udzielił jeszcze ostatnich sakramentów (sakramentów udziela się żywym, ale przed Soborem Watykańskim II zdarzało się dość często, że tak zwanego ostatniego namaszczenia dokonywano już przy ciele zmarłego). Wikariusz zabrał z kościoła Najświętszy Sakrament i przewiózł do pobliskiego Żabikowa: tu nie mógł pozostać, bo przez morderstwo kościół został sprofanowany. Do kościoła weszli wówczas policjanci i prokurator. Sędzia śledczy Rzędowski w biurze parafialnym przesłuchiwał świadków. Prokurator Pasikowski w tym czasie asystował przy oględzinach zwłok. Potem, około 14.30, ciało ks. Streicha przewieziono do Poznania. Do Poznania również, specjalnym pociągiem złożonym z samej tylko lokomotywy i wagonu, przewieziono mordercę pod silną policyjną eskortą. 

Proces 
Proces sądowy rozpoczął się szybko, bo trzy tygodnie po zabójstwie, i trwał tylko jeden dzień. Donosił o nim między innymi „Dziennik Ostrowski” z datą 22 marca 1938 r. 
Oskarżony: Wawrzyniec Nowak, lat 47, z zawodu pomocnik murarski. Zdrowy psychicznie. Zwolennik komunizmu. Trzy razy karany za kradzież, oszustwo i pobicie starosty.
Sala sądowa jest szczelnie wypełniona. Sporą grupę stanowią księża. Są też dzieci, będą świadkami w sprawie. Tłum czeka również przed budynkiem sądu. „Dziennik Poznański” pisze: „Nowak wygląda jak karzeł. Jest mały i niepozorny, małe oczy osadzone są głęboko, twarz jego podobna jest do szarego stroju więziennego”. Aktu oskarżenia słucha spokojnie, bez emocji. 
Dochodzenie wykazuje, że ks. Streich otrzymał trzy kule. Dwie rany były śmiertelne: w prawej stronie i na grzbiecie. Trzecia kula trafiła w niesiony przez księdza ewangeliarz. Choć według śledztwa oskarżony nie był związany z żadną partią, bez wątpienia kierowała nim ideologia komunistyczna. 

Nienawiść Nerona
Prokurator Pasikowski: „Oskarżony działał pod wpływem ślepej nienawiści do zasad Kościoła, wyrosłej na gruncie bezbożniczo-komunistycznym. (…) Oskarżenie Kościoła i księży o sianie zła, głoszone przez dzisiejszych podpalaczy obecnie panującego porządku jest tak samo obłudne, jakim było oskarżenie Nerona po spaleniu Rzymu, gdy skutkiem tego setki pierwszych chrześcijan ginęło niewinnie”. Prokurator wnosił o karę śmierci
Obrońca: „Mówiąc o osobie oskarżonego, należy zwrócić uwagę, że przez całe prawie życie cierpiał skrajną biedę. Przechodził wiele i stale był ścigany, mimo że walczył za Polskę i mimo że wszystkie jego czyny wynikały z zasadniczo dobrych pobudek. Dopiero rozczarowany znienawidził wszystkich tak głęboko, jak czuł się pokrzywdzonym”. 

Jezus tak, Kościół nie
Nowak, który dotychczas był spokojny, w tym momencie się rozpłakał. Opanował się dopiero wtedy, kiedy to on wygłosić miał swoje ostatnie słowo. Powiedział, że nie jest uczonym, ale wie z historii, że Kościół stale był źródłem zła. Mówił, że Kościół zasługuje na nienawiść, bo papież sprzeciwiał się powstaniu niezależnego państwa polskiego. Podkreślał, że jest zwolennikiem nauki Jezusa, a nienawidzi tylko księży. 
„Rano naładowałem broń i poszedłem do kościoła. Wiedziałem, że będzie kazanie – zeznawał morderca. – Byłem cały czas w kościele, nie modliłem się. Nadszedł moment, uczułem natchnienie i strzeliłem. Później nie pamiętam, co się działo ze mną, nie wiem, czy byłem na ambonie, wziął mnie strach, widząc to wszystko, co się działo dookoła mnie. Jak zeszedłem z ambony, nie pamiętam”.
„Czy oskarżony chciał uciec?”.
„Nie. Wiedziałem, co mnie czeka. Zresztą napisałem list do «Walki Ludu» do Warszawy, w którym oświadczyłem, że chcę ponieść śmierć za swój czyn. Uważam bowiem, że trzeba mieć również odwagę przyznać się do winy”. 

Wyrok śmierci?
Sędzia po krótkiej przerwie ogłosił wyrok: kara śmierci. Wawrzyniec Nowak wstał wówczas, ukłonił się i powiedział: „Dziękuję”. Ówczesne gazety pisały, że przed wyprowadzeniem z sali pozował jeszcze fotografom, starając się przybrać odpowiednio dostojny wyraz twarzy. 
Prezydent Mościcki odmówił prawa łaski. Wyrok oficjalnie wykonano 28 stycznia 1939 r., choć badający tę sprawę przed laty Michał Gryczyński, wówczas dziennikarz „Przewodnika Katolickiego”, miał co do tego wątpliwości. Pisał: „Kanonik Zbigniew Spachacz, który był kapelanem więziennym na Młyńskiej, utrzymywał, że pracownicy służby więziennej nie mieli wątpliwości: Nowak wywinął się od stryczka! W 1998 r., podczas obchodów sześćdziesięciolecia męczeńskiej śmierci kapłana, jeden ze świadków przywołał wspomnienie swojego kolegi, Józefa Banaszkiewicza z Lubonia, który mieszkał w pobliżu Nowaka. Otóż pod koniec wojny, gdy leżał ranny w szpitalu, przybyła komisja wojskowa. W pewnej chwili do jego łóżka podszedł mężczyzna w mundurze sowieckim i zapytał, czy go poznaje. A następnie oświadczył: «Widzisz Banaszkiewicz, ja jestem tyle wart, co waszych dwóch klerów». I przedstawił się: «Jestem lejtnant Nowak». Czy to znaczy, że zabójcę księdza wymieniono na kapłanów więzionych przez Sowietów? Cóż, tego możemy się już nigdy nie dowiedzieć, bo akta sądowe wyczyszczono. Pozostał jedynie numer sprawy oraz lakoniczna notatka”. 

Cieplarniane warunki
Stanisław Streich urodził się 27 sierpnia 1902 r. w Bydgoszczy jako syn Franciszka i Władysławy z domu Birzyńskiej. Ukończył seminarium duchowne w Poznaniu i w czerwcu 1925 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1925–1927 studiował filozofię klasyczną na Uniwersytecie Poznańskim. Był również kapelanem sióstr elżbietanek, uczył religii w poznańskiej szkole handlowej. Pracował jako wikariusz w Poznaniu, potem w seminarium nauczycielskim w Koźminie, a w 1933 r., po zdaniu egzaminu proboszczowskiego, został proboszczem parafii w Żabikowie – od razu rozpoczynając też budowę kościoła we wsi Luboń. Kiedy nowy kościół był gotowy, został proboszczem nowo utworzonej parafii, wyłączonej z dawnej parafii w Żabikowie.
Stanisława Błażejak, uczennica ks. Streicha z lat 1934–1935, mówiła, że zostało jej w pamięci wspomnienie jednej lekcji, której tematem było uświęcanie się w życiu codziennym. Ks. Streich tłumaczył, że osobom duchownym będzie najtrudniej zasłużyć na miano świętego, ponieważ czyniąc dobro, wypełniają swój zwykły obowiązek. Zasługą dla nich byłby czyn heroiczny, jak niegdyś prześladowanie czy śmierć za wiarę. „Obecnie to niemożliwe – mówił ks. Streich. – Teraz mamy warunki cieplarniane. Teraz ludzie nas poważają. Dlatego staram się swoje obowiązki starannie wykonywać i dużo się modlę, żeby Bóg mi pozwolił dokonać jakiegoś czynu heroicznego, bym mógł zasłużyć na świętość”. 
„Po tych słowach podniosła się w klasie wrzawa – wspominała Stanisław Błażejak. – Dziewczęta mówiły: «Przecież ksiądz taki dobry, na pewno Bóg zaliczy księdza w poczet świętych!». Jeden z chłopców zaczął skakać, wołając: «Brawo! Będziemy mieli naszego świętego!». Na to ks. Streich rzekł: «Nie chcę zostać świętym dla rozgłosu i sławy, tylko dlatego, aby swoją duszę zbawić i służyć Bogu przez całą wieczność, chociażby w ostatnim kąciku Królestwa Bożego»”. 

Tego obiadu nie będzie
Stanisława Błażejak na potrzeby procesu beatyfikacyjnego zeznała również o ostatnich dniach ks. Streicha. Jej świadectwo wskazuje, że proboszcz mógł wiedzieć, co go czeka. 
Tydzień przez morderstwem Ludwika Florczak (matka Stanisławy Błażejak) przyszła wcześnie na poranną Mszę. Przy konfesjonale czekał niespokojnie zachowujący się mężczyzna. Kiedy ksiądz usiadł w konfesjonale, mężczyzna szybko do niego podszedł i nie przyklękając, powiedział coś krótko – i równie szybko odszedł. Ksiądz tylko spojrzał za nim i udzielił rozgrzeszenia. Potem – w trakcie czytania ogłoszeń duszpasterskich – niespodziewanie zwołał nadzwyczajne posiedzenie rady parafialnej. Choć rok się dopiero rozpoczynał, ksiądz chciał robić z niego sprawozdanie. Kiedy go pytano o sens tego, odpowiedział krótko: „Nie pytajcie, bo wam nie powiem. Ma być zrobione i już”. Następnego dnia pojechał do kurii, dostał tygodniowy urlop i wyjechał do matki. Rozchorował się tam, więc matka chciała go zatrzymać, żeby nie wracał na niedzielę do parafii. On stanowczo odmówił: „Na co się ofiarowałem, muszę wykonać”. Czule i ze łzami w oczach pożegnał się z matką i wrócił do Lubonia. Nie chciał kolacji. Prosił gospodynię, żeby obudziła go rano, na wypadek gdyby zaspał. Wstał jednak sam i dużo wcześniej, gospodyni zaskoczona zatrzymała go w drzwiach: nie dostała dyspozycji, co przygotować na obiad. „Zrób, co chcesz – usłyszała. – Ja tego obiadu i tak jeść nie będę”. Potem już tylko usłyszała wrzaski z kościoła i dzwonek do drzwi. Proboszcz nie żył. 

Ks-Streich-RW-174.jpg

Ks-Streich-RW-26.jpg

Przestrzelony ewangeliarz oraz zamordowany ks Stanisław Streich na tle ambony, do której nie dotarł fot. robert woźniak, 2x

Jurcio na posterunku
Jeszcze jeden był bohater tamtych wydarzeń, zauważony przez „Przewodnik Katolicki” z marca 1938 r. – dziewięcioletni Jurcio Szukalski. „Kiedy po strzałach wszczął się ów straszny popłoch w kościele, kiedy z niesłychanym zgiełkiem wszystko rzuciło się do bramy, kiedy zbrodniarz wskoczywszy na niską ambonę zawołał: niech żyje komuna! Jurcio Szukalski wypadł z zakrystii. Natychmiast porwała go fala pierzchających. Ale tylko na chwilę. Bo doszedłszy do miejsca, na którym w krwi broczył ugodzony kulami kapłan, czym prędzej cofnął się do zakrystii, powyszukiwał szybko przybory do Ostatniego Namaszczenia Olejami świętymi i trwał wśród owego okropnego zgiełku i zamieszania na posterunku tak długo, póki nie wręczył przyborów przywołanemu kapłanowi, by ten bez chwili straty mógł oddać zamordowanemu koledze ostatnią przysługę. Tak mały, a już tak wielki ten Jurcio Szukalski!”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki