Logo Przewdonik Katolicki

Włoska robota

Marek Majewski
Przekleństwo rzutów karnych Anglii trwa nadal. Jordan Pickford (w zielonym stroju) obronił dwie jedenastki, ale jego koledzy zmarnowali trzy karne fot. Laurence GriffithsPool/AP/EN

Przez miesiąc 24 piłkarskie reprezentacje rywalizowały o miano najlepszej drużyny Europy. Mistrzami zostali Włosi, ale nie tylko z tego powodu zapamiętamy Euro 2020.

Był to turniej niezwykły, o czym świadczy już sama jego data. Z powodu pandemii koronawirusa mistrzostwa Europy zostały przesunięte z 2020 na rok 2021. Po raz pierwszy w historii europejskich mistrzostw turniej odbył się w 11 miastach. Piłkarze pokonywali ogromne odległości. Przykładowo reprezentacja Polski swoje mecze rozegrała w Sewilli oraz Petersburgu. Na inne drużyny czekała egzotyczna podróż do Baku.
Mistrzostwa okazały się niezwykłe, choć wielu kibiców obawiało się, że piłkarze będą zmęczeni po trudnym pandemicznym sezonie. Tak jednak nie było. Na boisku sporo się działo, choć nie wszyscy piłkarze mogą uznać turniej za udany. Zapamiętamy go też z jednego niepiłkarskiego wydarzenia.

La dolce vita
Euro 2020 zaczęło się dla Włochów od przaśnej konferencji, podczas której selekcjoner Roberto Mancini ogłosił kadrę na mistrzostwa. Przed pierwszym meczem asystent Manciniego Gianluca Vialli prawie nie zdążył wsiąść do autokaru zmierzającego na stadion. Mecz otwarcia z Turcją zakończył się zwycięstwem Włochów i od tamtej pory scenka z autokarem była powtarzana przed każdym spotkaniem. Włosi to w końcu dość przesądny naród…
Piłka nożna miała wrócić do domu. Okazało się, że woli pojechać na Półwysep Apeniński. Calcio jest we Włoszech czymś więcej niż sport. W 2018 r.
Włoski Związek Piłki Nożnej ogłosił wyniki badania, według którego futbolem interesuje się 28 z 60 mln obywateli Włoch.
Obserwując przebieg turnieju – Włosi zasłużyli na końcowy triumf. Potrafili zdominować rywali, jak choćby w meczu z Turcją, ale też przepychać kolanem mecze, które nie toczyły się po ich myśli. Wygrał kolektyw, który tworzyli doświadczeni oraz młodzi zawodnicy. Po finale z Anglią Giorgio Chiellini i Leonardo Bonucci – „senatorowie” włoskiej kadry – powiedzieli, że stali się legendami. Trudno się z tym nie zgodzić.
Sam finał był taki jak całe mistrzostwa. Dramaturgia trwała od pierwszej minuty do ostatniego karnego w serii jedenastek. Pech jednych – w tym przypadku Anglików – był fundamentem sukcesu drugich. Anglicy zmarnowali szansę, by odnieść pierwszy sukces od 55 lat. Wygrali Włosi, którzy w ciągu trzech lat przeszli drogę z piekła do nieba. Od porażki ze Szwecją w barażu eliminacji mistrzostw świata 2018 do triumfu na Wembley. Włoscy piłkarze napisali kolejną kartę historii, o której latami będą opowiadać kibice.

Pk-29.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 29/2021, na stronie dostępna od 08.09.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki