Logo Przewdonik Katolicki

Powód w powodzi

Szymon Bojdo
fot. Materiały prasowe

Wielka woda towarzyszyła człowiekowi od zawsze. Gwałtowność powodzi przerażała, a zaskoczyć potrafi ona nawet dziś, gdy wydaje się, że system rzek jest pod naszą kontrolą.

Rzeki były naturalnymi miejscami, w których od początku życia społecznego osiedlali się ludzie – są one tak ważne, że niektóre z nich urastały do rangi symboli: Eufrat i Tygrys, pomiędzy którymi mieściła się żyzna kraina obfitości, potężny Nil w Egipcie czy do dziś święta rzeka Ganges. Także w Europie bliskość rzeki pomagała w organizowaniu się skupisk ludzkich, woda służyła nawadnianiu, pojeniu zwierząt i ludzi, z czasem stała się także drogą transportową, o którą nieraz walczono. Najpierw ingerencja człowieka w rzekę nie była aż tak duża: co najwyżej wykarczowano znajdujący się przy niej las i zamieniono na łąkę albo korzystano z trawiastych terenów do wypasu zwierząt. Z czasem, gdy ludzi zaczęło przybywać, także rzekę starano się kontrolować. Umacniano jej brzegi, budowano mosty, by z czasem zamienić je na coraz bardziej skomplikowane obiekty hydrologiczne, jak jazy, potrafiące chwilowo zmienić spiętrzenie wody w danym miejscu, czy tamy, które podnosiły jej poziom na stałe. W początkach naszego życia przy rzece korzystaliśmy także z jej występowania z brzegów: regularne zalania, nanoszące na pola różnego rodzaju osady, użyźniały glebę. Są miejsca, gdzie takie systemy rolne stosuje się do dziś, a na terenach wiejskich w obliczu bardzo suchych lat na skraju klęski suszy docenia się coraz częściej systemy rowów, połączonych z odpowiednim zadrzewieniem, które pozwalają, by stan wody w glebie pozostał na wystarczającym poziomie.

Pk-29.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 29/2021, na stronie dostępna od 08.09.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki