Zdziwiło mnie, kiedy na niedzielnej mszy proboszcz podczas tradycyjnego wymieniania zmarłych w ostatnim tygodniu parafian poprosił też o wspomnienie Jacka Magiery. Jako mieszkaniec Poznania nie spodziewałem się ciepłych słów wobec trenera związanego ze Śląskiem Wrocław i Legią Warszawa. Jego śmierć 10 kwietnia przyszła niespodziewanie, bo Magiera był stosunkowo młody i wysportowany.
Dobry wychowawca
Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych postaci polskiego futbolu ostatnich dekad. Urodzony w 1977 roku w Częstochowie, swoją sportową drogę rozpoczął jako piłkarz, jednak to w roli trenera osiągnął największe sukcesy i zdobył szerokie uznanie. Przez wiele lat związany był z Legią Warszawa, gdzie pełnił funkcję asystenta, by później objąć stanowisko pierwszego szkoleniowca. Pod jego wodzą drużyna sięgnęła po mistrzostwo Polski i z powodzeniem rywalizowała w Lidze Mistrzów. W kolejnych latach prowadził młodzieżową reprezentację Polski oraz Śląsk Wrocław, budując opinię trenera ambitnego, opanowanego i konsekwentnego w działaniu.
Magiera, jak często wspominano, wyróżniał się nie tylko wiedzą taktyczną, ale także podejściem do ludzi, szczególnie młodych zawodników. Wielu jego podopiecznych podkreślało, że potrafił nie tylko rozwijać ich umiejętności sportowe, lecz także kształtować charakter, uczyć odpowiedzialności i pracy zespołowej. Był mentorem, który rozumiał wyzwania stojące przed młodymi ludźmi i wspierał ich nie tylko na boisku, ale i poza nim. Jego wkład w wychowanie kolejnych pokoleń piłkarzy sprawił, że był postrzegany jako trener z misją wykraczającą poza sam sport.
Nagła informacja o jego śmierci wstrząsnęła środowiskiem sportowym i kibicami w całej Polsce. Byli zawodnicy wspominali go jako człowieka wymagającego, ale sprawiedliwego i życzliwego. Kluby, z którymi był związany, publikowały poruszające pożegnania oraz kondolencje dla jego bliskich. Eksperci podkreślali, że jego odejście to ogromna strata nie tylko dla polskiej piłki, lecz także dla całej społeczności sportowej. Pozostanie w pamięci jako człowiek pełen pasji, oddany swojej pracy i inspirujący innych do rozwoju zarówno jako sportowców, jak i ludzi.
Unikał ostentacji, stawiając raczej na cichą konsekwencję i przykład osobisty. W katolickich mediach podkreślano także jego związki z Kościołem i podejście do wiary. Niezależnie od tego, jak głęboko ją przeżywał, jego postawa wpisywała się w model lidera, który buduje autorytet nie przez deklaracje, lecz przez codzienne działanie i relacje z ludźmi. W świecie kibicowskim, gdzie antagonizmy są kołem napędowym różnych działań, tak spontaniczne oddanie hołdu człowiekowi tworzącemu to środowisko jest rzeczywiście czymś niezwykłym. Było to wyrażenie szacunku ze wskazaniem, że to właśnie takie osoby byłyby pożądane do tworzenia nie tylko sportowej społeczności.
Polityk zaskakujący społecznie
Śmierć posła Łukasza Litewki wstrząsnęła nie tylko sceną polityczną, ale przede wszystkim tysiącami ludzi, dla których był kimś znacznie więcej niż posłem. Przez lata swojej działalności zasłynął jako społecznik z prawdziwego zdarzenia: organizator licznych zbiórek charytatywnych, inicjator pomocy dla potrzebujących i osoba, która potrafiła zmieniać internetowe deklaracje wsparcia w realne działania. Angażował się w pomoc dzieciom, osobom z niepełnosprawnościami oraz zwierzętom, budując wokół siebie społeczność opartą na solidarności i zaufaniu.
Wielkim sukcesem było także jego wejście do polityki. Sformował wtedy wokół siebie grupę aktywistów, nazywając ją #teamlitewka, która to grupa rozpoczęła później regularną działalność charytatywną i społeczną. Startując z ostatniego miejsca pod względem liczby głosów, wyprzedził zdecydowanie Włodzimierza Czarzastego, który znajdował się na szczycie tej listy (bo Litewka był politykiem Lewicy). Ten sukces osiągnął m.in. plakatami wyborczymi, na których oprócz jego zdjęcia znajdowała się fotografia psa przeznaczonego do adopcji i informacja, jak można takiego zwierzaka przygarnąć. Choć w przekazie w internecie mogło się wydawać, że działania społeczne są firmowane wyłącznie jego twarzą, to we wspomnieniach wielu osób był podawany jako przykład lidera dobrej pracy zespołowej.
Obecność w życiu publicznym traktował jako coś więcej niż tylko wykonywanie mandatu posła. Sejm był dla niego raczej areną do nagłaśniania ważnych spraw społecznych niż okazją do uczestnictwa w politycznym cyrku. Dał tego przykład także wobec swojego środowiska politycznego, gdy korzystając z wolności sumienia, sprzeciwił się przepisom łagodzącym prawo aborcyjne. Był symbolem polityki bliskiej ludziom, która reaguje na pojedyncze historie i traktuje je z równą powagą jak wielkie sprawy państwowe.
Jego tragiczna śmierć 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej poruszyła całą Polskę. Polityk zginął po potrąceniu przez samochód, gdy jechał na rowerze. Mimo natychmiastowej reanimacji nie udało się go uratować. W wielu miejscach w Polsce ludzie spontanicznie chcieli uczcić pamięć tego młodego człowieka, a obok jego zdjęcia prócz kwiatów czy zniczy pojawiały się duże ilości karmy dla zwierząt przeznaczonej dla schronisk. Kondolencje płynęły od lewej i prawej części sceny politycznej i miały cechy autentycznego podziwu. Choć pewnie niewielu z nas wierzy, że taka śmierć zachęci polskich polityków do naśladowania swojego kolegi, to jednak społeczne poruszenie mogło dać im sygnał, że takich polityków potrzebujemy i chcemy.
Kosmiczna zbiórka
Na koniec wydarzenie, w które właściwie trudno uwierzyć. Impulsem do tej akcji była poruszająca piosenka Ciągle tutaj jestem (diss na raka), nagrana przez rapera Bedoesa i chorą na białaczkę dziewczynkę Maję, która zwróciła uwagę na dramat dzieci walczących z nowotworami. Zbiórka, zainicjowana przez tiktokera i youtubera o pseudonimie Łatwogang, zaczęła się 17 wietnia i miała formę trwającej 24 godziny na dobę transmisji na żywo. Nie działo się to jednak przez jeden dzień, ale aż dziewięć. Łatwogang postawił sobie wyzwanie: przez cały czas trwania transmisji nieprzerwanie odtwarzać utwór Mai i Bedoesa i zachęcać widzów do wpłat. Stream odbywał się praktycznie bez przerwy, a do jego mieszkania przychodzili artyści, sportowcy i influencerzy, co dodatkowo napędzało zainteresowanie. Tym bardziej, że wielu z nich na znak solidarności z chorymi dziećmi na przykład goliło sobie głowy.
Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania – w dniu zakończenia zbiórki kwota przekroczyła 250 mln złotych. Środki te trafią do fundacji Cancer Fighters wspierającej dzieci chore na raka (m.in. na leczenie, sprzęt medyczny i pomoc dla pacjentów). Dech w piersiach zapierało tempo zbiórki i fakt, że w zalanym przecież hejtem internecie powstała przestrzeń do dobrego działania, niepozbawionego elementu zabawy. Oczywiście niemal natychmiast pojawiły się próby zdyskredytowania działań influencerów, jak i „podpięcia się” do akcji przez polityków (Łatwogang odmówił m.in. prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, który chciał odwiedzić go w trakcie transmisji), ale okazały się one nieskuteczne.
Akcja rodzi reakcję
Te trzy pozornie niepowiązane fakty wymagałyby solidnego socjologicznego zbadania, ale możemy pozwolić sobie na nazwanie pewnych intuicji. Otóż w wielu ludziach (przynajmniej według ich deklaracji) te sytuacje wzbudziły tęsknotę za dobrem. W zaskakująco krótkim czasie mogliśmy sobie przypomnieć, że o ile zło dość łatwo narzuca się samo, to potrzeba naszego działania, by wyzwolić w nas dobro. W obliczu utraty wielu wartości i ideałów w naszym świecie ta podstawowa potrzeba niesienia dobra, uczenia go, włączania do niego innych ludzi pomaga w poszukiwaniu sensu życia. Nadto narzekającym na bezczynność ludzi młodych warto pokazać to, co się wydarzyło, i uświadomić, że to czyny, a nie słowa są atrakcyjne, a takie akcje rodzą silną reakcję w postaci chęci ich naśladowania.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













