Logo Przewdonik Katolicki

Osiem razy El Greco

Natalia Budzyńska
WGA

Kiedy sto lat temu powstawało Muzeum Diecezjalne w Siedlcach, nikt nie przypuszczał, że jego wizytówką stanie się obraz El Greca, jedyny w Polsce. Dzięki temu to właśnie w tym muzeum na peryferiach możemy oglądać wystawę „Ars Sacra El Greca”, na którą z Hiszpanii i Wiednia przyjechało siedem obrazów malarza.

Dyrektor niewielkiego muzeum w Siedlcach ks. dr Robert Mirończuk udowodnił, że muzealnik musi ryzykować, nie bać się ośmieszenia i odważnie realizować marzenia. Kilka lat temu wpadł na pomysł godnego uczczenia stulecia istnienia muzeum, a przy okazji także niepodległości Polski i wymarzył sobie pokazanie Ekstazy św. Franciszka w towarzystwie innych obrazów El Greca. Po remoncie muzealnych sal i dostosowaniu ich do potrzeb prezentacji tak cennego dzieła sztuki ten pomysł nie wydawał się aż tak nierealny. Z drugiej strony, niewielkie muzeum położone gdzieś w peryferyjnym miasteczku miałoby zgłosić propozycje wielkim i znanym na świecie muzeom? Oczywiście, nie możemy zapominać, że perła Muzeum Diecezjalnego w Siedlcach, czyli  wspomniana Ekstaza św. Franciszka El Greca, to duży atut. Przy umowach dotyczących wypożyczania dzieł dla muzeów ważna jest kontrpropozycja, a siedleckie muzeum – w odróżnieniu od dużych muzeów narodowych – ma swoją kartę przetargową, przynajmniej w temacie El Greca. Efektem marzeń pozbawionego kompleksów dyrektora jest obecna wystawa.
 
„Elgreczynki”
Historia siedleckiego El Greca wciąż zadziwia, ponieważ cały czas nie wiemy o tym obrazie wszystkiego. Katarzyna Kowalska, autorka wydanej niedawno książki Polski El Greco, przyznaje, że mimo poszukiwań, analizowania różnych wątków i kwerendy wciąż nie wiadomo, jakimi drogami obraz trafił na Podlasie. Kto go przywiózł, komu podarował, skąd go nabył, no i czy zdawał sobie sprawę z jego wartości? Legenda o napoleońskim żołnierzu, który wiózł go przez całą Europę, by porzucić w jednym z podlaskich majątków, jest całkowicie wyssana z palca. W każdym razie jest pewne, że w Kosowie Lackim, gdzie obraz został odnaleziony, nikt nie miał pojęcia o jego pochodzeniu ani o jego autorze. Ciemny, okopcony, więc nieatrakcyjny, wydawał się kolejnym proboszczom kościoła pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, gdzie w końcu się znalazł. Nie wisiał nawet w kościele, ale na plebanii, nad kanapą. Na dodatek był lekko rozdarty, więc ówczesny proboszcz gotów był go oddać do muzeum w zamian za blachę do pokrycia dachu świątyni.
I tu zaczyna się historia, o jakiej marzy każdy historyk sztuki. Do miasteczka przyjeżdżają dwie młode dziewczyny, pracowniczki Instytutu Sztuki PAN, które mają zinwentaryzować zabytki powiatu sokołowskiego. Jest rok 1964 i Izabella Galicka z Hanną Sygietyńską wraz z fotografem Witalisem Wolnym zabierają się do pracy. Wiszący na plebanii obraz zwraca ich uwagę od razu. Intryguje i nie daje spokoju. Przyglądają się mu dokładnie i decydują: to El Greco! Rok później publikują pracę na ten temat, ale środowisko po prostu wybucha śmiechem. El Greco w jakiejś dziurze na Podlasiu – czegoś takiego nie wymyśliłby nawet Zbigniew Nienacki w serii o Panu Samochodziku. Pełne zapału młode historyczki sztuki opisują obraz: „Tajemnicze światło oblewające postać wydobywa ją z tła, którym jest niebo ze skłębionymi chmurami. Światło to koncentruje się na twarzy, kapturze, rękawie habitu i dłoniach, odbija się od wygładzonej powierzchni kości czaszki i rozjaśnia chmurne tło. Głowa człowieka  o ascetycznym wyglądzie: pociągła, o wyostrzonych rysach, wystającymi kośćmi policzkowymi, zapadłymi skroniami, podkreślonymi cieniem wychudzonymi policzkami, o długim nosie z garbkiem, wydatnymi ustami okolonymi zarostem i krótką brodą. Ciemne krótkie włosy nisko zarastają czoło, nade wszystko jednak głęboko osadzone pod łukami brwiowymi oczy, skierowane ku górze nadają twarzy ekstatyczny wyraz całkowitego zapamiętania się i pełnej napięcia, nieomal bolesnej pokory”.
Jednak „elgreczynki” – bo tak na nie zaczęto wkrótce mówić – zamiast sławy doświadczają drwin. Nikt im nie wierzy, nikt nie traktuje poważnie odkrycia. Na szczęście ta historia ma ciąg dalszy. W 1974 r. biskup siedlecki zlecił konserwację obrazu i wtedy to pod warstwą brudu i farby, na fragmencie zakrytym ramą odkryto sygnaturę artysty. Oczywiście, że to El Greco! Podpis wykonany był grecką minuskułą: Domenikos Theotokopoulos – to imię i nazwisko greckiego malarza, który większość życia spędził w Hiszpanii. Obecność sygnatury sama w sobie nie jest żadnym dowodem, jednak w połączeniu z wynikami wieloletnich i dogłębnych analiz chemicznych, kolorystki, ikonografii i stylu daje odpowiedź na pytania i wątpliwości. Na plebanii wisiał przez lata zapomniany obraz wart miliony.
 
Medytacje przed obrazem
Musiały minąć kolejne lata, żeby obraz można było pokazać publicznie, bo kiedy już była znana jego wartość, to trzeba było go zabezpieczyć. Zakusy na arcydzieło miały też partyjne władze państwowe i podstawione prawdopodobnie przez SB osoby prywatne. W 2004 r., po pracach adaptacyjnych w Muzeum Diecezjalnych w Siedlcach po raz pierwszy pokazano obraz publicznie. Dwa lata temu został poddany gruntownej konserwacji w Muzeum Narodowym w Krakowie, w czasie której odkryto, że stygmat na habicie św. Franciszka został domalowany w XIX w., więc go usunięto. W nowej ramie Ekstaza był pokazywana w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach i powróciła do Siedlec. Wersji obrazu istnieje kilka, artysta często zanim przystępował do realizacji dzieła głównego, wykonywał kilka szkiców w mniejszych formacie. Ekstazy św. Franciszka El Greca składają się na franciszkową serię, która obejmuje około sto płócien rozproszonych po całym świecie. Artysta malował świętego, który się modli, jest w ekstazie czy otrzymuje stygmaty. Ten odnaleziony w Polsce należy do najwcześniejszych przedstawień i jest datowany na 1578 rok. Na wystawie „Ars Sacra El Greca” towarzyszy mu wersja późniejsza pochodząca z kolekcji prywatnej w Wiedniu. Reszta prezentowanych obrazów przyjechała z Hiszpanii: Ukrzyżowanie z widokiem Toledo i Ukrzyżowanie z Museo del Greco w Toledo, Święty Franciszek z bratem Leonem medytujący o śmierci z Katedry Primada w Toledo, Święty Franciszek z bratem Leonem z muzeum w Walencji oraz przepiękny, jeden z najsłynniejszych obrazów El Greca czyli Św. Weronika z chustą z Museo Santa Cruz. [AP1] Modelką, która pozowała do tego obrazu, miała być wieloletnia towarzyszka życia artysty, Jeronima de las Cuevas. Obraz wisiał na ołtarzu w kościele bernardynów Santo Domingo de Silos w Toledo nad wizerunkami św. Benedykta i św. Bernarda. Ten obraz do końca listopada możemy oglądać, choć właściwszym słowem będzie –medytować, zupełnie z bliska w Siedlcach. „Nikt, poza El Greco, nie malował obrazów z takim rozedrganiem barwnym, z takim wibrującym, niezwykle oryginalnym i niepowtarzalnym światłem – mówi Dorota Pikula, kustoszka tamtejszego Muzeum Diecezjalnego. – Nikt nie nasycał swoich dzieł, tak jak on, wizyjnością”. I właśnie dlatego obrazy El Greca należy „medytować”: nasycenie barw, emocje wyrażone w geście, rysach twarzy, atmosferę, jaką roztacza przedstawione wydarzenie.
Muzeum Diecezjalnemu w Siedlcach i jego dyrektorowi biję brawo!
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki