Jej panowanie to służba i miłość

Gdy mówimy o królowaniu Maryi, to współczesny człowiek może potrzebować przetłumaczenia symbolu, ale jego treść pozostaje aktualna – z o. prof. Andrzejem Napiórkowskim OSPPE rozmawia Szymon Bojdo.
Czyta się kilka minut
Mozaika z XIII wieku, przedstawiająca Matkę Boską. Znajduje się w górnej galerii świątyni Hagia Sophia w Stambule w Turcji fot. zn/mGetty Images
Mozaika z XIII wieku, przedstawiająca Matkę Boską. Znajduje się w górnej galerii świątyni Hagia Sophia w Stambule w Turcji fot. zn/mGetty Images

W litanii loretańskiej mamy aż czternaście wezwań do Maryi jako Królowej. Zapewne wyrosły one ze swoich czasów, kiedy królów i królowych było w świecie wiele. Dziś z kolei monarchie są w większości czysto symboliczne. Czy te tytuły są zatem nadal czytelne?

– Maryjne wezwania królewskie w litanii loretańskiej w żadnym wypadku nie są opisem ustroju politycznego czy społecznego, lecz oddają przede wszystkim duchowy sens. Jest to język teologii. „Królować” w Biblii oznacza przede wszystkim uczestniczyć w panowaniu Boga, które nie jest dominacją, lecz wyrazem służby i miłości. Najświętsza Maryja Panna jako Królowa jest Tą, która najpełniej uczestniczy w królowaniu Chrystusa – a On „króluje” z krzyża.

Tajemnicę królowania Maryi rozjaśniają nam trzy biblijne opisy: Nazaret, Ain Karim oraz Kana Galilejska. Nazaret to zwiastowanie (Łk 1, 26–38). W niewielkim domku w Nazarecie, wśród wzgórz Galilei, młoda dziewczyna Maryja stoi w pokorze. Światło anielskie wpada przez okno lub drzwi – Gabriel, wysłannik nieba, pozdrawia Ją słowami, które wstrząsają historią: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą”. Maryja jest przestraszona, ale nie ucieka. Zadaje jedno jedyne pytanie: „Jakże się to stanie?”. Gdy słyszy odpowiedź, że Duch Święty zstąpi na Nią, a moc Najwyższego Ją osłoni, wypowiada swoje hebrajskie „Amen” – najdoskonalsze „tak” w dziejach ludzkości: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. W tej chwili cała Jej istota staje się darem. Oddaje Bogu swoje ciało, swoją przyszłość, swoją reputację, swoje plany małżeńskie z Józefem, swoje bezpieczeństwo. Nie negocjuje warunków. Nie pyta: „A co ja z tego będę miała?”. Jest czystym „tak” skierowanym w górę. To jest szczyt oddania – dziewicze, radykalne, bez reszty. Nazaret staje się miejscem, gdzie niebo i ziemia spotykają się w jednym sercu, które mówi: „Jestem Twoja, Panie. Cała”. A zatem królowanie oznacza bycie służebnicą Pana. Maryja sama się zresztą tak określa.

Druga scena to Ain Karim – nawiedzenie (Łk 1, 39–56). Kilka dni później ta sama Maryja, teraz nosząca w sobie Syna Bożego, wyrusza w drogę przez wzgórza Judei – około 130–150 kilometrów. Idzie do wioski w górach judzkich, do domu swojej starszej krewniaczki, Elżbiety, która jest już w szóstym miesiącu ciąży (cudownie poczęła w starości). Maryja nie idzie tam, by opowiadać o swoim wielkim zwiastowaniu. Nie idzie, by być obsłużoną. Idzie służyć. Wchodzi do domu, pozdrawia Elżbietę – i w tym momencie dziecko w łonie Elżbiety (Jan Chrzciciel) skacze z radości, a Elżbieta, napełniona Duchem Świętym, woła głośno: „Błogosławionaś Ty między niewiastami…”.

Maryja zaś odpowiada najpiękniejszą pieśnią w Biblii – Magnificat (uwielbienie, dziękczynienie, przebłaganie, prośba). W tym geście młodej, ciężarnej Dziewicy wobec starszej, brzemiennej kobiety widzimy odwrócenie logiki świata. Młodsza służy starszej. Ta, która nosi Mesjasza, pochyla się nad tą, która nosi Jego poprzednika. Ta, która otrzymała największą łaskę, nie wynosi się, lecz schodzi nisko, by pomagać w codzienności (prawdopodobnie gotuje, sprząta, nosi wodę, wspiera duchowo przez trzy miesiące). To jest służba wypływająca z oddania Bogu. Bo kto naprawdę oddał się Bogu, ten nie może nie służyć ludziom.

Królewskość świętej Dziewicy odsłania także Kana Galilejska: Jej pośrednictwo (J 2, 1–11), czyli służba ludziom. Maryja jest na weselu. Zauważa problem: zabrakło wina. Młoda para jest w kłopocie. Maryja nie ma władzy, nie jest organizatorką wesela, ale ma serce matki i służebnicy. Mówi krótko do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. A do Jezusa: „Nie mają wina”. W tym momencie Ona znowu jest „służebnicą” – tym razem wobec ludzkiej biedy i radości. Nie żąda cudu. Nie narzuca się. Po prostu dostrzega potrzebę i przekazuje ją Synowi. Potem milknie i każe Jego słuchać. Wynikiem jest pierwszy cud Jezusa – przemiana wody w wino. Najlepsze wino na końcu wesela. Kana pokazuje, że oddanie Bogu (Nazaret) owocuje czułą, konkretną służbą ludziom (Kana). Maryja ten cud inicjuje. Ona tylko wskazuje na potrzebę i wskazuje na Jezusa.

Mamy tu dwa istotne odniesienia. Nazaret to pionowa linia: całkowite „tak” skierowane do Boga. Oddanie, dziewictwo serca, Jej „Amen”. Z kolei Ain Karim oraz Kana to pozioma linia: wyciągnięte ręce do człowieka, dostrzeganie potrzeby, dyskretne pośrednictwo. Obie linie tworzą krzyż: uwielbienie Boga i oddanie się człowiekowi, poświęcenie się. Maryja jest pierwszym i doskonałym ludzkim krzyżem w historii – w pełni oddana Bogu i w pełni oddana ludziom. Dlatego Jej życie jest najpiękniejszą ikoną chrześcijańskiego życia: „Najpierw cała dla Boga, a przez to – cała dla innych”. Dlatego jest królową.

Stąd tytuły w litanii loretańskiej pozostają czytelne, jeśli odczyta się je chrystologicznie: Maryja nie jest królową „obok” Boga, lecz w całkowitej zależności od Niego. To królowanie ma charakter wstawienniczy i macierzyński, a nie polityczny. Współczesny człowiek może potrzebować przetłumaczenia symbolu, ale jego treść pozostaje aktualna.

Ponadto w roku 1954 papież Pius XII w encyklice Ad caeli Reginam ogłosił i wprowadził do kalendarza liturgicznego wspomnienie liturgiczne Najświętszej Maryi Panny jako Królowej, a obchodzone jest ono obecnie 22 sierpnia.

Mamy w polskiej tradycji wiele odniesień do Maryi jako Królowej, Hetmanki. Konfederaci barscy chcieli być jej sługami. Ewangelie przedstawiają z kolei Maryję jako skromną kobietę, której sam Jezus nadaje tytuł Matki („Oto Matka Twoja”). Czy te dwa obrazy nie są sprzeczne?

– Nie mamy tu do czynienia ze sprzecznością, ale wręcz dopełnieniem teologiczno-antropologicznym. To swoiste napięcie jest wpisane w samo serce Ewangelii. Z jednej strony mamy zwrot ku Bogu i w Nim zakorzenienie, a w konsekwencji jest możliwy poprawny zwrot ku człowiekowi. Uwielbienie Boga uzdalnia Maryję ku orędowaniu za nami u Boga. W Ewangelii św. Łukasza Maryja mówi o sobie: „wejrzał na uniżenie swojej służebnicy”, a jednocześnie zapowiada: „błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”.

Teologia widzi tu zasadę odwrócenia: Bóg wywyższa pokornych. Maryja jest Królową właśnie dlatego, że jest Służebnicą. Polska tradycja (przydomki Hetmanka Narodu, Królowa Polski) rozwija natomiast jeszcze jeden aspekt – Jej opiekę nad narodem – co nie przeczy ewangelicznej prostocie, tylko ją interpretuje w konkretnym doświadczeniu historycznym. Jezus zapowiadał: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18, 14). Przekaz biblijny zostaje w tym przypadku dopełniony Tradycją. Teologia katolicka wyraźnie bowiem uczy, że Objawienie zawarte jest w Piśmie Świętym i Tradycji. Nie możemy źródła naszej wiary redukować tylko do Pisma Świętego. Protestancka zasada sola scriptura – i stwierdzamy to z całą ekumeniczną wrażliwością – jest niewystarczająca do ogarnięcia pełni Objawienia.

Wracając do litanii loretańskiej. Czy tylko Polacy mają swoje dodatkowe wezwanie: „Królowo Polski”? Może są jeszcze inne nacje, gdzie taka pobożność jest tak silna?

– Maryja w pobożności katolickiej nazywana jest Królową w wielu krajach. Jest Królową Francji i Królową Belgów, oczywiście w sensie duchowym, a nie politycznym. We Francji tradycja maryjna jest bardzo silna: kraj bywa nazywany „najstarszą córą Kościoła”, a Maryję czci się jako szczególną patronkę i Królową Francji. Źródła historyczno-religijne przekazują, że francuscy monarchowie oddawali kraj pod Jej opiekę, zwłaszcza po wydarzeniach z XVII wieku. Z kolei w Belgii Maryja jest czczona jako Królowa nieba i szczególna patronka, zwłaszcza w miejscach objawień jak Beauraing.

Wezwanie „Królowo Polski” zostało oficjalnie zatwierdzone przez Kościół i wpisane w tradycję liturgiczną, ale podobne formy pobożności istnieją gdzie indziej. Przykłady: Nuestra Señora de Guadalupe – głęboko związana z tożsamością Meksyku, Notre-Dame de Lourdes – ważna dla Francji i całego Kościoła, Nossa Senhora de Fátima – silnie związana z historią Portugalii. Jednak Polska wyróżnia się tym, że tytuł Królowej został bardzo wyraźnie powiązany z dziejami państwa (śluby lwowskie Jana Kazimierza z 1655 roku). To nadaje mu wyjątkową intensywność.

Paulini – Ojca zakon – są od wieków opiekunami Jasnej Góry. Jaka jest rola tego miejsca dziś? W pieśni śpiewamy: „W Częstochowie tron swój wzniosła, wielka, można i wyniosła, lecz najczulsza z matek ziemi cierpi razem z dziećmi swymi”. Czy Jasna Góra nadal jest takim miejscem mimo tłumów, wielkich pielgrzymek, a czasami, niestety – wystąpień polityków?

– Sanktuarium jasnogórskie ma znaczenie przede wszystkim jako najważniejsze centrum kultu maryjnego w Polsce i główne miejsce pielgrzymek – tak krajowych, jak i zagranicznych – związanych z Matką Bożą Częstochowską. Dla rzesz wiernych jest ono znakiem szczególnej obecności Maryi w historii Polski, zwłaszcza za sprawą Cudownej Ikony. Dotykamy tu tajemnicy obecność NMP. Jej obecność na Jasnej Górze rozumiemy nie w sensie fizyczności, lecz jako duchową i sakramentalną obecność w kulcie, modlitwie i wierze Kościoła. Cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej jest tu centralnym znakiem tej rzeczywistej obecności Matki Bożej.

To ze względu na Maryję obecną w Cudownym Obrazie docierają na Jasną Górę setki tysięcy ludzi. W tego rodzaju ludowej pobożności odnajduje się każdy chrześcijanin. Dusza ludu łatwo identyfikuje się z Maryją w prostej, nieskomplikowanej zawiłymi prawdami religii. Nie bez powodu św. Jan Paweł II w 1979 roku wyznał: „Tyle razy przybywaliśmy tutaj! Stawaliśmy na tym świętym miejscu, przykładaliśmy niejako czujne pasterskie ucho, aby usłyszeć, jak bije serce Kościoła i serce Ojczyzny w Sercu Matki. Jasna Góra jest przecież nie tylko miejscem pielgrzymek Polaków z Polski i całego świata. Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. Ileż razy biło jękiem polskich cierpień dziejowych! Ale również okrzykami radości i zwycięstwa!

Można na różne sposoby pisać dzieje Polski, zwłaszcza ostatnich stuleci, można je interpretować wedle wielorakiego klucza. Jeśli jednakże chcemy dowiedzieć się, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj. Trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo życia całego narodu w Sercu jego Matki i Królowej! A jeśli bije ono tonem niepokoju, jeśli odzywa się w nim troska i wołanie o nawrócenie, o umocnienie sumień, o uporządkowanie życia rodzin, jednostek, środowisk, trzeba przyjąć to wołanie. Rodzi się ono z miłości matczynej, która po swojemu kształtuje dziejowe procesy na polskiej ziemi”.

Dlatego nie bez powodu, co dokumentują już całe wieki, Jasna Góra jest nazywana duchową stolicą Polski, ponieważ przez setki lat łączyła modlitwę, historię narodową i maryjną pobożność. W sensie teologicznym Jasna Góra pokazuje, że Maryja prowadzi do Chrystusa i jednoczy wiernych wokół modlitwy, liturgii i nawrócenia, ale też jest zwornikiem i ostoją narodu. Dlatego sanktuarium, mimo że jest też bez wątpienia wyjątkowym miejscem historycznym, to jeszcze bardziej żywym znakiem wiary i ufności wobec przemożnej opieki Najświętszej Maryi Panny.

Pamiętajmy: Jasną Górę musimy przede wszystkim postrzegać w sensie teologicznym. Jej sens nie zależy od liczby pielgrzymów ani od kontekstu kulturowego, ekonomicznego czy społecznego. Obecność tłumów, różnych grup, nawet polityków czy form instrumentalizacji tego świętego miejsca nie zmienia jego istoty. Jakkolwiek trzeba ze smutkiem przyznać, że nierzadkie próby manipulacji Jasną Górą mogą zaciemniać i osłabiać jej znaczenie na poziomie doświadczenia wiary. Jasna Góra jest i pozostanie bowiem znakiem Kościoła pielgrzymującego: lud chrześcijański przychodzi tu ze swoją konkretną historią, tak z uwielbieniem, wdzięcznością, jak i z prośbą, przebłaganiem i grzechem.

Jak zmienia się pobożność maryjna w naszym kraju? Czy pojawiają się nowe zjawiska albo wraca się do jakichś zapomnianych praktyk? Czy są to raczej ruchy zdrowe, czy zdarzają się nadużycia?

– W Polsce zachodzą jakby dwa równoległe procesy. Z jednej strony mamy pogłębianie mariologii i oczyszczenie maryjności. A z drugiej: wciąż maryjność między Bugiem a Odrą naznaczona jest brakiem wiedzy religijnej, nadmierną emocjonalnością, spłyconą pobożnością i fałszywą dewocją.

Dlatego musimy nieustannie podkreślać, że autentyczna pobożność maryjna – tak ludowa, jak i liturgiczna – musi być chrystocentryczna i zgodna z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza z konstytucją Lumen gentium. Trzeba wracać ciągle do Biblii, do różańca, ale jako modlitwy kontemplacyjnej, do osobistej relacji wiary. Nie wolno zapominać trafnych wskazań Marialis cultus Pawła VI. Ta papieska adhortacja o kulcie maryjnym, wydana 2 lutego 1974 roku, o podtytule O należytym kształtowaniu i rozwijaniu kultu Najświętszej Maryi Panny, omawiała główne zasady odnowy. W Marialis cultus znajdujemy zatem cztery niezbywalne zasady odnowy maryjnej czci: 1. zasada trynitarna i chrystologiczna (kult Maryi ma prowadzić do Chrystusa i być osadzony w tajemnicy Trójcy Świętej); 2. zasada biblijna (nabożeństwo maryjne ma być mocno zakorzenione w Piśmie Świętym); 3. zasada liturgiczna (kult Maryi powinien harmonizować z liturgią Kościoła, a nie ją zastępować); 4. zasada ekumeniczna i antropologiczna (powinien uwzględniać jedność chrześcijan i odpowiadać prawdziwym potrzebom człowieka).

Trzeba też zauważyć nowe ruchy, nabożeństwa, formy zawierzenia. W większości są one autentyczne i pomagają ludziom w wierze, ale często pojawia się ryzyko nadużyć. Niestety trzeba też powiedzieć o niekiedy pojawiających się niewłaściwych przesunięciach akcentów z Boga Ojca, z Ducha Świętego czy z Chrystusa na Maryję.

Wprowadzaniem pewnej równowagi mogą tu być dość liczne objawienia zmartwychwstałego Pana, jak np. Wandzie Boniszewskiej, Alicji Lenczewskiej, Leonii Nastał, Kunegundzie Siwiec, Rozalii Celakównie czy Faustynie Kowalskiej, ale też niedawne cuda eucharystyczne w Sokółce i Legnicy, gdzie mieliśmy do czynienia ze skierowaniem naszej uwagi na większą pobożność eucharystyczną, gdyż Chrystus przypomniał nam o swojej żywej obecności w konsekrowanej Hostii. Powinno to stać się przedmiotem naszej refleksji, że na polskiej ziemi mieliśmy tak wiele objawień chrystocentrycznych, a tylko jedno objawienie maryjne (Gietrzwałd).

Ciągle mamy jednak do czynienia z nadmierną sensacyjnością (np. wokół objawień prywatnych) czy też traktowaniem maryjnej pobożności w sposób magiczny lub ideologiczny. Teologia ocenia to jasno: zdrowa pobożność maryjna zawsze prowadzi do Chrystusa i Kościoła, nigdy nie zastępuje Ewangelii. Trzeba pamiętać, że Najświętszą Maryję Pannę bardziej czci ten, kto ją naśladuje, niż się do Niej modli. Idźmy po śladach świętych i błogosławionych, którzy weszli do szkoły Maryi… Nie ma sprzeczności między dawnymi tytułami a współczesnością, jeśli czyta się je w ich nadprzyrodzonym sensie: Maryja jest Królową, bo jest najdoskonalszą służebnicą Boga. Narodowe formy pobożności – jak w Polsce – są historyczną wykładnią wiary, która wymaga ciągłego oczyszczania, ale nie traci swojej wartości. Polska maryjność jest rzeczywiście nie tylko piękna, ale i bogata. Jest ona zakorzeniona biblijnie i narodowo.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 18/2026