Logo Przewdonik Katolicki

Msza prawdziwa?

Monika Białkowska
Msza św. w klasycznym rycie rzymskim, zwanym też przedsoborowym albo trydenckim. W kościele św. Benona w Warszawie fot. Paweł Kula/PAP

Wszystkie spory o to, który ryt jest prawidłowy, z punktu widzenia całej historii Eucharystii tracą znaczenie. Nie robimy dziś nic innego, niż robili pierwsi chrześcijanie i chrześcijanie przez wieki.

Kardynał Sarah osiągnął wiek emerytalny i przestał pełnić funkcję prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. To wywołało pytania o losy tak zwanej Mszy trydenckiej, której kardynał był gorącym zwolennikiem. O czym tak naprawdę mówimy, kiedy posługujemy się pojęciami „Mszy posoborowej”, przeciwstawianej czasem „Mszy Wszechczasów” z Soboru Trydenckiego? Czy w ogóle można je sobie przeciwstawiać? Jak kształtowała się liturgia Eucharystii w historii i jak daleko we współczesnej Mszy św. odeszliśmy od obrzędów, które sprawowali pierwsi chrześcijanie? 

Dziękujemy Ci Ojcze nasz
Fragmenty tych najstarszych liturgii, sprawowanych na przełomie I i II wieku nie tylko nie są żadną tajemnicą, ale wręcz znamy je na pamięć – choć często nie wiemy, że to właśnie one. Wielokrotnie przecież, zwykle po obrzędzie Komunii św. śpiewamy: „Dziękujemy Ci Ojcze nasz, za święty, winny szczep Dawida, który nam poznać dałeś przez Jezusa, Syna Twego. Tobie chwała na wieki”. Ten tekst, wraz z następnymi zwrotkami to fragment tzw. Didache, czyli Nauki Dwunastu Apostołów. Ten starożytny traktat jest starszy nawet od niektórych ksiąg Nowego Testamentu. To w nim, w części poświęconej Eucharystii, zapisane są słowa modlitwy, która w I wieku były odmawiana przy łamaniu chleba, modlitwy nad kielichem wina i dziękczynieniem po Komunii. Były to jeszcze po prostu modyfikacje żydowskich błogosławieństw, wzbogacone oczywiście o treści chrześcijańskie. I nie ma tu wątpliwości, że chodziło właśnie o Eucharystię, skoro zapisano: „W dniu Pana, w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto swoje grzechy, aby ofiara wasza była czysta. Niechaj nikt, kto ma jakiś spór ze swoim bratem, dopóki się nie pogodzą, nie bierze udziału w tym zgromadzeniu, aby nie została skalana wasza ofiara”. 

Niewinna uczta
Didache nie jest jedynym zachowanym świadkiem pierwszych Eucharystii. O ich sprawowaniu pisał Pliniusz Młodszy, namiestnik Bitynii, który około 111 roku radził się cesarza Trajana, w jaki sposób postępować z chrześcijanami. Pliniusz szukał rad po to, by chrześcijan skutecznie w cesarstwie wyniszczyć, ale też przesłuchiwał ich i obserwował, miał więc informacje z pierwszej ręki. Pisał: „Zapewniali, że największą ich winą czy też błędem było to, że mieli zwyczaj w określonym dniu o świcie zbierać się i śpiewać na przemian pieśni ku czci Chrystusa jako Boga, i że związali się przysięgą dotyczącą nie jakichś występków, lecz że nie będą popełniać kradzieży, rozbojów, cudzołóstwa, że nie będą składać fałszywej przysięgi ani zapierać się wobec żądających zwrotu powierzonej im własności. Po tych obrzędach zazwyczaj rozchodzili się i znowu zbierali się, aby spożyć wspólny i niewinny posiłek; zaprzestali tego natychmiast po wydaniu przeze mnie edyktu, w którym – zgodnie z twoim zaleceniem, zabroniłem wszelkich tajnych zrzeszeń”. 
Przyjmuje się, że owo „śpiewanie na przemian” było modlitwą psalmami, rodzajem jutrzni, a „wspólny, niewinny posiłek” to nic innego jak Eucharystia. Owo zaświadczenie o „niewinności” nie było tu bez znaczenia: chrześcijan w rzymskim świecie podejrzewano bowiem o uprawianie zabobonów, o kanibalizm (picie krwi i jedzenie ciała), a nawet o orgie (agapa oznaczała „ucztę miłości”). 

Uczta i Słowo
Pliniusz jednak nie opisuje, jak Eucharystia wyglądała. Z innych źródeł – w tym również z Nowego Testamentu – wiemy, jak mogła ona przebiegać. Przede wszystkim była ucztą – w pełnym tego słowa znaczeniu, połączoną ze spożywaniem posiłku, a nie tylko Ciała i Krwi Jezusa.
Nie od początku Eucharystia łączyła się z czytaniem Pisma Świętego (lub po prostu czytaniem Starego Testamentu i z czasem kolejnych, nowszych pism, bo kanon Nowego Testamentu nie był jeszcze ukształtowany). Albo lepiej będzie powiedzieć: nie wszędzie się łączyła. Chrześcijanie pochodzenia żydowskiego nadal słuchali Słowa Bożego w synagogach albo w Świątyni. Czytanie go przed Eucharystią pojawiło się więc najpierw u tych chrześcijan, którzy przed przyjęciem chrztu byli poganami. Eucharystia początkowo dość ściśle połączona była z agapą, ale jeszcze w I wieku agapa przestała być częścią liturgii, a stała posiłkiem pozaliturgicznym. Wtedy też zmienił się sposób sprawowania Eucharystii: jej uczestnicy nie siedzieli przy swoich stołach, ale pojawił się jeden, wspólny stół, gromadzący wszystkich, który stał się ołtarzem. 

Schemat
Eucharystię – a nawet dwie różne Eucharystie pierwszych chrześcijan opisał w 150 roku św. Justyn Męczennik w swojej Apologii, skierowanej do rzymskiego cesarza Antoniusza Piusa. Pierwsza z nich to Eucharystia sprawowana po udzieleniu chrztu i bierzmowania, druga to Eucharystia niedzielna. Justyn pisze, że tego dnia spotykają się wierni z wsi i miast i tak długo, na ile czasu wystarcza, czytają „pamiętniki apostolskie” (czyli Ewangelie) lub pisma prorockie. Po czytaniu lektor „żywym słowem” upomina i zachęca zebranych, by naśladowali zasłyszane nauki – to był odpowiednik współczesnej homilii. Potem wszyscy powstają, modlą się wspólnie: znów mamy tu odpowiednik naszej modlitwy wiernych. W opisie Mszy z chrztem w tym miejscu pojawia się jeszcze, praktykowany zapewne na każdej Eucharystii, pocałunek pokoju. Po modlitwie i pocałunku pokoju przynoszony jest chleb i woda, nad którymi modlitwy dziękczynne odmawia sam celebrans. Modlitwy te kończą się wspólnym, radosnym okrzykiem: amen. Zaraz potem wiernym rozdawana jest Komunia, a diakoni zanoszą ją również nieobecnym. Na końcu odbywa się zbiórka datków – przełożony wspólnoty otrzymuje je, by zaopiekować się sierotami, wdowami, chorymi, ubogimi i więźniami. „Przełożony” to nikt inny, jak przewodniczący liturgii biskup: Justyn nie używa tego słowa, bo adresuje swój tekst do pogan, którzy tego terminu nie rozumieją. 
Nie można jednak – czytając ten opis – oprzeć się wrażeniu, że mimo upływu blisko dwóch tysięcy lat i mimo kolejnych reform liturgicznych Eucharystia, którą znamy dzisiaj, opiera się dokładnie na tym samym schemacie. Kolejne wieki dodawały do niej tylko kolejne elementy. 
Kolejne świadectwo o Eucharystii to Tradycja Apostolska z 215 roku, której autorstwo przypisuje się św. Hipolitowi. Tu dostajemy uzupełnienie tego, co u św. Justyna było po prostu „modlitwą dziękczynną” odmawianą przez celebransa nad chlebem i winem – otrzymujemy tekst modlitwy eucharystycznej. Już w III wieku chrześcijanie odchodzili w tej kwestii od modlitw spontanicznych. Hipolit podał więc pewien wzór, choć sam zaznaczał, że celebrans nie musi trzymać się go wiernie i uczyć na pamięć: zależało mu bardziej na tym, żeby w improwizacji zachować prawidłową naukę. I znów: modlitwa zapisana przez Hipolita w 215 roku jest nam nadal doskonale znana. To ona, nieco przekształcona, znajduje się w Mszale jako druga modlitwa eucharystyczna. 

Z domu do bazyliki
Prywatne domy były miejscem sprawowania Eucharystii dość długo. Początkowo odbywało się to po prostu tam, gdzie na co dzień mieszkali chrześcijanie. W III wieku pojawiły się pierwsze „domy Kościoła”, czyli nadal zwyczajne domy, tyle że przez ich właścicieli przekazane wyłącznie na cele kultu. To właśnie one jako pierwsze zaczęły być nazywane po prostu kościołami. Najlepiej zachowany „dom Kościoła” odkryto na początku XX wieku w starożytnym mieście Dura-Europos nad Eufratem. Pochodzi on z 232 roku i na zewnątrz w niczym nie odróżniał się od innych prywatnych budynków. Charakterystyczna za to wewnątrz była duża sala, powstała z połączenia dwóch innych pomieszczeń i urządzony przy wejściu mały pokoik z chrzcielnicą i biblijnymi malowidłami na ścianach, pełniący funkcję baptysterium. 
W połowie III wieku w samym tylko Rzymie było już około czterdziestu takich domów-kościołów. Sytuację mocno zmienił ogłoszony w 313 roku edykt mediolański, przyznający chrześcijanom swobodę wyznania. Chrześcijanie nie musieli już ukrywać się ze swoim kultem, poza tym przestali się mieścić w dotychczasowych „domach Kościoła”, bo przybywało ich bardzo szybko. Wtedy też powstawać zaczęły pierwsze bazyliki – a wraz z tym zaczęła zmieniać się również liturgia. 

Uroczyściej i zrozumiale
Teologia, istota rzeczy pozostała niezmienna, ale nowe warunki wymusiły nową formę. W wielkiej bazylice setki osób musiały sprawować obrzędy inaczej niż mała grupka w niewielkim domu. Choć schemat nadal pozostaje ten sam, pojawiają się procesyjne wejścia biskupa, miejsca dla prezbiterów i diakona. Kapłan nadal odmawia modlitwę eucharystyczną – nadal twarzą do ludu – nadal łamany jest chleb – tyle tylko, że wszystko to przestaje być familiarne, a staje się uroczystością. W bazylikach po raz pierwszy pojawiły się szaty liturgiczne, przy czym ich pierwowzorem wcale nie były szaty kapłanów z żydowskiej Świątyni. Szaty liturgiczne miały być po prostu rzymskim ubiorem, tyle że noszonym przez wyższe warstwy społeczne: dziś powiedzielibyśmy, że bardziej dostojnym i eleganckim. Sprawujący Eucharystię w bazylice nie odróżniał się więc niczym szczególnym od przynajmniej części jej uczestników. Zmienił to czas: moda mijała, ludzie świeccy ubierali się coraz nowocześniej, a dawny strój pozostał wyłącznie na użytek liturgii.
W czasie przejścia Eucharystii do bazylik zmienia się również język liturgii. I to także wymuszone jest zmianą zewnętrznych okoliczności. Pierwotna greka przestawała być rozumiana, chrześcijaństwo rozlewało się po całym Imperium Rzymskim, w którym ludzie powszechnie porozumiewali się łaciną. Łacina zaczęła wchodzić więc i do liturgii: choć działo się to powoli i aż do końca IV wieku Eucharystie były w zasadzie dwujęzyczne. Ostatecznie na łacinę Kościół przeszedł w 384 roku. 

Ujednolicenie?
Złudzeniem jednak będzie, jeśli spróbujemy myśleć, że Eucharystia sprawowana w różnych częściach ówczesnego świata wyglądała jednakowo. Choć struktura oparta była na tym samym schemacie, to w różnych kulturach i tradycjach rozwijała się nieco inaczej. Tak musiało być: miała być bliska tym, którzy się nią karmili. W ten sposób powstały różne rodziny liturgiczne: ambrozjańska, mozarabska czy galijska. Pierwszy raz w średniowieczu próbowano kwestię sprawowania Eucharystii ujednolicić, ale spełniło się to dopiero na Soborze Trydenckim w XVI w. Dopiero wtedy spisane zostały rubryki, nad którymi czuwać zaczęła Kongregacja Obrzędów. Dopiero wtedy też Pius V wprowadził Mszał dla całego Kościoła katolickiego. W 1963 roku jako owoc Soboru Watykańskiego II ogłoszona została Konstytucja o Liturgii Sacrosanctum concilium, która dopuściła – między innymi reformami – używanie w liturgii języków narodowych. W 1970 roku wydany został nowy Mszał rzymski, w którym część modlitw została zmodyfikowana, część usunięta, pojawiły się za to nowe. Ryt rzymski sprawowania Eucharystii nadal jest jednak jeden. Benedykt XVI w liście apostolskim Summorum Pontificum odróżnił jedynie jego zwyczajną formę od formy nadzwyczajnej, czyli sprawowanej według przedsoborowego Mszału. 

Wspólna i jedna
Rewolucja? To, co z punktu widzenia naocznych świadków Soboru Watykańskiego II wyglądało na liturgiczną rewolucję, w liczącej dwa tysiące lat historii Kościoła było po prostu ewolucją: rozwojem głębi myśli teologicznej o Eucharystii z jednoczesnym sprawowaniem obrzędów w taki sposób, który będzie bliski i zrozumiały dla konkretnej wspólnoty. Tak o Eucharystii myśleli pierwsi chrześcijanie. Tak myśleli o niej również ojcowie Soboru Watykańskiego II. Wystarczy dobrze wczytać się w teksty z pierwszych wieków, żeby zobaczyć, jak bardzo niezmienna w swej istocie Eucharystia łączy chrześcijan – również ponad wiekami. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki