Logo Przewdonik Katolicki

Między konfesjonałem a kozetką

Dominik Robakowski
Leczenie głupoty Hieronima Boscha. Scena przedstawia procedurę medyczną wykonywaną przez europejskich znachorów w XV w., polegającą na trepanacji czaszki chorego fot. Museo del Prado/Wikipedia

Religia i medycyna pod wieloma względami są do siebie podobne. Nic nie powinno więc stać na przeszkodzie, aby korzystały ze wzajemnych doświadczeń. Tymczasem odwieczny konflikt między ciałem i duszą chyba nigdzie nie wybrzmiewa tak silnie jak w starciu lekarza i księdza.

W trosce o zdrowie przestrzegamy zasad higieny, dbamy o dietę, sięgamy po lekarstwa. Nawet rodzimy się i umieramy w szpitalu. Medycyna, zwłaszcza w obecnej sytuacji epidemicznej, odgrywa znaczącą rolę w naszym życiu. Często lekarze przypominają kapłanów, zabiegi – sakramenty, recepty – przykazania. Te zależności nie są przypadkowe. Medycyna narodziła się bowiem w ramach religii. Dzisiaj jednak często o tym zapominamy, a lekarzy i księży stawia się często po przeciwnej stronie. Dlaczego tak się stało? W znalezieniu odpowiedzi powinna pomóc nam książka Georgesa Minoisa Ksiądz i lekarz. Od świętych uzdrowicieli do bioetyki. To obszerna opowieść o niełatwej relacji między religią i medycyną, w której potrzeba dominacji brała wielokrotnie górę nad zdrowym rozsądkiem.

„Święty” Galen
Być może zarzewie konfliktu tkwi już u samego zarania medycyny. Jakkolwiek wywodziła się ona z religii, to jednak była to religia pogańska. Owszem, Stary Testament pełen jest porad medycznych, a Jezus mówi nam o sobie przez liczne uzdrowienia. Jednak źródłem wiedzy medycznej dla wczesnych chrześcijan były przede wszystkim dzieła żyjącego w II wieku Galena. Jego poglądy na medycynę, stanowiące summę greckiego i rzymskiego lecznictwa, wywarły ogromny wpływ na ludzkie umysły. Teorie Rzymianina zostały szybko „kanonizowane” i stały się dogmatami, które nie tylko Kościół, ale i środowisko naukowe przez stulecia uznawały za niepodważalne. Gdy w XVI wieku podczas jednej z pierwszych sekcji serca okazało się, że ma ono inną budowę, niż przewidywał to Galen, zgromadzeni chirurdzy woleli zaprzeczyć własnym oczom, niż uderzyć w autorytet starożytnego medyka.
Pierwotna medycyna nie posiadała głębokiego zakorzenienia teoretycznego, a praca lekarza przypominała bardziej rzemiosło niż naukę. Właściwie medycyna ograniczała się do dwóch aspektów: diagnozy i leczenia. W pierwszym potrafiono zbadać zaledwie dwa elementy – mocz i tętno. Na ich podstawie dość skrupulatnie wyrokowano, ile czasu pozostało choremu do śmierci. Medycyna była poniekąd spuścizną wróżbiarstwa, a jej głównym celem było niejako przewidywanie przyszłości. Magiczne były też same metody leczenia. Bazowały one przede wszystkim na lekach ziołowych, aczkolwiek zdarzały się i przypadki mikstur, których nie powstydziłaby się najgorsza bajkowa czarownica. W moździerzach niektórych medyków lądowały ślimaki, ropuchy czy kurz z grobu miejscowego świętego. Nic dziwnego, że wielu przedstawicieli Kościoła dość sceptycznie przyglądało się pracy lekarzy. Z resztą nie tylko oni. Generalnie uważano, że medycyna ma niską skuteczność, co przy jakże skromnej wiedzy i środkach często bywało prawdą.

Chorzy nie grzeszą
W relacjach medycyny i Kościoła problemem większym niż zabobonny charakter wielu praktyk okazało się jednak podejście do bólu. Było ono tak jakby pokłosiem dawnego sporu między epikurejczykami i stoikami. Ci pierwsi widzieli w bólu czyste zło i na wszelki sposób starali się go powstrzymać. Ta postawa przypadła do gustu medykom. De facto będą zajmować się oni nie tyle leczeniem, ile uśmierzaniem bólu. Kościół brał stronę stoików, którzy uznawali cierpienie za nieodzowną część ludzkiej egzystencji. Co więcej, chrześcijanie za sprawą męki Pańskiej nie tylko akceptowali ból, ale wręcz go uświęcili. Dla niektórych cierpienie miało mieć wręcz zbawienny wpływ – wszak chorzy nie grzeszą.
Warto jednak podkreślić, że chrześcijanie średniowiecza nie zastanawiali się, czy medycyna jest dobra. Byli o tym przekonani przykładem Jezusa Uzdrowiciela. Bardziej jednak zastanawiało ich, czy należy się leczyć i za jaką cenę. Co ciekawe, pytanie to pozostaje poniekąd aktualne i dzisiaj.
Innym punktem zapalnym między religią i medycyną było pytanie o źródło uzdrowienia. Myśl chrześcijańska była w tym względzie stosunkowo prosta: jedynym lekarzem człowieka jest Bóg. Jeśli zostaliśmy uleczeni – oznacza to, że taka była Boża wola; jeżeli pacjent zmarł – winna była nieudolna medycyna. To stawianie lekarzy jako kozłów ofiarnych wywołało z czasem silny kompleks, który w momencie rozwoju nauki zaowocuje silną potrzebą rewanżu.

Wielki rewanż
Aż do XVI wieku medycyna nie tylko będzie w cieniu religii, ale będzie też przez nią zdominowana. Idąc za ewangelicznym przykładem, uznawano, że uleczenie ciała możliwe jest tylko przy uleczeniu duszy. To podejście wywoływało kolejny konflikt. Poważny o tyle, że dotyczący jednego z sakramentów. Medycyna zaczęła wypowiadać się o teologii.
Mowa tu oczywiście o namaszczeniu chorych. W swojej książce Minois kilkukrotnie wraca do historii wielkiego sporu o to, czy sakrament uzdrawia tylko duszę chorego, czy także jego ciało. W tym niewinnym zagadnieniu w pełni objawia się idea konfliktu, w którym ksiądz i lekarz wchodzą wzajemnie w swoje kompetencje. Podobnie problematyczne okazało się rozdzielenie zadań na poziomie psychiki i życia duchowego. W którym momencie mamy do czynienia z opętaniem, a kiedy możemy mówić o szaleństwie? Kiedy doznajemy objawień, a kiedy urojeń? Czy cud jest dziełem Boga, czy ma jednak podłoże naturalne?
Spór kompetencyjny między lekarzami i kapłanami osiągnął swój szczyt w XVIII i XIX wieku. To właśnie wtedy medycy znaleźli się w awangardzie ateizmu, w swojej postawie opierając się na scjentyzmie i materializmie. Doszło wówczas do ostatecznego odwrócenia dotychczasowego porządku, w którym kapłan uzdrawiał, a lekarz jedynie łagodził ból. Ten okres to oprócz wielkiego triumfu, także czas wynaturzenia medycyny. Troska o higienę przybrała rozmiary obsesji, poprawianie dzieła Stwórcy zrodziło myśl o eugenice, przekroczenie etyki doprowadziło nas do gabinetu doktora Mengele.

Kult medycyny
Dziś relacje religii i medycyny zdają się już bardziej unormowane. Co więcej, wiele jest miejsc, w których Kościół i medycyna mogą się wzajemnie spotkać. Minois podaje liczne tego przykłady. Wszak cud jest tym większy, im bardziej doświadczony lekarz nie będzie w stanie wskazać jego naturalnej przyczyny. Podobnie diagnoza psychologa może uwolnić nas od fałszywego proroka.
W książce przykładów na współpracę znajdziemy jeszcze więcej. Możemy zastanowić się, jak powiązane jest ze sobą praktykowanie cnót i przestrzeganie higieny życia. Trudno nie dostrzec nici łączącej post z dietą. Innym aspektem, który łączy księży i lekarzy, jest także tajemnica. Nie ma jednak co ukrywać, że Ksiądz i lekarz to jednak opowieść o konflikcie, o wzajemnych pretensjach, ranach czy uprzedzeniach. To kolejny przykład paradoksalnej sytuacji, w której dwie, pod wieloma względami podobne siły, stają przeciwko sobie.
Minois śledząc dzieje emancypacji medycyny spod religijnej kurateli stawia niezwykle ważne pytanie o to, czy medycynę można nazwać nową religią. Ma ku temu liczne powody. Wszak medycyna, jako dotykająca każdego człowieka, jest bardziej uniwersalna niż wiele światowych religii. Podobnie jak one ma swoje prawidła, kapłanów, wyznawców, a nawet herezje. Czy jednak wizja szczęścia jako zdrowia jest w stanie zaspokoić nasze wszelkie tęsknoty? Czy klonowanie i inne odkrycia z zakresu genetyki są szansą na „życie wieczne”? Czy pokonanie cierpienia jest bardziej prawdopodobne niż istnienie nieba? Aby nie psuć lektury, nie zdradzę odpowiedzi autora. Warto sięgnąć po nią samemu. Z góry jednak zaznaczam, że w książce oprócz odpowiedzi czeka w nas jeszcze więcej pytań. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki