Logo Przewdonik Katolicki

W Tatrach

Natalia Budzyńska
fot. Unsplash

Ten przymus parcia pod górę, bicia własnych rekordów czasowych, wymijania innych na szlaku, schodzenia niemal biegiem. Teraz już nic nie muszę, ale przyznaję, że nie czuję się komfortowo, kiedy idę wolniej od innych. 

Trudno jest pisać, kiedy ledwo się żyje. Jestem na wakacjach drugi dzień dopiero, ale ponieważ w Polsce, a szczególnie w Tatrach, pogoda jest zmienna, więc wykorzystując błękit nieba i pełne słońce, wyrwaliśmy się w góry niemal biegiem. Szybko musiałam się zmierzyć ze smutną rzeczywistością. Po roku spędzonym przed komputerem i na kanapie z książką moja kondycja okazała się żadna. Żadna. Nigdy nie było tak źle. Idąc pod górę i dysząc, w czasie gdy serce łomocze jak nigdy, w myślach robiłam sobie postanowienia. Przypomniało mi się, że niedaleko mojego domu jest siłownia. Jak tylko wrócę, zapiszę się na jakiś fitness czy cardio, oddam pod opiekę trenera albo instruktora, czy jak to się taki ktoś w siłowni nazywa, kto opracowuje indywidualne treningi. Będę dwa razy w tygodniu pedałować na rowerku stacjonarnym albo biegać po ruchomej bieżni.

pk-38.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 38/2020, na stronie dostępna od 13.10.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki