Logo Przewdonik Katolicki

Zobacz u Nyki

Natalia Budzyńska
fot. gilitukha/Adobe-Stock

Tłumy w górach mnie z jednej strony wcale nie cieszą. Lubię wędrować samotnie i tłok przeszkadza mi cieszyć się z przestrzeni i widoków. Dlatego w pewnym momencie porzuciliśmy polskie Tatry i przenieśliśmy się na szlaki słowackie. Z przewodnikiem Nyki oczywiście.

Myślę o tym, co dzieje się w Tatrach, i bardzo żałuję, że są one tak małe. Nie że za niskie, ale że zajmują tak niewielki obszar. Oglądam zdjęcia i co widzę? Turystów, którzy stoją w kolejce, żeby wejść na Rysy. We wrześniu, miesiącu teoretycznie pozasezonowym… Do tłoku na Krupówkach i Gubałówce już się przyzwyczaiłam. Tłum na szlaku do Morskiego Oka pozbawił mnie już dawno  przyjemności kontemplowania Mięguszowieckiego Szczytu, bo po prostu tam nie chodzę. Mam wrażenie, że część Tatr została dla mnie zamknięta – nie lubię bowiem tłumów. Pamiętam Tatry puste, a nawet pamiętam puste wrześniowe Krupówki. Oczywiście nie całkowicie, ale spotykało się w tych miejscach ludzi, którzy przyjechali w jednym celu, a na Krupówki wpadali po zejściu z gór, żeby kupić chleb i ser w sklepie Społem. Nie, nie chcę tu prezentować dziaderskiej gadki, że niby „kiedyś to było…”. Zostawmy więc Krupówki i wróćmy w góry, bo jednak kolejki na Rysy to jeszcze nigdy nie widziałam. I tak sznurek ludzi czekających na wejście na Giewont już mi się opatrzył i jest zrozumiały turystycznie, bo to taki symbol Zakopanego, i każdy czuje obowiązek, żeby go „zaliczyć”, co jest do zrobienia. Z Rysami nie jest już tak łatwo, przynajmniej z polskiej strony, bo wystarczy pojechać na Słowację i stamtąd to podobno niemal raz dwa. No ale nie byłam, więc się nie wypowiadam.
Najlepiej sięgnąć do Nyki i sprawdzić. Tak się mówi u nas w domu: „Zobacz u Nyki”. Józef Nyka zmarł na początku września, ale my nadal będziemy zaglądać do jego kultowych przewodników, tak jak całe pokolenia górskich turystów. Tatry Polskie i Tatry Słowackie mają już kilkanaście wydań i nie przypuszczam, żeby wyparły je różne tatrzańskie aplikacje. Czyta się, je planując wycieczkę, po wycieczce i wtedy, gdy się siedzi w domu, choćby w ten sposób przenosząc się w ukochane góry. Nie wiem, czy stojący w kolejce na Rysy mieli w ręku książki Nyki, ale jestem gotowa założyć się, że na pewno ponad połowa tak.
Tłumy w górach mnie z jednej strony wcale nie cieszą. Lubię wędrować samotnie i tłok przeszkadza mi cieszyć się z przestrzeni i widoków. Dlatego w pewnym momencie porzuciliśmy polskie Tatry i przenieśliśmy się na szlaki słowackie. Z przewodnikiem Nyki oczywiście. Ale i tam się wiele zmieniło, tyle że rozległy obszar pozwala się jakoś rozejść. Ale z drugiej strony, czy to nie dobra nowina, że coraz więcej osób czerpie z górskich wycieczek radość? Dlaczego mam się z tego powodu smucić? Niech się zachwycają! Szkoda tylko, że niektórzy trochę bezrozumnie, bo czytam, że w nocy przez kilka godzin musieli ich z Rysów sprowadzać goprowcy. Chyba nie przeczytali jednak Nyki i źle obliczyli czas trasy.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki