Logo Przewdonik Katolicki

Tatrzańskie herstorie

Natalia Budzyńska
fot. Unsplash

Kiedyś marzyłam o klubie wysokogórskim, ale miałam tam tylko kolegów, bo było to środowisko typowo męskie. Sztuczne ścianki jeszcze nie istniały w naszym kraju, a koledzy buty do wspinaczki robili sobie sami z za małych korków do piłki nożnej.

Od kiedy wdrapywałam się na Szpiglasową Przełęcz w strugach deszczu, wśród błyskawic i grzmotów (byłam bardzo młoda, więc niezbyt mądra – dodam na swoje usprawiedliwienie), Tatry mnie zafascynowały. Szłam na tę wycieczkę bez entuzjazmu, ale skok adrenaliny spowodował, że mimo strachu zakochałam się. Od tamtego czasu, a więc od 16. roku życia, jestem w Tatrach każdego lata lub zimy. Kiedyś marzyłam o klubie wysokogórskim, ale miałam tam tylko kolegów, bo było to środowisko typowo męskie. Sztuczne ścianki jeszcze nie istniały w naszym kraju, a koledzy buty do wspinaczki robili sobie sami z za małych korków do piłki nożnej. Czasami ktoś przywiózł z zagranicy katalog sklepu Mamut lub Patagonia, który pożyczaliśmy sobie na kilka dni, żeby pooglądać sprzęt, na który składały się bajecznie kolorowe liny i karabinki oraz jeszcze bardziej barwna odzież. Mogliśmy tylko marzyć. Ja szczególnie, bo wysokie góry mnie pociągały, ale wysiłek fizyczny niestety mnie nudził. Nie byłam ani wytrzymała, ani cierpliwa, więc pozostałam taterniczką teoretyczną, korzystającą ze szlaków turystycznych.

PK-24.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 24/2021, na stronie dostępna od 14.07.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki