Logo Przewdonik Katolicki

Nie pytaj o swoje braki

Szymon Żyśko
Papież Jan Paweł II beatyfikował w Watykanie Marie Domenice Mantovani (pierwszy portret po lewej) 27 kwietnia 2003 r. fot. MAURIZIO BRAMBATTI/PAP EPA

Jej historia jest opowieścią o tym, że Bóg nie tyle powołuje zdolnych, ile uzdalnia powołanych przez siebie. Marii Mantovani brakowało wszystkiego: wykształcenia, nazwiska, pochodzenia, ale posiadała coś więcej – wrażliwość i wyczucie na Bożą łaskę.

Dzięki temu mogła z niej czerpać pełnymi garściami, nie zważając na to, że w oczach wielu ludzi była tylko prostą kobietą.

Ożywianie parafii
Nad polami w Castelletto di Brenzone opadały zapewne już pierwsze mgły. Nagły listopadowy spadek temperatury to w tym regionie normalny stan rzeczy związany z napływem wilgotnego powietrza po słonecznej i ciepłej jesieni. Pan Mantovani wracał z pola, gdy dowiedział się, że właśnie narodziło się jego pierwsze dziecko. Być może przez chwilę pomyślał, że w przyszłości w gospodarstwie przydałby się bardziej syn, ale niesamowicie cieszył się z pierworodnej córki. Był człowiekiem wielkiej wiary, więc w tym dziecku widział przede wszystkim błogosławieństwo od Boga. Razem z żoną nie mogli jeszcze wtedy wiedzieć, że będzie ono błogosławieństwem dla całego Kościoła.
Córkę państwa Mantovani ochrzczono po kilku dniach, tak postępowano w tamtych czasach, nie czekając zbyt długo. Umieralność dzieci zwłaszcza wśród ubogich rodzin była częsta. Nazwano ją Maria Domenica, oddając pod opiekę Maryi. Wkrótce w domu Mantovanich urodziło się jeszcze troje dzieci. Dziewczynka dorastała pod czujnym okiem rodziców, którzy od najmłodszych lat wychowywali ją w wierze i autentycznej miłości do Kościoła. Maria zdobyła również podstawowe wykształcenie. Skończyła jednak tylko trzy klasy, nie mogąc pozwolić sobie na więcej ze względu na brak pieniędzy, jak również obowiązki w gospodarstwie.
W 1877 r. do Castelletto di Brenzone przybył nowy wikary, ks. Giuseppe Nascimbeni. Gorliwemu księdzu bardzo zależało, aby ożywić życie w parafii i stworzyć wspólnotę z prawdziwego zdarzenia. Szukał pomocników, którzy go w tym wesprą. Gdy poznał 15-letnią Marię, od razu zauważył jej niesamowity potencjał i oddanie sprawie. Nie mógł uwierzyć, że nie posiada ona wykształcenia, ponieważ była bardzo inteligentną i mądrą dziewczyną. Maria żyła blisko parafii, pojawiając się czasem na plebanii z darami od swoich rodziców. Dziewczyna o dziwo zaufała intuicji nowego wikarego i zgodziła się prowadzić katechezę i odwiedzać chorych ze wsparciem.
Między Marią i ks. Giuseppe narodziła się serdeczna przyjaźń. Wikariusz został kierownikiem duchowym młodej Włoszki, co miało ogromny wpływ na jej duchowy rozwój. Przez lata umacniał w niej również w wiarę w samą siebie, ucząc dostrzegania Bożych darów, z których nie zdawała sobie sprawy. Dzięki nim parafia ożywiła się, a życie wspólnotowe wyszło poza ramy niedzielnej Mszy św. Inni duszpasterze patrzyli na Castelletto di Brenzone z podziwem, pytając ks. Nascimbeniego, jak mu się to udało. Potrzeby wciąż jednak były ogromne, więc z chwilą mianowania ks. Giuseppe proboszczem, zaczął on snuć plany o małym zgromadzeniu sióstr, które byłyby obecne w parafiach, wspierając księży w służbie wiernym.

PK-26.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 26/2020, na stronie dostępna od 22.07.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki