Logo Przewdonik Katolicki

Jak nie utonąć w morzu snobizmu

Bogna Białecka
fot. Unsplash

Kim jest snob? Co ciekawe, nie istnieje psychologiczna definicja, choć każdy intuicyjnie go rozpoznaje: ma najmodniejsze ubrania, najnowszy model smartfona. Popatrzy na twoje rzeczy i powie: „Co ty nosisz? Jakiś dramat! Wydałabyś kilka złotych więcej i wyglądałabyś w miarę”. Widząc twój telefon, westchnie ciężko i skwituje: „Co to jest? W lombardzie to kupiłeś? Nawet moja babcia ma lepszy”.

Nie odróżnia fałszującego amatorskiego chóru od światowej sławy zespołu profesjonalistów, jednak będzie przechwalał się, że z żoną dyrygenta jest na „ty”. Nie potrafi zrobić jajecznicy, jednak wrzuci na Instagrama fotki artystycznie przyrządzonego śledzia w czekoladzie z truflami, zachwycając się wyrafinowanym smakiem. Kupi swemu dziecku każdy najmodniejszy gadżet, żeby „nie dziadowało”.
Snobizm nie jest związany z bogactwem. Wiele osób bierze kolejne kredyty, by „być na topie”. Być może z tego powodu coraz większą popularnością cieszą się poradniki dotyczące uzdrowienia finansów, w których jedną z kluczowych porad jest: nie bierz kredytu na spłacenie wcześniej zaciągniętych kredytów. Paradoksalnie – oznaki wysokiego statusu można dziś łatwo fałszować.
Snobizm związany jest z roszczeniowym narcyzmem. A to oznacza osoby o niskim poczuciu własnej wartości, desperacko starające się znaleźć potwierdzenie własnej wartości w zewnętrznych oznakach statusu. Innymi słowy snob to adresat reklam zapewniających, że kupując dany produkt jesteś w elicie.
 
Konsekwencje
Częstym realnym skutkiem snobizmu jest życie ponad stan i popadanie w tarapaty finansowe. Ma to jednak też konkretne, negatywne skutki w życiu dzieci takich osób. Wydawałoby się, że szkodliwe jest już samo przekazywanie wizji świata, w której wartość człowieka zależy od tego, co posiada.
Jednak od kilku lat kult posiadania przekłada się na popychanie dzieci do poważnego zniewolenia.
Zwróćmy uwagę na to, co jest przedmiotem chwalenia się: oznaki prestiżu, wysokiej pozycji społecznej, dobra materialne, znajomości, wpływy. Jednym z aktualnych symboli prestiżu jest najnowszej generacji smartfon. A to coś więcej niż luksusowy gadżet. Coraz więcej badań pokazuje, że korzystanie ze smartfona przez dzieci powoduje zaburzenia rozwojowe, a wiele z usług dostępnych za jego pośrednictwem ma potężny potencjał uzależniający.
Gdy prowadziłam niedawno szkolenie dla nauczycieli dotyczące uzależnień behawioralnych (np. od gier, smartfonów, mediów społecznościowych), okazało się, że podstawowym problemem w prewencji uzależnień u dzieci są rodzice. Niektóre osoby po prostu nie wyobrażają sobie, żeby nie kupić dziecku na Pierwszą Komunię najnowszego i najmodniejszego smartfona. Gdy takich osób jest w klasie kilka lub kilkanaście, wywołuje to lawinę. Pozostali rodzice też kupują dzieciom smartfony, „by nie czuły się gorsze”. Wielu rodziców w źle pojętej potrzebie zapewnienia dzieciom dobrego startu kupuje im najmodniejsze rzeczy, spełnia wszelkie zachcianki. Też te na pozór sprzyjające rozwojowi – dziś lekcje jogi, jak się znudzą, to za miesiąc tenis, potem jazda konna. Rezultatem jest presja społeczna. Ktoś, kto nie ma modnych ubrań, zabawek, elektronicznych gadżetów, zajęć dodatkowych, może spotykać się z ostracyzmem. W klasie, gdzie snobizm jest normą, nawet dziecko o wysokim poczuciu własnej wartości będzie obiektem kpin. Co z tym robić?
 
Nie masz powodu, by czuć się gorszy
Na poziomie relacji między dorosłymi, warto wziąć do serca trzy podstawowe wskazówki.
Po pierwsze, nie kupuj wizji świata snoba. Po to, by snobizm był skuteczny, konieczna jest zgoda innych osób na to, że są gorsze. Jednocześnie antidotum na snobizm nie jest „antysnobizm”, czyli próba wykazywania, że jest się lepszym, bo gardzi się tym, co snob ceni. Najlepszą strategią jest ignorowanie prób zaimponowania tobie. Zamiast zerkać kątem oka z zazdrością na najnowszy ciuch, czy rzucać kąśliwe uwagi o „brzydocie aktualnej mody”, po prostu nie zwracaj uwagi na oznaki „wyższego statusu”.
Po drugie, pamiętaj, że podstawą narcyzmu jest poczucie braku bezpieczeństwa. Naucz się patrzeć na snoba z łagodnością. Powiedzmy, że koleżanka z pracy chwali się swoimi kontaktami towarzyskimi, jednocześnie z pogardą opowiadając o braku ogłady i „lumpeksowym stylu” twoich przyjaciółek. Zamiast przejmować się jej uwagami, pomyśl, że ktoś naprawdę zadowolony ze swoich przyjaźni nie czuje potrzeby poniżania i degradowania przyjaciół swych znajomych.
Po trzecie, bądź dumny ze swoich zalet, talentów, z tego, co czyni cię kimś wyjątkowym. Osoby umiejące w sobie dostrzec pozytywne cechy są mniej podatne na uczucie zazdrości czy zawiści. Pamiętaj, że dobra materialne, znajomości itp. nie przynoszą snobowi poczucia szczęścia. Dla niego dopiero czyjaś zazdrość jest źródłem satysfakcji. Nie daj się zatem wpędzić w poczucie niższości. Nie masz powodu, by czuć się gorszy. Jeżeli masz problem z odnalezieniem swoich zalet, bo masz niskie poczucie własnej wartości, warto zastanowić się, co inni zauważają w tobie dobrego i co w tobie cenią. Pracuj nad tym, by czuć się dobrze, będąc sobą.
 
Uodparniaj dzieci na snobizm
Co jednak można zrobić dla swojego dziecka, u którego na etapie szkolnym występuje ogromna potrzeba bycia akceptowanym przez grupę? Epatowanie oznakami bogactwa, statusu ma miejsce w każdej szkole. Jeśli dziecko ma szczęście, osoby, o jakich mowa, stanowią niewielką część klasy i tworzą swoją „elitarną grupę” pogardzającą resztą. W takim wypadku wystarczy mieć grupę swoich kolegów w klasie i ignorować próby wywołania zawiści. Gorzej, jeśli ta „lepsza” grupa ma na tyle duży wpływ, że pozostałe dzieci na siłę próbują się do niej dopasować, a rodzice im ulegają. W takim wypadku, jeśli nie ma szans przeniesienia do szkoły czy klasy o bardziej normalnych relacjach, warto pomóc dziecku znaleźć grupę rówieśniczą poza szkołą, w której cenione będzie za inne cechy niż stan posiadania, oraz uczyć znajdowania poczucia własnej wartości w cechach charakteru, osobowości, zaletach i talentach. Pokazujmy dziecku hierarchię wartości, w której rzeczy materialne raczej służą realizacji wartości ważniejszych. Uczmy – analogicznie do porad dla dorosłych – ignorować epatowanie symbolami statusu.
Powstaje też pytanie: co można zrobić dla dzieci snobów? Młode osoby przyzwyczajone są do zaspokajania swych zachcianek, do ułatwień możliwych dzięki kontaktom czy pieniądzom  rodziców. Te niesamodzielne istoty przyzwyczajone są, że wszystko jest im podane na tacy. Czasem zostaną brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością i mają szansę pobrać życiową lekcję. Stało się tak w przypadku dziewczynki, która dzięki układom rodziców została wybrana jako reprezentantka szkoły w konkursie piosenki (mimo że śpiewała poniżej przeciętnej), jednak rodzice przeliczyli się i już na etapie międzyszkolnym poniosła porażkę. Cóż z tego, skoro po prostu przeszła nad tym do porządku dziennego i przerzuciła się na inne, równie powierzchowne zainteresowania, pozwalające na odnoszenie pozornych sukcesów?
Czasem sami rodzice reflektują się. Zauważają, że wychowują roszczeniowego egotyka. Oczywiście o wiele trudnej wprowadzać wymagania, gdy dziecko już zostało przyzwyczajone do tego, że nawet nie musi prosić, wystarczy, że zażąda i dostaje. Dlatego z ciekawością przeczytałam blogowy pamiętnik pewnej mamy, która postanowiła brutalnie pokazać roszczeniowej córce, co w życiu jest naprawdę ważne. Zaczęła od weekendowego szlabanu na wszystko. Pokój córki został zamknięty na klucz, odebrano jej smartfon i dostęp do internetu. Kieszonkowe trafiło do aresztu, podobnie kosmetyki. Córka dostała podstawowy zestaw ubrań, dwie sztuki bielizny i skarpet, które musiała codziennie prać. Do podstawowych środków higienicznych mama łaskawie dorzuciła tusz do rzęs. Książki i zeszyty przeniesiono do salonu. Trzynastolatka dwa dni spała w śpiworze na kanapie w salonie. Potem stopniowo rodzice zaczęli przywracać przywileje. Według relacji mamy córka wskutek trwającej w sumie kilka tygodni lekcji zaczęła doceniać to, co ma, a przy okazji odkryła w sobie pasję czytania i pieczenia. Nie wiem, na ile ta opowieść jest realistyczna. Podejrzewam, że przynajmniej u części nastolatków tak brutalne postawienie sprawy spowodowałoby ucieczkę z domu. Sama idea – zaproponowania dziecku wyzwania pozwalającego na odkrycie naprawdę ważnych rzeczy w życiu – wydaje się godna rozważenia. Choć oczywiście podstawą jest przyjęcie do wiadomości, że zaspokajanie zachcianek dziecka, nawet tych z pozoru rozwojowych, nie uczy go cechy będącej podstawą przetrwania w życiu dorosłym: wytrwałości i niepoddawania się przeciwnościom losu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki