Logo Przewdonik Katolicki

Krzyk Arethy

Natalia Budzyńska
fot. Materiały Prasowe

Legendarny film dokumentujący koncert Arethy Franklin, podczas którego została nagrana płyta gospel wszech czasów, Amazing Grace, nareszcie można obejrzeć w kinach. Po 46 latach.

O tym filmie najpierw zapomniano na kilka dekad, a potem, przez parę ostatnich lat, sporo mówiono. Dokument przeleżał na półce jako bezużyteczny, ale kiedy okazało się, że współczesna technologia może pomóc naprawić błędy techniczne twórców filmu, na jego emisję nie chciała się zgodzić sama Aretha Franklin. Wszystko się zmieniło, gdy po jej śmierci (latem 2018 r.) film zobaczyli na prywatnym rodzinnym pokazie jej spadkobiercy i to dzięki ich decyzji możemy dziś przeżywać prawdziwe uniesienia, przenosząc się do 1972 r. Można właściwie powiedzieć, że wrażenia, jakie ten dokument wywołuje dzisiaj, są zupełnie przypadkowe, nikt nie przypuszczał, że nieudane dzieło Sydneya Pollacka będzie miało po latach aż taką siłę rażenia. Oczywiście, że gwiazdą numer jeden jest tu sama artystka, królowa, której głos wzrusza i wzbudza głęboki podziw. Ale cała sytuacja, jaką uwieczniły kamery, to coś więcej. My dosłownie przenosimy się duchem do kościoła baptystów w Los Angeles, do 1972 r., żeby wziąć udział w nabożeństwie uwielbieniowym. Bliskość kamer i nieco nerwowy czy też chaotyczny montaż sprawia, że wszystko, co się tam dzieje, staje się tak bliskie, jak to tylko możliwe. Naprawdę miałam wrażenie, że oglądając film Amazing Grace: Aretha Franklin, wcale nie siedzę w sali kinowej, ale tam, w New Bethel Baptist Church, wśród mieszkańców dzielnicy Watts.
 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 48/2019, na stronie dostępna od 24.12.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki