Logo Przewdonik Katolicki

O poszukiwaniu Boga

o. Wojciech Surówka OP
fot. Agnieszka Robakowska/ PK

To był zwykły jesienny dzień. Petersburg pogrążał się już w długą zimową noc. Kościół św. Katarzyny, w którym posługują dominikanie, leży tuż przy głównej arterii miasta, przy Newskim Prospekcie. Ulica biegnie paralelnie do samej Newy i tworzy wraz z rzeką linię wyznaczającą główny kierunek miasta, ze wschodu na zachód, tym samym wytyczając drogę wiodącą zarówno do odległych terenów północnej Azji, jak i Europy.

Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej słynie z tego, że jego drzwi są zawsze otwarte. Od rana do późnego wieczora zawsze ktoś z parafian lub braci jest w nim obecny. Kościół tworzy jakby zatokę głównego nurtu Newskiego Prospektu. Czasem w zatoce tworzą się wiry, które wciągają przypadkowych przybyszów na dłużej. Kiedy przygotowywałem katechumenów do przyjęcia chrztu, zawsze pytałem, jak to się stało, że trafili do naszego kościoła, dlaczego zdecydowali się przyjąć chrzest w Kościele katolickim, przecież Rosja to w większości prawosławny kraj. Bardzo często odpowiadali: „Nie wiem. Po prostu wszedłem do waszego kościoła i nagle poczułem się jak w domu”. Jestem przekonany, że od ponownego otwarcia kościoła w 1992 r. już setki ludzi odnalazło wiarę w tej przyjaznej zatoce, położonej tuż przy hałaśliwym i pozostającym ciągle w biegu Newskim Prospekcie.
Tamtego jesiennego dnia zatrzymałem się na dłużej w kościele. Kiedy wychodziłem z kaplicy, podeszła do mnie kobieta i poprosiła o modlitwę. Zapytałem, co się stało. – Przyszłam podziękować św. Katarzynie za powrót męża – powiedziała. Szczerze przyznam, że przez głowę przeleciały mi od razu dwie myśli: albo mąż po zdradzie powrócił do rodziny, albo służył w armii i przyjechał po latach do domu. Jeden i drugi przypadek był dość prawdopodobny. Odpowiedź, którą usłyszałem, zupełnie zbiła mnie z tropu. – Ojcze, mąż poszedł żyć w lesie jak św. Serafim Sarowski. Chwała Bogu, Jego Przeczystej Matce i św. Katarzynie, kiedy rąbał drzewo, zranił się poważnie w nogę i musiał wrócić do domu. Moje modlitwy zostały wysłuchane.
 

 
Nie był to pierwszy rok mojego pobytu w Rosji, jednak zaskoczyła mnie ta opowieść. Mąż pozostawił rodzinę w mieście i poszedł żyć w lesie, żeby oddawać się modlitwie i ascezie. Zastanowiło mnie, jak doszedł do takiego przekonania, kto mu poradził, by dokonać takiego wyboru? Jak przebiegał cały proces podejmowania decyzji? Oczywiście rozmowa z kobietą zeszła na temat starca, którego postać jest kluczową dla zrozumienia specyfiki rozeznawania duchowego w tradycji prawosławnej. Jednak ani starzec nie jest tym, kim kierownik duchowy w tradycji katolickiej, ani posłuszeństwo nie przypomina posłuszeństwa wypracowanego w kulturze opartej na demokratycznych zasadach.
Cała duchowa tradycja Kościołów wschodnich opiera się na mniszym wzorze życia. Świeccy naśladują mnichów, a mnisi naśladują aniołów. Taki jest mniej więcej schemat. Starzec jest mnichem, który niekoniecznie musi być przełożonym wspólnoty, ale posiada niepodważalny autorytet duchowy. Mnisi udają się do niego po radę i słowo starca jest rozstrzygające nie tylko w kwestii życia duchowego poszczególnych mnichów, ale również w kwestii prowadzenia wspólnoty zakonnej. Nie jest on jedynie kierownikiem duchowym, który doradza, ale raczej przywódcą duchowym, który posiada autorytet prowadzenia wspólnoty. Warto również dodać, że starcem może być ktoś z długim doświadczeniem życia duchowego i ascetycznego, bardzo często musi być starcem w sensie dosłownym. Posługa duchowa starca jest w sposób naturalny wpisana w środowisko życia mniszego, w którym się zrodziła.
 

 
Mniej więcej od połowy XIX w. posługa starców rosyjskich zaczęła swym oddziaływaniem obejmować nie tylko mnichów, ale również osoby świeckie. Rodzi się pytanie o charakter tej posługi rozeznawania. Świeccy nie składali przecież ślubów posłuszeństwa. Czy starzec może radzić, by mąż porzucił żonę i poszedł mieszkać w lesie, jak miało to miejsce w przypadku owej kobiety? Albo czy starzec może wybierać kandydata na męża lub żonę? Dotykamy tu bardzo delikatnej materii. Jeden z najbardziej popularnych świętych prawosławnych starzec Sylwan z Góry Atos twierdził, że należy być posłusznym pierwszemu słowu, który wypowie przełożony lub starzec. Jeśli zaczynamy, nawet wewnętrznie, z nim dyskutować, zamykamy drogę działaniu Ducha Świętego.
Tamtego jesiennego poranka zderzyłem się z zupełnie inną wizją poszukiwania woli Bożej. I choć mąż owej kobiety trafił na jakiegoś samozwańczego starca, który dał mu nierozsądną radę, to moje spotkanie doprowadziło do głębszego przyjrzenia się temu fenomenowi. Starzec nie jest tylko doświadczonym ascetą, ale miejscem objawienia się woli Bożej. Nie jest jedynie kierownikiem, który za pomocą ludzkich narzędzi pomaga nam rozeznać wolę Bożą, ale jest miejscem jej emanacji.
Zapewne lepiej niż fenomen starców znamy w Polsce ikonę. Powszechnie przyjęło się mówić, że jest ona oknem na niebo. Można powiedzieć, że w podobny sposób otwiera nas na niebo osoba starca i jego słowa. Starzec jest ikoną woli Bożej.
 

 
Bardzo łatwo mogę pojawić się tutaj dwie pokusy. Z jednej strony, możemy przedwcześnie sami uznać się za starca i wtedy będziemy posyłali ojców rodziny do lasu, albo z drugiej strony, możemy nie brać pod uwagę złożonego kontekstu życiowego, w którym dokonuje się proces rozeznania. Tradycja prawosławna doskonale zdaje sobie sprawę z tych pokus i często przestrzega przed tzw. młodymi starcami, którzy po dwóch latach spędzonych w klasztorze udzielają zbawiennych rad. W tym aspekcie tradycja zachodnia wydaje się bardziej zrównoważona. Nie mamy instytucji starców, ale raczej kierowników duchowych, jak również coraz częściej w rozeznawaniu bierzemy pod uwagę psychologiczne i społeczne uwarunkowani podejmowanych decyzji. Papież Franciszek wielokrotnie przypomina o braniu pod uwagę złożonego kontekstu życia w procesie rozeznania.
Jednak tamta historia zwróciła moją uwagę na jeden aspekt, a którym może zapominamy. To, że kierownik duchowy musi posiadać rozległe doświadczenie, to jasne, ale tradycja wschodnia podkreśla przede wszystkim, że powinien mieć doświadczenie w obcowaniu z Bogiem. Moja znajoma terapeutka powiedziała mi kiedyś: „To, co ja mówię moim pacjentom, ty odkrywasz na modlitwie”. Wschodnie rozumienie kierownictwa duchowego oparte jest przede wszystkim na zaufaniu osobie, a nie metodzie.
 

 
Piotr Pierwszy chciał, żeby Petersburg był oknem otwierającym Rosję na Europę. Jeśli spojrzymy na mapę, to miasto przypomina oko, stale patrzące w kierunku Zachodu. Newa jest nerwem, który łączy je z jeziorem Ładoga, jak z mózgiem. Na jeziorze, w jego północnej części, znajduje się wyspa Wałaam, Athos północy, jak mawiają Rosjanie. A na wyspie klasztor. Jeśli przetniemy arterię łączącą Petersburg z Wałaamem, miasto straci duchowy wzrok. Na świat patrzymy przez oko, które stale otwarte jest na Boga. Jeśli nasze poszukiwanie Boga sprowadzimy jedynie do psychologicznych i coachingowych metod, ryzykujemy, że stracimy wzrok. Święty Makary Wielki mówił, że „dusza, która została w pełni oświecona przez niewypowiedziane piękno jaśniejącej chwały oblicza Chrystusa i napełniona Duchem Świętym, cała jest okiem, cała światłością, cała obliczem”. Taka powinna być dusza starca.
 
 
Wojciech Surówka
Dominikanin, teolog, publicysta. W latach 2009–2011 mieszkał w Petersburgu, gdzie zajmował się przygotowaniem dorosłych do chrztu oraz duszpasterstwem młodzieży. Od 2011 r. pełnił funkcję dyrektora Instytutu Nauk Religijnych św. Tomasza z Akwinu w Kijowie, a od 2019 r. razem z o. Wojciechem Prusem został powołany na koordynatora Spotkań Lednickich i przełożonego domu zakonnego na Lednicy

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki