Logo Przewdonik Katolicki

Kłopoty z 30-krotnością

Piotr Wójcik
Fot. Hurca/ Adobe Stock

Zniesienie ograniczenia rocznych składek ZUS na krótką metę zmniejszyłoby niesprawiedliwe rozłożenie obciążeń publicznoprawnych. Niestety, w długim terminie mogło stworzyć nowe problemy i wywołać napięcia społeczne.

Parlament nowej kadencji jeszcze na dobre nie zaczął funkcjonować, a przeżył już pierwszy poważny spór. Nie tylko między koalicją rządzącą a opozycją, lecz nawet między samymi koalicjantami. Zapowiadane już w zeszłej kadencji zniesienie ograniczenia rocznych składek ZUS wywołało gorące dyskusje w obozie władzy. Jeśli ktoś zapomniał, że od czterech lat w rzeczywistości rządzi nami koalicja trzech partii (PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia), to mógł sobie o tym przypomnieć. Ugrupowanie Jarosława Gowina jednoznacznie opowiedziało się przeciw forsowanemu przez rząd rozwiązaniu.

Sprawa się jeszcze bardziej skomplikowała, gdy możliwość poparcia projektu zapowiedzieli niektórzy posłowie Lewicy, opatrując to jednak pewnymi warunkami, co oburzyło liberalną część opozycji. Finalnie PiS projekt wycofało, za to własny złożyła Lewica. Tak więc próba korekty systemu emerytalnego doprowadziła do napięć po obu stronach politycznego sporu. Niestety, w tej dyskusji znów umykała istota samej reformy składek ZUS, którą przeprowadzić tak czy i inaczej trzeba.
 
Wyłom w systemie
Cały pomysł sprowadzał się do likwidacji ledwie jednego rozwiązania: ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek do 30-krotności prognozowanego średniego wynagrodzenia. Obecnie jest tak, że osoby, których roczne zarobki w pewnym momencie przekroczą ten próg, przestają płacić składki na ubezpieczenie emerytalno-rentowe.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 48/2019, na stronie dostępna od 24.12.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki