Biedy mniej, a problemów przybywa

W ostatnich dekadach przeszliśmy długą drogę: od państwa z ogromnym ryzykiem wpadnięcia w skrajną biedę do kraju, w którym ubóstwo na tle Europy wygląda na bardzo niskie. Obecnie problemem jest podniesienie poziomu życia tych, którzy do ubóstwa się nie kwalifikują, ale daleko od niego nie są.
Czyta się kilka minut
Kraków, 3 lutego 2026 roku fot. Artur Widak/ NurPhoto/Getty Images
Kraków, 3 lutego 2026 roku fot. Artur Widak/ NurPhoto/Getty Images

Polska się rozwija, chociaż problemów przybywa. To się może wydawać paradoksem, ale nim nie jest. Im kraj zamożniejszy, tym większe stoją przed nim wyzwania, a oczekiwania społeczeństwa rosną.

Od pierwszego do pierwszego

Główny Urząd Statystyczny pod koniec marca opublikował wiele danych pokazujących poziom życia w Polsce. Jedną z nich była przeciętna dochodu rozporządzalnego na głowę w gospodarstwie domowym w 2025 roku. Wyniosła ona niemal równe 3,5 tys. zł. Rok wcześniej było to 3167 zł, więc mówimy o wzroście o 10,5 proc. Roczny wskaźnik inflacji wyniósł 3,6 proc., więc realnie polskie gospodarstwa domowe zwiększyły swoje dochody per capita o niespełna 7 proc. To bardzo przyzwoity wynik, który nie zdarza się co roku. Musiało to wpłynąć na ogólny rozkład biedy.

Tego samego dnia, tj. 30 marca  2026 roku, GUS podał dane na temat poważnej deprywacji materialnej w Polsce. Wskaźnik ten pokazuje odsetek osób mieszkających w kraju, które nie są w stanie spełnić przynajmniej 7 z 13 podstawowych potrzeb materialnych i społecznych. Dotyczą one szeregu kwestii. Mowa między innymi o spożywaniu co drugi dzień mięsa, ryb lub ich wegańskich odpowiedników. Kwestie te dotyczą również utrzymania mieszkania – regularnego opłacania czynszu lub rat, opłat i wystarczającego ogrzewania lokalu. Chodzi też o regularną wymianę zniszczonej odzieży i mebli, dostępu do internetu i samochodu prywatnego, regularnym spędzaniu wolnego czasu z przyjaciółmi lub na rekreacji czy wreszcie co najmniej tygodniowego wypoczynku raz do roku.

Jak widać, wiele z tych kwestii dotyczy całkiem dużej grupy mieszkańców Polski, którzy wcale nie muszą się czuć biednymi. Najbardziej rzuca się w oczy dostęp do samochodu prywatnego. Wiele osób rezygnuje z niego świadomie, szczególnie jeśli mieszka w którymś z największych miast, gdzie aktualnie transport publiczny stoi na wysokim poziomie. Mimo wszystko ten akurat wskaźnik spada. Jeszcze w 2015 roku aż 15 proc. nie miało dostępu do samochodu prywatnego, tymczasem w zeszłym roku było to już ledwie 3,5 proc. Najpewniej to efekt specyficznego opisu tej potrzeby. Dokładnie mowa jest o „dostępie do samochodu w celach prywatnych”, więc respondenci mający możliwość pożyczenia pojazdu od rodziny lub znajomych czy skorzystania z wielu komercyjnych opcji wypożyczenia pojazdu zapewne odpowiadają „tak”.

Największy odsetek osób deklarujących brak spełnienia podstawowej potrzeby dotyczy dwóch kwestii. Każda z nich wiele mówi o jakości i stylu życia nad Wisłą. Ekonomiści często utyskują na niski poziom oszczędności w Polsce, co przekłada się też na niższe inwestycje. GUS pokazuje, że te niskie oszczędności przekładają się również wydatnie na codzienność Polek i Polaków. Aż 22 proc. z nas nie jest w stanie pokryć niespodziewanego wydatku wysokości 60 proc. krajowej mediany ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji na miesiąc. Mowa więc o wydatku rzędu paru tysięcy złotych. Częściej niż co piąty mieszkaniec Polski żyje więc od wypłaty do wypłaty i regularnie widzi na koncie zbliżające się dno. Od 2015 roku zanotowaliśmy jednak znaczący postęp, gdyż dekadę wcześniej brak możliwości pokrycia niespodziewanego wydatku deklarowało aż 42 proc.

Jeszcze częściej Polacy deklarują problemy z wyjazdem na urlop. Niemożność opłacenia tygodniowego wyjazdu wszystkich członków gospodarstwa domowego na wypoczynek raz w roku dotyka ponad 24. proc. mieszkańców kraju, czyli niemal co czwartego. Pytanie też, czy część z tych deklarujących nie potrafi wyjechać na wakacje nie z powodu braku pieniędzy, lecz czasu. W sumie na jedno wychodzi – jeśli ktoś musi pracować na utrzymanie tak intensywnie, że brakuje mu czasu na dłuższy odpoczynek, to jest to spory problem zarówno prywatny, jak i w konsekwencji społeczny. Tutaj znów jednak odnotowaliśmy duży krok naprzód, gdyż w ciągu dekady odsetek niemogący wypocząć spadł z 44 do 24 proc.

Wieś wsi nierówna

Z większych problemów Polek i Polaków można jeszcze wymienić niemożność regularnej wymiany zniszczonych mebli, co dotyka co dziesiątego respondenta. Niespełna 7 proc. z nas nie jest w stanie wydawać raz w tygodniu niewielkiej sumy pieniędzy na własne potrzeby. Pozostałe podstawowe potrzeby spełnia już zdecydowana większość mieszkańców kraju. Najlepiej spełnianą jest posiadanie przynajmniej dwóch par obuwia, co deklaruje 99,2 proc., czyli jedną parę (lub wcale) posiada tylko mniej niż procent pytanych.

Zasadniczo w każdej z kategorii od 2015 roku nastąpił ogromny postęp. Pokazuje to również wskaźnik ogólnej deprywacji materialnej. 7 lub więcej z 13 podstawowych potrzeb nie jest w stanie spełnić zaledwie 2 proc. Polek i Polaków. To najniższy wynik w historii. W 2015 roku poniżej progu poważnej deprywacji materialnej żyło niemal 8 proc. mieszkańców Polski. Czterokrotny spadek w ciągu dekady to duże osiągnięcie, nawet jeśli wielu Polakom wydaje się, że problemów przybywa. Co, jak już wskazano wyżej, wcale nie musi się kłócić. W 2023 roku poważne ubóstwo dotykało 3 proc. Polaków, więc w ciągu dwóch lat odnotowano spadek o połowę. Co również warto docenić.

Wciąż widać jednak duże rozwarstwienie pod względem terytorialnym. Poważna bieda dotyczy ledwie 0,7 proc. mieszkańców największych aglomeracji, czyli miast powyżej pół miliona mieszkańców. W miastach średnich to około 2 proc., natomiast w małych ośrodkach miejskich (poniżej stu tysięcy mieszkańców) to już 2,5 proc. Natomiast w gminach poniżej 20 tys. i wsiach głęboka bieda dotyczy 2,6 proc. Trzeba jednak rozróżnić wsie na prowincji od tzw. aglomeracyjnych obszarów wiejskich, czyli coraz bardziej popularnych gmin o charakterze de facto rzadko zaludnionych przedmieść. W tych ośrodkach poniżej progu biedy żyje 1,4 proc. mieszkańców.

Na wsiach znajdujących się poza orbitą metropolii wypełnianie poszczególnych potrzeb stoi na wyraźnie gorszym poziomie niż w miastach. Niemożność pokrycia niespodziewanych wydatków deklaruje co czwarty mieszkaniec wsi, a brak możliwości opłacenia tygodniowych wakacji raz do roku nawet co trzeci. W przypadku „wsi aglomeracyjnych” ten wyniki są jednak znacznie lepsze – to odpowiednio 16,5 proc. i 21,7 proc., czyli nawet lepiej, niż wynosi średnia krajowa.

Niemcy wreszcie w tyle

Na tle Europy Polska wypada bardzo dobrze. Eurostat pokazuje znacznie szerszy wskaźnik osób będących zagrożonych wykluczeniem społecznym. Opiera się on na trzech warunkach: ryzyku popadnięcia w ubóstwo (osoby z dochodem na głowę poniżej 60 proc. krajowej mediany dochodu rozporządzalnego), poważnej deprywacji materialnej, którą właśnie opisano powyżej, oraz zamieszkiwaniu w lokalach mających poważne wady. Żeby wpaść do grupy osób zagrożonych wykluczeniem społecznym wystarczy spełnić jeden z tych trzech warunków.

W 2024 roku w całej Unii Europejskiej zagrożonych wykluczeniem było 21 proc. mieszkańców. Najgorszy wynik notowany jest w Bułgarii, gdzie wykluczenie grozi niemal co trzeciemu obywatelowi. W Rumunii, Grecji, Hiszpanii i Litwie częściej niż co czwartemu, a we Włoszech i na Łotwie niemal co czwartemu. Najniższy wskaźnik ryzyka wykluczenia zanotowano w Czechach – dokładnie 11,3 proc. Polskę od Czech oddziela jednak tylko Słowenia i Holandia, więc znaleźliśmy się na czwartym miejscu w UE. Nad Wisłą ryzyko wykluczenia dotyczy tylko 16 proc. obywateli, tymczasem w Niemczech i Francji nieco ponad 20 proc. Pod tym względem nie tylko dogoniliśmy więc Niemcy, ale nawet znaleźliśmy się wyraźnie przed nimi.

Eurostat nie podaje danych starszych niż 2015 rok, więc nie można nakreślić drogi, jaką Polska przeszła od 2004 roku, czyli momentu wejścia do Unii Europejskiej. Dokonywaliśmy akcesji jako bardzo ubogi krewniak, jednak od tamtego czasu ekonomiści regularnie stawiają Polskę jako wzór umiejętnego wykorzystania funduszy spójności, co przełożyło się pośrednio także na wskaźniki ubóstwa. W 2015 roku nad Wisłą zagrożonych wykluczeniem było 22,5 proc. mieszkańców. Średnia unijna wynosiła wtedy 24 proc., a w Niemczech było to 20 proc. We Francji tylko 18,5 proc. Już w 2019 roku, a więc zaraz przed pandemią, Polska wskoczyła jednak do pierwszej dziesiątki, z wynikiem 18 proc., przeganiając w ten sposób Francję (19 proc.). Od Niemiec (17 proc.) dzielił nas tylko punkt procentowy. Przez okres pandemii pod względem gospodarczym (niestety nie zdrowotnym) przeszliśmy jednak bardzo dobrze, co pozwoliło wyraźnie przegonić Niemcy i oddalić się od Francji. Tym bardziej, że w obu tych krajach ostatnie pół dekady upływało pod znakiem pogarszania się wskaźników jakości życia.

Średnia daleko od połowy

Pierwszego kwietnia wielu stroiło sobie żarty, z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim na czele, którego ironiczny wpis o rzekomym (i jak się okazało nieprawdziwym) podpisie prezydenta pod nominacjami ambasadorskimi zrobił niemałe zamieszanie w mediach – wiele z nich, w tym publiczna TVP Info, wzięła te słowa na serio. Tego dnia GUS opublikował jednak dane całkowicie na poważnie. Rozkład wynagrodzeń w gospodarce narodowej (dane za październik 2025 roku) dobrze obrazuje poziom nierówności w Polsce.

Według GUS średnia krajowa wyniosła 8991 zł na miesiąc. Kwota robi wrażenie, tym bardziej że rok do roku wzrosła o 7,5 proc., czyli realnie o około 4 proc. Większość Polek i Polaków takiej kwoty na pasku jednak nie widzi. Połowa pracujących w Polsce zarabia co najwyżej 7414 zł miesięcznie, czyli krajowa mediana wyniosła 82 proc. średniej. Cieszy to, że mediana wzrosła o 8,1 proc. rok do roku, czyli po uwzględnieniu inflacji mowa o podwyżce o 4,5 proc. W ten sposób nierówności płacowe nad Wisłą nieco się zmniejszyły.

Wciąż widać też rozwarstwienie płac mężczyzn i kobiet. Średnio Polacy zarabiali 9290 zł miesięcznie, a Polki 8684 zł. Tzw. płciowa luka płacowa w skali miesiąca wynosi więc 6,5 proc. Co ciekawe, rozwarstwienie pensji między płciami nie dotyczy dolnych 30 proc. społeczeństwa, gdzie kobiety zarabiają nawet minimalnie więcej. Im wyższe pensje, tym luka jest jednak większa. Wśród 10 proc. najlepiej zarabiających różnice płac między płciami to już 17 proc. Dziesięć procent najlepiej zarabiających Polaków otrzymuje co miesiąc 15 tys. zł pensji brutto, a 10 proc. najzamożniejszych Polek średnio 12,5 tys. PLN.

Oczywiście największe rozwarstwienie występuje nie między płciami, lecz między zawodami. W sekcji „informacja i komunikacja” średnia pensja to 15 tys. zł na miesiąc, a mediana 12 tys. Tymczasem w gastronomii i hotelarstwie przeciętne wynagrodzenie to ledwie 6 tys. zł, a połowa zatrudnionych w tej sekcji otrzymuje co najwyżej nieco ponad 4,5 tys. zł, czyli pensję minimalną (w 2025 roku było to niespełna 4,7 tys. zł). Bardzo podobnie co w gastronomii zarabia się również w sekcji „działalność związana z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi” oraz w budownictwie. W tym ostatnim trzeba jednak pamiętać, że powszechne jest płacenie pod stołem lub w ogóle zatrudnianie bez umowy – szczególnie imigrantów.

Tak czy inaczej, Polska staje się z roku na rok bardziej zamożna. To jednak nie jest zasługą rządzących, którzy z roku na rok w coraz mniejszym stopniu wypełniają rosnące oczekiwania wyborców. Kryzys w ochronie zdrowia, brak polityki mieszkaniowej czy zapóźnienia w transformacji energetyki dla bogacącego się kraju stają się coraz większym problemem. Rosnąca gospodarka wymaga większych nakładów energii, a pracujący coraz dłużej Polacy oczekują sprawnej opieki medycznej i chcieliby szybciej zamieszkać „na swoim”. Niestety jakość klasy politycznej w Polsce nie rośnie równocześnie z poziomem życia. W ostatnich latach można nawet powiedzieć, że występuje między nimi korelacja negatywna.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 16/2026