Logo Przewdonik Katolicki

Irlandczyk – wielkie kino jednak istnieje

Damian Jankowski
fot. Materiały Prasowe

W najnowszym dziele Scorsese pulsuje narracyjna energia jego Ulic nędzy, Chłopców z ferajny i Kasyna, tym razem jednak mistrz zdecydowanie przestawia akcenty, rozsadza gatunek. Irlandczyk zostaje finalnie ubarwiony kontemplacyjnym, wręcz eschatologicznym rysem.

Nostalgia – tak jednym słowem mógłbym określić mój (najczęściej skrzętnie skrywany) stosunek do kina. Nostalgia za wielką, uniwersalną opowieścią, za absolutnie genialnymi i elektryzującymi kreacjami aktorskimi, za filmami, którymi można zachwycać się przez lata i wraz z nimi dorastać.

Spieszę dopowiedzieć – to nie tak, że współczesna sztuka filmowa mnie nie zachwyca, wychodzę poruszony z kina średnio raz na dwa lata (ostatnio raptem kilka miesięcy temu, po Bólu i blasku Almodóvara). A jednak świadomość – w każdym obszarze życia, w znajomości historii kina też – bywa bolesna. Gdyby nie ona, mógłbym bezkrytycznie opiewać świetnego Jokera (o którym i tak pochwalnie pisałem na tych łamach kilka tygodni temu) i nie dostrzegać, że wszystko, co najlepsze w filmie Phillipsa, pochodzi z estetyki lat 70. Tak to już jest, kino nie rodzi się wraz ze mną (i ze mną nie umrze, ale to osobny temat).

Zaczynam ten tekst powoli i bardzo osobiście z cichym poczuciem, że podobne odczucia miewa sporo kinofilów, wydobywających swoje ukochane filmy z przeszłości. Piszę o nostalgii, bo w czasach, gdy jako 14-latek zaczynałem interesować się kinem, filmowy duet Scorsese–De Niro, który szybko uznałem za najlepszy w jego dziejach, od dłuższego już czasu nie funkcjonował. I nic to, że tego drugiego udanie zastąpił nie mniej zdolny Leonardo DiCaprio. Nic, że Scorsese nigdy nie stracił twórczej formy, a De Niro kilka razy – wbrew obiegowym opiniom – do niej wracał (polecam obejrzeć Being Flynn, Wszyscy mają się dobrze i jego świetne epizody w filmach Davida O. Russella). Żyłem w poczucie spóźnienia. Oczywiście, wiedziałem, że panowie przymierzają się do wznowienia współpracy, ale przez kolejne lata powoli traciłem nadzieję.

A teraz z niemałym wzruszeniem przecieram oczy ze zdumienia. Na ekranach kin (i już za chwilę na Netfliksie) Irlandczyk – spełnienie obietnicy.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 48/2019, na stronie dostępna od 24.12.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki