Logo Przewdonik Katolicki

Polska współpraca z terrorystami

Sebastian Wojciechowski
FOT. PIXABAY

Terroryści wypoczywający w luksusowych kurortach, korzystający z państwowej pomocy prawnej czy medycznej, prowadzący własne firmy. To nie mowa o Syrii czy Afganistanie, lecz… Polsce. To jedna z największych tajemnic PRL.

Choć okres Polski Ludowej już dawno dobiegł końca, wciąż ujawniane są nowe, niejednokrotnie szokujące jego tajemnice. Jedną z nich jest niechlubna współpraca władz PRL z różnymi organizacjami terrorystycznymi (np. niemiecką Frakcją Czerwonej Armii, palestyńskim Czarnym Wrześniem czy Bractwem Muzułmańskim) oraz najgroźniejszymi terrorystami. Wśród nich wymienić można choćby Palestyńczyka Abu Nidala oskarżanego o przeprowadzenie zamachów w ponad 20 państwach i śmierć około tysiąca osób czy Wenezuelczyka Ilicza Ramireza Sancheza jednego z najbardziej znanych zamachowców wszech czasów zwanego Carlosem lub Szakalem.
 
Tragarze śmierci
Temat współpracy polskich władz z terrorystami był do tej pory prezentowany niezwykle rzadko. Jednym z nielicznych przykładów jest opublikowana w 2010 r. książka Witolda Gadowskiego i Przemysława Wojciechowskiego pt. Tragarze Śmierci. Polskie związki ze światowym terroryzmem. Jej autorzy, znani dziennikarze śledczy, opisują tę kwestię następująco: ,,Przeszukaliśmy kilometry archiwów, rozmawialiśmy z dziesiątkami światków, wiele godzin spędziliśmy na sporach z ekspertami. Z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że nie byłoby Czarnego Września, Abu Dauda, Carlosa i Frakcji Czerwonej Armii – RAF, gdyby nie inspiracja, pomoc i opieka ze strony komunistycznych służb specjalnych z ZSRR, NRD, Węgier, Rumunii, Jugosławii, Bułgarii, CSRS i… PRL”. Zdaniem autorów zgromadzone dokumenty pozwalają na oskarżenie komunistycznych przywódców o świadomą pomoc i wsparcie świadczone dla zbrodniczych organizacji terrorystycznych.
Znacznie więcej szczegółów na temat polskich związków z terroryzmem poznaliśmy kilka tygodni temu za sprawą Przemysława Gasztolda i jego książki Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm. Autor, pracownik Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie, po zbadaniu archiwów IPN, MON czy MSZ ukazuje rozległą i różnorodną współpracę PRL z terrorystami. Była ona realizowana głównie za pośrednictwem polskiego wywiadu oraz kontrwywiadu, tak cywilnego, jak i wojskowego. Dotyczyło to m.in. handlu bronią, wsparcia finansowego i logistycznego, pobytu terrorystów w Polsce czy udziału Polaków w organizacjach terrorystycznych. Przedstawione wydarzenia obejmują lata 70. i 80., choć niektóre dokumenty dotyczą również lat 90.
W wyniku zawartych porozumień członkowie różnych organizacji terrorystycznych bez przeszkód przebywali na terytorium PRL. Niektórzy z nich chronili się po przeprowadzonych zamachach przed zachodnimi służbami, planowali kolejne ataki, leczyli się, odpoczywali (często w rządowych ośrodkach), szkolili (np. pod Warszawą), studiowali, korzystając często z rządowych stypendiów (np. w Białymstoku, Gdańsku, Krakowie, Warszawie czy Łodzi), pośredniczyli w handlu bronią (jej sprzedaż, m.in. do: Iraku, Iranu, Syrii, Libii czy Egiptu, oszacowano na kwotę ponad 3 mld dolarów), ale także gromadzili fundusze czy – co szczególnie groźne – prowadzili akcje werbunkowe.
 
Korzyści po obu stronach
Akceptowanie i wspieranie przez władze PRL terroryzmu było w całkowitej sprzeczności z oficjalnymi wypowiedziami jej przedstawicieli na forum międzynarodowym. Podczas nich wielokrotnie prezentowano stanowisko, iż strona polska potępia wszelkie przejawy terroryzmu. Podobna hipokryzja cechowała jednak wszystkie państwa tzw. bloku wschodniego współdziałające w większym czy mniejszym stopniu z organizacjami terrorystycznymi.
Współpraca PRL z terrorystami wynikała z bardzo różnych względów. Z jednej strony były to motywy polityczno-ideologiczne związane z promowaniem komunizmu w świecie i przeciwdziałaniem polityce USA czy Izraela. Nałożyły się na to także dyrektywy płynące z ZSRR oraz działania podejmowane przez radzieckie służby specjalne. Z drugiej zaś strony kooperacja z terrorystami była inspirowana chęcią uzyskania lukratywnych kontraktów na sprzedaż broni np. do państw Bliskiego Wschodu, zdobycia przez polskie służby różnorakich informacji wywiadowczych czy pozyskania towarów lub technologii niedostępnych w Polsce ze względu na obowiązujące wówczas embargo.
Korzyści były zatem po obu stronach, była to swoista symbioza, a ujawnione do tej pory fakty są tylko wierzchołkiem góry lodowej.
 
Dotrzeć do archiwów
Wiele istotnych na ten temat informacji może znajdować się zarówno w odtajnionym dopiero w czerwcu tego roku i jeszcze niesprawdzonym tzw. zbiorze zastrzeżonym w Archiwum IPN obejmującym dokumenty służb specjalnych PRL, jak i w archiwach w Rosji, USA czy Izraelu. Część kluczowych dokumentów uległa zniszczeniu, a inne, tak jak to było choćby w przypadku generałów Czesława Kiszczaka czy Wojciecha Jaruzelskiego, trafiły w prywatne ręce. To wszystko powoduje, że dziś nie jesteśmy w stanie określić skali tego zjawiska.
Dotarcie do istniejących dokumentów jest ważne nie tylko z perspektywy historycznej, ale także ze względu na współczesne polskie bezpieczeństwo. Niektóre z osób czy organizacji (np. Bractwo Muzułmańskie), które były wspierane przez władze PRL, nadal działają i są w różnym stopniu powiązane z Al-Kaidą czy tzw. Państwem Islamskim. Nie można zatem wykluczyć wykorzystania obecnie przez islamskich terrorystów kontaktów osobowych lub środków logistycznych (w postaci np. depozytów finansowych.) pochodzących jeszcze z okresu PRL. W takich oto okolicznościach wychodzi na jaw jedna z największych i najbardziej mrocznych tajemnic Polski Ludowej.
 
 
Sebastian Wojciechowski
Profesor, kierownik Zakładu Studiów Strategicznych Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu, pracownik Instytutu Zachodniego, ekspert OBWE ds. Bezpieczeństwa. Współautor książki Zrozumieć współczesny terroryzm. Wybrane aspekty fenomenu, Warszawa 2017.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Jorg aus Hamburg
    28.10.2017 r., godz. 13:16

    Organizacja "Baader-Meinhof" powinna być przebadana pod względem kwerendy dokumentów przede wszystkim w archiwach kościelnych, m. in. w Poznaniu. Chodzi o związki Niemców z RFN, jak i Polaków, z teologią wyzwolenia. Andreas Baader pod wpływem Ulriki Meinhof interesował się feminizmem, a to jest także poważny krok przed zbadaniem teologii faministycznej jako odłamu teologii wyzwolenia w ramach prac naukowych na poznańskim Wydziale Teologicznym (jestem przekonany, że takowa dyskusja naukowa na pewno w tym miejscu odbyła się). Pamiętajmy, że papież Jan Paweł II zwalczał ten ruch w Ameryce Łacińskiej, gdy nigdy nie wspomniał o RFN-ie, także i o Polsce. Dodajmy, że obecnie na różnych forach internetowych, katolickich, jak i ewangelickich, powróciła problematyka teologii feministycznej. Osobiście nigdy nie słyszałem podczas kazań w Kościołach, by ktokolwiek jawnie przeciwstawił się "Baader-Meinhof", czy teologii feministycznej, co jest bardzo zastanawiające. Może prawda na temat związków Kościoła z europejską teologią wyzwolenia wyjdzie kiedyś na światło dzienne.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki