Logo Przewdonik Katolicki

Pomorska Droga św. Jakuba

Alicja Górska

Do grobu św. Jakuba Apostoła w Hiszpanii rocznie podąża pieszo lub rowerami około 300 tysięcy pielgrzymów. Niektórzy tam nie docierają, tylko pielgrzymują w Polsce, ale i tu stają przed wyzwaniem fizycznym, psychicznym i duchowym. To może na Pomorze?

W środku lasu na polanie drogi rozchodziły się w czterech różnych kierunkach. Nie wiadomo, która z nich to szlak jakubowy, a wybór błędnej oznacza pokonanie dodatkowych kilometrów. Z ciężkim plecakiem taka pomyłka dużo kosztuje. Pani Elżbieta o mały włos i zgubiłaby się kilkanaście kilometrów od domu. Westchnęła do św. Jakuba i pomógł.
 
Camino z pampersami
Justyna Kosecka wraz z mężem Konradem siedem lat temu wybrała się w podróż poślubną na Camino del Norte w Hiszpanii. A trzy lata temu na rowerach pokonali etap pomorskiego camino z Lęborka do Szczecina. Ich przewodnikiem był ojciec pani Justyny, Ryszard Wenta, który jest przewodniczącym kapituły Pomorskiej Drogi św. Jakuba Apostoła oraz kuratorem tej drogi w ramach projektu rewitalizacji szlaku na obszarze południowego Bałtyku. Dwóch synów zabrali w przyczepce dołączonej do roweru. W osiem dni przejechali 450 kilometrów. Starszy syn Alek miał wtedy trzy lata, a młodszy Jerzyk siedem miesięcy i był jeszcze karmiony piersią. – Staraliśmy się ograniczać bagaż, ale nie mogło zabraknąć pampersów. Zmianę ubrań mieliśmy na 2–3 dni. Liczyliśmy, że uda nam się w trakcie zrobić pranie – opowiada pani Justyna. – Wzięliśmy bardzo mało zabawek. W ciągu dnia nie były potrzebne, ale wieczorem ich brakowało, bo my już byliśmy zmęczeni, a dzieci rozpierała energia – wspomina. Rodzina nocowała w pensjonatach lub na plebaniach. Pani Justyna mówi, że miała obawy, jak chłopcy zniosą tę wyprawę, ale okazało się, że bracia dobrze się bawili. – Jerzyk był na etapie dwóch drzemek w ciągu dnia, więc większość czasu w drodze przesypiał. Alek też rano spał, a przez pozostałą część jazdy oglądał drogę i opiekował się bratem, zajmował go zabawą – opowiada. Ze względu na dzieci robili dzienne po 50–60 kilometrów. W drodze pojawiały się różne trudności, m.in. w trasie do Darłowa towarzyszył im silny wiatr i ulewny deszcz. – Bardzo martwiliśmy się o dzieci – wspomina. – Niesamowite było to, jak po dotarciu na miejsce odsłoniliśmy połę od przyczepki i zobaczyliśmy dwie uśmiechnięte twarze. Chłopcom było tam ciepło i sucho – opowiada pani Justyna. I przekonuje, że to był ważny czas dla rodziny. – Nie chcemy z powodu dzieci rezygnować z aktywnego wypoczynku. Chcemy z nimi dzielić te piękne doświadczenia – tłumaczy. W wakacje chcą pokonać kolejny etap ze Szczecinka do Rostocku. Wyprawa będzie trwała dwa tygodnie.
 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 24/2019, na stronie dostępna od 03.07.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki