Szczyt

Życie Macieja było jak jego sylwestrowe zdobywanie Czerwonego Wierchu, bez sprzętu, po czworakach, z bólem i oblodzoną stopą. Po ponad 10 latach od nawrócenia, jego szczytem było wyjście z nałogów.
Czyta się kilka minut
Maciej Białka podczas wielu koncertów wykonuje chrześcijański rap / fot. archiwum prywatne
Maciej Białka podczas wielu koncertów wykonuje chrześcijański rap / fot. archiwum prywatne

Raper na techno
Relacji, zrozumienia, akceptacji zaczął szukać na początku zawodówki na imprezach. Nie dostał się do szkoły gastronomicznej jak jego brat, więc wybrał szkołę handlową. Pierwszą dyskotekę doskonale pamięta: „To była impreza techno na kilka tysięcy osób w nieistniejącym już klubie przy ulicy Dworcowej. Kumple specjalnie nie musieli mnie namawiać”. Choć już wtedy zafascynowany gangsterskim rapem made in USA tworzył własny hip-hop, imprezy techno mu nie przeszkadzały. – Chodziło o to, by zdobyć akceptację kumpli i podrywać fajne dziewczyny – tłumaczy. Z tymi ostatnimi był problem. – Ważyłem wtedy prawie sto kilogramów i gdy tylko podchodziłem poprosić jakąś do tańca, często w wulgarny sposób „wysyłała mnie na drzewo”, sugerując, że z takim grubasem nie zatańczy – wspomina. Wydawało mu się, że znalazł na to lekarstwo. – Na początku piwa, potem drinki, wódkę, a z czasem inne różne mikstury. Najlepsze jest to, że ja tego piwa nigdy nie lubiłem – przyznaje. Schemat zawsze był ten sam: piwo na odwagę, kosz od dziewczyny, kolejny browar – znów nic. – Piłem tak długo, aż któraś się zgodziła zatańczyć, albo aż nie urwał mi się film – wyjaśnia. Do utraty świadomości starczało pięć piw. – Jak wracałem do domu, pijany tata robił mi awantury i mówił, że nie jestem jego synem, bo jego syn, by w życiu tak się nie zachował. Nie zdarzało się to często, bo zwykle jak wracałem to spał, albo na noc zostawałem u któregoś z kolegów – przyznaje. Dyskotek było coraz więcej. Upijał się na nich co weekend.
 
Internetowy super ja
Po trzech latach zaczynał technikum. Miał dość schematu browar-odrzucenie-browar. Sądził, że dziewczyny nie akceptują go przez tuszę. Odkrył internet. – Chciałem uciec gdzieś, gdzie nikt nie będzie mnie oceniał po wyglądzie – wyjaśnia. Zaczął od komunikatora gadu-gadu. – Zbudowałem zupełnie nowy, fikcyjny obraz siebie. Takiego super mnie – mówi. Z rozmów z mamą i z porad dziadka wiedział, jak przedstawiać się dziewczynom. – Idealny facet jest konkretny, opanowany, cierpliwy, wie, do czego dąży, i na pierwszym miejscu nie stawia seksu. Ja taki nie byłem, ale tak siebie przedstawiałem – ucina. Zbudował swój świat na kłamstwie. – Wyszukiwałem dziewczyny z katalogu publicznego. W pewnym momencie miałem ich wśród znajomych około 260 – zaskakuje. Od wirtualnego świata się uzależnił. A że to był czas, gdy internet nie był szeroko dostępny, by z niego korzystać, musiał chodzić do kafejek internetowych. – Przesiadywałem tam całymi nocami, bo wtedy było dużo taniej. Przychodziłem już o 19. Do 22 płaciłem większą stawkę, a potem do 6 już mniejszą – tłumaczy. By zarobić na kolejne nocki przed monitorem, układał w marketach towar na półkach. Gdy brakowało pieniędzy, zaczął kraść. – A to wyciągnąłem stówę lub dwie mamie z portfela, a to okradłem znajomych. Raz nawet, gdy byłem lektorem, podebrałem pieniądze z tacy – wymienia. Kradzieży nie było wiele. Co innego ponownych odrzuceń. – Z ponad setką dziewczyn udało mi się umówić w realu. Zwykle na Starym Rynku w Bydgoszczy. Gdy orientowały się, że kłamałem, zrywały – wspomina.
 
Nóż i nawrócona satanistka
Z kilkoma dziewczynami wszedł w dłuższe relacje. Trwały one zwykle kilka miesięcy. – Był w nich seks – wspomina. Od niego też się uzależnił. – Koledzy pokazali mi jakieś gazetki pornograficzne, potem pornosy oglądałem w necie – mówi. Popadł w samogwałt. – Koledzy mówili, że to normalne, że każdy to robi. Przez lata nie miałem nawet świadomości, że to grzech – przyznaje. Uzależniony od seksu i internetu pewnej nocy powiedział dość. – Rodziców nie było w domu. Rozkręciłem głośno gangsterski rap i wziąłem z kuchni nóż – zaczyna. Był październik 2005 roku. Chciał ze sobą skończyć, ale... zabrakło mu odwagi. – Szatan szeptał, że jestem tak beznadziejny, że nawet zabić się porządnie nie potrafię – mówi. Wtedy pierwszy raz zwrócił się do Boga, choć nie wymienił go z imienia. Rzucił nóż, a po dwóch dniach… znów zaczął łowić dziewczyny w sieci. Tym razem już nie na Gadu-Gadu a na sympatii.pl – portalu randkowym. Jego uwagę zwrócił nick „Przytul mnie”. Sprzedał idealny obraz siebie i się umówił. Na Stary Rynek przyszła przepiękna dziewczyna. Okazało się, że Marysia, była nawróconą satanistką. – Opowiadała mi, jak przeklinała chrześcijan, jak brała udział w czarnych mszach i jak pewnego dnia spotkała księdza, który po rozmowie zaprowadził ją do wspólnoty ewangelizacyjnej Nowe Przymierze. Mówiła, jak ludzie modlili się nad nią o uwolnienie, jak poddawana została egzorcyzmom i jak wówczas zamanifestował swoją obecność zły duch. Mówiła mi o swoim nawróceniu – odtwarza tamto spotkanie. Choć jej świadectwo brzmiało wiarygodnie, Maciej pomyślał, że dziewczyna została wciągnięta do jakiejś sekty, więc on musi ją uratować.
 
Jestem poganinem
Wolność, miłość i radość – tych trzech rzeczy Maciej doświadczył, gdy dzięki Marysi pierwszy raz znalazł się na spotkaniu Nowego Przymierza. – Wolności doświadczyłem, widząc, jak ci ludzie zupełnie nieskrępowanie podnosząc do góry ręce, uwielbiają Boga; miłości z kolei, gdy zupełnie nieznany mi Piotrek bezinteresownie zaproponował mi, że mnie podrzuci do domu, a radość to… oni mieli wypisaną na twarzy – tłumaczy. Gdy usłyszał modlitwę w różnych językach, chciał uciekać; gdy zobaczył spoczynek w Duchu Świętym – chciał wzywać karetkę. Wtedy jedna z dziewczyn podała mu Pismo Święte z cytatem. – To był fragment o budowaniu na piasku i na skale. Oni się modlili, a mi po twarzy płynęły łzy. Jednocześnie przed oczami pojawiły się praktyki seksualne, kłamstwa, kradzieże. W sercu poczułem ból. Zrozumiałem, że buduję na piasku, że jestem poganinem – wspomina.
Choć chodził już na spotkania wspólnoty regularnie, pierwszy raz nie dla Marysi przyszedł dopiero za czwartym razem. Powiedziała mu, że nie ma sensu, by przychodził dla niej, bo i tak między nimi nic nie będzie. Choć dostał kosza, przyszedł.
Na kartce A4 drobnym maczkiem zapisał wszystkie grzechy. Z tą kartką pojechał wraz ze wspólnotą do schroniska dla bezdomnych w Inowrocławiu. – Był tam ojciec, który posługiwał wśród bezdomnych. To u niego wyspowiadałem się z całego życia – przyznaje. Płakał jak dziecko. – Byłem bezdomny, bez tożsamości – tłumaczy. Rozpoczął mocną walkę z pornografią, masturbacją i internetem. – Gdy przychodziły pokusy, potrafiłem wziąć zimny prysznic albo w nocy wybiec na spacer – opisuje. Za pierwszą wypłatę kupił Pismo Święte. – Po 10 latach używania ledwo się trzyma, ale ja każdemu życzę, by miał je w takim stanie – śmieje się.
 
Dwa przebaczenia
Na rekolekcjach, wspólnotowych spotkaniach, sam, z ludźmi ze wspólnoty i z księżmi. Maciej modlił się ciągle o zmiękczenie serca swojego taty. – Pamiętam, jak na jednych z rekolekcji podszedł do mnie mężczyzna postury taty, też z brzuszkiem, i modlił się nade mną o uzdrowienie moich relacji z tatą. Wypłakałem wtedy cały żal, jaki czułem do ojca, biłem Jurka pięściami po klatce piersiowej, krzycząc „dlaczego tato!” – mówi. To było preludium. – Były Święta Wielkanocne, a mama krzątała się w kuchni. Spontanicznie podszedłem do taty i zacząłem go przepraszać i dziękować za to, że zapewnił mi byt, że dzięki niemu niczego mi nie brakowało. Coś w nim pękło i ukradkiem ocierając łzy, powiedział: „Wiesz co, ja też jestem z ciebie dumny”. Bóg mnie wysłuchał – mówi wzruszony. Maciej nie zdawał sobie wtedy sprawy, że raz jeszcze będzie musiał pierwszy wyciągnąć rękę. Ale po kolei. We wspólnocie poznał Joannę* (imię zmienione). Po sześciu latach znajomości coś zaiskrzyło. Maciej chciał widzieć w niej ideał. – Oświadczyłem się, a potem były tradycyjne zaręczyny u przyszłych teściów. Był fotograf i data ślubu – wspomina. Na dwa miesiące przed sakramentalnym „tak” Joanna poszła do fryzjera, by zrobić próbną fryzurę. – Od jej siostry dowiedziałem się, że coś między nimi zaiskrzyło i zaczęli się spotykać. Gdy spytałem, czy to prawda, Joanna powiedziała, że nie jest w stanie zrezygnować z tej relacji i zwróciła mi pierścionek. Rzuciłem nim w nią i odszedłem – mówi. Świat mu się zawalił. Wegetował. W pracy robił błąd za błędem. Nadal się modlił, ale z wyrzutem. – Pewnego dnia 16-letnia dziewczyna ze wspólnoty młodzieżowej, którą wraz z Joanną mieliśmy prowadzić, jako animatorzy powiedziała, że moja niedoszła żona nie przyjdzie, bo w gniewie powiedziałem, że nie chcę jej znać. Pamiętam, jak spytała wtedy: „Maciej, ile razy nam mówiłeś, że mamy przebaczać nie siedem, a siedemdziesiąt siedem razy?”. To mnie powaliło – opisuje. Zadzwonił do byłej narzeczonej i przebaczył. – Ta historia pokazała, że Bóg nie był dla mnie na pierwszym miejscu i że nie można budować na kłamstwie – tłumaczy.
 
Postscriptum
Podczas naszej rozmowy dzwoni telefon. W słuchawce pełen troski kobiecy głos. To Ewa. – Poznali się przez… internet. – Jako rzecznik prasowy Akademii Miłości dla Singli odpowiadałem za współpracę z portalem przeznaczeni.pl w zakresie promocji balu dla singli. Musiałem założyć konto. Kiedyś wszedłem na nie i gdy ją zobaczyłem, napisałem mejla. Odpisała dopiero 24 grudnia. Złożyłem więc życzenia i chciałem zaprosić na sylwestra organizowanego przez Przymierze Miłosierdzia – wspólnotę, w której od ponad dwóch lat jestem po przeprowadzce do Baranowa – tłumaczy. Ewa powiedziała Maciejowi, że wybiera się ze znajomymi w Tatry i zaproponowała, że jak chce, może z nią pojechać. – Pierwszy raz zimą byłem w wysokich Tatrach. Wspinaliśmy się na Czerwone Wierchy. Nie miałem ani odpowiedniego sprzętu, ani doświadczenia. Oblodziłem lewą stopę, wyłem z bólu. Z pomocą jej znajomych wdrapałem się po czworakach na szczyt. Gdy zobaczyłem Ewę, zacząłem ją przepraszać za to, że narobiłem jej wstydu. „Nie masz za co przepraszać, ja widziałam w tobie nie płaczącego, a walczącego mężczyznę” – odpowiedziała. Bardzo mnie tym ujęła. Złapaliśmy się za ręce i tak już zostało – kończy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2017