Któż jak Bóg

Czy jestem otwarty na zmiany w wyrażaniu wiary? Czy widzę w następcach apostołów kontynuatorów misji Chrystusa?
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Ktoś kiedyś powiedział, że przypominana tym razem Ewangelia jest jednym z najważniejszych dowodów na pieczołowitość w przechowywaniu słów Jezusa przez uczniów. Bo to przecież niełatwo wyjść na ambonę i przeczytać ostrą krytykę samego siebie. Oczywiście, literalnie chodzi o uczonych w Piśmie i faryzeuszy. No ale przecież formy wyrażania wiary Kościoła, mimo że nie ma wśród nich filakterii – pudełeczka zakładanego na czoło w czasie modlitwy z najważniejszymi tekstami Tory – z czasem do złudzenia zaczęły przypominać wydłużanie „frędzli u płaszcza”. Nie trzeba było wielkiej przenikliwości wśród wiernych, by zauważyć analogie między zachowaniem starotestamentalnej starszyzny i nowotestamentalnych pasterzy.
Musimy w związku z tym pamiętać o rozróżnieniu, które kilka dekad temu wprowadził do naszego myślenia Yves Congar: czym innym jest Tradycja Kościoła, a czym innym są tradycje. Ta pierwsza, pisana wielką literą, jest niezmienna, ma stać się podstawową pomocą w przekazywaniu dalej pełni nowego życia, które płynie od Chrystusa zmartwychwstałego ku wszystkim ludziom wszelkich czasów. Te drugie, pisane małą literą, są i mają pozostać zmienne, dopasowane do rozmaitych okoliczności naszego życia w różnych epokach. Nie wolno nam przywiązywać się do nich tak, jak gdyby były sprawą życia i śmierci. Biskupi i prałaci są do pomyślenia bez frędzelków.
Ewangelia zawiera jednak też jeszcze poważniejsze przesłanie: Bóg sam, jedynie On sam jest Bogiem, a jedynym Pośrednikiem między Nim a nami jest Jego umiłowany Syn. Nikt i nic nie ma prawa zająć miejsca Chrystusa w naszym życiu. Nawet jeśli chodziłoby o ludzi naprawdę wybitnych.
Można byłoby pomyśleć, że to przecież jest tak oczywiste, że nie warto o tym pisać. Ale właśnie najbardziej oczywiste prawdy bywają najtrudniejsze. Jest w nas naturalna pokusa, by ustanawiać sobie zamiast Boga różnorodne złote cielce – jak Izraelici na pustyni, a zamiast prowadzenia przez Jezusa i Jego apostołów stawiać na tych, którzy nas jakoś porwą. Niech oczywiście następcy apostołów próbują nas – przede wszystkim swoją pokorą i służbą – bardziej porwać (!), ale ze swej strony pamiętajmy, że to oni niosą w sobie dalej mandat Chrystusowego pasterzowania.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2023