Logo Przewdonik Katolicki

Film nie o księdzu, ale o człowieku

Małgorzata Bilska
ilu. Agnieszka Robakowska/PK

Rozmowa z Tadeuszem Syką, dziennikarzem, współprowadzącym program „Ziarno”. Współpracuje z bratem Maciejem przy produkcjach filmowych; PR Manager wytwórni High Hope Films. Kocha żywy, dynamiczny Kościół, a dla pracy dla Boga zrezygnował z wysokiego stanowiska dyplomatycznego w NATO

Co Twój film Wyszyński – zemsta czy przebaczenie da młodym ludziom?
– Nie mogliśmy przejść obojętnie obok nieznanego wątku z życia prymasa Stefana Wyszyńskiego. W czasie II wojny światowej – skromnego księdza porucznika. Najlepszą i najważniejszą jego cechą była otwartość, zawsze miał czas dla ludzi, w tym młodych. Był z nimi w czasie najgorszych dni, w Powstaniu Warszawskim. Kiedy znaleźliśmy informację, że był kapelanem Armii Krajowej, dostrzegliśmy w tej historii ogromny potencjał.
Młodzież nie lubi biurokracji kurialnej, piedestału, marmuru… Kościół może „wygrać młodzież” tylko jednym – otwartością i byciem z nią, jak prymas. Film pokazuje początki wielkiego prymasa jako człowieka. On się waha, przeżywa dylematy; podejmuje trudne decyzje. Film nie jest o księdzu, ale o człowieku. I każdy może coś z tego odnieść do własnego życia, niezależnie od tego, czy wierzy w Boga, czy nie. Bo każdy codziennie dokonuje trudnych wyborów. Film pokazuje prymasa od tej strony i myślę, że jest bardzo aktualny. Zwłaszcza dla młodego pokolenia.
 
Mówisz w liczbie mnogiej, bo film jest dziełem Twoim i Twojego brata Macieja. Założyliście też jakiś czas temu studio High Hope Films. Film o Wyszyńskim to chyba moment przełomowy, bo dotychczas robiliście tylko filmy dokumentalne. Pójdziecie tą drogą?
– Myślę, że tak. Film dokumentalny nie jest zbyt atrakcyjny (ani dla młodzieży, ani dla dorosłych). Przeznaczony jest dla widza wyrobionego intelektualnie, już jakoś ukierunkowanego. Film fabularny to wielka szansa pod warunkiem, że reprezentuje bardzo wysoką jakość. Tej jakości najbardziej dziś w Kościele brakuje, zwłaszcza jeśli chodzi o sferę kultury. Większość dzieł jest robionych za „Bóg zapłać”, a za darmo rzadko powstaje coś naprawdę dobrego. W kulturę trzeba zainwestować, żeby coś potem z niej „wyciągnąć”. Zasiać, żeby zebrać plon. Polski Kościół nie inwestuje też w młodych ludzi.
To było 700 dni ciężkiej pracy. Niewielki projekt, który początkowo miał być filmem dokumentalnym choć fabularyzowanym, stał się bardzo poważnym filmem fabularnym. To nie jest zasługa moja czy Macieja, tylko właśnie młodych ludzi, którzy bardzo się w niego zaangażowali, na przykład Adama Nurka (którego znamy z Lednicy), przyjaciół z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży czy stowarzyszenia historycznego Zgrupowanie Radosław itd. Oprócz koproducenta, którym jest Biuro Programu „Niepodległa” – tu podziękowania dla Jana Kowalskiego, dyrektora biura – ten film współtworzyła młodzież. Szkoda, że nie ma z nami ojca Jana Góry. Pamiętając o nim, założyliśmy też z Maćkiem fundację „Tylko orły”, która jest partnerem naszego filmu. Ma się zajmować dwoma wybitnymi postaciami: ojcem Górą i prymasem Wyszyńskim, bo byli ze sobą związani.
 
Mało kto wie, że ojciec Góra urodził się w Prudniku, gdzie prymas był więziony przez komunistów. Znali się, cenili. Ojciec Góra napisał (z Janem Grzegorczykiem) pieśń „Tylko orły” do słów prymasa, która jest hymnem spotkań lednickich.
– On wybrzmi w filmie. W jakiej scenie – nie zdradzę, trzeba obejrzeć. Jest to „ukryty przekaz podprogowy z «lokowaniem» ojca Jana Góry” (śmiech). Dzięki ojcu Janowi nie muszę dziś pytać, co mam robić. To co otrzymałem, jest zobowiązujące. Bylibyśmy z bratem najgorszymi niewdzięcznikami, gdybyśmy poszli teraz pracować gdzie indziej – nie na chwałę Bożą, nie dla dobra Kościoła. Problem w tym, że trzeba działać profesjonalnie i przywiązywać wagę do jakości. Wkoło jest bardzo dużo „katolipy”. Kościół ma duże problemy z wizerunkiem przez to, że nie inwestuje w kulturę. I w młodzież. „Poligony” walki są dziś nie tylko na Lednogórze i w Poznaniu, lecz na całym świecie.
 
Premiera filmu odbyła się w dniu beatyfikacji prymasa. Ludzie pójdą do kin?
– Nie wiem, czy udało nam się wszystko, co zamierzyliśmy. To ocenią widzowie. Na pewno w świadomości Polaków zaistniał porucznik Stefan Wyszyński. Nie było od razu kardynała prymasa. Dodam, że wszystko zaczęło się w Laskach. Matka Czacka, błogosławiona, też jest w filmie – wciela się w nią Małgorzata Kożuchowska. Ona trochę „wychowała” Wyszyńskiego. Kościół ma wciąż dużo do zaoferowania światu, tylko musi zainwestować. W nowoczesny sposób, dbając o najwyższą jakość tworzonej kultury. Film wejdzie do kin w całej Polsce 17 września.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki