Logo Przewdonik Katolicki

Wejdę do nieba, tańcząc

Anna Druś
fot. Karel Dekempe/Wikipedia

Trudne małżeństwo, żona błagająca o nawrócenie dla męża, cud odnowy życia i finał, naznaczony krwią ludobójstwa w Rwandzie. Oto Cyprian i Daphrose Rugamba – niezwykła para, której proces beatyfikacyjny się toczy.

Zostań tam, gdzie jesteś, nie wracaj, to nie wygląda dobrze – takie słowa usłyszał od swojego ojca rano 7 kwietnia 1994 r. 24-letni wówczas Dorcy Rugamba. Dorcy przebywał 80 kilometrów od domu w Kigali, opiekując się chorą ciotką. W domu zaś pozostawali oboje rodzice wraz z sześciorgiem spośród dziesięciorga rodzeństwa.
Dzień wcześniej nad ranem właśnie w Kigali został zestrzelony przez nieznanych sprawców samolot z prezydentem na pokładzie. To wydarzenie było punktem zapalnym trwającej 100 dni masakry ludzi z plemienia Tutsi w Rwandzie. W tak krótkim czasie zamordowano według szacunków od 800 tys. do ponad miliona osób. Rodzice i rodzeństwo Dorcy’ego byli jednymi z pierwszych ofiar. Zamordowano ich we własnym domu niedługo po telefonie do niego. Przeżył tylko jeden brat, przygnieciony ciałami rodziców i niezauważony przez bojówkarzy plemienia Hutu. Dziś i on, i Dorcy – wzięty rwandyjski aktor i reżyser – są świadkami świętości życia ich swoich rodziców: Cypriana i Daphrose Rugamby.

Niewierzący mąż i święta żona
W ich historii nic nie jest takie jak zwykle. Gdy słyszymy o świętych małżonkach, wyobrażamy sobie szczęśliwe, świetnie się dogadujące małżeństwo, ze znakomicie rozwiniętą i bliską relacją, modlące się, często mające święte dzieci. W przypadku Cypriana i Daphrose wcale tak to nie wyglądało. Zamiast szczęśliwego małżeństwa mamy 17 lat jednostronnej miłości żony do męża; zamiast bliskiej relacji – obojętność i zdrady; zamiast wspólnej modlitwy – 17 lat modlitwy żony o nawrócenie niewierzącego małżonka, lata łez i cierpliwego znoszenia jego obojętności oraz romansów.
Cyprian i Daphrose nie byli miłością od pierwszego wejrzenia. On – były kleryk katolickiego seminarium, który właśnie tam stracił wiarę – już wcześniej przeżył wielką miłość. Niestety, jego narzeczona zginęła w zamachu kilka miesięcy przed planowanym ślubem, a on – zgodnie z tradycją – poślubił bez miłości jej kuzynkę, którą była właśnie Daphrose.
Daphrose pochodziła z katolickiej rodziny i od dzieciństwa odznaczała się duchową dojrzałością i szczerą pobożnością. Od początku nie ustawała w modlitwie o nawrócenie swojego męża. Rodziła mu dzieci, prowadziła dom i pracowała jako nauczycielka. Jego obojętność, zdrady i awantury znosiła z cierpliwością, cierpienie ofiarowując w intencji jego nawrócenia.
On zaś był tylko coraz dalej. Po wykryciu kolejnej zdrady nie rozwiódł się tylko ze względu na honor rodziny. Był przecież wziętym choreografem, muzykiem, poetą, dyrektorem Narodowego Instytutu Nauki, szczególnie rozpoznawalnego jako popularyzator rodzimego tańca rwandyjskiego.
– Daphrose była prawdziwą męczennicą w ich domu, a on był tego świadomy. Już po nawróceniu nigdy nie przestał prosić jej o przebaczenie – podsumowuje dziś bp Smaragde Mbonyintege, stojący na czele rwandyjskiej diecezji Kabgay.

Gwałtowne nawrócenie
Zmiana w ich życiu zaczyna się od tajemniczej choroby, która atakuje Cypriana na początku lat 80. Zaczyna się od powolnej utraty przez niego kolejnych zmysłów: najpierw węchu i smaku, potem dotyku, wreszcie słuchu i wzroku. „Po tym, jak wcześniej ją traktowałem, powinna mnie zostawić samemu sobie. Ale zamiast tego troskliwie się mną opiekowała” – opowiadał potem Cyprian. Daphrose zaś do codziennej opieki nad mężem, w tym zawożenia go do kolejnych lekarzy, dokładała również to co zwykle: modlitwę o ocalenie jego duszy od niewiary i jego ciała od choroby.
I zostaje wysłuchana. Podczas jednej z ich podróży do Belgii, kiedy to Daphrose wiozła swojego męża na leczenie, on doznał niezwykłego przeżycia mistycznego. Poczuł, że dotyka go jakaś wielka siła, jak później to określał „jakby został przejechany, strącony z piedestału przez Wielkiego Króla”. W tej samej chwili został też uzdrowiony z dziwnej choroby i widział, że za tym również stała ta wielka Siła. „Uczynił to jej Bóg, dlatego stał się też moim Bogiem” – mówił później Cyprian.
Po powrocie do domu zmienia się wszystko. On idzie do spowiedzi, pierwszej po wielu latach, zaczyna się modlić, ale przede wszystkim odkrywa po raz pierwszy swoją żonę, jej dzielność i piękno. Zakochuje się w Daphrose po 17 latach małżeństwa. Stają się nierozłączni i nieustannie wpatrzeni w siebie. „Nadrabiam stracony czas” – mówił Cyprian.
Wraz z odrodzeniem małżeństwa i życia duchowego zaczynają się jednak ich „zewnętrzne” problemy. W Rwandzie nasila się konflikt etniczny na tle utrwalanego przez lata rządów kolonialnych podziału na Hutu i Tutsi. Cyprian, jako przedstawiciel utożsamianych z elitą Tutsi, traci pracę, gdy do władzy dochodzą Hutu. Zaczynają się problemy materialne.
Jednocześnie jednak oboje małżonkowie starają się we wszystkim uwielbiać Pana Boga, szukając możliwości służenia Mu coraz lepiej. Podczas jednej z podróży do Francji poznają istniejącą tam już wtedy wspólnotę Emmanuel. Zachwycają się jej charyzmatem i postanawiają założyć ją w Rwandzie. Na spotkania modlitewne, pełne narodowych tańców, które wplatali w modlitwę uwielbienia, przychodzą do nich zarówno Hutu, jak i Tutsi. „Przed Bogiem nie jesteśmy Hutu ani Tutsi, tylko jesteśmy Jego dziećmi” – mówili małżonkowie Rugamba.

Ostatnie dzieło życia
Oprócz wspólnoty zakładają również skromny ośrodek dla dzieci ulicy, których w tym czasie przybywa na ulicach Kigali. Zaczyna się od tego, że Daphrose spotyka na ulicy chłopca kradnącego jedzenie. Dociera do niej, że takich dzieciaków jest więcej i nie wystarczy tylko dać im jeść, ale trzeba też zająć się organizowaniem ich czasu, tak by z nudów nie uczyli się łobuzerki. Bardzo szybko z kilku chłopców, którym pomagają w ten sposób, robi się ich ponad setka.
Właśnie ten projekt powoduje, że gdy sytuacja w kraju zaczyna się robić nieciekawa, zostają na miejscu. Czują się odpowiedzialni za dzieci, którym dają jedzenie i opiekę. Przecież właśnie w czasie niepokojów społecznych dzieci są najpierw najbardziej poszkodowane. Małżonkowie Rugamba wiedzą, że z powodu swojej działalności są rozpoznawalni i w razie czego mogą być zaatakowani jako pierwsi. Niemniej nie korzystają z zaoferowanej im możliwości wyjazdu do Francji. Zostają.
Gdy 6 kwietnia 1994 r. nad Kigali zostaje strącony prezydencki samolot, media związane z Hutu wydają wyrok: to Tutsi są odpowiedzialni za katastrofę. Podzielonym i skłóconym od dłuższego czasu ludziom nie trzeba wiele. Bojówki Hutu od razu wkraczają do akcji z jednym celem: wymordować wszystkich przedstawicieli wrogiego plemienia.
Tego dnia wieczorem wspólnota Emmanuel, założona w Kigali przez Cypriana i Daphrose, spotyka się na modlitwie. Zwykle pozostający w cieniu liderzy tego wieczora wygłaszają długie przemówienie. Wielu świadków ma już wtedy wrażenie, że to ich testament, ostatnia wola. Mówią o jedności, przebaczeniu, o wielbieniu Boga w każdych okolicznościach. I mówią o Niebieskim Jeruzalem, o tym, że trzeba się modlić, by być gotowym na wejście w jego bramy. „Ja wejdę do Niebieskiego Jeruzalem, tańcząc” – mówi Cyprian i jak robił to wcześniej, zaczyna po rwandyjsku tańczyć. W ten sposób spędzają całą noc z 6 na 7 kwietnia.
Gdy rano do ich domu wpadają bojówki Hutu z wyrokiem śmierci, zastają ich na modlitwie w przydomowej kaplicy. Już kilka lat wcześniej Rugamba zdecydowali, by przydomowy garaż zamienić na kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Widok czekającej na śmierć rozmodlonej rodziny doprowadza bojówkarzy do furii. Rozwalają maczetą tabernakulum, a konsekrowane hostie rozrzucają po podłodze. Chwilę potem na niej leżą też ciała Daphrose, Cypriana oraz szóstki ich dzieci: Emérity, Serge, Cirdy, Dacy, Cyuzuzo i Mwanzuro.
Gdy wiadomość o zamordowaniu małżeństwa Rugamba rozchodzi się po Rwandzie, coraz więcej ludzi zaczyna sobie przypominać tajemnicze słowa, które w tym kraju 4 lata wcześniej wygłosił papież Jan Paweł II. 8 września 1990 r. na stadionie w Kigali powiedział: „Wśród wielu pięknych rodzin, jakie mieszkają w waszym kraju, na pewno jest już takie małżeństwo, które zasługuje na beatyfikację. Dlatego jednym z marzeń, które noszę w sercu, jest jak najszybsza beatyfikacja tej pary małżeńskiej. Bardzo tego potrzeba. Byłby to znak dojrzałości duchowej waszego Kościoła”.
Choć nie wiadomo, aby Jan Paweł II mówił w 1990 r. akurat o Cyprianie i Daphrose, ciągle przecież żyjących, ten cytat zaczęto w Rwandzie po ludobójstwie odnosić do nich. Oficjalny proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2015 r. i ciągle jest na szczeblu diecezjalnym.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki