Logo Przewdonik Katolicki

Vincent Lambert wciąż czeka na wyrok

ks. Artur Stopka
fot. KENZO TRIBOUILLARD/AFP/East News

Kolejny raz udało się uratować życie Vincenta Lamberta. Paryski sąd apelacyjny nakazał nadal podawać mu pożywienie i wodę. Jednak wciąż o jego życiu będą decydować prawnicy. Dlaczego? I co na to Kościół?

W poniedziałek 20 maja br. wyglądało na to, że nie ma już odwrotu i Vincent Lambert umrze, pozbawiony pożywienia i wody. Tego dnia rano zajmujący się nim lekarze ze szpitala w Reims we Francji przestali go karmić i poić. Vincent Sanchez, który jako lekarz prowadzący zdecydował o zakończeniu odżywiania i nawadniania Lamberta, poinformował, że nie wiadomo, jak długo mężczyzna będzie konał. Niespodziewanie po południu paryski sąd apelacyjny orzekł, że lekarze mają obowiązek karmienia pacjenta. Wyrok stwierdzał, że zgodnie z wnioskiem złożonym 3 maja br. przez Komitet Praw Osób Niepełnosprawnych ONZ lekarze mają obowiązek utrzymywania opieki lekarskiej nad Lambertem do momentu ponownego rozpatrzenia jego sprawy.
 
Ten jeden raz
Kim jest Vincent Lambert i dlaczego o jego życiu, o tym, czy będzie mu dostarczane pożywienie i woda, decyduje sąd? Vincent ma 42 lata. W 2008 r. uległ wypadkowi na motocyklu. Doznał poważnego uszkodzenia mózgu. Od jedenastu lat jest sparaliżowany i żyje w stanie minimalnej świadomości lub, jak mówią inni, w stanie wegetatywnym. Jak zauważył serwis Vatican News, nie jest jednak podłączony do respiratora ani innych urządzeń sztucznie utrzymujących go przy życiu. Potwierdzają to dostępne w mediach zdjęcia. Oddycha samodzielnie. Czasem otwiera oczy. Zachował zdolność przełykania i wokalizacji (mimowolnie wydawane dźwięki, które chory wielokrotnie powtarza w ciągu doby), reaguje na bodźce – czuje ból, płacze, rusza oczami.
Prawna batalia o życie Vincenta Lamberta trwa od 2013 r. To wtedy na żądanie jego żony Racheli lekarze po raz pierwszy chcieli przestać go karmić i poić. Twierdzi ona, że wobec jej męża stosowana jest uporczywa terapia. Przekonuje, że on sam „nigdy nie chciałby być utrzymywany w takim stanie”. O to, by Vincent dalej żył, walczą jego rodzice. Wyrok sądu apelacyjnego, przywracający obowiązek odżywiania i nawadniania jej syna, 73-letnia Viviane nazwała bardzo dużym zwycięstwem. „Ten jeden raz jestem dumna z sądów” – dodała.
 
Z braku postępów
Mama Vincenta nie bez powodu w ten sposób mówi o wymiarze sprawiedliwości. Ma na tym polu dramatyczne doświadczenia. Walka o życie jej syna trwa od lat. Od roku 2013, gdy żona Lamberta w tajemnicy przed pozostałą rodziną ustaliła z zajmującymi się nim lekarzami, że z powodu braku postępów w leczeniu przestaną mu „w sztuczny sposób podawać pożywienie”. Rodzice postanowili ratować życie swego dziecka.
Rozpoczęła się wieloletnia batalia sądowa. Oparła się nawet o Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu i prezydenta Francji. „Wszystkie odwołania prawne zostały wyczerpane i wszystkie organy sądowe, zarówno krajowe, jak i europejskie, potwierdzają, że zespół medyczny odpowiedzialny za sprawę Vincenta Lamberta ma prawo przerwać opiekę” – podsumowywała ją publicznie francuska minister zdrowia Agnès Buzyn. Prezydent Francji Emmanuel Macron napisał w portalu społecznościowym, że nie do niego należy „zawieszenie decyzji, która wynika z oceny lekarzy i zgodna jest z naszymi prawami”, dodając: „Wszyscy eksperci twierdzą, że jego stan jest nieodwracalny”.
 
Ustawa pozwala
Prawa, do których odwołał się prezydent Macron, pochodzą z roku 2016. Wówczas obie izby francuskiego parlamentu ostatecznie przyjęły ustawę o możliwości sedacji pacjentów w stadium terminalnym, ale nie o eutanazji. Sedacja to obniżenie aktywności ośrodkowego układu nerwowego za pomocą środków farmakologicznych bez wyłączenia świadomości (możliwe jest jednak częściowe jej ograniczenie).
Jak wyjaśnia portal rynekzdrowia.pl, francuska ustawa pozwala na wprowadzenie pacjenta na jego żądanie w stan głębokiego uspokojenia, połączonego często z płytkim snem, aż do jego śmierci. Sedacja będzie możliwa jedynie wówczas, kiedy stan pacjenta w ocenie lekarzy prowadzi najprawdopodobniej do szybkiej śmierci. Ustawa pozwala lekarzom zaprzestać kontynuowania procedur podtrzymujących życie, takich jak sztuczne nawadnianie i żywienie. Sedacja połączona z podaniem środków przeciwbólowych będzie dozwolona, „nawet jeśli może w rezultacie skrócić życie” pacjenta. Jej zastosowanie może łączyć się z dalszym podawaniem leków, aż do naturalnej śmierci lub zagłodzenia.
Ustawa dotyczy także pacjentów niezdolnych do wyrażenia woli, ale decyzję muszą poprzedzić konsultacje z członkami rodziny. Można również wyznaczyć „zaufaną osobę”, której zdanie będzie miało decydujące znaczenie w przypadku pacjentów już niemogących wyrazić własnej woli.
 
Łamanie ludzkiej godności
W sprawę życia Vincenta włączył się francuski episkopat. Biskupi zaapelowali, by wstrzymać się z odłączeniem aparatury do momentu, gdy swoją opinię przedstawi komitet ONZ zajmujący się prawami osób niepełnosprawnych. Wskazali, że to, co się dzieje w kwestii Lamberta, „wytycza drogę do legalizacji eutanazji”. Głos zabrał także papież Franciszek, przypominając, że do każdego życia trzeba podchodzić z szacunkiem. Apelował zarazem, by „każdy chory był zawsze szanowany w swej godności i leczony w sposób odpowiedni do jego stanu zdrowia, przy zgodnym wsparciu rodziny, lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, z wielkim szacunkiem do życia”. Papieska Akademia Pro Vita i Dykasteria ds. Świeckich, Rodziny i Życia we wspólnym komunikacie przypominają, że „zaprzestanie karmienia i nawadniania chorego stanowi poważne łamanie ludzkiej godności”.
We Francji powstają modlitewne inicjatywy w intencji Vincenta. Przed szpitalem w Reims trwa nieprzerwanie pikieta jego przyjaciół, którzy domagają się przeniesienia go do specjalistycznej struktury. Siedem ośrodków wyraziło gotowość przyjęcia sparaliżowanego mężczyzny. Mimo że proszą o to jego rodzice, nie zgadza się na to jego żona, która jest opiekunką prawną Vincenta.
 
Zwyczajna opieka
Z punktu widzenia nauczania Kościoła katolickiego nie ma wątpliwości, że Vincent Lambert nadal powinien otrzymywać pożywienie i wodę. Kongregacja Nauki Wiary w wydanej w roku 1980 Deklaracji o eutanazji, stwierdziła wyraźnie, że w żadnej sytuacji nie wolno przerwać „zwyczajnej opieki”, jaka „należy się choremu”.
W ubiegłym roku Zespół Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych wydał dokument O terapii daremnej (uporczywej) chorych poddawanych intensywnej terapii. Wyjaśnia on jednoznacznie, że „rezygnacja z uporczywej terapii nie może oznaczać opuszczenia pacjenta w zakresie podstawowych form opieki (np. przeciwdziałania odleżynom, podawania środków analgetycznych i przeciwzapalnych) i podtrzymywania procesów życiowych (odżywiania, nawadniania, wentylacji, również w sposób sztuczny), co stałoby się bezpośrednią przyczyną jego śmierci, a więc byłoby eutanazją pasywną”. Komentując dokument, przewodniczący zespołu bp Józef Wróbel, profesor KUL, dodał:  „Taka opieka nie jest nadzwyczajna, czy nieproporcjonalna, dlatego że w wymiarze podstawowym warunkuje procesy życiowe, a ponadto jest w stanie zapewnić ją każdy ośrodek medyczny, można ją zapewnić także w domu, w rodzinie, gdzie pacjent się znajduje”.
Arcybiskup Paryża abp Michel Aupetit, który zanim został kapłanem, przez 21 lat był lekarzem, zauważył, że próba zabicia Vincenta Lamberta jest emblematyczna dla społeczeństwa, w którym żyjemy. Jego zdaniem to dziś decyduje się przyszłość cywilizacji, w jakiej przyjdzie nam żyć. „Albo uznamy ludzi za funkcjonalne roboty, które można wyrzucić na złom, gdy są już bezużyteczne, albo uznamy, że istota człowieczeństwa bazuje nie na «użyteczności życia», ale na jakości relacji międzyludzkich, w których przejawia się miłość”.
Wyrok sądu apelacyjnego, nakazujący przywrócenie odżywiania i nawadniania Vincenta, nie jest ostateczny. Jego życie nadal nie jest bezpieczne.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki