Logo Przewdonik Katolicki

Od pro-choice do pro-life

Natalia Budzyńska
fot. materiały prasowe

Antyaborcyjny amerykański film Unplanned, który miał przejść bez echa, narobił w USA sporo szumu. Po pierwsze dlatego, że zgromadził całkiem sporą publiczność, a po drugie dlatego, że otwarcie atakuje organizację pro-choice Planned Parenthood.

Film Unplanned oparty na wspomnieniach Abby Johnson, byłej aktywistki ruchu pro-choice, kiedyś szefowej kliniki aborcyjnej, a dzisiaj matki ośmiorga dzieci i katoliczki, wszedł na ekrany amerykańskich kin 29 marca. Wyprodukowany przez twórców hitu christian movie Bóg nie umarł, nie prezentuje sobą właściwie żadnych artystycznych walorów, ale siła jego rażenia okazała się ogromna, jak na niskobudżetowy dramat nakręcony na obrzeżach przemysłu filmowego. Recenzenci początkowo film zignorowali, ale box office nie kłamał, i kiedy okazało się, że film ściąga tłumy, a do tego zarabia – mimo ograniczenia liczby kin, w których może być wyświetlany – zaczęli o nim pisać. Recenzentka „The Guardiana” przyznała mu jedną gwiazdkę, w kilku słowach nazywając go bardzo złym obrazem propagandowym, niskich lotów agitką skąpaną we krwi i niesmacznych wizjach. Z kolei recenzent „Hollywood Report” starał się być bardzo obiektywny wobec treści, jakie film porusza, nie szczędząc mu krytyki jeśli chodzi o stronę formalną. Sprawa dla Ameryki jest drażliwa, ponieważ dotyka nie tylko „świętej krowy”, jaką jest Planned Parenthood, ale także polityki. Konserwatyści od razu wyczuli, że za filmem stoi potężny elektorat, współproducentem jest multimilioner Mike Lindell, wielki zwolennik prezydenta Trumpa, widzący w nim „wybrańca Boga”, co oczywiście natychmiast wytknęli twórcom dziennikarze. Po dwóch miesiącach obecności na ekranach amerykańskich kin film zarobił już 12 milionów dolarów. Kiedy i czy w ogóle będzie go można zobaczyć w Polsce na razie nie wiadomo.
 
Życie niezaplanowane
Historia przedstawiona w filmie oparta jest na wspomnieniach Abby Johnson, która jako studentka college’u została woluntariuszką organizacji Planned Parenthood. Wprawdzie wychowana była w rodzinie o poglądach konserwatywnych, a jej rodzice byli przeciwnikami aborcji, ona zaangażowała się w swoją pracę do tego stopnia, że szybko awansowała i związała z firmą swoją zawodową ścieżkę. Pracowała w jednej z klinik Planned Parenthood w Teksasie przez osiem lat, najpierw jako asystentka opiekująca się kobietami, które tam przyjeżdżały na zabieg aborcji, aż wreszcie zdobywając stołek kierownika kliniki. Uznano ją nawet za „pracownika roku 2008”, była więc w swoją pracę bardzo zaangażowana i przeświadczona o tym, że działa na rzecz dobra kobiet znajdujących się w dramatycznej sytuacji życiowej. W swojej książce pisze, że w miarę upływu lat zaczęła zauważać, że organizacja, dla której pracuje, nie jest tak idealna, jak się ją postrzega i za jaka się ją uważa. Stopniowo ten idealny obraz zaczął pękać, aż doszło do momentu kulminacyjnego. Została poproszona o asystowanie przy zabiegu przerwania 13-tygodniowej ciąży. Choć miała za sobą osobiste doświadczenie dwukrotnej aborcji, to jednak nigdy nie uczestniczyła przy zabiegu w przypadku ciąży tak zaawansowanej. Trzymała aparat USG i zobaczyła nie tylko ukształtowane dziecko, ale i jego reakcję na aparat ssący wprowadzony do macicy. Po kilku dniach zrezygnowała z pracy i powoli zaczęła się angażować w ruch pro-life. W książce przedstawiła Planned Parenthood jako organizację wykorzystującą dramat kobiet i zarabiającą krocie na aborcjach, co oczywiście od razu sprowokowało reakcję działaczy pro-choice. Przyznała, że szefowie organizacji namawiali ją do tego, by wymuszała na zgłaszających się po pomoc kobietach decyzje o aborcji, bo oznaczało to zarobek dla firmy. Bezduszność osób zarządzających Planned Parenthood, jaka wyłania się ze wspomnień Abby Johnson, rzeczywiście jest porażająca. Organizacja zareagowała bardzo szybko po wydaniu książki, oświadczając, że sytuacje opisane przez Johnson nie miały miejsca, że nigdy nie asystowała w żadnych tego rodzaju zabiegu, i że taki zabieg w dniu podanym przez Abby w ogóle się nie odbył w tej konkretnie podanej przez nią klinice. Do departamentu zdrowia w Teksasie wysłano odpowiednie dokumenty, które miały to udowodnić, przy czym Johnson uważa, że jest dokumentacja niepełna, tym bardziej, że nie wszystko w klinice odbywało się zgodnie z przepisami i oficjalnie. W ogóle wersja Planned Parenthood jest trochę inna, według nich Abby została zwolniona z powodu redukcji personelu, po czym została nakryta na kopiowaniu poufnych informacji i przesyłaniu ich organizacjom pro-life.
Historia Abby Johnson ma ciąg dalszy: zaraz po zwolnieniu z pracy stała się aktywną uczestniczką ruchów antyaborcyjnych i odtąd modliła się wraz z innymi na zewnątrz kliniki. Dzisiaj ma ośmioro dzieci i działa na rzecz pomocy byłym pracownikom klinik aborcyjnych. Razem z mężem należeli do jednego z Kościołów protestanckich, najbardziej liberalnego jeśli chodzi o podejście do aborcji. Z tego powodu w 2012 roku wstąpili do Kościoła katolickiego.
 
Kino zaangażowane
Życie Abby Johnson to rzeczywiście materiał na porywający antyaborcyjny film. Jak to się stało, że młoda dziewczyna wychowana w rodzinie wierzącej zdecydowała się na aborcję? Jakie myśli temu towarzyszyły, jak to przeżywała, co się stało? Jak mimo to odnalazła się w małżeństwie z człowiekiem, który nie pochwalał jej pracy, który był przeciwny aborcji i który także był osobą wierzącą? O czym rozmawiali, gdy wracała po pracy do domu? Jak wytrwali razem? Tak wielka przemiana sumienia wymaga wielkiego kina. W przypadku Unplanned chyba została potraktowana zbyt powierzchownie i instrumentalnie, ale wygląda na to, że takie właśnie miało być zadanie tego obrazu. Amerykańscy krytycy krzywią się na morze krwi płynące w plastikowych rurkach maszyny wysysającej rozerwane szczątki dziecka. Jestem przeciwniczką akcji antyaborcyjnych polegających na prezentowaniu na billboardach krwawych szczątków abortowanych dzieci, a zdaje się, że twórcy Unplanned poszli w tym kierunku. Całkowicie zdawali sobie sprawę z tego, że z powodu drastycznych scen trailer nie będzie mógł być pokazywany przed filmami nie oznaczonymi żadną kategorią ani nawet w chrześcijańskich stacjach promujących wartości rodzinne. Nie wiem, czy biorąc to pod uwagę spodziewali się innych kłopotów z promocją. Na dzień przed premierą zostało zablokowane konto filmu na Twitterze, ponoć omyłkowo, wywiadami z twórcami i aktorami nie były zainteresowane żadne stacje telewizyjne, radiowe czy prasa z wyjątkiem chrześcijańskich i rzeczywiście film został medialnie całkowicie zbojkotowany. Mimo to bilety w tych kinach, w których film miał premierę, zostały wyprzedane. Zaangażowali się za to politycy, którzy oczywiście wykorzystują film do swoich spraw. Dla dużej części Ameryki, przyzwyczajonej do najbardziej liberalnego prawa legalizującego aborcję na świecie, to powód do niepokoju. Na marginesie można dodać, że prawo to ma swoje korzenie w słynnej sprawie z początku lat 70. znanej jako Roe v. Wade, a film pod tym tytułem z Jonem Voightem w jednej z ról czeka na premierę. Dziennikarze nadmieniają, że jego wymowa jest antyaborcyjna.
Podobno na skutek obejrzenia Unplanned około stu pracowników klinik aborcyjnych odeszło z pracy. Recenzenci uważają, że otwarcie agitacyjny charakter filmu i wiele uproszczeń obniża siłę jego oddziaływania. Wiadomo, że zwolennicy pro-life będą prawdopodobnie zachwyceni, ale chyba chodzi o to, żeby przekonać tych z pro-choice. Unplanned wydaje się być filmem z gatunku tych atakujących, a w tym sprawdza się lepiej dokument.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki