Logo Przewdonik Katolicki

Życie to CAMINO

Katarzyna Jarzembowska

Camino Santiago de Compostela – jak często mówią i piszą – to niezwykły szlak zwykłych ludzi. Droga, która odmienia. Droga, która – bez względu na swoją długość – odciska na zawsze trwały ślad w sercu każdego pielgrzyma.

Pielgrzymi wędrują do grobu św. Jakuba Starszego Apostoła od tysiąca lat, chcąc zbliżyć się ku Bogu, pojednać ze światem i znaleźć wewnętrzne ukojenie. Podobnie było z grupą dziesięciu osób, które wyruszyły na szlak z Nakła nad Notecią.
 
Madryt–Toledo–Salamanka
„Wędrowanie” rozpoczęło się na lotnisku w Modlinie. Po ponad trzech godzinach powietrznego rejsu – pierwszy przystanek i Madryt, a tam gościna u Polaków, którzy bezinteresownie otworzyli swój dom i serca dla pielgrzymów. – Nasze kroki skierowaliśmy również do Toledo (do św. Jana od Krzyża), Avili (do św. Teresy Wielkiej) oraz do Salamanki, aby po czterech dobach wkroczyć na Camino w Rionegro del Puente. Czekało na nas ponad 300 kilometrów pieszej wędrówki. To fragment dłuższej trasy Via de la Plata. Do Santiago de Compostela dotarliśmy po dziesięciu dniach, zmęczeni ale szczęśliwi – powiedziała uczestniczka Anna Maćkowska. „Camino was sprawdzi” – usłyszeli pielgrzymi na lotnisku, żegnając się z bliskimi. – Rzeczywiście, camino nas sprawdziło. Żaden przewodnik, film, opowiadanie ludzi, którzy przebyli szlak, nie są w stanie przygotować do drogi. To prawda, warto spakować się zgodnie z radami doświadczonych peregrinos. Trzeba poznać zasady obowiązujące na szlaku, ale wiedza i wyobrażenia o przyszłej drodze są blade w zderzeniu z rzeczywistością – dodała Anna Maćkowska. Szybko okazało się, że grupa z diecezji bydgoskiej była na szlaku „nietypowym zjawiskiem”. Bo była liczna, trzymająca się razem, wspólnie przygotowująca posiłki, wspierająca się. – Wstawanie przed świtem po to, aby od rana wzmocnić się Jezusem w Eucharystii albo z latarkami w ręku wspiąć się na szczyt góry, żeby promienie wschodzącego słońca dodały blasku odprawianej w plenerze Mszy św., przeradzało się w niezwykłe, mistyczne spotkanie z Bogiem – powiedziała Anna Maćkowska.
 
Znaczenie wspólnoty
Jedność i wielkość polskiej grupy wywoływały wśród innych pielgrzymów zainteresowanie. – Na naszej drodze spotkaliśmy Hiszpanów, Niemców, Francuzów, Kanadyjczyka, kogoś z Austrii. Czym dla nich był ten szlak, ten wysiłek, jeśli nie pielgrzymką do grobu św. Jakuba? Przyglądali się naszej modlitwie – zaskoczeni, że mamy w sobie tyle radości, młodzieńczej werwy i entuzjazmu, bez zahamowań i kompleksów katolika, który ukrywa swoją wiarę. Na początku przyglądali się nam nieufnie, ale z każdym kolejnym wspólnym noclegiem zmieniali nastawienie. Czy byliśmy powodem przemyślenia ich stosunku do wiary, do Boga? Mamy ogromną nadzieję, że tak. Miło pomyśleć, że tak jak św. Jakub z pokutniczą laską głosił Ewangelię, my mogliśmy dać świadectwo żywej obecności Osobowego Boga – powiedziała Beata Głąbicka.
Pielgrzymi podkreślili, że św. Jakub jest bez wątpienia patronem także i tych czasów. Tak jak objawił się Hiszpanom i pomagał w walce z Maurami, tak teraz przyczynia się do tego, aby Europejczycy powrócili do swoich chrześcijańskich korzeni. Istnieje taka potrzeba, a świadczy o niej liczba ludzi podążających do Santiago. – A nasze camino? Na pewno zrodziło wielkie znaczenie wspólnoty, jaką się staliśmy. Pokazało, jak ważna jest pomoc tego, który idzie obok, pomimo że każdy kilometr trzeba przejść i tak na własnych nogach. Trzeba zmierzyć się z własnym bólem, słabościami i uświadomić, że każdy ma swoją wyjątkową drogę na spotkanie z Panem. I że bez Jego wsparcia nic człowiekowi się nie uda. Tego uczy camino – pokory i zawierzenia siebie całkowicie Bogu – dodała Beata Głąbicka.
Zakończona niedawno pielgrzymka – jak podkreślili jej uczestnicy – była tak naprawdę dopiero początkiem. Stała się ziarnem, które może „przynieść owoc obfity”. – Wracamy do swoich codziennych zajęć, miejsc, gdzie zostaliśmy powołani i trzeba iść dalej, bo przecież życie to camino. O ile na pielgrzymi szlak zawsze można wrócić, coś powtórzyć, to życia, roku, miesiąca, dnia, godziny nie da się powtórzyć. To wszystko zdarza się raz i ucieka. Stąd odpowiedzialność, aby nasze życie „dopracowywać każdego dnia” – zakończyły Anna Maćkowska i Beata Głąbicka.
 
***do ramki***
Niezwykła droga świata...
 
Ks. Wojciech Ciołek – przewodnik grupy, a na co dzień wikariusz parafii św. Wawrzyńca w Nakle nad Notecią
„Pierwszą rzeczą, jakiej doświadcza pielgrzym, który wychodzi na szlak do Santiago de Compostela, jest zobaczenie, ile rzeczy wziął... niepotrzebnie! Z każdym krokiem pielgrzymim doświadcza się też, ile rzeczy nam zbywa w życiu. Na camino, czyli na drodze do Santiago, jesteś Ty i... właśnie ta droga. I nią zaczynasz iść. Camino bardzo różni się od polskiego stylu pielgrzymowania. Na camino jesteś... samotny. Doświadczasz, czym jest znużenie, ból – bo tak od strony fizycznego wysiłku wygląda camino. Lecz mimo tego cierpienia, dopóki się da iść – idziesz! A Pan Bóg niesie ci plecak! Po kilku dniach codziennego marszu było jasne, że droga staje się czymś więcej. Staje się banalną, ale dość trafną, alegorią życia. Człowiek dzień w dzień brnie przed siebie, czasami pogrążony we własnych myślach, czasami zapatrzony w krajobrazy, a czasem noga w nogę, zagadany z innymi pielgrzymami. Cała sztuka jednak polega na tym, żeby w całej drodze nie przegapiać znaków. Muszli oraz charakterystycznych, ale często poukrywanych w niespodziewanych miejscach, żółtych strzałek. I tak w życiu – biegamy, zaangażowani jesteśmy w różne rzeczy, aktywnie nawet wypoczywamy, wołamy o znaki, pomoc – a one są, tylko trzeba wytężyć wzrok, zwolnić, zatrzymać się...”.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki