Logo Przewdonik Katolicki

Dług przedpokojem kryzysu

Michał Bondyra

Zadłużanie państwa to nic nadzwyczajnego, zadłużanie ponad stan już tak. Jeśli nic się nie zmieni, skutki takiego działania możemy odczuć już za pięć lat.

Według definicji dług publiczny to „suma finansowych zobowiązań sektora władz publicznych, wynikających ze zróżnicowanych tytułów, przede wszystkim z tytułu zaciągniętych pożyczek na pokrycie deficytu finansów publicznych”. Brzmi skomplikowanie, zatem wyjaśniam: sektor władzy publicznej to nie tylko rząd, ale i samorząd, rządowe agencje, państwowe instytucje i fundusze, a także ZUS, KRUS, NFZ czy choćby uczelnie publiczne i Polska Akademia Nauk. A zobowiązania? To nie tylko wspomniane pożyczki i kredyty w kraju i za granicą, ale i bony skarbowe, obligacje skarbowe zaciągane przez sektor publiczny. Wszystko po to, by pokryć ujemną różnicę między tym, co państwo wydaje, a tym, co pobiera w podatkach.
 
Konstytucyjna furtka
O długu publicznym wspomina ustawa zasadnicza. „Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto (PKB). Sposób obliczania wartości rocznego PKB oraz państwowego długu publicznego określa ustawa” – czytamy w art. 216 konstytucji. To ostatnie zdanie to furtka, z której chętnie korzysta władza. Jak? Wyjaśnia to Paweł Dobrowolski, ekonomista Instytutu Sobieskiego od lat zajmujący się sprawą długu publicznego w Polsce: – Gdyby obowiązywała ta sama zasada księgowania co 10 lat temu, to według oficjalnych danych Ministerstwa Finansów mielibyśmy dług publiczny powyżej 60 proc. PKB.
Ten próg Polska przekroczyła już według wyliczeń unijnych. Skąd zatem rozbieżności w krajowej i unijnej metodologii? – Metodologia krajowa nie uwzględnia Krajowego Funduszu Drogowego (KFD), który na bieżąco pożycza pieniądze na budowę dróg. Jest on częścią sektora publicznego, ale formalnie został on z tego sektora wyłączony – wyjaśnia ekspert Instytutu Sobieskiego. Dobrowolski wspomina też o „rozbiorach OFE”: – Rząd PO–PSL wziął aktywa finansowe i zastąpił je zapisami na kontach ZUS o identycznej wartości. Operacja ta jest o tyle istotna, że aktywa w OFE państwo musiałoby kiedyś spłacić. Obligacje te mieli inwestorzy międzynarodowi, wyposażeni w kancelarie prawne, wsparci przez ambasadorów i rządy. Zapisy na kontach ZUS to z kolei obietnice obecnych i przyszłych polityków, że pieniądze na przyszłe emerytury kiedyś się znajdą – tłumaczy.
 
Bez majątku, ale z długiem
Dług publiczny nie wynosi zatem, jak chce tego minister finansów blisko 900 mld zł, a oficjalnie przekracza 1 bln zł. Oficjalnie, bo realnie jest jeszcze dług ukryty. To w nim kryją się przyszłe wydatki przede wszystkim na emerytury i renty, ale i świadczenia zdrowotne. Według www.dlugpubliczny.org.pl ukryty dług publiczny wynosi już ponad 3 bln zł, a więc w relacji do PKB stanowi nie 60, a blisko 175 proc. Dobrowolski przypomina, że są też szacunki, które mówią o 200 czy nawet 400 proc. PKB.
Co to oznacza dla nas, obywateli? – Każdy Polak, nie tylko aktywny zawodowo, ale i noworodek czy starzec, jest zadłużony na ponad 80 tys. zł – mówi ekspert Instytutu Sobieskiego. Czteroosobowa rodzina ma dług o wartości 65-metrowego mieszkania w jednym z pięciu największych polskich miast!
Skąd zatem powstał ten dług, który – jak podaje raport „Polski dług publiczny jednym z największych wyzwań najbliższych lat” Związku Pracodawców i Przedsiębiorców – w okresie ostatniego 15-lecia prawie się podwoił? Dobrowolski wyjaśnia, że miarą bogactwa nie jest tylko rosnący wskaźnik PKB, ale zgromadzony majątek: – We wzroście gospodarczym dogoniliśmy Greków, ale przeciętny Grek posiada więcej od przeciętnego Polaka. Chcemy mieć podobne fabryki i narzędzia w naszych zakładach, chcemy żyć i mieszkać na podobnym poziomie jak nasi zachodni odpowiednicy, ale przez wojnę, komunę nie mieliśmy kiedy zgromadzić majątku, dlatego musimy pożyczać – mówi.
 
Od Gomułki po Tuska
Polacy pożyczają od dziesięcioleci, zadłużając przy tym następne pokolenia. Czy to nie jest aby niemoralne, pozostawiać nasze dzieci, wnuki z długami do spłacenia? – Do momentu kiedy społeczeństwo rosło, a każde pokolenie było liczniejsze niż poprzednie, było nie tylko moralne, ale i racjonalne. Po zniszczeniach wojennych nie mieliśmy przecież oszczędności, a emeryci za coś musieli żyć. Sytuacja zmieniła się w latach 60. XX w., za czasów Władysława Gomułki, to wtedy trzeba było zmieniać system emerytalny. W PRL tego nie zrobiono, co nie dziwi, gorzej jednak, że dziś w demokracji, kiedy realnie możemy wpływać na władzę, też tego zaniechano – mówi Dobrowolski. Ekspert dodaje, że w związku z tym teraz trzeba zwiększać opodatkowanie i zmniejszać emerytury, co de facto działo się poprzez OFE. – Rozbiór OFE przez Tuska, Rostowskiego, Boniego czy Bieleckiego sprawia, że jeszcze szybciej zaczną rosnąc wydatki emerytalne i pojawi się kryzys zadłużenia. To oni są moralnie za to odpowiedzialni, w sensie pierwotnym jednak odpowiadają za to wszyscy politycy od czasów Gomułki – wylicza. Ekspert od długu publicznego przyznaje, że w ostatnim 25-leciu obowiązywała też trwała reguła, według której „niezależnie czy rządziła prawica, czy lewica, a gospodarka rosła, czy wyhamowywała, deficyt budżetowy wynosił 3 proc”. Przez ćwierć wieku dług naszego kraju się zatem systematycznie powiększa.
 
Ponad stan
Rating Polski sporządzany przez trzy największe agencje Moody’s, Fitch i Standard & Poor’s oceniający wiarygodność kredytową naszego kraju jest rekordowo dobry. Raport o długu publicznym firmowany przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców alarmuje, że już za niespełna pięć lat może w Polsce nastąpić dekada kryzysu obsługiwalności długu publicznego. Skąd ten pesymizm? – Dług publiczny różni się od kredytów, które jako obywatele zaciągamy w bankach. Nasze kredyty złotowe mają miesięczne raty, które są stałe przez rok, pięć lat. Koszt spłaty zadłużenia publicznego zmienia się w zależności od warunków pożyczania. Dziś płacimy relatywnie mało, ale wciąż więcej niż Niemcy czy Czechy. Kryzys w Polsce lub za granicą może jednak sprawić, że rynki nie zechcą nam pożyczać na 2–3 procent, ale już na 10–12. Wtedy możemy wpaść w taką spiralę jak Grecja – przestrzega Dobrowolski. – Żyjemy ponad stan. Po dekadzie wysokiego wzrostu gospodarczego, wpompowanych przez Unię Europejską gigantycznych pieniędzy niski koszt pożyczania sprawił, że pożyczamy więcej, niż powinniśmy. To, co napędzało wzrost gospodarczy przez 25 lat, powoli się wyczerpuje – tłumaczy i wymienia: włączenie naszego kraju w obieg gospodarczy zachodniego świata, import rozwiązań technologicznych i organizacyjnych z tego świata, niższe koszty pracy i całkiem dobrą sytuację demograficzną. Gdy gospodarka polska spowolni, nie będziemy w stanie spłacać na bieżąco swoich zobowiązań.
 
Jak balonik z wodą
Można robić sztuczki księgowe i mówić, że fundusz drogowy to nie jest zadłużenie, można nacjonalizować OFE, uznając, że nie było w nich prywatnych pieniędzy, ale z matematyką nikt nie wygra – mówi dobitnie Paweł Dobrowolski, wieszcząc, że kryzysu zadłużenia, o którym mówi raport Związku Przedsiębiorców i Pracodawców nie da się uniknąć. Trudno się z nim nie zgodzić, bo żaden dotąd rząd nie podejmował niepopularnych decyzji zmierzających do obcinania wydatków czy podnoszenia podatków. Ekspert ekonomiczny Instytutu Sobieskiego mówi, że z kryzysem zadłużenia jest jak z przepychaniem balona z wodą: z jednej strony się wciśnie, to z drugiej wyskoczy, komuś się pieniądze da, zabierając innym, którym zabraknie. – Politycy zaczną podejmować racjonalne decyzje dopiero w obliczu kryzysu – prognozuje. Wtedy może być już za późno. Czy możemy wówczas nie otrzymywać wypłat, emerytur? Trudno dziś powiedzieć, jak przebiegać będzie kryzys i jak dotkliwy się okaże. Dobrowolski sądzi, że będzie on przypominał ten, który mieliśmy na przełomie lat 70.–80. XX w., kiedy wypłacano pensje i emerytury w tej samej kwocie, ale o znacznie mniejszej nominalnej wartości. – Ludzkość poradziła sobie z gorszymi plagami, ale z pewnością będzie to dla nas bardzo brutalne zderzenie z rzeczywistością – kończy.
 
Ramka:
Liczby w zł:
Dług publiczny Polski: 1 bln zł
Dług na mieszkańca: 29 tys. zł
Dług w procentach PKB: 60 proc.
 
Ukryty dług publiczny: 3 bln zł
Ukryty dług publiczny na mieszkańca: 82 tys. zł
Ukryty dług w procentach PKB: 174 proc.
 
Źródło: www.dlugpubliczny.org.pl

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki