Logo Przewdonik Katolicki

Żaba ze związanymi nogami

Dorota Niedźwiecka
Dziewczynki w większości chcą współpracować i wspierać się nawzajem, chłopcy – rywalizować i pokonywać przeciwnika / fot. D. Niedźwiecka

„Jaś uporczywie biega po klasie” – napisała w dzienniczku nauczycielka. „Biega bo jest chłopcem” – odpisał tato Jasia.

Współczesne szkoły spełniają bardziej potrzeby emocjonalne i fizyczne dziewczynek niż chłopców. Większość pracowników szkół to kobiety i – co naturalne – trudno jest im zrozumieć i wczuć się w psychiczne potrzeby płci przeciwnej. Trudniej też stać się autorytetem dla będącego w podstawówce lub gimnazjum chłopca. Do tego dochodzi główny wymóg stawiany nauczycielom w szkole masowej, by zdążyć z realizacją programu. Skutki: potrzeby chłopców, niezbędne do tego, by poznać siebie i uwierzyć we własne możliwości, bywają ignorowane lub nieakceptowane. A co za tym idzie, ogranicza się im możliwości, by kształtować w sobie cechy charakteru niezbędne, aby stawać się silnym, samodzielnym i zdolnym do okazywania troski mężczyzną.
 
Jasno, krótko, bez aluzji
Szkoła podstawowa, klasa czwarta. Nauczycielka ciepłym tonem głosu wyjaśnia, że przerwa już się skończyła i dzieci powinny zająć swoje miejsca. Chwilę później dziewczynki są gotowe do nauki. Chłopcy z ostatnich dwóch ławek nawet się nie odwrócili. Na następnej lekcji do tej samej klasy wchodzi nauczyciel. „Zaczynamy” – rzuca komendę. Krótko, energicznie, bez emocji. Ci sami chłopcy w jednej chwili odwracają się do tablicy i wyjmują zeszyty. Z dziewczynkami jest trudniej. „Czy on się na mnie gniewa, że mówi tak głośno i oschle?” – zastanawiają się niektóre z nich.
Naukowcy od wielu lat zajmują się badaniami tego, jak różnice w budowie mózgu i fizjologii dziewczyn i chłopców wpływają na ich emocje, sposób myślenia, motywowania i uczenia się.
– Ten sam ton głosu może wywołać różne uczucia w zależności od płci: u chłopców – ekscytację i podziw, a u dziewczynek – niepokój – wyjaśnia dr nauk przyrodniczych z Uniwersytetu Wrocławskiego Andrzej Dunajski. Pan Andrzej od kilku lat zajmuje się edukacją zróżnicowaną ze względu na płeć. Sam jest ojcem czterech córek i dwóch synów.
– Istotny jest także sposób przekazywania treści – wyjaśnia. – Chłopcy dobrze reagują na krótkie i jasne komunikaty. Zamiast mówić: „Wyjmijcie zeszyty i otwórzcie książki na stronie 23”, lepiej powiedzieć: „Wyjmijcie zeszyty”, zaczekać, aż to zrobią i wydać drugą dyspozycję: „Otwórzcie książki na stronie 23”. Formułując polecenia, lepszy efekt uzyskamy, rezygnując z wszelkiego rodzaju aluzji, których musieliby się domyślać.
Statystycznie chłopcy myślą dedukcyjnie, w prowadzeniu rozumowania wychodzą od zasad ogólnych, by zastosować je do konkretnych przypadków, rozumują abstrakcyjnie, słyszą mniej dźwięków, szybciej zaczynają się nudzić, potrzebują zastosowania bardziej zróżnicowanych bodźców podczas zajęć, by utrzymać uwagę. Sprawności i potrzeby chłopców wydają się znajdować na przeciwległym biegunie do potrzeb i sprawności dziewczyn. Do tego stopnia, że do pracy z nimi doskonale sprawdzają się metody, które u dziewczyn powodują palpitacje serca (jak choćby rzucanie podczas zajęć pytań z zaskoczenia). Stąd uczenie równocześnie dziewczynek i chłopców jest dla prowadzącego zajęcia dużym wyzwaniem.
– Na wielu lekcjach języka polskiego moi gimnazjaliści wręcz oprotestowywali kolejne lektury, wymagające od nich zagłębiania się w psychikę bohatera, podczas gdy gimnazjalistki z chęcią podejmowały pracę w tym zakresie – mówi Małgorzata Łuczak, polonistka z 10-letnim stażem z Opola. – Chłopcy za to z pasją podejmowali się takich zadań jak prezentacja na przestrzennych planszach strategii walk polskiej husarii, opisanej w jednej ze scen Ogniem i mieczem.
To nie dziwi. Biorąc pod uwagę, że różnice w myśleniu i działaniu ze względu na płeć są od lat brane pod uwagę bardzo mocno w coachingu i w biznesie – dziedzinach, które muszą korzystać z tego, co najefektywniejsze, bo od skuteczności dobranych środków zależy przyszłość firmy. Dziwi natomiast, że są tak rzadko brane pod uwagę w szkole – od której często zależy życiowe być albo nie być uczniów.
 
Wykształcenie i ekonomiczny wyścig
Amerykanie piszą na ten temat dużo. Od kilkunastu lat, czyli od momentu, gdy dostrzegli, że z chłopcami w ich kraju dzieje się coś niedobrego. Coraz więcej z nich niemal nie umiało czytać, bardzo szybko rezygnowało ze szkolnej edukacji. W Europie ten problem dostrzega się dopiero teraz. Niemcy właśnie zaczęli go z niepokojem analizować.
Efektem zaniedbań w edukacji chłopięcych potrzeb jest znaczny spadek liczby chłopców, którzy podejmują studia na wyższych uczelniach przy równoczesnym wzroście liczby wykształconych kobiet. W krajach Unii Europejskiej już w 2006 r. na 100 absolwentów płci męskiej przypadało 145 kobiet kończących studia. Z roku na rok ten odsetek się zwiększa. W samym wzroście liczby wykształconych pań nie ma nic niepokojącego. Niepokojący jest spadek liczby wykształconych panów.
– Gorzej wykształconym mężczyznom będzie bardzo trudno znaleźć swoje miejsce w coraz bardziej zinformatyzowanym społeczeństwie – podkreśla dr Christina Hoff Sommers z American Enterprise Institute, której publikacje są swoistą encyklopedią badań nad różnicami płci. – Po drugie, z roku na rok pojawia się coraz więcej źle wykształconych lub niewyedukowanych mężczyzn, którym coraz trudniej znaleźć pracę, ożenić się i założyć rodzinę. Jest to też bardzo niekorzystne dla młodych kobiet, którym z kolei trudno będzie znaleźć mężów na ich poziomie. Większość kobiet woli bowiem mężczyzn z podobnym, jak one, wykształceniem – mówi dr Sommers. – Jest jeszcze jedna rzecz, o której często się zapomina: w globalnym wyścigu ekonomicznym wygra ten naród, który ma zdolność wyprodukowania najlepiej wykształconej siły roboczej. A więc: znajdzie rozwiązanie na problemy edukacyjne chłopców – konkluduje.
 
Agresja czy energia?
Wyobraźmy sobie: dwóch chłopców bije się na korytarzu. Obok – dwóch nauczycieli stoi przy ścianie i spokojnie rozmawia. „Ci chłopcy się biją, a wy panowie nic nie robicie” – mówi oburzona mama, która dopiero co weszła do szkoły. „Jak to nic? Zakładamy się, który wygra” –  odpowiadają nauczyciele.
Panie czytające ten artykuł są zapewne zszokowane. A właśnie w ten sposób wyglądałaby szkoła, w której większość chłopców czułaby się komfortowo.
– To, że chłopcy w podstawówce przepychają się i kotłują należy do ich natury – wyjaśnia dr pedagogiki Stanisław Kowal, kierownik Studium Kształcenia Nauczycieli Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, tata pięciu synów. – Dobrze jest umieć rozróżniać rodzaje tych przepychanek. Większość z nich jest totalnie bezpiecznych: chłopcy chwilę po nich rozmawiają ze sobą jak najlepsi przyjaciele. Nie ma tu więc sensu reagować. Nauczyciel powinien zareagować zdecydowanie na te z nich, które mają w sobie ładunek agresji.
W idealnej szkole nie byłoby zakazów w stylu: „Nie wolno skakać po korytarzu” i uwag w dzienniczku, że „Jacek uporczywie biega po klasie”. – Zdrowy chłopiec w szkole podstawowej i gimnazjum biega, kiedy tylko może. Wierci się w ławce, rusza, skacze: bo musi swój nadmiar energii, generowany przez męskie hormony, wyładować – wyjaśnia dr Stanisław Kowal. – Gdy zabroni się mu biegać – zaczyna przypominać żabę ze związanymi nogami – której w ten sposób zabroniono wykonywania podstawowej dla niej czynności: skoków. Oczywiście, boimy się, że chłopcom coś się stanie, dbamy o ich bezpieczeństwo – stąd postulaty, które chłopcy słyszą niemal nieustannie: cicho, powoli, rączki po szwach! Tylko że spokojnie siedzenie przez 45 minut w ławce i spacerowanie pod rękę po szkolnym korytarzu to zachowania charakterystyczne dla dziewczyn. Większość chłopców w tym się dusi! – Chcemy oduczyć ich biegania, myląc dyscyplinę z ubezwłasnowolnieniem – dr Kowal z Krakowa stawia jednoznaczną diagnozę. – Proszę mi wierzyć: że jak chłopcy biegają i grają w piłkę – rzadko dochodzi do wypadków. Natomiast, gdy tłumimy ich energię, będziemy zbierać skutki w postaci zachowań agresywnych. Bo jej nadmiar będzie musiał gdzieś znaleźć ujście. To tłumienie jest wynikiem nie tylko błędów w podejściu niektórych nauczycieli do uczniów, ale błędu całego systemu edukacyjnego. Jeśli chcemy, by chłopcy byli grzeczni na lekcjach, dajmy im szansę pobiegania przynajmniej na przerwie i większą ilość godzin sportu, by ich energia miała gdzie ujść.
 
Rywalizacja jest niezbędna
– Chłopcy nie mogą żyć bez rywalizowania. Podczas gdy dziewczyny wolą współpracować i wzajemnie się wspierać, dla chłopców jakikolwiek remis oznacza katastrofę – mówi dr Stanisław Kowal. – Weźmy przykład z gry w piłkę. To, co najtrudniej im zrozumieć to remis. Uważają, że trzeba grać do tego momentu, aż ktoś wygra. Rywalizacja to coś, co najbardziej ich motywuje, wręcz zmusza do podjęcia działania.
Trudno zrozumieć, dlaczego we współczesnej szkole tak często traktuje się rywalizację jako złą i szkodliwą. To podejście utopijne. Wystarczy popatrzeć na otaczający nas świat, by dojść do wniosku, że rywalizacja jest w życiu niezbędna: choćby po to, by zaistnieć na rynku pracy. A w szkole można ją wykorzystać, by zachęcić chłopców do podjęcia wysiłku w dobrych rzeczach. – Na przykład w kształtowaniu jakiegoś nawyku czy cnoty: męstwa, hartu ducha, hojności. Można nią inspirować zawody: kto szybciej i z większym zrozumieniem przeczyta nieobowiązkową lekturę – wyjaśnia dr Stanisław Kowal. – To przecież nic złego, jeśli nauczyciel pochwali Jasia głośno i nagrodzi za to, że napisał litery najładniej w klasie. I że przez to inni uczniowie będą podejmować próby naśladowania go w starannym pisaniu. Ważne: trzeba pamiętać, że rywalizacja nie powinna być celem samym w sobie, a jej sensem jest rozwój i dobro wychowanków. Warto więc ustalić i omówić z uczniami zasady, które sprawią, że nie przerodzi się w wyścig szczurów czy w dążenie za wszelką cenę do sukcesu.
– Tu jeszcze jedna ważna uwaga – dodaje dr Kowal. – Porównywanie starannego pisma Jasia z pismem innego chłopca ma sens. Ale nigdy z pismem dziewczynek, które w tym wieku o rok do dwóch wyprzedzają w sprawności manualnej chłopców. W tym kontekście Jasiu zawsze wypadłby gorzej od Marysi!
 
Podejście indywidualne
Wydaje się, że spełnienie w jednej klasie potrzeb, dotyczących choćby tylko motywacji dziewczynek i chłopców to jak godzenie wody z ogniem. Dziewczynki w większości chcą współpracować i wspierać się nawzajem, chłopcy – rywalizować i pokonywać przeciwnika.
Rozwiązania? W kilku krajach m.in. w USA, Wielkiej Brytanii i Australii pojawiła się oddolna inicjatywa nauczycieli i wychowawców, której celem jest tworzenie listy „dobrych praktyk edukacyjnych” w odniesieniu do chłopców. Efektywnym rozwiązaniem okazuje się indywidualne podejście do każdego dziecka, ze zwróceniem uwagi na cechy, które statystycznie przyporządkowuje się dziewczynom lub chłopcom, jako na indywidualne cechy ucznia. Chodzi o to, by przyjrzeć się, kogo dane zachowanie pobudza do działania, a kogo wyrzuca na marginalną i do tego dostosowywać środki wychowawcze. – Jeśli nauczyciel pozna ucznia, nawiąże z nim dobry kontakt, będzie w stanie wykorzystać jego potencjał i zdolności tak, by procentowały w przyszłości – konkluduje dr Stanisław Kowal, specjalista od edukacji nauczycieli.
Patrząc na zagadnienie w kontekście systemu edukacji i charakterystycznych cech chłopców, te indywidualne decyzje nauczycieli będą miały istotny wpływ na przyszłość całych społeczeństw. Chłopcy, u których kształtuje się mechanizm wycofywania i zmuszania do nijakości, jako dorośli nie będą zwornikami rodzin. Natomiast chłopcy, którym w procesie wychowania zaoferowano pomoc, by mądrze kształtowali swoją osobę, wyrosną na mężczyzn, którzy potrafią dać poczucie bezpieczeństwa, przewodzić z odwagą i dbać o spójność swoich rodzin i dobrobyt społeczeństw.
 
szkola-infografika-01.jpg
 
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki