Logo Przewdonik Katolicki

Jak się czyta starą księgę

Monika Białkowska, ks. Henryk Seweryniak
fot. SergeySkleznev/Adobe Stock

Gdy zrozumiałem, nad czym pracujemy, naprawdę poczułem się – jak to w średniowieczu mawiano – jak karzeł stojący na ramionach olbrzymów.

Monika Białkowska: Wiem, że już o Pontyfikale mówiliśmy, ale to lata pracy… Ksiądz właśnie odebrał gotowe egzemplarze. Fajnie byłoby opowiedzieć już nie tyle o tym, co pontyfikał zawiera, ale o tym, jak się pracuje nad księgą, która ma kilkaset lat? Przecież to jest sztuka: bo i trzeba zrobić konserwację, i reprint, i tłumaczenie, i do tego jeszcze historyczne i teologiczne omówienie – wszystko, żeby współczesny czytelnik wiedział, co bierze do ręki i dlaczego to ma takie znaczenie.

Ks. Henryk Seweryniak: Przede wszystkim potrzeba do tego naprawdę dużego grona specjalistów – wybitnych fachowców w swoich dziedzinach. U nas zaczęło się właściwie nie od teologów, tylko od specjalistów od średniowiecznych manuskryptów. I to oni jako pierwsi zwrócili uwagę, że zniszczoną księgę trzeba koniecznie poddać konserwacji i dalszym profesjonalnym badaniom. Udało się zdobyć na to grant i sprawa ruszyła.

MB: Dla liturgistów taka księga, w której opisane są czynności sprawowane przez biskupa w średniowieczu to musiała rzeczywiście być prawdziwa perełka!

HS: Do naszego Pontyfikału odwoływał się czasem abp Nowowiejski i inni księża z płockiego środowiska liturgistów. Potem kodeks Niemcy zrabowali i uznano go za zaginiony. Ale to, co wiedzieliśmy na podstawie opracowań, było fascynujące. Wreszcie Pontyfikał odzyskaliśmy. Rzeczywiście, to perła! Ile w nim ciekawych rzeczy: jak sprawowano w średniowieczu najważniejsze tajemnice wiary? Jak mówiono o Kościele, jakimi obrazami się posługiwano? Jak rozumiano role biskupa, papieża, metropolity i prezbitera? W XII–XIV wieku chrześcijaństwo na Mazowszu wciąż się szerzyło i krzepło, powstawały nowe kościoły, więc w jaki sposób je konsekrowano? Czy przypominało to dzisiejszy ryt konsekracji? Tyle mówi się o średniowiecznych klątwach – jakie jest ich znaczenie w Pontyfikale? Jak wyglądały, w jaki sposób je nakładano? Jakie było w pobożności i liturgii miejsce aniołów i świętych, a jakie diabła? W jaki sposób sprawowano synody? Wiem, że to brzmi bardzo szczegółowo, ale to wszystko tam jest i pozwala nam wyobrazić sobie bardzo dokładnie średniowieczną pobożność liturgiczną na polskich ziemiach.

MB: Na podstawie Pontyfikału liczne elementy tej liturgii można wręcz powtórzyć, odtworzyć.

HS: Najpierw jednak kodeks trzeba było odczytać, bo przecież średniowieczni skrybowie posługiwali się specyficznymi sposobami zapisu, pełnymi skrótów i znaków, dla nas dziś mocno skomplikowanymi. Zajął się tym ks. prof. Leszek Misiarczyk, patrolog i mediewista. Dopiero kolejnym etapem było tłumaczenie wcale niełatwej łaciny Pontyfikału, a więc praca dla wytrawnego, doświadczonego łacinnika – dzieło to zrealizował prof. Jerzy Wojtczak-Szyszkowski. Dzięki temu księga może teraz naprawdę trafić pod przysłowiowe strzechy.

MB: Skoro są w księdze normy i treści dotyczące obrzędów sprawowanych przez biskupa i nie tylko – to muzyka jakaś też?

HS: Ależ oczywiście! Prof. Czesław Grajewski wykazał, że w Pontyfikale mamy ponad dwieście takich miejsc, w których obrzędom towarzyszą zapisy melodii. Melodie te w zdecydowanej większości zostały oddane bardzo starą notacją metzeńską, której początki sięgają IX wieku. Rozmaitość zapisów muzycznych w księdze wskazuje, że z biegiem lat sporządzało je co najmniej ośmiu skrybów, niektóre uzupełnienia i korekty pochodzą jeszcze z początków XV wieku. Ale jednocześnie profesorowi udało się ustalić, w jakich miejscach jednego z tych skrybów można utożsamić z pierwszym pisarzem Pontyfikału!

MB: A jakieś iluminacje? Inicjały? To, co dziś byśmy nazwali grafiką?

HS: Tu akurat Pontyfikał jest dość skromny, przynajmniej w porównaniu z innymi księgami średniowiecznymi. Nie zachowała się także pierwotna oprawa. Ale zrobiliśmy rekonstrukcję oprawy, łącznie z badaniem otworów po dawnych szyciu i nawet rdzy! A dr Jacek Tomaszewski dowiódł też, że księgę spisywało dwóch skrybów, którzy pisali takim stylem, jakim pisało się w tamtym czasie na terenach dzisiejszej Francji i Belgii. Ale także to, że nie byli specjalne w tym pisaniu doświadczeni.

MB: Zawsze mnie zachwyca, że jesteśmy w stanie takie rzeczy rozpoznać w czymś, co laik uzna po prostu za „starą, zniszczoną książkę”.

HS: To jeszcze nie koniec! Wyobraź sobie, że możemy datować pergamin, na którym Pontyfikał spisano. Więcej nawet – dokładnie przebadany został sam użyty atrament i kolejne warstwy malarskie inicjałów! Śmiem twierdzić, że dotąd żaden inny średniowieczny kodeks w Polsce nie został przebadany takimi nowoczesnymi metodami.

MB: Ja to bym jeszcze do tego reprintu wróciła – bo fajnie, że jest, ale nie wszyscy muszą rozumieć, co to takiego… To po prostu przedruk: możemy zobaczyć, jak Pontyfikał wygląda, bo oryginału z oczywistych względów do ręki nie weźmiemy.

HS: Oczywiste jest, że Pontyfikał, który ma osiemset lat, jest mocno zużyty. Dodatkowo zniszczyła go nieodpowiednia konserwacja w Niemczech w latach 70. Jego stan jest na tyle poważny, że prof. Weronika Liszewska stwierdziła, że są poważne przeciwwskazania do jego otwierania i wystawiania na światło dzienne, nawet na krótko. Ale na szczęście – właśnie dzięki reprintowi i dokumentacji cyfrowej – nad Pontyfikałem można dalej pracować i nie odbierzemy go w ten sposób przyszłym pokoleniom.

MB: Z aż tak starymi księgami nigdy nie miałam do czynienia, zwykły śmiertelnik jestem. Najstarsze, jakie trzymałam w ręku, to księgi metrykalne z połowy XVIII wieku. Ale przyznaję, emocje były. Miał ksiądz z tej pracy taką zwykłą radość i satysfakcję?

HS: Na początku – ogromną. Ale potem, gdy zrozumiałem, nad czym pracujemy, naprawdę poczułem się – jak to w średniowieczu mawiano – jak karzeł stojący na ramionach olbrzymów. Z jednej strony myślę o tamtych biskupach i liturgistach, którzy głęboko sięgali do tradycji Kościoła, a tworząc własne modlitwy i błogosławieństwa, posługiwali się cudownym, niemal zmysłowym językiem. Z drugiej podziwiam dawnych i dzisiejszych mediewistów, historyków liturgii, tłumaczy, specjalistów, dzięki którym tyle o księdze możemy się dowiedzieć. Jednocześnie zależy mi na tym, żeby to nie była księga martwa. Jest w niej tyle modlitw i błogosławieństw, pięknych, mądrych – wiele z nich może być nadal odmawiane! Warto także zapoznawać z ich treścią i głębią choćby uczniów na lekcjach dotyczących średniowiecza, bo jest ono wciąż niesprawiedliwie przedstawiane jako ciemne i barbarzyńskie. Niestety, naszego „trójpaku” w postaci reprintu, odczytu i przekładu oraz studiów mogliśmy opublikować niewiele egzemplarzy. Więc właśnie zakończyłem pracę nad wyborem najpiękniejszych modlitw, błogosławieństw i misteriów w Pontyfikale.

MB: Pozostaje tylko życzyć, aby zainteresowali się nim duszpasterze, katecheci, nauczyciele historii…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki