Panika jest złym doradcą

Jeśli ten czas się przedłuża, co jest bardziej humanitarne? Bliskość czy separacja?
Czyta się kilka minut
fot. Magdalena Bartkiewicz
fot. Magdalena Bartkiewicz

Mamy apogeum zachorowań na Covid i kolejny, niecałkowity lockdown. Znowu powrócił temat dostępu do świątyń. „Wszystko zamknięte, tylko kościoły otwarte” – powtarza Donald Tusk i zastęp antyklerykalnych internautów. Często ten motyw kumuluje w sobie symbolicznie wszystkie pretensje wobec rządu Zjednoczonej Prawicy. Nie dość, że nie umieją walczyć z pandemią, to jeszcze kierują się ideologicznymi preferencjami.
Odpowiedziałem na te głosy, że nie widzę, aby ci niezadowoleni podnosili rwetes o to, że pozostawiono otwarte księgarnie. I tu, i tam strawa duchowa, tak mogą uważać nawet niektórzy niewierzący. Ale kiedy mój komentarz pojawił się na Facebooku, znajomy, wciąż bijący na alarm z powodu niedostatecznego zabezpieczania się przed pandemią, wybuchnął, że księgarnie też trzeba zamknąć, jak zresztą wszystko inne. Pewna pani, bliższa prawicy, ale rozemocjonowana, gdy przychodzi rozmawiać o pandemicznych restrykcjach, dalejże z kolei dowodzić, że w kościele ryzyko większe niż w księgarni, bo ludzie tam śpiewają. 
Pisałem wiele razy, że będąc zwolennikiem obostrzeń jako zasady, uważam panikę za złego doradcę. Ale mniejsza już o jednostkową potyczkę na słowa, jak rozumiem „panikarze” twierdzą, że totalne zamknięcie to kwestia momentu, kilku tygodni, kiedy trzeba zacisnąć zęby i wszystko poświęcić. Pojawia się jednak pytanie, co potem, kiedy – załóżmy – liczba zakażeń zacznie się zmniejszać. Albo odwrotnie, kiedy na dłuższą metę, wobec kolejnych mutacji wirusa, pandemia potrwa pomimo szczepień w nieskończoność.
Kościół nie daje jasnych wytycznych. Potępia samobójców, ale przecież Jezus powiedział: „Kto chce zachować życie, straci je, a kto chce stracić życie, zachowa je”. Można to odnieść tylko do męczeństwa za wiarę, ale nie ma tu pewności. Jest pochwała przynajmniej ryzyka.
Covidowi rygoryści powiedzą, że nie chodzi tylko o ryzyko własne. Że gromadząc się, powiększamy zagrożenie innych, co więcej nie tylko tych, którzy się z nami gromadzą. Brzmi to przekonująco, ale przecież stopnia tego ryzyka, sprowadzanego na innych, nie da się zmierzyć. A czy – porównanie drastyczne, ale mnie przekonuje – jeśli decydowano się na tajne praktyki religijne w systemach opresyjnych wobec religii albo na tajne nauczanie podczas II wojny światowej, postępowano roztropnie czy nie? Czasem i wówczas ryzyko sprowadzano na innych, choćby w obliczu zbiorowej odpowiedzialności. Czy roztropne było zachęcanie do takiej konspiracji? 
Powtórzę – poszczególni kapłani dają tu odpowiedzi własne, niewyprowadzane z żadnego artykułu Kodeksu prawa kanonicznego. Może i należy podporządkować wszystko przetrwaniu, ale i tak stajemy przed innymi dylematami. Można było na kilka miesięcy wyrzec się kontaktów ze starymi rodzicami, w imię ich i własnego bezpieczeństwa. Ale jeśli ten czas się przedłuża, co jest bardziej humanitarne? Bliskość czy separacja? A co jest bardziej zgodne z ludzką naturą?
Wielki aktor, dyrektor Teatru Narodowego Jan Englert powiedział ostatnio w wywiadzie dla Radia Dla Ciebie, że wybierając przetrwanie, wyrzekamy się duchowości. Mówił o dylemacie środowisk artystycznych. We własnym teatrze był zwolennikiem nieprzenoszenia wszystkich przedstawień do internetu, ale przynajmniej przygotowania niektórych na prawdziwą scenę, a więc prób pełnych ryzyka. Można twierdzić, że bez sztuki da się żyć jakiś czas, ale jak długo? A bez kościołów? Bez żywego kontaktu z przeistoczeniem, ale i bez wspólnoty wiernych, choćby szczątkowej?
Nie mam gotowych odpowiedzi. Życzę na Święta Wielkanocne, abyśmy wszyscy dostali jakiś znak pozwalający dobrze wybrać. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2021