Trzeba należeć i maszerować

Tegoroczny Marsz Wolności organizowany przez liberalno-lewicową opozycję nie zaskoczył niczym.
Czyta się kilka minut
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Piotr Zaremba historyk, dziennikarz, publicysta, komentator polityczny
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Piotr Zaremba historyk, dziennikarz, publicysta, komentator polityczny

Było do przewidzenia, że rządowa TVP będzie go relacjonować w sposób kuriozalny. Kiedy marsz trwał, kanał TVP Info nie wspominał o marszu wcale. Oni – jednak największe polityczne zgromadzenie tego dnia – szli, a w rządowej telewizji powtarzano banalne wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego. Wieczorem „Wiadomości” przedstawiły marsz jako groteskę. Ale przecież najpierw się coś rzetelnie opisuje, potem ewentualnie ocenia. W polskich plemiennych mediach ta zasada nie obowiązuje.
Ale na drugą nogą: słuchałem wystąpień organizatorów marszu. Zza wielkich emocji skierowanych przeciw obecnie rządzącym nie wyzierała żadna oferta. Pozdrawiano matki niepełnosprawnych zamknięte w Sejmie. Też im współczuję. Ale co te same matki dostały w 2014 r. od rządu PO–PSL? Gdyby to było satysfakcjonujące, nie byłoby powodów do obecnego protestu. Ale ta prawda niknie w okrzykach i egzaltacji. Trzeba walczyć z czarnym ludem, czyli rządem – można więc wykrzyczeć wszystko.
Pojawili się też celebryci i aktorzy. Do tej pory miałem wrażenie, że dyrektor Teatru Polskiego Andrzej Seweryn zdawał się szukać swego miejsca gdzieś pośrodku podziałów. Zwłaszcza gdy szukał w resorcie kultury pieniędzy dla swojego teatru. Teraz z jego ust padały okrzyki. Najbardziej zdziwił mnie ten, że trzeba szukać miłości, a nie nienawiści „do byle kogo”. To ma być przejaw miłości? Zapewne własnej. Ten ton celebryckiej pychy przypominający wywody Andrzeja Wajdy z 2010 r. oczywiście podobał się platformersko-kodowskim manifestantom, ale gdy patrzeć na szanse opozycji w społeczeństwie, jest drogą donikąd. Nie zdziwiły mnie wywody Daniela Olbrychskiego. Jego teza, że Jarosław Kaczyński jest gorszy od Władysława Gomułki i Edwarda Gierka (dlaczego nie Wojciecha Jaruzelskiego?) banalizuje czas PRL, sprowadzając walkę z systemem prawdziwej dyktatury do partyjnej rozgrywki. Już to słyszeliśmy setki razy.
Zmartwiło mnie co innego. Za plecami rozemocjonowanych aktorów zobaczyłem polityka Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Podszedł on w tej chwili do rozgrywki o prezydenturę Wrocławia, więc stał się nagle jedną z twarzy PO. Nie przeszkadzają mu dyrdymały aktorów, choć jeszcze całkiem niedawno to on wspierał „polityka gorszego od Gomułki i Gierka, nowego pierwszego sekretarza”. Teraz klaskał. Rozumiem jego rozstanie z PiS i nie osądzam źle tej decyzji – w imię obrony własnych poglądów miał prawo. Ale konserwatysta Ujazdowski poszedł do Platformy w chwili, kiedy ta partia ukarała kilku swoich posłów za głosowanie przeciw aborcji na życzenie. Z jednej strony Ujazdowski jest czołgany przez część środowisk opozycyjnych jako katolicki fundamentalista. Z drugiej przyjmuje deklaracje Grzegorza Schetyny o szerokiej ofercie także dla konserwatystów, choć jeśli tak, to przecież jest się tam za cenę wspierania ludzi i poglądów walczących z tradycyjnym katolicyzmem. Jeśli mam pretensję do mediów prawicowych, nie oznacza to, że przechodzę do „Gazety Wyborczej” czy „Newsweeka”. O ile poważnie traktuję własne poglądy.
Najwyraźniej polityków ta zasada nie obowiązuje. A w polityce plemiennych podziałów można z dnia na dzień zaprzeczyć swoim dokonaniom i przekonaniom. Zarazem zanika kategoria ludzi, którzy mogliby powiedzieć, że nie odpowiada mi sam styl plemiennych podziałów. Trzeba należeć i maszerować. Jutro Olbrychski obwieści, że PiS-owcy porywają dzieci na mace, a Ujazdowski dyskretnie zaklaszcze. Jeden z najzdolniejszych, najmądrzejszych polityków prawicy rozmienia się na drobne. Wraz z całym naszym krajem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2018