Logo Przewdonik Katolicki

Pacjent nie jest samotną wyspą

Weronika Frąckiewicz
fot. archiwum prywatne, Molly Ferguson Art/Adobe Stock

Rozmowa z prof. Piotrem Gałeckim o potrzebie poznania środowiska chorego, bezdusznych kolejkach i nadziejach na zmiany w systemie opieki psychiatrycznej

Wdrażana małymi krokami reforma sytemu leczenia psychiatrycznego główny nacisk kładzie na środowisko pacjenta. Czy naprawdę skupienie się na środowisku osoby chorej wesprze nie tylko ją, ale uzdrowi cały system?
– Oczywiście, mamy na to przykłady w innych krajach, które z powodzeniem stosują model środowiskowy. Możemy to obserwować m.in. w Skandynawii. Jest on zdecydowanie mniej opresyjny i wykluczający. Główne jego założenie to pomoc pacjentowi w jego miejscu zamieszkania. Dziś co czwarty Polak przejawia jakieś zaburzenie psychiczne, więc proszę sobie wyobrazić, że teraz wszyscy jadą do ośrodka oddalonego aż 100 km od miejsca zamieszkania. Na korzyść leczenia środowiskowego przemawia fakt postępu farmakoterapii, który dokonał się w ostatnich latach. Leki działają szybciej, są skuteczniejsze i bezpieczniejsze, dzięki czemu pacjenci nie są skazani na wielomiesięczną izolację połączoną z podawaniem leków. Kiedyś w leczeniu np. schizofrenii podawało się dwie lub trzy tabletki dziennie, a dziś stosuje się m.in. iniekcje, raz w miesiącu. W naszym obecnym systemie pacjenci często są hospitalizowani tylko dlatego, że nie mają odpowiedniej opieki w rejonie. Poza tym tylko w 30 proc. powiatów otwarte są oddziały dzienne. Natomiast Centra Zdrowia Psychicznego, będące główną jednostką przewidywanych zmian, zakładają w swej strukturze oddział całodobowy, oddział dzienny, poradnie zdrowia psychicznego, a także zespoły leczenia środowiskowego, czyli specjalistów, którzy będą odwiedzać pacjenta w domu.

Wspomniał Pan, że model ten stosuje się m.in. w Skandynawii. Mam wrażenie, że pod wieloma względami ciągle daleko nam do poziomu życia tamtego społeczeństwa. Stąd moja obawa – czy jesteśmy gotowi na rozwiązania, które wykorzystywane są na północy?
– Paradoksalnie myślę, że tak. Program pilotażowy, który wdrażamy od półtora roku, pokazał, że ten model okazał się większym sukcesem, niż przypuszczaliśmy. Praktycznie nie ma żadnych skarg pacjentów, a jeśli jakieś się pojawiły, to tylko odnośnie do braku programu w dużych ośrodkach w Polsce. Podobnie jak Skandynawowie żyjemy w ramach regionów, w większości oddaleni od dużych ośrodków, a to oznacza, że funkcjonujemy w przywiązaniu do naszej lokalności. Naprawdę nie widzę podstaw do obaw, dlaczego proponowane zmiany miałyby się nie przyjąć. Myślę, że punktem wyjścia jest pytanie: dlaczego powinno się to udać? Względem tego pytania będziemy mogli dopracowywać pewne niuanse w funkcjonowaniu, ale już nie w skali ogólnopolskiej, lecz właśnie regionalnie. Zupełnie inna struktura i oczekiwania będą od pacjentów Łodzi Bałuty czy Warszawy Mokotów, a inne w Świebodzinie czy Rawie Mazowieckiej, gdzie powiat ma około 30 tysięcy mieszkańców.

Bywa, że środowiska osób z chorobami psychicznymi często wykazują różnorodne dysfunkcje. Czy dodatkowa trudna przestrzeń w pracy nie opóźni procesu leczenia?
– Wręcz przeciwnie. Chcemy rozpoznać środowisko, aby pomóc pacjentowi. Jeśli ktoś ze środowiska dysfunkcyjnego trafi do mojej kliniki w Warszawie, a jest spod Żyrardowa, to jedyne, co mogę zrobić, to zapytać tę osobę, jaką ma sytuację rodzinną. Jeśli pacjent odpowie, że dobrą, to muszę uwierzyć na słowo. W obecnym systemie nie mam kogo wysłać, aby się dowiedział, czy na pewno jest tam ktoś, kto będzie pomagał tej osobie przyjmować leki. W nowym systemie jeśli zobaczę, że środowisko jest dysfunkcjonalne i pacjent wraca do szpitala dwa lub trzy razy w roku tylko dlatego, że nikt mu nie przypominał o lekach, to jako lekarz prowadzący zlecę terapeucie środowiskowemu, aby raz w tygodniu pojechał do pacjenta i sprawdził, czy przyjmuje on leki.

Funkcja terapeuty środowiskowego jest dziś wciąż mało rozpowszechniona.
– Mimo że sama funkcja terapeuty środowiskowego raczkuje, to zdecydowanie zwiększyła się liczba kursów doszkalających w tym kierunku. To daje nam nowe możliwości wykorzystania osób z tymi kompetencjami w przyszłości. Obecne rozwiązanie zakłada, że to kierownik Centrum Zdrowia Psychicznego powierza obowiązki terapeuty środowiskowego osobie, która ma doświadczenie w tym zakresie, może to być np. psycholog. Nową funkcją, która się pojawi, będą tzw. asystenci zdrowienia – osoby, które doświadczyły kryzysu zdrowia psychicznego, będą pomagać osobom, które są w tym kryzysie. Kiedy pacjent jest w kryzysie i coś się dzieje, nie zawsze potrzebny jest lekarz lub pielęgniarka. Pamiętajmy, że profesjonalista to nie tylko lekarz.

A jaka zatem będzie rola terapeuty środowiskowego?
– Odwiedzanie pacjenta, doradzanie mu, współpraca w ramach zespołu z lekarzem i psychologiem w celu skonstruowania programu terapeutycznego. Będzie on także ustalał, czy pacjentowi potrzebne są wizyty raz na pół roku, czy raz na tydzień, bo ktoś miał pierwszy epizod psychotyczny. Do jego zadań będzie należało także wspieranie pacjenta w różnego rodzaju kontaktach, np. z adwokatem, pracownikiem socjalnym, a także pomoc w załatwianiu różnorodnych spraw. To będzie osoba znacząco włączona w koordynację rozmaitych działań tak, aby nie trzeba było wysyłać lekarza lub pielęgniarki w celu np. zebrania wywiadu środowiskowego: czy ten pacjent wymaga już hospitalizacji, czy nie, czy wymaga ubezwłasnowolnienia lub innej ochrony prawnej ze względu na swoje zaburzenie.

Stygmatyzacja osób z chorobami psychicznymi to wciąż aktualny dla naszego społeczeństwa problem. Czy proponowane rozwiązania również będą miały wpływ na tę przestrzeń?
– W psychiatrii bardzo często stosujemy paternalizm. Kiedy trzeba kogoś przyjąć do szpitala, robimy to bez jego zgody. Tymczasem pacjenci psychiatryczni różnią się od siebie, mimo że jest tendencja do postrzegania ich jednorodnie. Paternalizm ma uzasadnienie, kiedy ktoś bezpośrednio zagraża swojemu lub cudzemu życiu i zdrowiu, bo np. słyszy głos w głowie, aby kogoś zabić. Ale są osoby, które nie potrzebują przyjęcia do szpitala, lecz wsparcia. Np. osoba, która pije alkohol i urządza awantury pod jego wpływem, albo ktoś, kto ma niewłaściwie ukształtowaną osobowość. 
Chcemy dać tym ludziom wybór. Nieraz wcale nie jest potrzebna hospitalizacja, lecz psychoterapia lub wsparcie środowiska pacjenta. Nagle okazuje się, że problem alkoholu znika, bo pojawiła się praca. Miękkie oddziaływania będą miały duże znaczenie w nowych rozwiązaniach systemowych. Mam nadzieję, że uda się wprowadzić Centra Zdrowia Psychicznego wszędzie. Każda inna możliwość będzie powodowała jeszcze większą stygmatyzację osób chorych. Psychiatria w Polsce jest bardzo słabo dofinansowana, więc będzie nieustanny konflikt między podażą a popytem na usługi.

Znajoma opowiadała mi niedawno, że próbowała się zarejestrować na NFZ do psychoterapeuty. Udało jej się – była osiemdziesiąta pierwsza na liście oczekujących. Może za dwa lata będzie przyjęta. Czy dzięki proponowanym zmianom kolejki znikną?
– W pilotażowych Centrach Zdrowia Psychicznego nie ma kolejek, bo to kierownik placówki decyduje, ilu ma terapeutów. Pacjent nie musi się mierzyć z tym natłokiem. Dzisiejszy system kolejkowy jest bezduszny. Psychiatrzy i psychoterapeuci nie mają obowiązku przyjmować pacjentów. W miejscach, gdzie pilotażowe Centra Zdrowia Psychicznego nie działają, jeśli pacjent ma myśli samobójcze, zostaje zapisany na listę oczekujących na przyjęcie do specjalisty. Jeśli natrętne myśli się nasilą, może zgłosić się na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego. W tym momencie poradnie zdrowia psychicznego nie biorą żadnej odpowiedzialności za pacjenta. Często zalecają szukanie wolnych miejsc w innych ośrodkach. W obecnym systemie nie ma się co dziwić takim sytuacjom, gdyż są poradnie, które mają bardzo małe kontrakty. Załóżmy, że dostają 100 tys. złotych rocznie, co daje możliwość zatrudnienia jednego psychologa raz w tygodniu. Pod koniec stycznia ma on zapełniony kalendarz na cały rok. Pamiętajmy, że w proponowanym modelu występuje rejonizacja. Nie oznacza to, że pacjent bezwzględnie musi leczyć się w swoim centrum, ale zakłada, że jeśli pacjent się zgłosi, to dana jednostka nie może odmówić mu pomocy. Jeżeli sytuacja jest wyjątkowo trudna, to pomoc musi być udzielona w ciągu 72 godzin. Organizator centrum nie może powiedzieć, że nie ma lekarza, że są kolejki, że nie ma czasu, że go nie przyjmie. Jest terytorialna odpowiedzialność za mieszkańca.

A na jakim etapie dziś jest program pilotażowy?
– Udało nam się rozszerzyć go o nowe ośrodki, np. w Bełchatowie w województwie łódzkim. Niestety, z powodu sytuacji związanej z COVID-19 zmiany restrukturyzacyjne jednostek w każdej dziedzinie zostały zatrzymane, ponieważ szpitale są przekształcane w taki sposób, aby przeciwdziałać rozprzestrzeniającej się pandemii. Na razie nie wiemy, kiedy zmiany będą znowu wdrażane.

Więcej na temat reformy systemu opieki psychiatrycznej oraz o Centrach Zdrowia Psychicznego na https://czp.org.pl/

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki