Logo Przewdonik Katolicki

W Kielcach zginęli niewinni ludzie

Piotr Jóźwik
Pogrom kielecki miał dwie decydujące przyczyny: antysemityzm Polaków i zachowanie części władz. Działania, które podjęli decydenci nie służyły uspokojeniu sytuacji, a ich eskalacji Fot. M. Walczak/PAP

Rozmowa z dr hab. Bożeną Szaynok, historykiem, o tym, dlaczego doszło do pogromu kieleckiego

Co wydarzyło się w Kielcach 70 lat temu?
– 4 lipca 1946 r. w Kielcach na ul. Planty zamordowano 37 osób narodowości żydowskiej. Ofiar pogromu było więcej, w sumie ponad 40 Żydów, ponieważ część rannych zmarła w szpitalu. Wśród zabitych byli m.in.: niemowlę, dziecko, nastolatkowie i dwie kobiety w ciąży. Wszystko rozpoczęło się w godzinach rannych i trwało kilka godzin, a zachowania antyżydowskie i próby wywołania nowych zajść miały miejsce także wieczorem. W mordowaniu Żydów brali udział niektórzy mieszkańcy Kielc. Relacje świadków wspominają o olbrzymim okrucieństwie: strzelaniu do niewinnych ofiar, wyrzuceniu z drugiego piętra młodych dziewcząt, które zostały następnie dobite przez tłum znajdujący się na dole czy o ukamienowaniu młodego mężczyzny.
 
Można powiedzieć, że ten dramat zaczął się wcześniej, 1 lipca wraz z zaginięciem
8-letniego Henryka Błaszczyka.
– Według materiału źródłowego jego zniknięcie wiąże się z wyjazdem do znajomych do podkieleckiej wsi, w której razem z rodziną mieszkał w czasie wojny. Po powrocie do domu chłopiec wyraźne obawiał się kary za to, że nie powiedział rodzicom, dokąd się wybiera. To dlatego opowiadał, że przyczyną jego zniknięcia było to, że został porwany przez nieznajomego mężczyznę. Co ciekawe, na początku nie podawał narodowości tego człowieka i dopiero pod wpływem sąsiadów pojawiła się informacja, ze dziecko zostało porwane przez Żydów. Takie oskarżenia nie były niczym nowym, bo już materiał źródłowy z kwietnia 1946 r. pokazuje, że winą za porwanie dzieci Polacy było gotowi obarczyć albo Żydów, albo Cyganów.
 
To oskarżenie było iskrą, która spadła na beczkę prochu?
­– Jeszcze nie. Po słowach chłopca sprawa została zgłoszona na komisariat, a milicjanci 4 lipca rano udali się na miejsce, które mały Henryk wskazał w drodze na milicję. Była to kamienica przy ul. Planty, o której wszyscy wiedzieli, że mieszkają w niej Żydzi. To, że mieszkali oni w jednym miejscu nie było niczym wyjątkowym, tak wyglądało to w całym kraju. Nieliczna grupa ocalonych z Zagłady chciała być wśród swoich, wśród tych, którzy rozumieli rozmiar tragedii, której Żydzi doświadczyli w latach wojny. Na Plantach ośmiolatek wskazał mężczyznę, który miał go porwać. Milicja podjęła działania. Na miejsce zostały wysłane dwa patrole. W trakcie przemarszu z komisariatu na ul. Planty ludzie przekazywali sobie informację, że Żydzi porwali polskie dziecko. Przed budynkiem zebrała się grupa ludzi.
 
Milicjanci nie potrafili opanować tego tłumu?
– W zeznaniach znajdują się różne informacje. Wynika z nich, że milicjanci – część w mundurach, część po cywilnemu – mieli udać się na przeszukanie domu. Okazało się, że nie było w nim nawet piwnicy, w której miało być przetrzymywane dziecko. Któryś z milicjantów krzyknął, że chłopiec wprowadził ich w błąd, ale tłum był przekonany, że porwanie miało miejsce i że odpowiadają za nie Żydzi. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Informacja dociera do najważniejszych decydentów: szefa Urzędu Bezpieczeństwa, dowódcy wojska, komendanta wojewódzkiego MO. Na Planty przyjeżdżają wojskowi i wraz z ich przybyciem zaczyna się pogrom.
 
Jakie były stosunki między Polakami a Żydami w 1946 r.?
– Kluczową rolę odgrywała w nich powojenna rzeczywistość. Polacy i Żydzi żyli w cieniu wojny. Na pierwszym planie zarówno dla Polaków, jak i Żydów była kwestia martyrologii. Jednak Polacy nie zajmowali się Zagładą, a Żydzi nie interesowali się stratami wśród Polaków. Do pogłębienia podziałów przyczyniła się również migracja. Według wyliczeń historyków co czwarty obywatel II Rzeczpospolitej w wyniku działań wojennych zmienił miejsce zamieszkania. To przyczyniło się do wzrostu postaw nacjonalistycznych po obu stronach. I nic dziwnego, bo kiedy człowiek traci swoje korzenie, to naturalnie zaczyna szukać swoich – mówiących tym samym językiem, wyznających tę samą religię, takich, którzy potrafią zrozumieć jego traumę.
 
Czy na nasze relacje wpływała też sytuacja polityczna?
– W polityce Polaków zajmowało przede wszystkim przejęcie władzy przez komunistów. Dla Żydów ten temat był marginalny. Cały czas żyli w cieniu Holokaustu, w wyniku którego zginęło 90 proc. przedwojennego polskiego żydostwa. Olbrzymie znaczenie miała także powojenna bieda. Proszę pamiętać, że mówimy o kraju zniszczonym, którego mieszkańcy cierpieli głód i nędzę. Jeszcze innym problemem było coś, co nazywamy zainfekowaniem śmiercią. Wojna oswoiła ludzi ze śmiercią, przyzwyczaiła do zabijania, wywróciła do góry nogami wszystkie normy moralne. Śmierć stała się czymś zwyczajnym: na ulicach leżały niepogrzebane ciała, jedno ze wspomnień opisuje, jak dzieci bawiły się zamarzniętymi zwłokami żołnierzy radzieckich. Warto także pamiętać, że w czasie wojny mordowanie Żydów przestało być czymś nadzwyczajnym. Pisał o tym po pogromie Stanisław Ossowski, ludzie przyzwyczaili się, że Hitler morduje Żydów milionami.
 
To wystarczyło, żeby Polacy zwrócili się przeciwko Żydom?
– W tamtej rzeczywistości miały miejsce napady, zabójstwa czy pogromy, które były skierowane przeciwko Żydom. Nie z przyczyn rabunkowych czy z powodu zaangażowania się Żydów w działanie aparatu represji, bo i takie przypadki przecież znamy: Żydów postrzegano wrogo, bo twierdzono, że wprowadzają w Polsce komunizm. W powojennej Polsce wystarczyła plotka o mordzie rytualnym czy porwaniu polskiego dziecka, by Polacy byli gotowi zaatakować Żydów.
 
Takie plotki przynajmniej kilkakrotnie przyczyniły się do wywołania zajść.
– Było kilka takich przypadków. To, czy doszło do rozprzestrzenienia się takich zachowań, czy do ich uspokojenia, zależało od reakcji lokalnych władz. W Częstochowie i Wrocławiu udało się uniknąć zajść, ale już w Rzeszowie, gdzie w budynku, w którym mieszkali Żydzi, znaleziono mocno okaleczone zwłoki dziewczynki, w czerwcu 1945 r. doszło do wystąpień. To pokazało, że Polacy są gotowi do rozprawienia się z Żydami. Podobny scenariusz powtórzył się jeszcze w Krakowie, a potem w Kielcach doszło do największego pogromu.
 
W dyskusjach o pogromie kieleckim słychać o różnych przyczynach tego wydarzenia. Czy mogła być to prowokacja?
– Istnieje kilka teorii. Jedna z nich mówi, że przyczyną pogromu był antysemityzm Polaków. Tym samym wyjaśnia się też zachowanie władz. Ale są też inne teorie. Według Marcina Zaremby antysemityzm to zbyt wąskie wyjaśnienie. Jego zdaniem możemy mówić o trzech przyczynach: wierze Polaków w mord rytualny, którego mogli dopuścić się Żydzi, motyw rabunkowy oraz udział milicjantów i żołnierzy. Według mnie decydujące były dwie: antysemityzm i zachowanie części władz. Tu faktycznie może pojawić się wątek prowokacji, ale rozumianej nie jako wcześniej przygotowana akcja. Chodzi o brak działania ze strony kierownika Urzędu Bezpieczeństwa oraz zachowania żołnierzy. Moim zdaniem działania, które podjęli nie służyły uspokojeniu sytuacji, a ich eskalacji. Pozostają jednak wątpliwości, które biorą się stąd, że z jednej strony mówimy o dobrze przygotowanych dowódcach czy decydentach, a z drugiej widzimy, jak nie potrafili podjąć dobrych decyzji. I tu pojawia się pole do interpretacji – jedni tłumaczą to ich antysemityzmem, inni doszukują się chęci politycznego wykorzystania sytuacji.
 
Ten brak odpowiednich działań sprawił, że zachowania agresywne wobec Żydów szybko przeniosły się na miasto.
– Atakowano Żydów, osoby do nich podobne, miały miejsce zabójstwa w pociągach. Osobnym wydarzeniem jest zamordowanie Żydówki i jej synka, którzy zostali wywiezieni przez czterech mężczyzn i zastrzeleni pod Kielcami.
 
Tego dnia zginęło też trzech Polaków.
– Tu pojawia się kwestia strzałów, jakie padły z budynku żydowskiego. Nie jest ona wyjaśniona do końca. Materiał źródłowy jest zróżnicowany. Znajdziemy w nim informacje, że Żydzi strzelali w swojej obronie, jak również zeznania świadków żydowskich, że oni nie mogli strzelać, gdyż wcześniej zostali rozbrojeni przez żołnierzy. Jedna z Żydówek zeznała, że żołnierze weszli do budynku, ściągnęli mundury i zaczęli strzelać do ludzi na ulicy, ale to pojedynczy głos.
 
Jak na pogrom kielecki zareagowała władza ludowa?
– Komuniści już na drugi dzień stwierdzili, że odpowiedzialność za pogrom ponosi cała opozycja antykomunistyczna. Oczywiście wymieniano różne podmioty – rząd w Londynie, jego poszczególnych polityków, gen. Władysława Andersa, Stanisława Mikołajczyka z PSL, podziemie niepodległościowe i Kościół katolicki. To nie było niczym nowym, bo takie same wyjaśnienia stosowano po wydarzeniach w Rzeszowie czy Krakowie. Opozycja z kolei nie miała wątpliwości, że za pogromem stała bezpieka. Na łamach gazet temat pogromu pojawiał do 12 lipca, czyli do zakończenia pierwszego pokazowego procesu oskarżonych. Później pojawiały się tylko pojedyncze publikacje, oskarżające opozycję. Sami Żydzi przypomnieli o pogromie na łamach swojej prasy w jego pierwszą rocznicę, a potem temat znikł. Tak było aż do lat 80., gdy w prasie opozycyjnej zaczęły się pojawiać krótkie wzmianki i wreszcie w jednym z ostatnich numerów „Tygodnika Solidarność” bardzo obszerny tekst Krystyny Kersten, zbierający naszą wiedzę o pogromie. Oczywiście w tamtym czasie nie było mowy o ferowaniu ostatecznych wyroków, bo nie było dostępu do archiwów. Gdy je otwarto, okazało się, że znajdują się w nich niezwykle cenne dokumenty. Do dziś znajdujemy nowe pojedyncze źródła.
 
Po 1989 r. sprawą pogromu kieleckiego zajął się Instytut Pamięci Narodowej, ale i jego działania nie przyniosły jednoznacznej odpowiedzi.
– Umorzone w 2004 r. śledztwo, prowadzone z krótką przerwą od początku lat 90., zakończyło się konkluzją, że pewne pytania muszą pozostać bez odpowiedzi. W toku postępowania prokurator wskazywał na spontaniczny początek wydarzeń z 4 lipca 1946 r., zwracał jednak uwagę na postępowanie tych decydentów, którzy mieli w swoich rękach środki, żeby zapobiec tragedii. Ale ponieważ nie ma materiału, który pozwoliłby postawić kropkę nad „i”, to pewne pytania faktycznie muszą pozostać bez odpowiedzi. Pamiętajmy, że część bardzo ważnego materiału źródłowego dotyczącego wojska została zniszczona. Brakuje nam twardych dowodów, stąd pole do interpretacji.
 
A dziś, 70 lat po pogromie w Kielcach, potrafimy rozmawiać o tym wydarzeniu?
– Uczestnicy debaty publicznej z prac historyków korzystają bardzo wybiórczo. To duży problem, bo przez to pojawiają się tezy, które nie znajdują potwierdzenia w materiałach źródłowych.
 
Na przykład jakie?
– Chociażby takie, że pogrom kielecki był efektem prowokacji sowieckiej. To bardzo ciekawa teza, która pojawiała się już wcześniej, a wynika stąd, że komunistom dzięki wydarzeniom w Kielcach udało się odwrócić uwagę od sfałszowanego referendum z 30 czerwca 1946 r. Jednak, jak już mówiłam, w świetle istniejących dowodów nie można mówić o zaplanowanej wcześniej akcji.
 
Jako społeczeństwo mamy ten temat przepracowany?
– Przede wszystkim musimy pamiętać, że w Kielcach zginęło ponad 40 niewinnych osób, obywateli Polski. Jednocześnie to temat bardzo trudny, bo pojawiają się w nim zarzuty o antysemityzm. Trzeba bardzo spokojnie rozmawiać, tłumaczyć, skąd brały się postawy wrogości, a nie twierdzić, że ich nie było. Takie rzeczy się zdarzały. One są elementem naszej przeszłości i musimy je spokojnie przyjąć.
 
Ale do takich kart naszej historii przyznawać się trudno…
– Historyk zajmuje się opisywaniem i wyjaśnianiem przeszłości, a nie usprawiedliwianiem. Nie ma społeczeństw bez skazy. Polacy po II wojnie światowej też nim nie byli. Dziś w Kielcach za sprawą Stowarzyszenia im. Jana Karskiego dokonują się wielkie rzeczy. Wydarzeń sprzed 70 lat już nie zmienimy. Możemy udawać, że nic się nie stało, szukać usprawiedliwień. Ale możemy też kształtować pamięć o tamtym wydarzeniu i wyciągać wnioski.
 



Dr hab. Bożena Szaynok
Doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie historii. Specjalizuje się w historii najnowszej, historii Żydów w Polsce po 1945 r. oraz historii stosunków polsko-izraelskich. Wykłada na Uniwersytecie Wrocławskim.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki