Nie znałam przedtem Muminków. Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem Pippi, dzieci z Bullerbyn i Tomka Wilmowskiego. Ponieważ moja mała córka nie zaakceptowała sytuacji z kometą, Muminki musiały poczekać na kolejne dziecko w rodzinie. I dopiero kiedy podrósł nieco syn, na dobre zawitała w naszym domu cała ekipa z Doliny.
Wtedy dostrzegłam, że to wcale nie są opowieści dla dzieci, a przynajmniej nie tylko dla dzieci, i wsiąkłam całkiem w to pełne ciepła i zwykłych problemów życie rodzinne. Jakże bliska była mi Mama Muminka ze swoją troską o dobre samopoczucie wszystkich wokół. I zbuntowana Mała Mi, której nic się nie podoba, a przecież tak bardzo pragnie akceptacji, starannie to ukrywając (czy to nie cała ja?). A Tata Muminka, przeżywający kryzys wieku średniego? Przypuszczam, że wielu chłopców wolało go od Muminka Włóczykija, ogarniętego duchem wolności i odwagi prowadzenia życia po swojemu. Mam wrażenie, że im byliśmy starsi – ja i moje dzieci – tym bardziej lubiliśmy Muminki. Potrafiliśmy czytać je po wielokroć. Jeszcze niedawno mój mąż ni stąd, ni zowąd sięgnął po Tatusia Muminka i morze.
Mają już 80 lat. Tove Jansson, malarka, wymyśliła rodzinę Muminków w mrocznych wojennych czasach. W pierwszym tomie, który nosił tytuł Małe trolle i duża powódź, Muminek z mamą szuka Tatusia Muminka, który zgubił się podczas wędrówki z Hatifnatami (uwielbiam Hatifnaty!). Taka zwykła bajka, która miała pocieszać w trudnych czasach, kiedy każdy kogoś zgubił, a niektórzy nie odnaleźli; inni z kolei musieli porzucić dawne życie i zamieszkać w całkiem nowym otoczeniu, jak to wojenni przesiedleńcy. Potem historie stawały się coraz ciekawsze, a muminkowe uniwersum zaludniało się kolejnymi przybyszami. Ci przybysze wcale nie przypominali ani taty, ani mamy, ani ich synka. Każdy był inny, każdy miał swoje lęki i każdego zajmowało coś innego, a wszyscy zasługiwali na zainteresowanie i bezwarunkową miłość.
Myślę, że to nas najbardziej do Muminków przyciągało: ten świat pełen ciepła i akceptacji. W końcu przecież przeczuwamy, że jesteśmy dziwakami i nie zawsze łatwo nas polubić? Tove stworzyła świat pełen harmonii, w którym nie ma istot doskonałych. Ta niedoskonałość czyha w postaci Buki – straszy tak mocno, jak tylko się da. Okazuje się, że ta Buka, która czai się w każdym z nas, daje się oswoić. Co za ulga. Można ją nawet polubić i wtedy okazuje się, że wcale nie jest straszna. O, dzięki Ci, Tove, za Bukę i za ten niebieski wysoki dom, do którego można wejść. I że te drzwi do niego są zawsze otwarte. A gdyby tak wziąć przykład z Muminków i choć metaforycznie nie zamykać drzwi przed tymi, którzy potrzebują się (metaforycznie) przytulić?
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













