Sześćdziesiąt lat temu, w listopadzie 1965 roku, polscy biskupi wystosowali do swych niemieckich kolegów list, w którym zapraszali ich na przewidziane na następny rok na Jasnej Górze obchody tysiąclecia chrztu Polski. List kończył się historycznym sformułowaniem: „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Nie zostało ono w Polsce, delikatnie rzecz ujmując, przyjęte ze zrozumieniem. W społeczeństwie żywe były jeszcze wspomnienia zbrodni niemieckich, od zakończenia II wojny światowej minęło wszak ledwie 20 lat. Między naszym krajem a Republiką Federalną Niemiec nie istniały jeszcze nawet stosunki dyplomatyczne.
Zaczęli luteranie
Największym problemem dla powojennej generacji naszych zachodnich sąsiadów była utrata znacznej części terytoriów należących przed wojną do Trzeciej Rzeszy. Około 10 mln Niemców zostało, jak to określano, wypędzonych ze swoich rodzinnych ziem. Nawiasem mówiąc dopiero parę lat później polsko-niemiecka komisja podręcznikowa zaleciła, aby proces ten określać mianem przymusowego przesiedlenia.
Pierwsze, jeszcze dość nieśmiałe kroki zmierzające do zaakceptowania powojennych zmian terytorialnych, podjęte zostały przez niemieckich luteran. Tak można odczytać dokument sformułowany przez czołowych przedstawicieli niemieckiego Kościoła ewangelickiego na spotkaniu w Tybindze w 1962 roku. Znacznie bardziej znane jest opublikowane trzy lata później tzw. memorandum wschodnie, podpisane przez ówczesnego przewodniczącego Rady Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego Kurta Scharfa. Mając na uwadze fundamentalne trudności, jakie w zaakceptowaniu powojennej rzeczywistości akcentowały organizacje przesiedleńcze, autorzy memorandum gruntownej krytyce poddali nadawanie sakralnego charakteru pojęciu prawa do ziem ojczystych (Recht auf Heimat). Już bowiem w opublikowanym w 1950 roku dokumencie organizacji przesiedleńczych czytamy, że prawo do ziem ojczystych można uznać po prostu za prawo Boże (das göttliche Recht).
„Prosimy o przebaczenie”
Spoglądając dziś na te dwa dokumenty sformułowane przez niemieckich protestantów, można przypuszczać, że ułatwiły one reakcję hierarchom Kościoła katolickiego na list polskich biskupów. Niemieccy purpuraci na przełomowe i niezwykle słowa swoich polskich braci odpowiedzieli już po dwóch tygodniach. „Wiele okropności doznał polski naród od Niemców i w imieniu niemieckiego narodu. (…) Tak więc i my prosimy o zapomnienie, więcej, prosimy o przebaczenie. Zapomnienie jest sprawą ludzką, natomiast prośba o przebaczenie jest apelem skierowanym do tego, który doznał krzywdy, by spojrzał na tę krzywdę miłosiernym okiem Boga i wyraził zgodę na nowy początek” – napisali.
Mimo zaproszenia delegacja episkopatu niemieckiego nie wzięła udziału w obchodach polskiego Millennium. Komunistyczne władze odmówiły przyznania wiz. Ta sama przyczyna legła u podstaw nieobecności na Jasnej Górze papieża Pawła VI mimo wcześniejszej zgody na przyjazd do naszego kraju.
Odpowiedź niemieckich biskupów przyjęta została w Polsce dość chłodno. Zabrakło w niej oczekiwanego przez polskich purpuratów jasnego uznania polskiej granicy zachodniej. Z drugiej jednak strony nie można nie zauważyć zaangażowania ówczesnego przewodniczącego episkopatu RFN w proces pojednania. Metropolita monachijski kard. Julius Döpfner sam przyznawał wszak, że pojednanie z Polską było jednym z najważniejszych wyzwań, wobec których stanął. Nie był w tym działaniu osamotniony. Na swego rodzaju pełnomocnika ds. kontaktu z polskimi biskupami mianował ks. Josefa Homeyera, który sprawdził się znakomicie. Ten późniejszy biskup Hildesheim, a także sekretarz konferencji biskupów, stał się z czasem jednym z najżarliwszych orędowników pojednania między naszymi narodami.
Uznana granica
Wiele się zmieniło we wzajemnych relacjach, i to na wszystkich polach społecznej aktywności. Przełom, jaki nastąpił w połowie lat 60., pozwolił na przykład na wzmożenie w naszym kraju działalności powstałej w kręgach Kościoła ewangelickiego organizacji Akcja Znaku Pokuty – Służba dla Pokoju (ASF, Aktion Sühnezeichen Friedensdienste). Wiele lat później, jako pilot jednego z polskich biur podróży, miałem okazję wielokrotnie towarzyszyć młodym Niemcom decydującym się na spędzenie części wakacji na terenach jednego z hitlerowskich obozów koncentracyjnych na obszarze Polski. Wykonywali wtedy prace porządkowe na dzisiejszych terenach muzealnych, pomagali także tamtejszym archiwistom. W ramach zbliżenia między naszymi narodami niemała grupa polskich księży bądź podejmowała studia, bądź zdobywała stopnie naukowe na niemieckich uniwersytetach.
Pięć lat po wymianie listów, w grudniu 1970 roku, doszło Warszawie do wyczekiwanego popisania układu o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków między Polską a RFN. Traktat potwierdził granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy inicjatywa polskiego episkopatu przyczyniła się do przyspieszenia zawarcia tego traktatu. Można jednak przypuszczać, że po paru latach, jakie minęły od wymiany listów, także w Niemczech traktat przyjęty został z pewną ulgą.
Zbliżenie między naszymi narodami, jakie obserwować można było początku lat 70., przybierało różne formy. Pojednaniu przysłużyły się liczne partnerstwa polskich i niemieckich miast. Dziś trudno już znaleźć zarówno duże, jak i średniej wielkość miasto, które nie miałoby partnera nad Renem czy Łabą.
Podróż Prymasa
Zmianie uległy systemowe relacje między episkopatami obydwu krajów. Powołano wspólną komisję, w której zasiadają polscy i niemieccy biskupi. Poprawie relacji między Kościołem w Polsce i w Niemczech służyły coraz częstsze wzajemne wizyty. Z dzisiejszej perspektywy szczególne znaczenie zdaje się mieć ta, którą we wrześniu 1978 roku w Niemczech złożyła dziesięcioosobowa polska delegacja na czele z kard. Stefanem Wyszyńskim i krakowskim arcybiskupem kard. Karolem Wojtyłą, który już miesiąc później został wybrany na głowę Kościoła katolickiego. Tamtejsza prasa nie omieszkała oczywiście po tej znamiennej decyzji konklawe przypomnieć o tej wizycie. Bardziej jednak znaczące jest to, że niemieccy obserwatorzy z nieukrywaną satysfakcją podkreślali, że – nie licząc pobytów w Watykanie – była to pierwsza powojenna zagraniczna podróż kard. Wyszyńskiego. Celem rewizyty w Polsce przedstawicieli niemieckiego episkopatu w sierpniu następnego roku była Jasna Góra. W trakcie posiedzenia obydwu delegacji doszło do znamiennego aktu wymiany relikwii ojców obydwu Kościołów: świętych Bonifacego i Wojciecha.
Bardzo znaczącym wydarzeniem dla relacji między Polakami a Niemcami była kanonizacja o. Maksymiliana Kolbe dokonana przez Jana Pawła II w Rzymie w październiku 1982 roku. Niejako uzupełnieniem tej uroczystości było wspólne nabożeństwo pojednania, celebrowane przez polskich i niemieckich biskupów. W tym kontekście jako spektakularne wydarzenie uznać należy konsekrację kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbe w Berlinie. Świątynia w dzielnicy Spandau była pierwszą w świecie, która jako swego patrona wybrała męczennika z Auschwitz.
Biskupi i świeccy
Od wspomnianych powyżej spotkań w latach 1978 i 1979 na każdorazową konferencję episkopatu zapraszany jest delegat z kraju sąsiedniego. I tak uczestnikiem ostatniej, wrześniowej sesji niemieckiego episkopatu był bp Krzysztof Zadarko. W trakcie konferencji prasowej podsumowującej posiedzenie szef niemieckiego episkopatu bp Georg Bätzing przypomniał o okrągłej rocznicy listu, informując o planowanych we Wrocławiu rocznicowych uroczystościach.
Tradycją stało się, że kolejne okrągłe rocznice listu z 1965 roku stanowią okazję do spotkań, celebracji czy konferencji naukowych. Przełomem był rok 1995. W 30-lecie listu polscy i niemieccy biskupi opublikowali dokument zatytułowany: Niemcy i Polska. Kościół w służbie pojednania. Po raz pierwszy czytamy w nim o bezprawiu „jakiego doświadczyło wielu Niemców, którzy w wyniku decyzji zwycięskich mocarstw oraz Polski zostali wypędzeni ze swoich ziem ojczystych”.
Byłoby jednak niedobrze, gdyby jedyną kościelną płaszczyzną bilateralnych spotkań były konferencje episkopatów. Przede wszystkim dlatego, że w kraju naszych zachodnich sąsiadów – inaczej niż w Polsce – równie donośny głos mają osoby świeckie. Na organizowane w Niemczech co dwa lata spotkania katolików i protestantów zapraszanie gości z Polski było na porządku dziennym. Przez lata Polska cieszyła się tam szczególnymi względami. Jako uczestnik wielu tego typu wydarzeń zauważyłem, że z czasem utraciliśmy jednak swoje wyjątkowe znaczenie. Nasz kraj stał się po prostu „normalnym” sąsiadem.
Spojrzeć w przyszłość
Spoglądając dziś na miejsce i znaczenie Kościoła w obydwu państwach, nie można nie zauważyć zmian, jakie zaszły w ostatnich 60 latach. Już w latach 60. uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii katolików w Niemczech nie było tak powszechne jak w ówczesnej Polsce. Niemieckie statystyki wskazują, że tamtejsi chrześcijanie, a więc katolicy i ewangelicy, stanowią dziś mniej niż połowę społeczeństwa. W Polsce jeszcze tak źle nie jest. Jak jednak wskazują badania wiarygodnych instytutów, tempo sekularyzacji w naszym kraju należy do najszybszych w świecie.
Problemami, wobec których stają dziś biskupi w obydwu krajach, są bez wątpienia: rozprawienie się z problemem wykorzystania seksualnego, stosunek do osób LGBT czy relacje między Kościołem a państwem. Na szczególną uwagę zasługują bez wątpienia zainicjowane przez papieża Franciszka prace nad wdrożeniem w życie synodalności Kościoła. Proces ten jest w Niemczech znacznie bardziej zaawansowany niż w Polsce. Może więc należałoby dziś sobie życzyć, aby odchodząc od koncentrowania się nad tragiczną przeszłością, biskupi obydwu krajów więcej uwagi zechcieli poświęcić na wymianę doświadczeń w pokonywaniu wyzwań, jakie czekają Kościół w przyszłości.Nie brakuje tu kwestii spornych, ale trzeba mieć nadzieję, że wzajemne kontakty przyczynią się do ich rozwiązania w pełnej zgodzie tak z biblijną mądrością, jak i nauczaniem Kościoła. Bardzo wiele zależy od gotowości do podjęcia autentycznego dialogu, a z tym, nawet w ostatnich 60 latach, nie zawsze bywało łatwo. W ostatnim zaś okresie kontrowersje dotyczyły przede wszystkim rozbieżności co do kroków podejmowanych w ramach szeroko pojętej synodalności w Kościele.
Na koniec chciałbym wspomnieć o jednym z wielu spotkań, w jakich miałem okazję uczestniczyć. Po jednej z polsko-niemieckiej konferencji na początku tego tysiąclecia zostałem zaproszony do Hildesheim przez tamtejszego biskupa, Josefa Homeyera. W trakcie trwającej kilka godzin rozmowy staraliśmy się omówić najważniejsze problemy stojące wówczas tak przed Kościołem w obydwu państwach, jak i społeczeństwami naszych krajów. „Patronem” naszego dialogu był kard. Stefan Wyszyński. To jego portret wisiał nad fotelem, który zajmował niemiecki biskup. Bp Homeyer poznał widać dobrze Prymasa Tysiąclecia. Wiedział pewnie, że to nie kard. Wyszyński był inicjatorem słynnego listu z 1965 roku. Po jego opublikowaniu jednak, jako sygnatariusz listu, w pełni go popierał. Był bez wątpienia jednym z ojców pojednania między naszymi narodami.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













