Wir sind Kirche (My jesteśmy Kościołem) to powstały w połowie lat 90. w Austrii ruch świeckich katolików, który w krótkim czasie zadomowił się w Niemczech, a później także w innych krajach. Bezpośrednią przyczyną okazał się skandal wokół arcybiskupa Wiednia kard. Hansa Hermanna Groëra, oskarżonego o przestępstwa seksualne. Następne lata pokazały, że zachodnioeuropejscy biskupi nie bardzo przejęli się tymi protestami. Inaczej stało się w Niemczech, gdzie świeckim, jak często podkreślali, zależało na przetrwaniu Kościoła. Z inicjatywy Związku Niemieckich Katolików i za pełną zgodą tamtejszej konferencji episkopatu podjęto „drogę synodalną”. Zmieniła ona rzeczywistość kościelną w niespotykanym dotąd wymiarze.
Zmiany były konieczne
Na decyzję o podjęciu inicjatywy wpłynęło wiele czynników, z których dwa okazały się najważniejsze. Pierwszym było ukazanie się w 2018 roku raportu państwowej komisji mającej na celu zbadanie problemów pedofilii wśród niemieckich duchownych. Badaniami realizowanymi przez przedstawicieli trzech niemieckich uniwersytetów objęto trwający ponad pół wieku okres (1946–2014). Udowodniony rozmiar zła przekroczył najczarniejsze przewidywania. Drugą okolicznością skłaniającą do podjęcia „drogi synodalnej” było masowe odchodzenie wiernych z Kościoła – rocznie decyzję taką podejmowało kilkaset tysięcy osób. Nie może więc dziwić, że w publicznych wystąpieniach wielu niemieckich świeckich pobrzmiewała teza, że warunkiem sanacji Kościoła i odzyskania przez niego wiarygodności jest podjęcie zdecydowanych reform.
Na czoło zagadnień, którymi mieli się zająć uczestnicy synodalnych posiedzeń, wysunęły się cztery problemy: władza osób duchownych, przyszłość celibatu, etyka seksualna oraz pozycja kobiet w Kościele. Na marginesie pojawiły się inne problemy, jak chociażby zgoda na głoszenie homilii przez osoby nieposiadające święceń kapłańskich czy możliwość błogosławienia par homoseksualnych. Podejmowanie tych tematów w sposób niejednokrotnie dość radykalny sprawiło, że „droga synodalna” okazała się dość wyboista. Warto przypomnieć, że w początkowym jej okresie warunkiem przyjęcia każdego z dokumentów było uzyskanie dlań kwalifikowanej większości. Wymóg ten dotyczył także uczestniczących w obradach biskupów. Wśród tych ostatnich przeciwnicy reform byli w mniejszości – było to jedynie czterech członków episkopatu.
Watykan się przygląda
Niemiecka „droga synodalna” stała się od początku przedmiotem zainteresowania Stolicy Apostolskiej. Już w czerwcu 2019 roku papież Franciszek wystosował list zatytułowany Do pielgrzymującego Ludu Bożego w Niemczech. Doceniając troskę katolików w Niemczech, Franciszek zauważył, że niezmiernie ważne jest zachowanie sensus Ecclesiae, a co za tym idzie: pełnej jedności z Kościołem powszechnym. I dodał, że „szczególną uwagę zwrócić należy na każdą próbę, która zmierzałaby do zawężenia ludu Bożego jedynie do pewnej oświeconej grupy”.
Można przypuszczać, że do tego fragmentu listu odniósł się ówczesny przewodniczący konferencji biskupów niemieckich, monachijski kardynał Reinhard Marx, kiedy zapewniał, że nikt w Niemczech nie planuje utworzenia Kościoła narodowego. Opinię tę niemalże na każdym kroku powtarza jego następca, limburski biskup Georg Bätzing. Czynił to także w trakcie zwołanej na jesień 2022 roku wizyty ad limina niemieckich biskupów. Wbrew dość powszechnym obawom wystąpienia czołowych rzymskich kurialistów nie sprowadzały się wówczas do ostrego napominania gości znad Renu. Jeden z nich, szef Dykasterii Nauki Wiary hiszpański kardynał Luis Ladaria, podkreślił, że Kościół powszechny potrzebuje Kościoła w Niemczech, tak samo jak ten potrzebuje Kościoła powszechnego. Opinia ta zdaje się emanacją dość powszechnego przekonania, jakie panuje w Kościele powszechnym odnośnie do wiodącej od lat pozycji niemieckiej teologii. Dał temu wyraz sekretarz generalny Synodu Biskupów maltański kardynał Mario Grech, wyraźnie pokazując zaufanie do Kościoła w Niemczech i do jego biskupów, którzy „wiedzą, co czynią”. Podobną opinię ma większość biskupów z krajów niemieckojęzycznych. Innego zdania są jednak konserwatywni hierarchowie ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i państw afrykańskich.
Nowy organ
Nie zważając na to, katolicy w Niemczech podążają dalej „drogą synodalną”. I tak przed miesiącem u grobu św. Bonifacego, apostoła Niemiec, w Fuldzie, odbyło się piąte i ostatnie posiedzenie Komisji Synodalnej. Przedmiotem oczekiwanych z dużym napięciem obrad stało się jednogłośne przyjęcie statutu nowego organu, jakim ma odtąd być Konferencja Synodalna. Prezydium funkcjonującej do tej pory Komisji uznało ją za organ pozwalający na trwałe współdziałanie w ramach Kościoła w Niemczech.
Jak podkreśliła Irme Stetter-Karp, szefowa Rady Głównej Katolików Niemieckich, najważniejszym osiągnięciem staje się możliwość otwartej dyskusji, jak i podejmowania decyzji i to wspólnie przez biskupów i świeckich. Zadowolenia nie krył także szef niemieckiego episkopatu bp Georg Bätzing. – To wspaniały, niemalże historyczny moment. Spadł mi wielki kamień z serca – powiedział.
Co ciekawe, krótko przed tym wydarzeniem doszło do swego rodzaju sporu między Leonem XIV a katolikami w Niemczech. W jednym z wywiadów nowy papież wyraził się krytycznie „o praktykowanym w północnej Europie obrzędzie błogosławienia par homoseksualnych”. Jakby w odpowiedzi szef niemieckiego episkopatu poinformował, że niemieccy biskupi nie widzą powodu, aby wycofać się z tych praktyk. Jak widać, łatwo nie będzie…
Przeciwnikom niemieckiej „drogi synodalnej” trudno będzie zaakceptować sytuację, w której w dyskusjach nad najważniejszymi problemami Kościoła na równych prawach brać będą udział zarówno osoby duchowne i świeckie. Zgodnie z przygotowanym przez Komisję Synodalną statutem w skład Konferencji Synodalnej wejdą wszyscy biskupi diecezjalni w liczbie 27. Tak samo silną grupę stanowić będą członkowie Rady Głównej Niemieckich Katolików. Kolejne 27 osób zostanie wybranych przez członków Konferencji Synodalnej. Dodatkowo miejsca w tym gremium przysługiwać będą reprezentantom organizacji zrzeszającej grupę osób skrzywdzonych w Kościele.
Szanse i zagrożenia
Jako uczestnik wielu zjazdów niemieckich katolików jestem przekonany, że zdecydowana większość tamtejszych wiernych bez problemu zaakceptuje takie rozwiązanie. O jednomyślność w tym temacie będzie jednak trudno. Entuzjazmu nie kryje na przykład prof. Thomas Söding, członek Komisji Teologicznej w Watykanie, doradca Komisji Nauki Wiary niemieckiego episkopatu i wiceprzewodniczący Rady Głównej Katolików Niemieckich. Zwraca on uwagę na pozytywy wynikające z bliskiej współpracy tejże organizacji z episkopatem. Ta współpraca powinna szczególnie mieć miejsce w sferze duszpasterstwa i finansów, przy jednoczesnej gotowości do ponoszenia odpowiedzialności. W tym samym duchu wypowiedział się redaktor naczelny katolickiego portalu kath.de Christian Schnaubelt. Swojego entuzjazmu dla postępu na „drodze synodalnej” nie kryje także Volker Andres, szef organizacji zrzeszającej młodych katolików niemieckich.
Zupełnie innego zdania są jednak aktywiści powstałej parę lat temu organizacji Nowy Początek (Neuer Anfang). Krytykując inicjatywę „drogi synodalnej”, zauważają, że prowadzi ona do swego rodzaju „przestrukturyzowania” Kościoła, a proces ten może ulec pogłębieniu w następstwie powstania Konferencji Synodalnej. Znany niemiecki teolog Martin Brüske dodaje, że ta swego rodzaju „parlamentyzacja” Kościoła stanie się furtką dla ideologii, modnych prądów teologicznych i upolitycznionych grup, w konsekwencji czego ograniczeniu ulec może wolność głoszenia Słowa. Nie może więc dziwić, że przeciwnicy tej idei noszą się z zamiarem zwrócenia się do papieża z prośbą o odrzucenie statutu Konferencji Synodalnej.
Nowy dokument musi zyskać także aprobatę Związku Katolików Niemieckich oraz niemieckiego episkopatu. O ile ze strony tego pierwszego gremium nie należy się spodziewać niespodzianek, to pozostaje pytanie, jak zachowają się hierarchowie. Można jednak oczekiwać, że także i oni w swej większości wyrażą gotowość do współpracy.
Nie wiedząc, jak potoczą się dalsze losy niemieckiej „drogi synodalnej”, można wyrazić nadzieję, że i jedni, i drudzy przypomną sobie stanowisko, jakie w 1946 roku zaprezentował papież Pius XII: Świeccy nie należą do Kościoła. Oni są Kościołem.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













