Do dziś pamiętam, że dla mnie jako dziecka pojęcie „papież” oznaczało to samo co „Pius”. Przekonanie to wynikało z faktu, że ówczesny pontifex sprawował swój urząd przez niemalże dwie dekady. Dziś myślę, że dla wielu młodych Niemców synonimem pojęcia „kanclerz” była Angela Merkel, która przez aż 16 lat dzierżyła stery kolejnych niemieckich gabinetów. Bezpośrednio po niej kanclerzem został Olaf Scholz. Koalicyjny rząd utworzony przez kierowaną przezeń socjaldemokrację (SPD), przy współudziale chadecji i liberałów, przetrwał niecałe trzy i pół roku. Po jego upadku nastąpiło znaczące przesilenie na scenie politycznej naszych zachodnich sąsiadów.
Polityczne przesilenie
Chadecja, a więc ogólnoniemiecka CDU i działająca w Bawarii CSU, wygrały wprawdzie lutowe wybory, lecz na drugim miejscu uplasowała się ekstremalnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD). Na trzecie miejsce – i to z wynikiem najgorszym w powojennej historii! – spadła SPD. Mając na uwadze fakt, że zarówno to ugrupowanie, jak i chadecja wielokrotnie dystansowały się od jakiejkolwiek współpracy z prawicową ekstremą, doszło do zawiązania między nimi koalicji. W trakcie pierwszego posiedzenia nowo wybranego Bundestagu doszło do sensacyjnego zdarzenia: koalicja nie uzyskała wystarczającego poparcia. Do dziś nie udało się wyjaśnić, którzy z posłów pozwolili sobie na taki „dowcip”. Następne głosowanie przebiegło jednak zgodnie z oczekiwaniem i Friedrich Merz mógł przystąpić do tworzenia gabinetu. W trakcie kolejnego posiedzenia Bundestagu nastąpiło zaprzysiężenie ministrów, podczas którego aż 14 spośród 17 członków gabinetu – w tym szef rządu – zdecydowało się na uzupełnienie roty przysięgi o odwołanie się do Boga.
Kim jest więc nowy kanclerz? Szefujący dopiero od trzech lat niemieckiej chadecji polityk jest z wykształcenia prawnikiem. Po paru latach pracy jako sędzia, a potem adwokat, zdecydował się na przejście do gospodarki. Może się oczywiście pochwalić też aktywnością polityczną najpierw jako europoseł, a później dwukrotnie jako deputowany do Bundestagu. Ma opinię polityka konserwatywnego, opowiadającego się za liberalizacją sfery gospodarczej. Jako członek Bundestagu deklarował się jako przeciwnik aborcji. Od pierwszych dni swego urzędowania opowiedział się jako zdecydowany przyjaciel napadniętej przez Rosję Ukrainy. Z polskiej perspektywy nie sposób nie zauważyć, że pierwszą podróż zagraniczną Merz odbył do Paryża i Warszawy.
Było jasne, że przyszłość dwupartyjnej koalicji nie będzie usłana różami. Tworzą ją partie, które w swej działalności liczą na wsparcie dwóch różnych elektoratów. Polityczną „klientelą” socjaldemokracji pozostają w głównej mierze pracownicy najemni. Bardziej konserwatywnej chadecji bliżej do sfer gospodarczych, co wynika z przekonania, że warunkiem poprawy losu pracowników najemnych jest przyrost produkcji.
Społeczne napięcia
Obejmując stery rządu, nowy kanclerz był świadom stanu niemieckiej gospodarki. Ten zaś daleki jest od tego, z jakim jeszcze kilkanaście lat temu kojarzono Niemcy. Już dawno zapomniano, że były lata, kiedy wzrost gospodarczy mierzony był dwucyfrowym wskaźnikiem. W całej zaś dekadzie 2010–2020 PKB zwiększał się średniorocznie o 1,2 proc. W ostatnich latach sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu. W 2023 roku produkcja spadła o 0,3 proc., a w następnym o 0,2 proc. Nie może więc dziwić, że z pewną satysfakcją przyjęto informację tamtejszych instytutów ekonomicznych przewidujących, że wskaźnik ten wyniesie 0,3, a w następnym roku wzrośnie do 1,5 proc.
Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Ekonomiści wskazują przede wszystkim na gwałtowny wzrost cen energii oraz sytuację na światowych rynkach, co ma szczególne znaczenie, ponieważ od lat motorem niemieckiej gospodarki był eksport. Tamtejsi menedżerowie nie przewidzieli skutków postępującej szybko ekspansji przemysłu chińskiego – przede wszystkim branży samochodowej, będącej przez lata sztandarowym wytworem niemieckiego przemysłu. Znaczna część eksportowanych samochodów kierowana była do Stanów Zjednoczonych. Tymczasem cła wprowadzone przez tamtejszą administrację pociągną za sobą olbrzymie straty dla Berlina. Szacuje się, że bez sankcji tempo wzrostu niemieckiej gospodarki byłoby wyższe aż o 0,4 proc.
Kolejnym problemem, przed którym stoi dziś gospodarka niemiecka, okazuje się notoryczny brak rąk do pracy. Firmy zgłaszają przede wszystkim zapotrzebowanie na wykwalifikowaną siłę roboczą. Warto zauważyć, że właśnie w sierpniu minęło dziesięć lat od brzemiennej w skutkach decyzji ówczesnej kanclerz otwierającej granice Niemiec dla masowej migracji, rekrutującej się wówczas przede wszystkim z ogarniętej wojną Syrii. W konsekwencji słynnego Wir schaffen das („Damy radę”) w 2015 roku przybyło do Niemiec ponad 900 tys. ubiegających się o azyl cudzoziemców. Dziś większość z nich (64 proc.) znalazła miejsce pracy. Mimo to jednak na niemieckim rynku liczbę nieobsadzonych etatów szacuje się na przynajmniej 500 tys. Obecność cudzoziemców i kierowanie do niemałej ich części świadczeń socjalnych wywołuje coraz większe niezadowolenie Niemców, czego dowodem jest rosnąca pozycja antyimigracyjnego ugrupowania, jakim jest AfD. W tym kontekście może budzić zdziwienie deklarowany przez kanclerza zamiar ograniczenia poziomu tych świadczeń.
Wojenne wydatki
U podstaw tej niepopularnej decyzji leży konieczność drastycznego wzrostu wydatków na cele zbrojeniowe. Nie będzie łatwo. Wywodzący się z socjaldemokracji wicekanclerz Lars Klingbeil zwrócił uwagę, że w umowie koalicyjnej trudno szukać informacji o tym, aby w 2029 roku poziom wydatków na zbrojenia winien sięgać 3,5 proc. PKB, a tą wielkością operuje kanclerz Merz. Po wielu latach w publicznej debacie pojawił się za to problem obowiązkowej służby wojskowej. W od lat pokojowo, a wręcz pacyfistycznie nastawionym niemieckim społeczeństwie, taka ewentualność nie jest bynajmniej z góry przez wszystkich odrzucana.
Trudno sobie wyobrazić, aby wzrost wydatków na cele wojskowe spotkał z pozytywną reakcją koalicjanta. Socjaldemokraci będą robić wszystko, aby nie dopuścić do ograniczenia wysokości świadczeń socjalnych. Kiedy na forum Bundestagu kanclerz prezentował wstępnie planowane przesunięcia budżetowe, znaczna część posłów SPD nie zdecydowała się nawet na grzecznościowe oklaski. Wsłuchując się jednak w dyskusje prowadzone w niemieckim parlamencie, jak i poza nim, można wyrazić ostrożne przekonanie, że większość tamtejszych elit politycznych zaakceptuje kanclerski sposób myślenia.
Friedrich Merz w trakcie jednego ze swoich wystąpień stwierdził, że: „Wszyscy musimy zrozumieć, że żyjemy dziś w świecie, w którym znów niektórzy próbują przeforsować zasadę silniejszego. Musimy móc się temu przeciwstawić. Chcemy być w stanie móc się bronić tak, abyśmy nigdy nie musieli się bronić”. W innym wystąpieniu kanclerz przypomina, że w dyskusji dotyczącej najważniejszych kierunków wydatków budżetowych nie można abstrahować od środków ten budżet tworzących. Te zaś zależą od wydajności niemieckiej gospodarki, a warunkiem jej polepszenia jest poprawa atmosfery dla przedsiębiorców. Mają temu służyć różnego rodzaju udogodnienia dla sfery przemysłowej.
---
Spoglądając z zewnątrz na niemiecką gospodarkę, nasuwa się stwierdzenie, że dobrze już było. Problemów nie brakuje. Zdecydowanej poprawy wymaga niemiecka infrastruktura. Punktualność pociągów, kiedyś niemalże przysłowiowa, stała się ostatnio przedmiotem powszechnych drwin. Potężnej modernizacji domagają się drogi, mosty i kanały. W bardzo złym stanie jest większość szkół i budynków administracji państwowej.
Kanclerz Merz i cały jego gabinet nie będą mieli łatwego życia. Można jednak wyrazić nadzieję, że sprostają oni najważniejszym stojącym przed nimi wyzwaniom. Już tych sto dni, które za nimi, pokazuje, że kanclerzowi nie można zarzucić braku zdecydowania.
Z naszego polskiego punktu widzenia należałoby życzyć realizacji ambitnych zadań. Przemawiają za tym silne powiązania polskich i niemieckich firm. Nasz zachodni sąsiad to w dalszym ciągu trzecia gospodarka świata i od lat nasz największy partner handlowy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













