Na miły Bóg…

Kiedy pierwszy raz poznałam Soykę? Otóż zaskoczę: na festiwalu w Jarocinie. Był rok 1988, bawiłam się całą noc, punki ganiały się z heavymetalowcami, było ciepło i nagle zaczęło świtać. I o tym świcie, kiedy z chwili na chwilę robiło się coraz jaśniej, wyszedł na scenę Soyka, zasiadł do fortepianu i zaśpiewał przy wschodzie słońca. I wszystkim się podobało, bo jak to o tej porze dnia, zrobiło się magicznie i nostalgicznie.
Czyta się kilka minut
Stanisław Soyka | Fot. WOJCIECH FRANUS/REPORTER/East News
Stanisław Soyka | Fot. WOJCIECH FRANUS/REPORTER/East News

Mijające lata najlepiej widać po tym, że małe dzieci znajomych mają nagle ponad 20 lat, a chwilę później umiera coraz więcej ludzi, których się pamięta z młodości. I im się jest starszym, tym więcej informacji o kolejnych śmierciach dociera i zaskakuje. No jak to? Ona/on nie żyje? To zdumienie jest chyba pierwszym odczuciem, które się rejestruje. Zdumienie nad tym, że śmierć to przecież taki zwykły bieg rzeczy, taka ze wszech miar naturalność. Więc im człowiek jest starszy, tym bardziej przy okazji śmierci innych zaczyna bać się śmierci najbliższych. Bo okazuje się, że macki śmierci sięgają coraz bliżej i bliżej i nie ma przed nią ucieczki.
Właśnie skończyliśmy cowieczorną rozgrywkę w scrabble, przełknęłam ostatniego migdała ze skórką, wypiłam ostatni łyk czerwonego wina, otworzyłam laptopa i pierwsza wiadomość, jaka mi się wyświetliła to informacja o śmierci Stanisława Soyki. Serio? Teraz, przed nocą, kiedy rozpoczynam swój relaks, spokojną noc mając przed sobą, poprzedzoną wciągającą lekturą? Tymczasem Staszek Soyka patrzy na mnie z czarno-białych zdjęć.
Więc tak: następuje wspominanie. Kiedy pierwszy raz poznałam Soykę? Otóż zaskoczę: na festiwalu w Jarocinie. Był rok 1988, bawiłam się całą noc, punki ganiały się z heavymetalowcami, było ciepło i nagle zaczęło świtać. I o tym świcie, kiedy z chwili na chwilę robiło się coraz jaśniej, wyszedł na scenę Soyka, zasiadł do fortepianu i zaśpiewał przy wschodzie słońca. I wszystkim się podobało, bo jak to o tej porze dnia, zrobiło się magicznie i nostalgicznie.
Cud niepamięci, Na miły Bóg czy sonety Szekspira w jego interpretacji należą chyba do klasyki. Przynajmniej dla mnie, bo kiedy interpretował po swojemu Tryptyk rzymski, czyli poezję Jana Pawła II, albo utwory Czesława Niemena, albo wiersze Czesława Miłosza, to jakoś już go nie słuchałam. A mimo że nie słuchałam, to jednak był i wiedziało się, że oto Stanisław Soyka. To on.
Umarł niemal przed wejściem na scenę: tego wieczora miał zagrać w Sopocie. I właściwie to wszystko, co chciałam dziś napisać, i teraz przychodzi myśleć o końcu życia tu i początku tam. Bo tak nagle, w jednej chwili, w okamgnieniu może się zmienić wszystko: w naszym życiu i życiu naszych bliskich. W takich momentach, jak ten dzisiaj – mam na myśli okoliczności – przychodzą mi do głowy dwie myśli, obie banalne: żeby żyć tak, jakby każda sekunda była tą ostatnią, i żeby cieszyć się tym, że wciąż się jest razem z… Więc idę spać z myślą o śmierci i o tym, że Staszek Soyka spotyka się teraz ze wszystkimi moimi znajomymi muzykami i że mają tam w niebie już całkiem fajną orkiestrę.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2025