Zachciało się starej babie młodego galanta

W wiejskim świecie bardzo silnie obecne były patriarchalne wzorce oglądu świata. Dlatego związek starszej kobiety z młodym mężczyzną był czymś niedorzecznym i złamaniem ludowej etykiety.
Czyta się kilka minut
Młoda Para z ubranymi na biało druhnami. Drewniany wóz i ozdobione kwiatami konie pośród zabudowań podkrakowskiej wsi, 1909 r. | Fot. Zbiory Muzeum Etnograficznego w Krakowie
Młoda Para z ubranymi na biało druhnami. Drewniany wóz i ozdobione kwiatami konie pośród zabudowań podkrakowskiej wsi, 1909 r. | Fot. Zbiory Muzeum Etnograficznego w Krakowie

Pożycie seksualne seniorów było na dawnej wsi specyficznie ujmowane. Żeby ów fenomen zobrazować, pozwolę sobie na cytat z czasów staropolskich. W przyśpiewce z końca XVIII wieku, która znalazła się w antologii przygotowanej przez Czesława Hernasa W kalinowym lesie, padły takie słowa:

„Dziad, dziad, dziad z babuleńką swoją
[W dzień], w nocy jakie figle stroją:
Na przypiecku – po niemiecku,
Na kominie – po łacinie.
Wej, wej, wej”.

Niewątpliwie temat pożycia seksualnego w starości bardzo silnie tabuizowano. O relacjach intymnych dziadek-babcia niewiele można się dowiedzieć. Wieś bardziej za to lubiła komentować związki o dużej różnicy wieku. Zważywszy na to, że stare panny i starzy kawalerowie zazwyczaj nie mieli już szans na zawarcie małżeństwa (niewiele znaczyli w rodzinie, a w gromadzie i sferze publicznej nie liczyli się wcale), pozostawali jako wdowy i wdowcy. Przy czym mężczyzna był tutaj z reguły w lepszym położeniu, bo gdy zostawał wdowcem, mógł poślubić młodą kobietę. Takie związki zdarzały się częściej i były bardziej cenione w społeczności patriarchalnej. Były to też stosunki płodne, które przynosiły dzieci. Natomiast kobieta wraz z menopauzą swoje przymioty rozrodcze traciła. Ta, która życie dotychczas dawała, już nie mogła mieć kolejnych dzieci. Mało tego, nawet jeśli była jeszcze płodna, a miała już dorosłe dzieci, które postarały się o swoje własne potomstwo, zwyczaj wiejski nakazywał jej ograniczenie aktywności seksualnej. Babcia nie powinna być powtórnie matką, gdy tylko pojawiły się wnuki.

U wdowy grosz gotowy
Związki starszych kobiet z młodszymi partnerami były bardzo rzadkie. W życiu codziennym kobieta starsza, jeśli poślubiła młodzieńca, była wytykana palcami i obgadywana. Nie miano dla takich związków poważania i zrozumienia. Niemniej  małżeństwa takowe się zdarzały.
Tak o obyczajowości chłopskiej z terenów Polski centralnej pisał Bohdan Baranowski, odnosząc się do XIX wieku: „Ze względów gospodarczych wdowcy czy wdowy zawierali małżeństwa w późnym nawet wieku. Jeśli brali sobie za współtowarzyszy osoby znacznie młodsze, nie raziło to opinii wiejskiej. Zdarzały się więc wypadki ożenku leciwych gospodarzy z pannami, które były w wieku ich wnuczek, czy też starszych gospodyń z młodymi parobkami, ufającymi przysłowiu: «U wdowy grosz gotowy»”.
Oczywiście ten „grosz gotowy” był przeważnie korzyścią materialną dla młodego. Ubogi młody parobek, na co dzień głodujący, poślubiał stateczną wdowę i stawał się głową rodziny, gospodarzem na kmiecej włości. Był to realny awans społeczny. Zawierano też takie związki w celach ekonomicznych, by połączyć przyległe do siebie części dwóch gospodarstw. Pamiętajmy też, że starsza wdowa często w pojedynkę nie przeżyłaby zimy. Ponadto miała niekiedy małe dzieci i gospodarstwo, którym musiał się zająć mężczyzna. Podobnie jak ktoś musiał reprezentować ją na męskich zebraniach gromady, w parafii, czy walczyć o własne interesy przed dworem.
Mateusz Wyżga pisze, że różnice wieku w przypadku wdów i młodszych małżonków, które on odnotował, badając wieś podkrakowską u schyłku XVIII wieku, sięgały niekiedy nawet 20 lat (dodajmy, że w przypadku wdowców i młodych dziewcząt dochodziły one do 40 lat, a nawet powyżej). Pokazuje nam to, że specyfiką wiązania się kobiet z osobami młodszymi najczęściej było ślubowanie wdowy z mężczyzną już raczej w średnim wieku, a na pewno wkraczającym w dorosłość (warto sobie uzmysłowić, że na terenach Galicji w XIX wieku ta dorosłość w świetle prawa austriackiego zaczynała się po ukończeniu 24 lat). Starość u kobiet natomiast zaczynała się wraz z klimakterium i ewentualne związki starszych gospodyń dotyczyły w dzisiejszym rozumieniu kobiet wcale nie starych, bowiem w wieku czterdziestu paru czy pięćdziesięciu paru lat, ewentualnie sześćdziesięciu paru lat. Wdowy, zwłaszcza leciwe, znacznie częściej od mężczyzn już nie zawierały kolejnego związku.

Stare baby wiedzą, co w piekle warzą i jedzą
Trzeba też powiedzieć kilka słów o statusie starej kobiety. Była ona osobą hybrydyczną –  inną, która tracąc moce płodnościowe, jawiła się jako medium w kontaktach z zaświatami. Zresztą jej aktywność była szeroka tak w magii, jak i religii. Słowa ks. Janusza Stanisława Pasierba z jego wiersza Stare kobiety w kościele są tutaj adekwatne do charakterystyki starych kobiet wiejskich: „stare kobiety lubią być w kościele/ są najwierniejszą publicznością Pana Boga/ nie od święta ale na co dzień”. W ludowych bajkach religijnych, jak podaje Katarzyna Smyk, bardzo inspirujący okazał się też motyw „wdowiego grosza” z Ewangelii wg św. Łukasza. Tak utrwalał się wzorzec niewiasty sędziwej, oddanej Panu, bogobojnej. Ale też pewne obiegowe ludowe poglądy, odwołując się do nauczania Kościoła, tłumaczyły, że pożycie małżeńskie powinno mieć miejsce tylko między osobami płodnymi.
Fizjologiczna kondycja starszych kobiet miała też daleko idące odniesienia w porządku magicznym. Urszula Lehr pisze: „W światopoglądzie ludowym postawę oceny o konotacji negatywnej, dotyczącej głównie starszych kobiet, formowały na ogół determinanty fizjologiczne. Wygaśnięcie zdolności rozrodczych było jednoznacznym wskaźnikiem przemawiającym za niekorzystnym oddziaływaniem magicznym, w rozumieniu przeniesienia i udzielenia się takiego stanu, wręcz uniemożliwiającego wegetację roślin”. Stara kobieta tym samym szkodziła, już swoją wygasłą seksualnością powodowała zjawiska niekorzystne, złowrogie, poniekąd kalała przyrodę. Czary – jej domena – były wszak groźne.
Staruszką czy raczej „staruchą” (co dosadniej brzmiało w ustach ludu) była mieszkająca na terenie anekumeny postać demoniczna i ludożerczyni zarazem – osławiona w bajkach ludowych Baba Jaga. Utrata miesiączki, zmiany cielesne związane z procesem starzenia i ich symboliczne konotacje pozwalały umieścić starą kobietę na granicy światów. Stąd, jak pisze Violetta Wróblewska, chatka jędzy, która była ulokowana z dala od innych ludzi, w lesie, w miejscu odkrywanym poprzez zabłądzenie, mogła być dawniej metaforycznym domem inicjacji. Lehr podkreśla złowróżbne skojarzenie kobiet w kulturze ludowej: „Hybrydyczność statusu starości odzwierciedlona w ujemnym postrzeganiu kobiet jest również widoczna w pomawianiu niektórych z nich o praktykowanie czarów skierowanych przeciwko członkom wspólnoty lub w wersjach bardziej złagodzonych traktowaniu ich jako omenu, uosobionego nieszczęścia”. Istotnie przypadkowe napotkanie starszej kobiety na drodze, zwłaszcza w święto, było złym omenem i przynosiło, jak wierzono, pecha.
Ale w tym zagrożeniu mocami z innego świata, w tej poufałości z zaświatami lud doszukiwał się także cech pozytywnych i cenił u starszych kobiet takie umiejętności, jak np. leczenie, zażegnywanie, kojarzenie miłości, rozwiązywanie konfliktów, wróżenie. Stara chłopka była tutaj wyrazicielką ambiwalencji sakralnej. W pewnych sytuacjach do niej należała władza jako matrony w rodzinie czy żyjącej samotnie, pomagającej ludziom w obliczu braku nadziei, szeptuchy. Sara Orzechowska podkreśla: „Analizując zachowane rodzime przysłowia, można dojść do wniosku, iż potęga kobiety wzrasta wraz z wiekiem i osiąga apogeum na starość: «Stare baby wiedzą, co w piekle warzą i jedzą»”. Procesy kulinarne, a zwłaszcza domolecznictwo i wykorzystywanie ziół, miały wówczas konotacje z obcością, świętością, złym, chaosem, śmiercią, zaświatami. A na nie stara kobieta była w dużym stopniu uodporniona. Jako uodporniona na „tamtą stronę”, znakomicie nadawała się do opieki nad osobami chorymi (zarówno na choroby krótkotrwałe, ale także te skutkujące długotrwałym kalectwem czy problemami psychicznymi) i jej też powierzano w dużym stopniu czynności rytualne przy zmarłych.

Wolałbym ja tę dziewczynę z tej najgorszej nędzy
Skądinąd wiadomo, że człowiek w starszym wieku musiał funkcjonować w zaistniałej w wiejskim świecie konwencji. Przekraczając przypisane sobie role społeczne, stawał się niedorzeczny. W antologii pieśni podhalańskiej z początków Polski Ludowej znalazła się krótka wzmianka o starszej kobiecie, która ochoczo się bawiła – podsumowana kąśliwym komentarzem:

„Stara baba tońcy,
nogi się ji chwiejom,
zymby wyscyrziła,
ludzie się z niej śmieją”.

To już była oczywiście stylistyka karnawałowa, świata obróconego na opak. W grupach bożonarodzeniowych czy noworocznych przebierańców była postać starej kobiety mającej przy piersi nowo narodzone dziecko – to wielce sugestywny symbol, jak pisze Róża Godula: „staruchy rodzącej”, negujący przecież porządek natury. W pieśniach ludowych związek „starej” z „młodym” był natomiast, co stanowiło inną składową karnawalizacji, z reguły rubaszny, komiczny i niedorzeczny. Wywoływał i śmiech, i niesmak zarazem. Taką nieudaną miłość pomiędzy młodym mężczyzną i bogatą małżonką Oskar Kolberg zarejestrował na ziemi chełmińskiej. Śpiewano tam:

„Zachciało się starej babie młodego galanta,
natrafiła szelma baba na chłopaka franta.
Młody galant starej babie skóry i nicuje,
baba lata gdy szalona, starych lat nie czuje.

Jakżem ja się nie ożenił, smażyłaś mi kluski.
jakżem ja się i ożenił, to mam w brzuchu pustki;
powiedziałaś szelmo babo, że ty masz dukaty,
jak mi ich nie pokażesz, potłukę ci gnaty.

Baba rada i nierada poszła do komory,
jak wynosi, tak wynosi z dukatami wory.
Bodajżeś ty szelmo babo, z twojemi pieniędzmi!
Wolałbym ja tę dziewczynę z tej najgorszej nędzy”.

Widać tutaj całą scenerię, dramat młodzieńca, który zostaje przechytrzony przez osobę wprawniejszą w intrydze od niego – galanta kierującego się żądzą bogactwa, a ostatnie słowa wprost podkreślają, że lepsza jest młoda dziewczyna jako żona, choćby była z dna społecznego – to jest świata nędzy.
Nie bierz starej żony, co ci po szpitalu
Generalnie przestrzegano w tekstach folkloru przed związkami „starej” z „młodym”. W Lipnie na Mazowszu mówił o tym inny fragment pieśni Kolbergowskiej, wyrażający się wprost, jakiej partnerki winno się unikać: „Nie bierz starej żony, co ci po szpitalu,/ brałeś bez kochania, stracisz ją bez żalu”. Oba wersy tej pieśni mówią o takim związku wprost, jako relacji „bez kochania” i zakończonej „bez żalu”. Szpital jest tutaj symbolem słabości i schorowania takiej żony, ale może być też czytany jako obawa przed popadnięciem młodego w chorobę na skutek złego dobrania się. Tak czy owak, utrata małżonki nie jest raczej naznaczona jakimś cierpieniem, to, przeciwnie, wręcz wyzwolenie.
Przede wszystkim związek młodego ze starą był złamaniem ludowej etykiety, wyjściem poza normy, czymś niedorzecznym. W wiejskim świecie bardzo silnie obecne były patriarchalne matryce oglądu świata. Stary mężczyzna, choć też niedorzeczny, miał prawa i mógł znacznie bardziej o sobie stanowić niż stara kobieta. Dość długo zachowywał biologiczną płodność, ponadto liczono się z nim na forum gromady, przynajmniej póki nie przeszedł na dożywocie. Był głową gospodarstwa i rodziny. Kobieta takiej władzy nie miała. Słabość na niwie społecznej rekompensowała sobie na niwie magicznej – stąd jej ranga jako babki, zielarki, mądrej, znachorki, szeptuchy.
Był tutaj jeszcze jeden paradoks: kobieta taka wraz z wdowieństwem zyskiwała niespotykaną w wiejskim świecie niezależność, a jeśli dzieci były małe, była wprost sobie panią na gospodarstwie. Taka wdowa w patriarchalnych realiach była groźna i wspólnota wiejska starała się wymusić na niej małżeństwo, choćby za parobka. Miała ona wrócić do swoich sobie tylko przypisanych stereotypowych ról (żony, matki, w które to role wpisywało się podporządkowanie mężczyźnie). Jej chwilowa emancypacja była więc postrzegana jako zagrożenie, gdyż podważała zastane realia społeczne i jako taka nie mogła tutaj na dłużej mieć miejsca.

---

Dziś język miłości wyswobodził się, jak pisał przed laty Roland Barthes, poza „stadność”. Nie podlega już grupie jak na dawnej wsi, odrzuca też, przynajmniej w kulturze Zachodu, determinizmy społeczne różnej maści. A i związki młodszego mężczyzny ze znacznie starszą kobietą coraz częściej się zdarzają. Miłość bowiem nie zna ograniczeń ani żadnych sztucznych górnych granic wieku. Miłość senioralna nie jest już ani rynkową transakcją, ani karnawałowym żartem czy okrutnym ludowym tabu. Przede wszystkim jest ekspresją – twórczym wyrażeniem siebie w relacji z tą drugą/tym drugim, w spotkaniu z osobą bliską, która uczucia w niej ulokowane odwzajemnia. Jest całkowicie wolnym darem z siebie – przynajmniej taki ideał dziś jej przyświeca. 

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 33/2025