Żywotna tradycja

Dziś obalanych jest szereg stereotypów odnośnie do dawnej duchowości. W tym artykule chciałbym przyjrzeć się religijności ludowej. Wiara była w świecie kultury chłopskiej traktowana jako oczywistość i na wsiach gdzieniegdzie jest tak po dziś dzień.
Czyta się kilka minut
Mieszkańcy wsi Sól w Beskidzie Żywieckim przed drewnianą kapliczką w 1928 roku fot. Leopold Węgrzynowicz/zbiory Muzeum Etnograficznego w Krakowie
Mieszkańcy wsi Sól w Beskidzie Żywieckim przed drewnianą kapliczką w 1928 roku fot. Leopold Węgrzynowicz/zbiory Muzeum Etnograficznego w Krakowie

Sam od wczesnego dzieciństwa właściwie uczyłem się uczestnictwa w Kościele przez pryzmat religijności ludowej. Artykuł będzie więc spojrzeniem wielce selektywnym, ale może subiektywny kontekst jest kluczowy, by ująć oblicze religijności rozumianej jako pragmatyczny wymiar religii, który można lepiej określić za Anną Niedźwiedź mianem „religii przeżywanej”. Przemówi tutaj moje doświadczenie historyka i etnologa.

Ludowa czy nie?

Już ks. Władysław Piwowarski pisał, że termin „religijność ludowa” jest wieloznaczny i stosunkowo nieprecyzyjny. Przeciwnikiem tego sformułowania był ks. Józef Majka, twierdzący że duchowności polskiej nie sposób sprowadzić tylko do ludowości. Etnologowie i socjologowie późniejsi głowili się, jak nazywać religijność dominującą w Polsce. Czy nadal jako ludową, skoro dawny lud zaniknął? Przynajmniej od nastania komunizmu tak się stało, nawet chłopi zmienili swe nastawienie i jęli się określać jako rolnicy. Lud przestał być ludem (albo był już ludem na inną modłę, niekoniecznie przez pryzmat chłopskości).

Pozostaje odpowiedź na pytanie, czy kultura ludowa przeminęła definitywnie? Takiego zdania był folklorysta Piotr Kowalski, który pisał, że współcześnie już odeszła do historii dawna ludowa wizja świata, doświadczania go na sposób tradycyjny. W kulturze ludowej się uczestniczyło, było się w jej obrębie, rozumiało się ją samo przez się, jako samowytłumaczalną. Zbliżone było to doświadczenie do procesu mechanicznego, jakim jest oddychanie. Kościół ludu jeszcze nie był Kościołem wyboru, należało się doń od urodzenia, tej identyfikacji nie podważano. Właściwie w takiej kulturze ludowej nie było religijności ludowej, bo wszystko było jednią albo inaczej, religijność (religijne doświadczanie świata) była ową kulturą (przynajmniej przed upowszechnieniem się na szeroką skalę pisma i prymatu nauki).

Jaki był w rzeczywistości ten świat? I czy przeminął definitywnie? Tutaj nie powielam stanowiska prof. Piotra Kowalskiego. Dzisiejsze badania historyczne pokazują, jak żywotna była i nadal jest to tradycja. W pewien sposób Kościół instytucjonalny stał się jej enklawą, ale nie tylko oczywiście on. Jest ona bowiem ciągle i niebywale intensywnie obecna w doświadczeniu ludzkim.

Ta formacja religijna to ważna przestrzeń samoidentyfikacji, samoafirmacji wspólnoty. To wiara ludu, to kult. To z jednej strony folklor bliski życiu namacalnemu, z drugiej porządek odnoszony do szeregu abstrakcyjnych wykładni, jakie przez wieki głosiło duchowieństwo z kazalnicy, ucząc i napominając wiernych. Religijność ludowa była poręczna, dotyczyła spraw „tuż obok”, choć wiara rozgrywała się szeroko: zarówno w relacjach z innymi, jak i we wnętrzu konkretnej jaźni indywidualnej. W obu przypadkach religijność miała przy tym bardzo silny komponent magiczny.

Wiara w magię

Czy był to świat pogański? Do pewnego stopnia przechował elementy pradawnych wierzeń, ale była to bardziej złożona kwestia. Pisze historyk Tomasz Wiślicz o czasach nowożytnych: „już w XVI w., po kilku stuleciach chrystianizacji, żadnych pozostałości pogaństwa jako systemu religijnego nie dało się napotkać na ziemiach polskich. To, co Kościół uznawał za wiejskie zabobony, to były zazwyczaj zwykłe praktyki magiczne – te nie dość schrystianizowane lub schrystianizowane niezgodnie z ortodoksją”. Magia, podkreślają antropolodzy, pozostała po dziś ważnym komponentem wiedzy potocznej, np. warunkującej nastawienie życiowe (optymizm, pesymizm, otwartość, lęk, miłość, nienawiść, intuicję, przekonanie o pechu, wiarę w fatum itp.). Rugowana przez duchowieństwo, może tylko wycofała się bardziej z obiegu oficjalnego.

W istocie zawsze pozostają w świadomości ludzkiej pewne zadawnione przedsądy/przesądy, pewne idee prymarne. O nich pisze Włodzimierz Pawluczuk: „Wierzenia prymarne są zasadniczą treścią wierzeń pierwotnych, są one jednak stałym elementem świadomości potocznej w społeczeństwach współczesnych. Oparły się nawet atakowi Kościołów chrześcijańskich i tzw. światopoglądu naukowego opartego na mechanice Newtona. […] My tego typu przeświadczenia nazywamy w uproszczeniu wiarą w nadprzyrodzone i na to nie ma rady, bo takie są nasze asocjacje, musimy jednak pamiętać, iż w wyobrażeniach tych jest niewiele wspólnego z nadprzyrodzonym w ujęciu teologicznym”.

Czyli zarzucanie kulturze ludowej tylko zabobonu, ciemnoty i głupoty okazuje się nieadekwatne. My nie jesteśmy od podobnej mentalności wolni. Bo magia, w tym dawne elementy ludowe, nadal determinuje nasz świat, życie każdego z nas. Ten komponent jest niezbywalny czy to w zlaicyzowanej Francji, zsowietyzowanej Rosji, czy katolickiej Polsce. Te przeświadczenia przymarne są tak wmontowane w kondycję ludzką, że właściwie bardzo często nie można przypisać im jednoznacznej etykiety, choć często i łatwo określa się je jako zabobony.

Prosta duchowość

Jak nadmieniłem, wiara ludu była w świecie kultury chłopskiej traktowana jako oczywistość (porównałem ją do oddychania) i na wsiach gdzieniegdzie jest tak po dziś dzień. Opisujący mentalność chłopską historyk Mateusz Wyżga podkreśla ustawiczne trwanie jej dawnego rytmu we współczesności: „Duchowość chłopska jest prosta, spokojna, pokorna, cicha, bez dylematów. Odwiedziłem dziesiątki starodawnych kościołów, jako zarówno pielgrzym, jak i badacz. Wszędzie dostrzegłem porządek i zaradność parafian, którzy przystrajali ołtarze, pomagali kościelnemu w sprzątaniu świątyni i jej otoczenia. Uczestnictwo w życiu religijnym jest wpisane w cykl życia wsi (co ciekawe, w dawnej Polsce od gospodarza nie wymagano stawienia się w kościele częściej niż raz w miesiącu). Lubię patrzeć na odświętnie ubranych mieszkańców wsi, wracających nieśpiesznie z porannego niedzielnego nabożeństwa. Swoim wyglądem i spokojem zaczarowują świat i trwający dzień, znacznie powolniejszy niż dzień powszedni. Wydaje mi się wtedy, że to z ludzi wylewa się niedziela, że to oni ją stanowią. Niedziela – a zatem «nie działają»”.

Po prostu rytm niedzieli wciąż decyduje o jakości życia grona ludzi, ludzi przy tym niejednowymiarowych, którzy w tygodniu funkcjonują w rozlicznych środowiskach i porządkach, niekiedy nawet przekornych względem Kościoła – instytucji. Jednakże jednoczy ich celebracja niedzielnego święta, wspólne spotkanie, otwarcie na Słowo, schludny ubiór, spokój i pogoda ducha.

Znaczenie kobiety

Religijność ludowa wreszcie ma twarz kobiety, jest bardzo silnie osadzona w doświadczeniu domowym. Wykuwały ją matki – piastunki, ciocie i babcie uczące dzieci pacierza, Dekalogu i prowadzące do kościoła. Różaniec odgrywał tutaj ważną rolę. Maryjność wyznaczała centrum tak zbiorowego zaangażowania, jak i indywidualnej refleksji. Niemal każdy w tym świecie czuł na sobie troskę i modlitwę jakiejś kobiety. To duchowość żarliwa, ale też magiczna. To bowiem przede wszystkim magia troski i domolecznictwa, dawniej jeszcze to mniej lub bardziej skuteczne terapie zielarek, znachorek, wreszcie zamawiania „mądrych”. Istotnie wyróżniające się kobiety postrzegano jako wiedźmy, jak i mądre (w obu nazwach – tej pejoratywnej, jak i pozytywnej pobrzmiewa siła sprawcza osoby, która „wie”; wiedza, w tym wiedza niedostępna mężczyznom, jest w jej posiadaniu). Zielarki bardzo ceniono, szeptuchy na Białostocczyźnie po dziś dzień cieszą się poważaniem. Kobiecość w religijności ludu była scalającym komponentem, decydującym o trwaniu, ale też o istocie kultury religijnej.

Kobiety, obok duchowieństwa, organizowały kult, ale i kluczowe postacie kobiece były tutaj przedmiotem kultu. Idąc pod prąd pewnym feministycznym stereotypom, już cytowany Mateusz Wyżga słusznie podkreśla: „wystarczy spojrzeć na kult Matki Boskiej w dawnej Polsce, by oddalić nieco wizje niezwykłych polowań na kobiety wyzwolone i szeptuchy. Co więcej, popatrzmy na liczbę patronek świątyń parafialnych, do których modły wznoszą całe pokolenia mężczyzn i kobiet i na których cześć nadaje się imiona noworodkom płci żeńskiej. Popatrzmy na otoczone szacunkiem kościelne bractwa różańcowe poświęcone Matce Boskiej – płeć żeńska pozostaje tam w centrum uwagi. […] płeć żeńską nie kojarzono li tylko z rajską pramatką Ewą czy Marią Magdaleną, ale i z Matką Boską i odnawiającą się corocznie przyrodą”.

Kobiecość bowiem w tym świecie to płodność. Kobieta odnosiła się do przyrody, rytmu wegetacji, życia. Błogosławiona przez lata była rodzina wielodzietna. Dobitniej podkreślano niż współcześnie, że rodzina to wspólnota nastawiona na prokreację, a nie tylko na dobro wspólne małżonków. Kobieta wydawała na świat dzieci, stąd jej izomorfizm względem przyrody, a szerzej sacrum. Stąd jej zawierzenie Maryi – takiej matce jak ona sama. Należy podkreślić: wydawanie przez wieki dzieci na świat, zwłaszcza w wiejskim świecie, to heroizm, biorąc pod uwagę wysoką śmiertelność rodzących i cierpienie porodowe czy poporodowe, których nie sposób było tak skutecznie jak współcześnie uśmierzyć. Wręcz skąpane we krwi położnicy pomieszczenie porodowe bardzo tutaj przemawia. Poród w tym świecie to ofiara.

Razem ponad podziałami

Religijności ludowej można by jeszcze więcej cech przypisywać. Ważny jest ciągle nade wszystko jej aspekt wspólnotowy, jednoczący. Ten chyba najbardziej rzucił mi się w oczy, kiedy prowadziłem swoje etnograficzne badania terenowe nad religijnością ludową na terenie Krakowa podczas dwóch wielkich wigilii dla ubogich, gdzie zbierały się tysiące ludzi bezdomnych, biednych, samotnych, odrzuconych. Dokumentowałem uroczystości z pierwszej dekady XXI wieku. Organizowano je wówczas w dwóch miejscach – jedną wigilię na Rynku Głównym, drugą w klasztorze franciszkanów. Tam ludzie jednoczyli się przy wspólnych stołach, słuchali błogosławieństwa metropolity, słów Pisma o narodzinach Pana; tam płakali, kiedy dzielili się z innymi opłatkiem, żywiołowo śpiewali kolędy, jedli wigilijne dania czy wzruszali się, otrzymując paczki świąteczne. Zwłaszcza u franciszkanów religia dawała szansę na łączenie, zawiązywanie więzi i formowanie się wspólnoty równych. Dla ludzi tych status społeczny nie był wówczas ważny. Liczyła się jedność, życzliwość i tradycja, która łączyła. Katolicka tradycja nikogo niewykluczająca, w której wszyscy dobrze się czuli: zarówno gorliwi katolicy pochodzenia góralskiego, jak i osoby, które wprost mi mówiły, że są niewierzące, a nawet w kilku przypadkach takie, które zmieniły wyznanie. Potrafili i oni łączyć podniosły nastrój i ochoczo śpiewać, gdy tylko zanucono słowa bożonarodzeniowej kolędy. Uroczystości te stały się bowiem namiastką przytulnego domu dla wszystkich ponad podziałami.

I ten aspekt religijności ludowej jako przestrzeni wspólnoty, otwartości, spotkania, życzliwości i czułości, ewangelicznego wręcz otwarcia na bliźniego jest być może spoiwem, dzięki któremu ta formacja religijna trwa i pozostaje tak żywotna. 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 4/2026