Cicha noc w obozie

Boże Narodzenie 1943 roku Leon Włodarski spędził w hitlerowskim obozie. Nawet w realiach niepewności jutra i w obliczu cierpienia oraz widma własnej śmierci wiara dawała nadzieję, a wigilia stała się darem, jakim więźniowie obdarzyli siebie nawzajem.
Czyta się kilka minut
Obóz w Inowrocławiu działał od 15 listopada  1940 do 20 stycznia 1945 roku. Przeszło przez niego ok. 10 tys. więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci), z których około tysiąca straciło w nim życie fot. Hermann Baltruschat/ Laski Diffusion/East News
Obóz w Inowrocławiu działał od 15 listopada  1940 do 20 stycznia 1945 roku. Przeszło przez niego ok. 10 tys. więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci), z których około tysiąca straciło w nim życie fot. Hermann Baltruschat/ Laski Diffusion/East News

Wigilia to dar. Dar szczególny, jaki jej uczestnicy dają sobie poprzez życzenia, spożywane wiktuały i prezenty. To radosne obdarowywanie się nawzajem i wpisywanie w życie słów Chrystusa, że „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”.

Wybitny socjolog francuski Marcel Mauss, pisząc o naturze daru, stwierdził, że „ofiarować coś komuś, to ofiarować coś z siebie”. Z kolei fenomenolog Gerardus van der Leeuw dopowiadał: „Dare nie znaczy […] oddawać dowolny przedmiot w jakimś nieokreślonym zamiarze. Dare znaczy nawiązywać stosunek, a więc «brać udział» w innej osobie za pomocą jakiegoś przedmiotu, który nie jest właściwie «przedmiotem», lecz cząstką własnego «ja» człowieka. Dawać to przenosić cząstkę samego siebie w cudze istnienie, tak że powstaje trwała więź”. Dar wpisuje się, jak to ujął Mauss, zasadniczo w triadę: dawanie, przyjmowanie i odwzajemnianie. Jest jeszcze inny aspekt daru w społeczeństwach tradycyjnych: podarunek dla ludzi jest także rozpatrywany jako ofiara dla bogów i przyrody. Spojrzenie takie przenikało też Kościół od jego zarania. Silne w nim było bowiem przekonanie, że dar prócz prestiżu jednostki, jałmużny jako pomocy słabszym i późniejszego zadośćuczynienia z ich strony (np. przez modlitwę), mieści w sobie ofiarność. To przede wszystkim dzielenie się dobrami, które otrzymało się od Boga – Najwyższego Darczyńcy.

Na wsi polskiej, w kulturze ludowej, wigilia to nieustanne krążenie darów, to honorowanie starszych, dzieci, wspólnoty rodzinnej, to pusty talerz dla potrzebujących i bezdomnych tułaczy, to „godzenie służby”, to radośnie brzmiące słowa kolędy wychwalające Boga, który objawił się światu jako bezbronne niemowlę, to łamanie się opłatkiem tak z ludźmi, jak i zwierzętami, a szerzej: całą płodną przyrodą, żywiołami nieujarzmionymi, zmarłymi, a nawet złowrogimi istotami groźnymi.

Tyle tradycja. Święta polskie to jednak w naszej historii bardzo często okres smutku, cierpienia i opresji. Tak było zwłaszcza podczas II wojny światowej, gdy dwaj okupanci przynieśli śmierć kilku milionom obywateli polskich. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć świadectwo jednej osoby – człowieka, który znalazł się w obozie hitlerowskim na Błoniach w Inowrocławiu i tuż przed swoją śmiercią postanowił oddać realia wigilii obozowej, która być może stała się jego najważniejszym doświadczeniem życiowym.

Najgorsze miejsce

Najpierw kilka słów o autorze. Leon Włodarski był postacią barwną, choć dziś praktycznie zapomnianą. Urodzony w zaborze pruskim, jako nastolatek walczył w powstaniu wielkopolskim. W okresie dwudziestolecia międzywojennego animował szereg wydarzeń patriotycznych i kulturalnych. Pracował w urzędzie miejskim w Inowrocławiu. Miał żonę Mariannę, która później starała się propagować pamięć o nim.

Za działalność w ruchu oporu jesienią 1943 roku znalazł się w niewoli niemieckiej. W obozie na Błoniach przebywał na przełomie 1943  i 1944 roku, po czym wywieziono go do innych obozów koncentracyjnych. Ostatecznie znalazł się w nazistowskim obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen, gdzie tuż przed oswobodzeniem podano mu zastrzyk i zarażono gruźlicą. Pomimo rekonwalescencji w sanatorium, po powrocie do Inowrocławia „na noszach” zmarł strawiony chorobą na początku 1946 roku. Swój opis wigilii z 1943 roku, zatytułowany Wigilia w obozie, Włodarski sporządził własnoręcznie 24 grudnia 1945 roku, przeczuwając zapewne zbliżającą się śmierć.

Obóz hitlerowski na Błoniach był obozem przejściowym, ale posiadał wiele cech obozu koncentracyjnego. Dokuczliwie brakuje świadectw o mającej tam miejsce martyrologii. Jak dotąd powstała tylko jedna publikacja książkowa poświęcona temu przerażającemu miejscu, wydana już przeszło trzydzieści lat temu pod redakcją historyka i kujawskiego regionalisty Edmunda Mikołajczaka.

Osoby, które przez ów obóz przeszły, a potem przebywały jeszcze w innych obozach, niejednokrotnie podkreślały, że najgorzej było właśnie w Inowrocławiu. Obóz działał w okresie od 15 listopada 1940 do 20 stycznia 1945 roku. W tym czasie, jak szacują historycy, przeszło przez niego ok. 10 tys. więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci), z czego około tysiąc miało w nim stracić życie.

Wśród więźniów byli m.in. późniejsi kandydaci na ołtarze, a dziś już błogosławieni: superior klasztoru oblackiego w Markowicach o. Józef Cebula OMI i biskup włocławski Michał Kozal. Ksiądz Wojciech Frątczak, biograf tego męczennika, tak pisze o represjach, które biskupa spotkały podczas krótkiego pobytu na Błoniach: „Tu na przywitanie bp Kozal został pierwszy raz dotkliwie pobity. Schodzących z ciężarówki więźniów okładano kijami, a odznaczającego się piuską biskupa szczególnie napastowano. Od tego czasu zraniona tu noga nieustannie mu dokuczała. Następnego dnia komendant obozu wezwał wszystkich w kolejności alfabetycznej na przesłuchanie, które było tylko pretekstem do bicia więźniów. Biskupa bito nawet po głowie, uszkadzając mu przy tym ucho środkowe. Zapalenie, jakie się z tego powodu z czasem wywiązało, było jedną z przyczyn późniejszej jego śmierci. Na koniec przełożono go przez krzesło i otrzymał 30 «kijów», tzn. o 5 więcej od innych – dlatego, że był biskupem. Tenże komendant zabrał mu krzyż i pierścień biskupi oraz piuskę. Dręczył go też poprzez długie marsze, w czasie których musiał śpiewać niemieckie piosenki, biegać i czołgać się po błocie”.

Kolęda na placu

Leon Włodarski tak zaczyna swoje wspomnienia o Wigilii 1943 roku: „Ponury i śnieżny grudzień 1943. Niespokojne dni aresztowań Polaków do obozu w Inowrocławiu ustąpiły miejsca spokojniejszej atmosferze przedświątecznej. Nieodżałowany towarzysz niedoli muzyk i kapelmistrz Sylwek Kołodziejczak gorączkowo ćwiczy z rozkazu Lagerfürera [komendanta obozu] pieśni świąteczne na 4 głosy”. Kołodziejczak był w te dni bardzo radosny, bo dowiedział się, że jego żona powiła syna Jędrka.

Wkrótce nastał tak oczekiwany czas świąteczny. Pisze Włodarski: „Nadszedł wreszcie dzień 24 grudnia. Mnóstwo paczek od naszych najdroższych sprowadzono do obozu i rozdzielono adresatom. Każdy miejscowy miał wszystkiego wbród. Ale mimo to brak było tej uciechy serdecznej – wiadomo – jesteśmy w niewoli pod bardzo czułą opieką SS”.

Uroczystość rozpoczął przygotowany przez Sylwestra Kołodziejczaka śpiew grupki więźniów: „O godzinie 5tej zwołano apel na dziedzińcu a po uzgodnieniu stanu rozkazano zaśpiewać: «Weihnachtslied» [kolędę]. Sylwek wybiega przed front (półkole) i podaje ton podnosi batutę. Lagerfürer stał nieco z boku ręce w kieszeniach spodni otoczony S-manami. Wtem cichuteńko, jak gdyby z zaświatów rozbrzmiewa prastara, cudowna, bo też wzruszająca melodia pieśni «Cicha noc». Patrzę dookoła siebie. Wszędzie łzy – łzy a pieśń unosi się łagodnym rytmem w przestworza”. Kolędowanie szczególnie przemówiło do zgromadzonych na obozowym placu kobiet. Wspominał Włodarski: „Nagle jak fałszywy akord przerywa harmonię głośny spazmatyczny płacz. To kobiety stojące przed nami. Nie wytrzymały ich zbolałe serca i potargane nerwy. Ból ich ukoił serdeczny płacz”.

Następnie, ku zdziwieniu więźniów, jeden z esesmanów nakazał się spokojnie rozejść zgromadzonym do baraków. Rozpoczęło się świętowanie wśród swoich, już nie na placu obozowym pod okiem esesmanów. Pisał Włodarski: „W różnych nastrojach wracaliśmy na sztuby. Przystąpiliśmy od razu do naszych uroczystości wigilijnych. Na stole znalazła się filigranowa choinka zbudowana z gałązek b. misternie przez Stefcia Baumgarta. Krótko ale gorąco przemówił sędziwy kapłan – ks. kan. Fibak – wlewając w nas słowa otuchy”. Ks. Piotr Fibak to proboszcz parafii Szadłowice, zasłużony wcześniej w organizowaniu pomocy dla pozostawionych na wolności bliskich osób więzionych w obozie na Błoniach. Był on też kapelanem Narodowej 
Organizacji Wojskowej podokręgu „Ruina”, którego objęły masowe aresztowania jesienią 1943 roku.

Opłatek i nocne rozmowy

Więźniowie pochodzący z Kujaw podzielili się swymi paczkami z więźniami „pozamiejscowymi”, po czym rozpoczęło się łamanie opłatkiem. Pisze Włodarski: „łamano się opłatkiem. Podchodzi do mnie Jasiu Pluciński i ma w lewicy ułamek opłatka. Jakoś go tam przepołowiliśmy. Mocny uścisk mam. Łzawy głos «No Leoś». Ja też bąknąłem coś, co miało znaczyć «Jasiu» i poszliśmy sobie w objęcia. Uściskami tymi wyraziliśmy sobie wzajemnie najgorętsze życzenia. Po chwili zabrzmiały nasze staro polskie kolendy [sic]. Zamiast śpiewu gdzieś – niegdzieś dał się słyszeć stłumiony szloch. Były to bardzo wzruszające chwile”.

Aż cisną się na usta słowa Zofii Kossak, która tak pisała o wigilii w tradycji polskiej: „Kulminacyjnym momentem wieczerzy jest dzielenie się opłatkiem, zbliżające oddalonych, łączące umarłych z żywymi. Wyciągnięta dłoń z okruchem chleba sięga poza rzeczywistość”.

Zgromadzeni w sztubie obozowej rozproszyli się, gwarząc do późna i stopniowo kładąc się spać, choć niektórzy dłużej we własnym gronie jęli rozprawiać o tym, kiedy wojna się skończy. Włodarski wspominał: „Później bractwo rozdrobniło się na grupki i tak do późna gwarzyli. Tematem głównym był dom i wolność. Siadłem na pryczy koło Jasia i długo gawędziliśmy o swoich. Stopniowo jeden za drugim kładł się spać”.

Podczas tego niezwykłego wieczoru Włodarski miał myśli krążące wokół rodziny i zwycięstwa nowo narodzonego Jezusa nad oprawcą: „Ległem i ja na pryczy. W myślach widzę rodzinę siedzącą przy świątecznej wieczerzy wigilijnej i widzę komendanta obozu, jakto go nowo narodzone Dzieciątko Jezus ujarzmiło swoim niebiańskim uśmiechem”.

Kończąc, Włodarski pisał, że wojna przeszła do historii, ale wielu uczestników tej niezwykłej wigilii już nie doczekało wyzwolenia. Cieszący się z narodzin syna kapelmistrz Sylwester Kołodziejczak, podobnie jak Jan Pluciński, do domów rodzinnych mieli już nie powrócić. Ostanie słowa narracji Włodarskiego to jego uznanie dla owych towarzyszy niedoli. Określa ich dosyć prosto, ale niezwykle wymownie: „Chłopy jak szczere złoto”.

Wspólnota więźniów

Zaprezentowana powyżej relacja jest bardzo cenna, brakuje takich wspomnień. Miejsce, które było piekłem na ziemi, w okresie wigilii stało się miejscem, gdzie wyraziła się wspólnota słabych i zniewolonych. Gdzie odniesiono się do transcendencji i wprost wyrażano przeświadczenie, że z Boskim ładem infernalna rzeczywistość obozowa nie wygra, że ostatnie słowa należeć będą do nowo narodzonego Dzieciątka Jezus.

Dokumentujący konspirację w inowrocławskim obozie Krzysztof Śledziński podkreślał, że również w kolejnym, 1944 roku więźniowie na Błoniach celebrowali czas świąteczny na ile mogli: „Przejawem rodzącej się wśród więźniów wspólnoty była choinka, która stanęła w męskim baraku w wigilię 1944 roku. Oczywiście nie mogło to być normalne drzewko, a tylko kij, na którym umocowano małe, świerkowe gałązki. Na nich zawisło kilka jabłek, które ktoś otrzymał w paczce”.

Więźniowie wspomniani w relacji Włodarskiego widnieją też na pudełku w kształcie piórnika wyrzeźbionym przez A. Baumgarta (jedyna nieścisłość to podanie imienia niezaczynającego się na A., ale wspomnianego jako „Stefcio”). Pisze Śledziński: „Na wieczku pudełka widać fragment obozu przedstawiający bramę wejściową i barak, w którym dokonywano przesłuchań i tortur. Drut kolczasty symbolizuje granicę między więzieniem a wolnością. Wewnątrz umieszczona została gałązka świerku przesłana do obozu autorowi przez narzeczoną oraz data «1943». Na odwrotnej stronie wieczka znajdują się podpisy osób przebywających we wspólnej celi […]”. Wymienieni są na tej szerszej liście prócz Baumgarta: Włodarski, Pluciński, ks. Fibak. To potwierdza, że wspomnienia Włodarskiego mają olbrzymie znaczenie historyczne, dokumentując rzeczywiste wydarzenie, które, poza artefaktem – pudełkiem Baumgarta, być może nie ma innego potwierdzenia.

Dar niosący nadzieję

Patrząc na Boże Narodzenie roku 1943, widzimy, jak niezwykła jest tradycja wigilijna. Niczym światło przeszywa ona piekielną obozową rzeczywistość, pozwala odnaleźć sens i ukojenie w obyczaju, zarazem kieruje uczucia ku transcendencji. Znamienny jest obraz, z którym Włodarski zasypiał, powtórzmy więc jego słowa: „widzę komendanta obozu, jakto go nowonarodzone Dzieciątko Jezus ujarzmiło swoim niebiańskim uśmiechem”. Nawet w realiach niepewności jutra i w obliczu cierpienia a wręcz widma własnej śmierci, wiara dawała nadzieję, zaś sama wigilia stała się darem, jakim więźniowie obdarzyli siebie nawzajem. Darem poprzez dzielenie się paczkami, łamanie opłatkiem, czy słowa nadziei wiekowego i zasłużonego kapłana – towarzysza niedoli. Darem poprzez przenikającą obóz melodię kolędy. Darem, który pozwalał żywić nadzieję i powodował wybuchy płaczu, wzruszenie, poczucie jedności.

Odwołując się do Maussa, więźniowie w ten niezwykły wieczór dawali sobie, prócz słów, prezentów i uścisków, przede wszystkim cząstkę samych siebie – być może najważniejszą cząstkę. Zdegradowani, upokarzani i bici, zaznali wspólnoty równych. Uwidoczniło się w ten wieczór egzystencjalne communitas więźniów – ich jedność i pogodzenie ze światem, a przy tym zawierzenie Bogu. Wyrażano przeświadczenie, że do okupanta, choć miał bardzo liczne środki przymusu, przemocy, a nawet mógł i pozbawiał życia, nie należało ostatnie słowo. To słowo było bowiem ulokowane w Tym, który jest początkiem i końcem, alfą i omegą. Dobitnie widać, jak w rzeczywistości obozowej dar wigilijny, prócz budowania wspólnoty, wiązania ludzi i dzielenia się sobą, był również ofiarą skierowaną ku Bogu.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51-52/2025