Na większości ziem etnicznie polskich co najmniej od przełomu średniowiecza i renesansu rejestrowano tzw. dożywocie. Była to forma świadczenia, pozwalająca zapewnić życie na starość na długo przed pojawieniem się rent i emerytur rolniczych. Zasadniczo było ono wariantem zachodnioeuropejskim, łączone jest z prawem niemieckim i małą rodziną (rodzice i dzieci we wspólnocie domowej, do tego rzadziej ktoś z dziadków – zazwyczaj tylko jeden, gdyż drugi zmarł). Wpisywało się ono w realia wsi pańszczyźnianej, ale także wsi oczynszowanej czy nawet w przypadki chłopstwa wolnego.
Mała struktura rodzinna dominowała już w czasach staropolskich. Wielcy feudałowie, szlachta, Kościół, a nawet miasta i uniwersytety nie miały specjalnie interesu w popieraniu struktury dużej rodziny na wsi pańszczyźnianej. W tych warunkach rodzina nuklearna, jak pisze Piotr Guzowski, wbrew stereotypom, stosunkowo szybko polską wieś zdominowała. Wielką rodzinę natomiast spotykano na Kresach Wschodnich. Przyjrzyjmy się więc tej instytucji.
Z boską czcią
Najbardziej klasyczny wariant dużej rodziny, jeśli brać pod uwagę tereny II Rzeczypospolitej, występował na Polesiu. Tutaj stary ojciec miał bardzo silną pozycję. Przydatny jest tu termin „patrolatria”, który stworzył Józef Obrębski – badacz społeczności wiejskich na Polesiu. Właściwie oznacza on autorytet i wręcz boską cześć oddawaną ojcu. To typowy wzorzec wielkiej rodziny patriarchalnej i ojca gospodarującego do śmierci, mającego pod sobą bardzo liczną wspólnotę skupioną przy synach. Obrębski tak pisał o ojcowiźnie: „Ziemia jest własnością rodowo-rodzinną, przekazywaną w linii męskiej z ojca na syna i z dziada na wnuka. W patrylinearnym pochodzeniu zawiera się związek człowieka z ziemią, determinujący typ jego rezydencji, wyznaczający zakres uprawnień do eksploatowania jej i dysponowania nią oraz określający pozycję jednostki we wspólnej przestrzeni rodzinnej, a także charakter funkcji i czynności przysługującej zajmowanemu przez nią stanowisku. W związku z tym pozostaje – jako determinująca cecha ustroju wielkiej rodziny poleskiej – nadrzędna w niej pozycja ojca rodziny i jego męskich następców. Ten patriarchalny rys ustroju wielkiej rodziny poleskiej znajduje swój wyraz w jej składzie osobowym, nomenklaturze, wewnętrznej hierarchii grupy, rządzących stosunkami rodzinnymi normach i regulujących je sankcjach, organizacji zajęć i czynności zbiorowych, i wreszcie – last but not least – wierzeniach religijnych i społecznej moralności grupy”.
Istniała tutaj silna więź pokoleniowa. Rodzina składała się z dziadka – patriarchy rodu i przywódcy oraz jego pożenionych synów. Kobiety w tym porządku miały małe znacznie. Pisał Obrębski: „W związku z […] składem patriarchalnej rodziny poleskiej pozostaje jej specyficzny rys strukturalny: podstawą organizacji wielkorodzinnej jest w niej zawsze ośrodek patriarchalny grupy, złożonej z rodziców i dzieci w pierwszej zaś mierze z ojca i synów, związany ze sobą wspólną tradycją rodzinną, pokrewieństwem, wyobrażeniami o ich związku z ziemią rodzinną, wspólnotą majątkową, identycznością imienia, intensywnymi sentymentami rodzinnymi oraz przywilejami następstwa i dziedziczenia”. Kobiety miały tutaj status gorszy, były obcymi w obręb rodziny włączonymi. One też z domów wychodziły wraz z osiągnięciem dojrzałości i stosunkowo szybko zasilały – poprzez ożenek – inne wielkie rodziny. Mężczyzna miał władzę i prawo do ojcowizny, kobieta była przyjęta do swoich, ale z racji tylko powinowactwa, a nie pokrewieństwa, jej status był gorszy.
Na honorowym miejscu
Władza rodzica rozciągała się nad domownikami, ale również była ona zespolona z kultem zmarłych i celebrowaniem tak ważnego na Kresach święta dziadów. Tu trzeba od razu podkreślić, że wieś białoruska funkcjonowała w odniesieniu do tzw. dwuwiary: wierzenia chrześcijańskie przenikały się z pradawnymi wierzeniami o magicznym i pogańskim rodowodzie. Tu lokowano sakralną wręcz cześć dla starego patriarchy. Mitrofan Downar-Zapolski (na którego Obrębski się powoływał) u schyłku XIX wieku pisał o wielkiej rodzinie na Polesiu: „Gospodarz otoczony jest dowodem czci i poważania. Za stołem siada na honorowym miejscu – «na kutu» – w kącie pod obrazami, tak że «siedzieć na kutu» to synonim gospodarza domu. Pozostali członkowie, według starszeństwa, obok niego, kobiety po przeciwnej stronie stołu, gospodyni zawsze z brzegu. On jest zarządcą i opiekunem domowej pobożności. On odmawia wspólną modlitwę przed jedzeniem i zaczyna jeść pierwszy, a za nim pozostali członkowie rodziny według starszeństwa. On pilnuje przestrzegania świąt i wszystkich koniecznych obrzędów. Wśród tych ostatnich szczególnie ważna jest rola gospodarza tam, gdzie oddaje się cześć duszom zmarłych przodków. To on podczas dziadów (wieczerzy zadusznej) przywołuje po modlitwie dusze zmarłych «dziadoų, babok» na wieczerzę, odlewa dla nich część potraw na stół, wystawia je za okno na noc itp. Podobne obrzędy wykonuje również gospodarz i po śmierci każdego z członków rodziny”.
Aczkolwiek ta boska cześć starego patriarchy rodu miała swoje ograniczenia, stosunkowo rzadko w obliczu zupełnego niedołęstwa rodzica dochodziło do przejęcia władzy przez syna i marginalizacji dawnego gospodarza. Wówczas najstarszy syn przejmujący kontrolę nad familią stawał się głową rodu, patriarchą, ojciec zaś zrównany zostawał z innymi „młodszymi członkami rodziny”. Był niekiedy obiektem przemocy. Białoruscy chłopi zwykli w takich sytuacjach mawiać: „Jakżeby to było, gdybym nie mógł pobić własnego ojca i własnej żony”. Były to przypadki stosunkowo rzadkie, ojciec bowiem zazwyczaj gospodarzył do swej śmierci. Żebractwo i kierowanie seniorów do przytułków – w odróżnieniu od ziem etnicznie polskich – występowały tutaj znacznie rzadziej. Dożywocia jako takiego nie potrzebowano, asekuracja rodowa była sprawniejsza, a ojciec-patriarcha w roli głowy rodziny jako pater familias trwał, a nawet jego autorytet z racji wieku umacniał się – był bowiem bliski „niesamowitej śmierci”.
„Ukryte dożywocie”
Wariant wschodnioeuropejski zderzał się z zachodnioeuropejskim na Białostocczyźnie. Tu wielka rodzina występowała stosunkowo często, aczkolwiek badania Cezarego Kukli wskazują, że na skutek reform agrarnych w XIX wieku stopniowo jej znaczenie i tutaj malało. Danuta Markowska pisała, że wielka rodzina, zwłaszcza na wschodzie tego regionu, dominowała jeszcze do II wojny światowej, ale tendencja jej zanikania i tam ostatecznie przeważyła. Badaczka ta wiązała zresztą rozwój wielkiej rodziny na tym obszarze ze skutkami upadku obciążeń pańszczyźnianych.
Wielka rodzina miała swój wyraz w specyficznym przewodzeniu przez patriarchę (dziadka i będącą u jego boku babcię). Anna Dodziuk i Danuta Markowska podają, że o ile na zachodzie Polski dominowało „dożywocie”, na Białostocczyźnie stosunkowo często rejestrowano jeszcze „ukryte dożywocie” (gdzie spełnienie potrzeb seniorom gwarantowała wielka rodzina i nie musieli się oni prosić o pomoc ze strony młodszych, bo sami byli tutaj przywódcami). Obie badaczki podają przykład rodziny z Podlasia tak żyjącej: „We wsi podlaskiej, Szczeglacin, pow. Łosice ludzie wspominają, jak to jeszcze w początkach XX w. była we wsi rodzina złożona ze starych gospodarzy i rodzin dwu synów, wspólnie gospodarująca i prowadząca jedno gospodarstwo domowe. Wszystkie decyzje dotyczące gospodarstwa rolnego czy kwestii budżetowych lub rodzinnych były podejmowane przez starych, nawet w takich sprawach, jak wydzielenie pieniędzy na zakup butów dla wnuków czy materiału na suknie dla synowych. W porze siewu synowie wynosili zniedołężniałego już zupełnie ojca na furę, podtrzymywali na niej i wysadzali na polu, by mógł rzucić pierwsze garści zboża. Podobnie stara matka dysponowała kluczami do spiżarni, wsadzała pierwsze ciasta wielkanocne do pieca […]”. W przypadku „ukrytego dożywocia” seniorzy przewodzili gospodarstwu aż do śmierci, dysponowali mieniem, organizowali życie dzieci i wnuków.
Zbliżona forma zabezpieczenia na starość istniała również na terenach Spisza i Orawy, czyli na ziemiach należących do 1918 roku do korony św. Stefana. Spotykana była tam także wspólnota wielkorodzinna – gospodarowanie rodziców z synami, zamężnymi córkami i wnukami (własność była w rękach seniorów, a pozostali członkowie rodziny mieli tylko swoje mienie ruchome). Podobnie było na innych obszarach Polski, aczkolwiek były to raczej, w obliczu dominacji rodziny małej, tylko enklawy, jak na przykład niektóre regiony Królestwa Polskiego, gdzie etnografowie rejestrowali wielką rodzinę na przełomie XIX i XX wieku.
W Wielkim Księstwie Poznańskim ukryte dożywocie również było poświadczone. Aczkolwiek nie stanowiło ono tutaj normy, zdarzało się jeszcze w XIX wieku zadziwiająco często. Choć wspólnota wielopokoleniowa była trwała, panował tutaj większy egalitaryzm i swoista równość w relacjach młodzi-starzy. Pisał Oskar Kolberg, odnosząc się do połowy XIX wieku: „W ogóle życie ludu wiejskiego w Wielkopolsce można nazwać patryarchalnem. Jednakowo się ubierają, stroją, wspólnie jedzą, bawią się, pracują, zgoła całe ich życie jest równe. Ojciec domu jest naczelnikiem całej rodziny i ani żona ani żadne dziecko, choćby dorosłe, bez wiedzy jego nic nie uczyni, a nawzajem ojciec nawet najbagatelniejszej sprawy bez porady żony, dzieci i domowników nie rozstrzygnie”. Na tym obszarze ukryte dożywocie występowało jeszcze w XX wieku, jak pisał Walerian Sobisiak, rejestrowano je chociażby w powiatach, takich jak: gostyński, koniński, leszczyński, średzki.
Zachodnioeuropejski i wschodnioeuropejski wariant rodziny
Od przemian, które nastąpiły w związku z industrializacją w XIX wieku i wraz z procesami rejestrowanego przez demografów tzw. przejścia demograficznego, utrwaliły się inne wzorce rodziny. Wspólnota nuklearna przeważyła już zdecydowanie. Sytuacja oczywiście w nikły sposób wpłynęła na Kresy, ale na ziemiach etnicznie polskich, po krótkim okresie utwierdzania się wielkiej rodziny na skutek uwłaszczenia i przejęcia na własność ziemi (także wyemancypowania się spod kurateli pana, który poprzez feudalne obciążenia rozbijał wielką wspólnotę rodową), już zdecydowanie zatriumfowała rodzina mała – gwarantująca seniorom raczej dożywocie, a nie przewodzenie gospodarstwu.
Trzeba tutaj podkreślić, choć wspomniałem o przypadkach przemocy względem seniorów również w wielkiej rodzinie, że była ona tam stosunkowo rzadsza, rzadziej też rejestrowano żebractwo, podobnie jak nie były potrzebne w takiej skali, jak na ziemiach etnicznie polskich, przytułki (najpierw parafialne szpitale, a później domy opieki, wielkomiejskie ogrzewalnie itp.). Dożywocie, choć często zapisywane i unormowane prawnie, było i tak naruszane, a powiedzenie „Starość nie radość” odnosiło się nie tylko do dysfunkcji organizmu człowieka starego, ale także jego słabej pozycji w rodzinie i marnej kondycji materialnej. Pod tym względem ziemie wschodnie, gdzie rejestrowano patrolatrię i nie było dożywoci, wyglądały zupełnie odmiennie. Senior w modelu wschodnim rodziny był na piedestale i rzadko był degradowany.
Reasumując: patriarcha miał silną pozycję umotywowaną wręcz religijnie w przypadku wielkiej rodziny. W modelu rodziny małej, w wariancie zachodnim, człowiek stary popadał w biedę i liczył bądź na dożywocie, bądź na jałmużnę. Stąd na zachodzie (w katolicyzmie), aby niejako ograniczyć jego upadek, jako forma kompensacji rozwinęła się „praca modlitewna” seniorów. Oni modlitwą na dożywociu lub w przytułku wspierali pracujących (modlitwa była spowinowacona z pracą – to forma wyręczenia pracujących na byt). Na wschodzie (w prawosławiu czy w mniejszym stopniu wśród unitów) seniorzy – zwłaszcza mężczyźni – sprawowali kult domowy, przewodzili żyjącym i odpowiadali za kontakty „z drugą stroną”. W przypadku rodziny zachodniej życie coraz częściej organizowała religia (motyw opieki nad starymi członkami rodziny był jednym z najpopularniejszym w homiletyce; przy kościołach rozdawano jałmużnę i powstawały przytułki dla potrzebujących). Natomiast w przypadku wielkiej rodziny, zwłaszcza na Wschodzie, status quo determinowała raczej magia, a szerzej dwuwiara ludowa. Dożywocie było umotywowanie prawnie, ukryte dożywocie gwarancji prawnych nie potrzebowało.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













