(Nie)zależni od innych

Dożywocia pozwalały zapewnić życie na starość przed pojawieniem się rent i emerytur rolniczych. W Wielkopolsce seniorzy mogli liczyć wręcz na komfort, w zaborze rosyjskim na znośne warunki, a w Galicji ledwie na smutną wegetację.
Czyta się kilka minut
Kobieta w stroju ludowym, Piotrowice Nyskie, Opolszczyzna (1918-1944). | fot. NAC
Kobieta w stroju ludowym, Piotrowice Nyskie, Opolszczyzna (1918-1944). | fot. NAC

Wraz z procesami wydłużania się życia ludzkiego i gwałtownego starzenia się społeczeństw Zachodu starość stawała się coraz częstszym tematem refleksji. Zajmowali się nią także papieże, począwszy od św. Jana Pawła II (autora ogłoszonego w 1999 r. Listu Ojca Świętego Jana Pawła II do osób w podeszłym wieku) przez Benedykta XVI po Franciszka (pomysłodawcy ustanowienia Dnia Dziadków i Osób Starszych, połączonego ze wspomnieniem liturgicznym świętych Joachima i Anny, dziadków Jezusa).
Od końca XIX w., kiedy rozpoczęła się walka o prawa socjalne robotników, państwa zachodnie stopniowo zaczęły tworzyć systemy rentowo-emerytalne dla osób starszych. W niektórych przypadkach – jak rolników indywidualnych w Polsce, którzy nabyli prawa do takich świadczeń dopiero w latach 70. i 80. XX w. – proces ten trwał dosyć długo.
W tym artykule przyjrzę się instytucji, która poprzedzała pojawienie się rent i emerytur rolniczych, a było to dożywocie. Bez jego zgłębiania nie sposób zrozumieć świata chłopskiego, etosu włościańskiego i dawnych warunków bytowych.

Nieliczne zapiski
Dożywocia (inne nazwy tych świadczeń to: wymowa, wymiar, wycug, wydbanek, lament, chleb, ognaria, starkowizna i wiele lokalnych terminów) to dokumenty zarówno pisane, jak i świadectwa ustne. Ich geneza sięga schyłku średniowiecza i początków nowożytności. Andrzej Wyczański analizował takie akty z XVI w. i pisał, że trudne jest badanie ich genezy, gdyż nie było wcześniej tradycji spisywania takich gwarancji w księgach sądowych. Szerzej dokumenty te interpretował, sięgając wstecz aż do XV w., Piotr Guzowski. Udowodnił, że na małopolskiej wsi z XV i XVI w. były to zapisy jeszcze stosunkowo nieliczne i to odnoszące się zasadniczo do bogatych kmieci, których stać było na opłacenie czynności prawnych. Ważne okazało się niewątpliwie wspomnienie o dożywociu w odnoszącym się do ziemskiego prawa procesowego dokumencie Formula processus z 1523 r.
Wkrótce jednak dożywocia upowszechniły się – i to dynamicznie – na ziemiach etnicznie polskich, także u niższych warstw chłopskich. Owe dokumenty miały rodowód ugruntowany w prawie niemieckim (wiele nazw dożywocia wywodziło się od słów niemieckich, np. wycug od Auszug). Wówczas dożywocia wpisywały się w porządek feudalny. Potem, już pod zaborami, wraz z uwłaszczeniem, ukształtowały się ich zasadnicze cechy dla realiów kapitalistycznych, powielane później w XX w., także w ustroju socjalistycznym. Pozwolę sobie tutaj na krótką charakterystykę dożywoci, opisując, jak praktyka nieformalnej renty starczej odnosiła się do ziem trzech zaborów.

Galicja: smutna wegetacja
Najpierw Galicja. Kraj to przeludniony, zacofany na tle innych krajów Cislitawii, czyli „austriackiej” i zarazem cesarskiej części Austro-Węgier. Istniała tutaj tradycja wręcz niekontrolowanych podziałów gruntów (działy galicyjskie) między dziedziczące po rodzicach dzieci. Wreszcie istniał tu ostry antagonizm stanowy: chłopi – panowie (pamięć o Jakubie Szeli i zbrodniach rabacji była wyjątkowo trwała). Na obszarze Galicji, może poza okolicami Krakowa, na ogół dożywocia były świadectwami gwarantowanymi ustnie. Po prostu stary ojciec, rzadziej matka, przy świadkach, czasami przy notariuszu, mówili, że zrzekają się gospodarstwa na dzieci, w zamian gwarantując sobie część ziemi i świadczenia na starość od dziedziczących. Dożywocie owdowiałej matki określano jako „cwarciznę” (to była jedna czwarta gospodarstwa zmarłego męża). Zazwyczaj, a to tendencja powszechna na ziemiach etnicznie polskich, dożywocie dotyczyło jednego z rodziców, gdyż drugi już zmarł na skutek wydarzeń losowych (kataklizmy, klęski żywiołowe, choroby, wypadki, wyniszczenie pracą na roli, konsekwencja licznych porodów u kobiet).
By unaocznić, czym było galicyjskie dożywocie, pozwolę sobie przytoczyć przykładową relację ludoznawczą. Tak pisał o okolicach Zakliczyna nad Dunajcem dokumentujący obyczajowość galicyjskiej wsi przełomu XIX i XX w. ludoznawca Jan Świętek: „Rodzice, podzieliwszy za życia mienie między dzieci, zastrzegając dla siebie na utrzymanie tak zwaną «wymuowę», spędzają zazwyczaj starość przy tym z dzieci, któremu przeznaczyli największy dział majątkowy lub też całe gospodarstwo z warunkiem spłacenia rodzeństwa. Względnie najczęściej obowiązek utrzymania lub dopomagania starym rodzicom spada na pierworodnego syna, który zazwyczaj bywa dziedzicem rodzinnego majątku. Rodzice, nie oddzielają swej «wymowy» od gospodarstwa syna, którego swym dziedzicem ustanowili, żądają od tego syna, aby im za to dał pełne utrzymanie, oddzieliwszy zaś «wymowę» aby zachować pewną niezależność, ograniczają się do pomocy czynnej dziedzica w uprawie roli, dostarczeniu opału, tudzież w opłaceniu podatków i wszelkich danin publicznych. Nadto, bydło należące do rodziców ma według «wymowy» paść się wspólnie z bydłem syna”.
Jak widać, świadczenia galicyjskie były proste i niewyszukane. Gwarantowano sobie kąt do spania, możliwość chodzenia po gospodarstwie i zapraszania gości, proste sprzęty, niektóre zwierzęta, pomoc dziedziczących w uprawie kawałka roli na własne potrzeby.
Tu ważna uwaga: jak pisze Urszula Lehr, wymowa albo była stanem posiadania, albo stanem egzystencji. W pierwszym, bardziej prestiżowym przypadku, zwłaszcza u bogatych kmieci, „miało się wymowę” (czyli część domu, zagony pola, ogród), w drugim „było się na wymowie”, co znamionowało tylko opiekę ze strony bliskich, pewne sprzęty, inwentarz. W tym drugim przypadku właściwie można mówić o pełnej zależności seniorów od dziedziczących. Ponieważ świadczenia galicyjskie były wypowiadane (stąd nazwa „wymowa” od wymawiać/wymówić) i bardzo rzadko spisywane (miały zasadniczo charakter kodycyli), dość często dzieci, zwłaszcza wyrodne, nie respektowały ich należycie (dochodziło do awantur, wykradania sobie nawzajem plonów, pieniędzy, inwentarza, a nawet głodzenia).
Wymowa (zwłaszcza „bycie” na niej) była dla seniora wręcz stanem depresyjnym, życiem w nędzy, o marnym odzieniu, w zimnie (w najgorzej ogrzewanych częściach domu, a niekiedy i pomieszczeniach gospodarczych). Od seniorów oczekiwano pracy i poświęcenia dla zagrody. Pierwsi jedli ze wspólnej misy gospodarze, za nimi dzieci, a starsze pokolenie na samym końcu. Podawano im specjalnie co najwyżej mleko. W skrajnych przypadkach dochodziło nawet do sytuacji, że przez złe warunki życia przyspieszano zgon seniorów, albo, częściej, zmuszano ich do żebractwa. Wymownicy mieli też nikłe znaczenie społeczne, niewiele się z nimi liczono w gromadzie.

Wielkopolski wzór
Na przeciwległym biegunie znajdowali się wycuźnicy w zaborze pruskim. Tu, zwłaszcza w Wielkopolsce, standardy były wyższe, a uposażenie chłopów lepsze. Władze pruskie zwalczały podziały gospodarstw, nie były więc one rozdrabniane. Również tutejsze uwłaszczenie sprzyjało korzystniejszym przejęciem gruntów. Wieś wielkopolska była zamożna, rozwinięta, żyzna, stanowiła zaplecze ekonomiczne II Rzeszy.
W okresie pańszczyźnianym, tak jak w Galicji, notowano tutaj przemoc względem seniorów (np. odmawianie świadczeń podczas epidemii, klęsk klimatycznych, głodu). Jednak w drugiej połowie XIX w. los seniorów się zmienił do tego stopnia, że już Oskar Kolberg notował, iż liczba starych żebraków z rodzin chłopskich, zmniejszyła się w Wielkopolsce „niepomału”. W 1889 r. robotnicy przemysłowi i rolni w Niemczech jako pierwsi w Europie uzyskali świadczenia socjalne. Równolegle uregulowano i ujednolicono system dożywoci oraz kwestię opieki nad zdającymi włość (w myśl zasady o niepodzielności gospodarstwa, podnoszeniu jego wydajności i zarazem zachowaniu humanitarnych standardów). Zabór pruski miał najbardziej doprecyzowane i zabezpieczone kwestie włościańskiej starości. Raz – przez komfort rentowy dla pracowników dworów, robotników rolnych, dwa – przez uregulowaną kwestię dziedziczenia niepodzielnych gospodarstw i w należytym gwarantowaniu świadczeń przez dziedziczących dla seniorów. System wielkopolski stał się wzorem dla elit prawniczych, próbujących ujednolicić tradycje dożywoci wolnej już Polski (zwłaszcza poprzez Kodeks zobowiązań z 1933 r.).
Żeby unaocznić specyfikę wielkopolskich dożywoci, pozwolę sobie przedstawić źródło historyczne wydobyte przeze mnie z archiwum w Inowrocławiu. Notariusz Roman Jerzykiewicz w 1929 r. sporządził dokument odnoszący się do gospodarstwa polskiego średniej wielkości na wsi leżącej na pograniczu kujawsko-wielkopolskim (piszę „polskiego”, bo w regionie ziemi mogileńskiej, o której mowa, było sporo gospodarstw niemieckich, gdzie, co ciekawe, zawierano analogiczne umowy, ponieważ niemieccy i polscy gospodarze tak samo myśleli o swojej starości). Sporządzono umowę zdania gospodarstwa pomiędzy rodzicami (mąż miał 68 lat, żona 63) a synem przejmującym od nich włość. Ustanowiono, co nas tutaj najbardziej interesuje, następujący wymiar (cytuję oryginalny zapis):
„1) Bezpłatne mieszkanie składające się z 1 pokoju i komory po lewej stronie od wejścia z podwórza wraz z górką znajdującą się nad tem mieszkaniem. Mieszkanie winien stawiający […] utrzymać w stanie zdatnym do użytku i czystym.
  2) Prawo przyjmowania gości do własnego domu z tem że powózkom oraz koniom gości wolno wjechać w podwórze.
  3) Prawo przyjęcia dzieci swych na stałe do mieszkania.
  4) Prawo chodzenia wymiernikom oraz gościom po podwórzu oraz wszelkich zabudowaniach jak i prawo czerpania wody.
  5) Prawo korzystania z owocu i warzywa ogrodu dla własnego użytku.
  6) Krowę żelazną wraz z utrzymaniem i oprzątaniem przy wolnym dostępie każdorazowo wymiernikom.
  7) Rocznie:
  a) tucznika dwucentnarowego na 1. grudnia każdego roku,
  b) 4 sążnie torfu na 1. września każdego roku,
  c) 4 metry drzewa szczapowego na 1. września każdego roku,
  d) 3 wolne furmanki na odwiedziny, według życzenia,
  8) Półrocznie:
  a) 3 ctr. mieszanki i ctr. jęczmienia na 1. kwietnia i 1. października każdego roku,
  b) ½ ctr. mąki pszennej na 1. kwietnia 
i 1. października każdego roku,
  c) ziemniaki po 40 ctr. centnarów 1. października i 1. kwietnia każdego roku, 
  d) węgli po 15 ctr. w lutym i październiku każdego roku,
  9) Miesięcznie: w pierwszych trzech dniach każdego miesiąca:
  a) 2 ½ ctr. żyta które każdorazowo zobowiązany jest stawający […] odwieść na młyn do zmielenia i przywieść z powrotem,
  b) 30,-zł. gotówką jako kieszonkowe według racji kursu złotego w złocie z dnia zawarcia kontraktu,
10) W miesiącach wrześniu i październiku każdego roku wydać dwie gęsi polne.
11) Wolny chlew dla 2 świń i wolne trzymanie 10 kur.
12) Słomę na życzenie i w ilości zażądanej przez wymierników do ich własnego użytku.
13) Powózkę co drugą niedzielę do kościoła a raz w miesiącu powózkę do miasta po sprawunki. 
Na żądanie księdza i doktora.
14) W razie choroby wolnego lekarza i aptekę, w razie śmierci sprawienie przyzwoitego i stanowi odpowiadającego pogrzebu”.
Widać w tym dokumencie drobiazgowość, wyliczanie świadczeń, płodów rolnych, pieniędzy, posług, inwentarza żywego, swobód poruszania się i goszczenia, gwarancji respektowania dożywocia w sytuacjach losowych.
W Wielkopolsce dożywocia ustne w obliczu tutejszego reżimu prawa były nie do pomyślenia. Zazwyczaj sporządzano je w mieście w obecności wykwalifikowanego notariusza w jego kancelarii.

Zabór rosyjski: nic za darmo
Jeszcze inaczej sytuacja wyglądała w zaborze rosyjskim. Tutaj również dominowało przekazanie włości pisemnie, w obecności rejenta. W Królestwie Kongresowym w okolicach Warszawy, na Kujawach rosyjskich, czy szerzej na zachodzie, dożywocia podobne były do tych w pruskiej Wielkopolsce, ale były one dużo bardziej ogólne. Zapewniały egzystencję seniorom, choć nie, jak w zaborze pruskim, życie w luksusie. Natomiast na Lubelszczyźnie, czy w centralnej i małopolskiej części Królestwa Polskiego, częściej rejestrowano podziały gospodarstw pomiędzy kilkoro dzieci i równoległe dysponowanie ziemią jako zabezpieczeniem seniorów (a niekoniecznie płodami rolnymi). Częściej napotykano tutaj biedę, żebractwo staruszek i starców oraz prymitywne warunki ich życia, zbliżone do Galicji. Wymagano od nich też ustawicznej przydatności i pracy, by „darmo nie jedli chleba”.
Pozwolę sobie tutaj przedstawić jedno ze świadczeń (wyszukane przeze mnie tym razem w Archiwum Narodowym w Krakowie) z okolic Proszowic, sporządzone przez miejscową Powiatową Radę Narodową już w zupełnie innych, socjalistycznych realiach, konkretnie w 1971 r. Starej matce syn przejmujący włość – gospodarstwo prawie 6 hektarowe – zagwarantował takie oto dożywocie:
„[matka staruszka] otrzymuje dożywotnie użytkowanie 1,12 ha gruntu ornego od [syna], który będzie świadczył wszelkie powinności wobec Państwa z tego gruntu i jest zobowiązany do należytej jego obróbki.
Ponadto dożywotniczka ma prawo korzystania do śmierci z budynku a to z połowy domu mieszkalnego od strony zachodniej, 1/3 części chlewa od strony wschodniej oraz pomieszczenia w stodole z używalnością boiska i zapola od strony wschodniej oraz używalność:
1/3 części sadu od strony południowej a także używalność podwórza wraz ze studnią.
[Syn] zobowiązany jest dostarczyć furmanki na żądanie dożywotniczki, remontować pokrycie domu, stodoły i chlewa nad częścią użytkowaną przez [matkę].
Dożywotniczka ma prawo korzystania z wialni i sieczkarni z kieratem. [Syn] zobowiązany jest nadto młócić na maszynie oraz do kupna 500 kg węgla rocznie dla dożywotniczki”.
Co się rzuca w oczy w tym dokumencie, to brak świadczeń, wyszczególnionych precyzyjnie powinności; jest za to nie tyle dysponowanie rzeczami, inwentarzem żywym i martwym, ile przestrzenią i zagwarantowanie elementarnych potrzeb życiowych.
Jeszcze inna była tradycja przejmowania gospodarstw na Ziemiach Zabranych (wschodnie województwa I Rzeczypospolitej zagarnięte w wyniku rozbiorów przez Rosję) z zupełnie odmiennym porządkiem demograficznym, narodowym i kulturowym, gdzie występowała wielka, wielopokoleniowa i niezwykle złożona rodzina. Ponadto bardzo wolno postępowały tam modernizacja i uprzemysłowienie oraz panował wysoki analfabetyzm, co nie sprzyjało formalizacji świadczeń drogą prawną.

---

Reasumując, dożywocia pozwalały zapewnić starość w realiach przed pojawieniem się rent i emerytur rolniczych. Widać w ich formułowaniu dysproporcje świadczące bądź o rozwoju, bądź zacofaniu cywilizacyjnym. Podkreślmy, że zaobserwowaliśmy wręcz komfortowe warunki w Wielkopolsce, znośne, choć już dalekie od komfortu realia w zaborze rosyjskim (poza ubogimi zacofanymi regionami ziem nieuprzemysłowionych) i proste, archaiczne, poniekąd magiczne (oparte na słowie mówionym niczym zaklęciu) galicyjskie wymowy. Ten porządek przeszedł już do historii – zasadniczo wraz z reformami emerytalnymi z lat 1977 i 1982 – ale gdzieniegdzie dożywocia wciąż się spotyka nadal.
Było dla mnie zaskoczeniem, kiedy raptem kilkanaście lat temu prowadziłem badania na Kujawach zachodnich, gdy wnuk mojej prawie 90-letniej respondentki z Marulew rejestrował akurat swoje konto na Facebooku, a ona trzymała równolegle przy sobie notarialne świadczenia regulujące dlań ilość grządek pod porzeczki, ziemniaki, drzewa sadu owocowego, swobodę poruszania się po schedzie, fragment domu, określone płody rolne, pewną asekurację pieniężną, gwarancję sprowadzenia księdza w razie choroby itp. Z jednej strony był świat nowych technologii i rodzących się mediów społecznościowych, z drugiej – tradycja długiego trwania chłopskiej instytucji o zamierzchłym, wręcz pradawnym rodowodzie.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2025