Konkurs na proboszcza

Zanim biskup wyda dekret, powinny mieć miejsce różnego typu konsultacje. Tego właśnie dotyczy wprowadzona zmiana – z ks. Adamem Jaszczem z archidiecezji lubelskiej rozmawia Małgorzata Bilska
Dziennikarka
Doktor prawa kanonicznego
Czyta się kilka minut
fot. archiwum prywatne, getty images
fot. archiwum prywatne, getty images

III Synod Archidiecezji Lubelskiej, który trwał od 25 września 2021 do 23 września 2025 roku zdecydował, że biskup może rozpisać konkurs na urząd proboszcza, a abp Stanisław Budzik zatwierdził to dekretem. Nowy tryb wyboru trzeba ocenić na tle tego, jak było. Jak się zostaje proboszczem? Większość świeckich nie ma o tym pojęcia, choć ponoszą skutki biskupich nominacji.

– Zaczynając od źródeł doktrynalnych, Kościół jest wspólnotą, w której władza pochodzi od Założyciela. Z woli Chrystusa otrzymał ją Piotr i apostołowie. Dlatego władza nie może pochodzić z wyboru, tak jak jest dzisiaj w państwach demokratycznych. Władza kościelna jest sprawowana na mocy sukcesji apostolskiej. Osobami decyzyjnymi są biskupi. Z tego wynika m.in. fakt, że osobą, która mianuje nowego księdza proboszcza na urząd w parafii, jest ten, kto ma w Kościele władzę.

Natomiast to, co poprzedza decyzję, powinno być procesem. I zanim biskup wyda dekret, powinny mieć miejsce różnego typu konsultacje. Mechanizmy konsultacyjne są zresztą i tak dość różne, bo poszczególne diecezje stanowią swoje prawo partykularne. Nie zmieniając doktryny, nie naruszając fundamentów prawa (decyzja zawsze będzie należeć do przełożonego, który ma władzę wykonawczą), można się zastanawiać, w jaki sposób pomóc władzy w dokonaniu wyboru. Tego właśnie dotyczy wprowadzona zmiana. Nie jest to więc typowy „konkurs na proboszcza”, jak nazwały to media.

To nie jest określenie Księdza? Takiego zwrotu sam Ksiądz używa – chyba że ktoś coś w mediach przekręcił…

– Dla księży, którzy się zgłaszają, jest to swego rodzaju konkurs, bo wskazany zostanie jeden z nich. Dla biskupa jest to etap prowadzący do podjęcia decyzji, którą tylko on może podjąć. Jest to więc konkurs, ale w sercu Kościoła. Już Sobór Trydencki (XVI wiek) przewidywał konkursy przy obsadzaniu beneficjów.

Od dawna ich nie ma, to termin historyczny o pochodzeniu feudalnym. Chodziło o dobra, które były źródłem dochodu proboszcza.

– Tak. Zwracam tu po prostu uwagę na potrzebę doprecyzowania. Konkurs w Kościele nie polega na wyborze proboszcza przez wiernych, a tak to może być rozumiane na podstawie nagłówków w mediach. Mamy do czynienia z procedurą konkursową w innym sensie. To wygląda tak: biskup ogłasza komunikat publiczny: ta czy tamta parafia jest do obsadzenia, chętni księża mogą przysyłać wymagane prawem diecezjalnym dokumenty. Zastrzegam raz jeszcze – jest to nowy instrument, ale do wolnego wykorzystania przez biskupa. Biskup może ogłosić konkurs, może też podjąć decyzję bez niego lub konsultować się w innym sposób.

Żeby docenić taką zmianę, niezbędna jest wiedza, skąd zwykle biorą się kandydaci. Sami się nie zgłaszają, procedura jest oparta na kontaktach nieformalnych. Biskup musiałby znać osobiście wszystkich księży, żeby dokonać najlepszego wyboru. A skąd ma ich znać? Na wizytacje często jeżdżą biskupi pomocniczy… Dla świeckich, którzy szukają pracy na wolnym rynku, to trudne do wyobrażenia.

– Mogę mówić, jak to wygląda u nas. Mamy ponad 800 księży. Kiedy biskup przychodzi do diecezji, jednym z pierwszych zadań, jakie ma do wykonania, jest właśnie poznanie duchowieństwa. Abp Budzik miał zwyczaj, że zapraszał księży do siebie – na śniadanie, na obiad itd. Z każdym długo rozmawiał. Tak jest do dziś. Inne możliwości to wizytacje kanoniczne, odwiedzanie parafii podczas posług, w tym z okazji bierzmowania. Po kilku, kilkunastu latach zarządzania diecezją biskup nie zna może wszystkich, ale całkiem dobrze orientuje się w zasobach ludzkich swojej diecezji. Mamy też księży będących na misjach, od Alaski po Papuę-Nową Gwineę. W tym przypadku biskup też czasem ich odwiedza, ale dużo rzadziej. Oni natomiast wiedzą, że gdy są w Polsce, drzwi domu biskupiego są dla nich zawsze otwarte.

Pomocą jest istnienie Rady Biskupiej, gremium składającego się, oprócz arcybiskupa, z trzech biskupów pomocniczych i jednego biskupa emeryta. Kiedy co roku w połowie czerwca tradycyjnie nadchodzi czas zmian personalnych, decyzje podejmuje Rada, która zna dobrze diecezję. Ostateczna należy zawsze do arcybiskupa. Poza tym zdarza się też, że do biskupa przychodzi sympatyczny list, w którym wierni z parafii dziękują za proboszcza, chcąc, żeby z nimi został. Czasem list jest mniej przyjemny – parafianie na proboszcza się skarżą, opisując jego wady i niewłaściwe zachowania. Odrzucamy nieoparte faktami pomówienia. Gdy trzeba, interweniujemy. Czasem i dobry duszpasterz narazi się komuś, kto chce mu dokuczyć. Biskup ma więc spectrum głosów, obserwuje różne wydarzenia i podejmuje decyzje, także jeśli chodzi o obsadzenie parafii. Nie da się uniknąć błędów, ale te z kolei można naprawić.

A jeśli ksiądz chce się przenieść bliżej starszych rodziców, zmienić parafię z ważnych dla siebie powodów itd.? Wielu wikarych marzy o tym, by wreszcie zostać proboszczem i być „u siebie”. Biskup pewnie dostaje takie prośby?

– Relacja biskup-ksiądz powinna być ojcowsko-synowska. To jednak zależy głównie od biskupa i tego, jaką atmosferę tworzy. Z tego, co wiem, jeśli pojawiały się podobne pragnienia, to ksiądz zgłaszał się do jednego z biskupów i je sygnalizował. Jeśli była możliwość, biskupi wychodzili mu naprzeciw.

Ale w Pani pytaniu wyczułem delikatny zarzut: A gdzie w tym wszystkim są świeccy?

(śmiech) Niewątpliwie świeccy chcieliby mieć poczucie sprawczości i podmiotowości we własnej wspólnocie lokalnej, zwłaszcza w epoce społeczeństwa obywatelskiego. Jak mówił papież Franciszek, Kościół jest monarchią absolutną. Styl zarządzania bardziej przypomina feudalne księstwo niż prostotę znaną z Ewangelii.

– Świeccy brali udział w synodzie diecezjalnym i to jest ważna przestrzeń ich wkładu w nasz lokalny Kościół. Synod to jest z kolei instrument prawny, dany już od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Zgodnie ze słowami Pana Jesusa: „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Synody, które potem odbywały się przez wieki, były jednak klerykalne, uczestniczyli w nich prawie wyłącznie duchowni. Dopiero od czasu Soboru Watykańskiego II (1962–1965) coraz bardziej podkreśla się rolę świeckich, którzy nie mają powołania „drugiej kategorii”, tylko swoje własne. W ten sposób synody zaczęły włączać w prace również wiernych świeckich, jako członków synodu z głosem doradczym.

W naszym synodzie zadbaliśmy o to, by świeccy byli obecni w proporcjach mniej więcej pół na pół. I to się udało. Byli oni przedstawicielami różnych środowisk, zarówno pod względem profesji, posług w Kościele, jak i geografii. Jedni reprezentowali większe miejscowości, inni – małe lub wsie. Były zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Wszyscy oni mieli wpływ na kształt dokumentów synodalnych. Na ich podstawie zostało potem promulgowane nowe prawo, w tym konkurs na proboszcza.

Ksiądz będzie mógł zgłaszać swoją kandydaturę na proboszcza. A czy do konkursu mogą go zgłaszać osoby trzecie?

– Musimy odróżnić dwie rzeczy. Jedną jest procedura wynikająca z ustawy po synodzie. Ona zakłada, że po komunikacie publicznym biskupa zgłaszają się chętni. Warunkiem jest to, aby mieli co najmniej 15 lat kapłaństwa. Przysyłają dokumenty pokazujące dotychczasową posługę, a także duszpasterski i administracyjny pomysł na parafię. Oceniana jest zatem wizja proboszczowska pod względem merytorycznym. I to jest nowością.

Jeśli ktoś chce biskupowi zwrócić uwagę na kandydata, może to zrobić tak jak do tej pory: w formie listu, wysłanego tradycyjną pocztą lub mailem. Procedura konkursowa tego nie przewiduje, są jednak inne drogi. Jeżeli list trafi do mnie jako urzędnika kurialnego, mam obowiązek przekazać go abp. Budzikowi lub innym biskupom. Na pewno do nich trafi!

Myślę o sytuacji, w której, przykładowo, proboszcz lubiany i ceniony w parafii odchodzi z racji wieku na emeryturę czy zostaje przesunięty na inną parafię, wierni natomiast chcą, by jego posługę kontynuował wikary, do którego mają zaufanie: sprawdził się i dobrze im się współpracuje. Im bardziej świeccy są zaangażowani w parafię i mają bliższe kontakty z księżmi, tym bardziej zależy im na uwzględnieniu ich potrzeb. Kiedy są „konsumentami” i księży widują na niedzielnej mszy, jest im wszystko jedno. Oby tylko mówił przystępne kazania i był w miarę uprzejmy w kancelarii parafialnej…

– List może napisać jedna osoba, rada parafialna, każdy… Ludzie muszą mieć przy tym świadomość, że biskup, podejmując decyzję, bierze pod uwagę bardzo różne czynniki. Głos parafian jest tylko jednym z nich. Władza biskupa wiąże się z jego odpowiedzialnością za całą diecezję, dlatego może prowadzić konsultacje tak, aby zebrać jak najwięcej informacji z wielu źródeł. Musi patrzeć dużo szerzej, by mieć pełną perspektywę.

Sytuacje, w których wierni proszą o probostwo dla wikarego, faktycznie mają miejsce. Jestem jednak przekonany, że proces decyzyjny musi uwzględniać różne rzeczy. Biskup ma na uwadze talenty księży, możliwość ich rozwoju i zdobywania doświadczenia, specyfikę danej parafii w kontekście pozostałych, które mogą być bardziej wymagające. Dysponując zasobami ludzkimi, biskup zarządza nimi strategicznie i kieruje się priorytetami według swojego uznania. Zdarza się, że głos wiernych jest przekonujący i biskup postanawia powierzyć wikaremu parafię wymagającą charyzmy, ale gdzie indziej. Trzeba to zrozumieć i przyjąć w zaufaniu. Konsultacje w procesie wypracowywania decyzji nie są tym, co samo decydowanie.

Czy kuria ma już informację zwrotną ze strony księży? Cieszy ich nowe prawo i fakt, że konkurs daje szansę na merytoryczną ocenę dorobku i autorskiej wizji kierowania parafią?

– Prawo wejdzie w życie 30 listopada, w pierwszą niedzielę Adwentu. Odbieram już bardzo pozytywne informacje zwrotne. Jest też duże zainteresowanie mediów ogólnopolskich, z największymi stacjami telewizyjnymi włącznie.

Nic dziwnego, to jakiś synodalny powiew świeżości.

– Tak to jest odbierane. News podały też nasze media diecezjalne. Przeczytałem komentarze w internecie, w tym te z profilu naszej diecezji na Facebooku, i zdecydowana większość z nich jest pozytywna. Reakcji jest dużo. Na konferencji dziekanów była już dyskusja na temat zmian synodalnych, zagadnienie przedstawił przewodniczący zespołu legislacyjnego. Potem dziekani mieli spotkania z księżmi w dekanatach. Na razie jesteśmy na etapie nazywanym w prawie vacatio legis. To czas między ogłoszeniem aktu prawnego a jego wejściem w życie. Adresaci prawa powinni się z nim zapoznać, gdyż już niedługo będzie obowiązywać. Na szerszą informację zwrotną przyjdzie pora, kiedy zostanie ogłoszony jakiś konkurs i przekonamy się, jak funkcjonuje w praktyce.

Reasumując: nie jest to zwrot w stronę demokratyzacji wyboru na urząd proboszcza.

– Ja bym to nazwał zwrotem ku synodalności. Synod w archidiecezji zbiegł się w czasie z Synodem o synodalności papieża Franciszka. To stało się dla nas „wiatrem w żagle”.

Dla mnie zaletą konkursów jest większa przejrzystość kryteriów oceny. Do tej pory były one tajemnicze, teraz zgłoszenia są oparte na doświadczeniu „zawodowym” w posłudze i wizji zarządzania daną parafią. Dla księży to zachęta do profesjonalizmu, którego wymaga się na co dzień od świeckich. Czy biskup przeprowadzi kwalifikacyjne rozmowy z kandydatami czy oprze się na dokumentach?

– Procedura nie przewiduje rozmowy, ale przecież biskup rozmawia z księżmi niezależnie od tego. W przypadku wakującej parafii i ogłoszenia konkursu ksiądz musi złożyć: CV pokazujące doświadczenie, opinię dziekana, zaświadczenie, że ma uregulowane wszystkie kwestie finansowe i nie ma zadłużenia (co pokazuje sprawność w zarządzaniu). Ostatnim elementem jest program duszpasterski i pomysł administracyjno-gospodarczy dla parafii. Biskup diecezjalny czyta dokumenty, bada kandydatury i dokonuje wolnego wyboru.

Czy konkursy mogą odmłodzić kadrę proboszczowską? Piętnaście lat doświadczenia to minimum, wikariusze czekają na awans dużo dłużej. W świecie świeckich można być przed trzydziestką i być dyrektorem, bo liczy się talent.

– Konkursy będą tylko jednym z instrumentów mianowania proboszcza, ale przecież biskup może zdecydować, że zostanie nim ktoś, kto ma mniej niż piętnaście lat kapłaństwa. W archidiecezji lubelskiej proboszczami i budowniczymi kościołów zostawali w przeszłości księża mający kilka lat kapłaństwa. Dziś wielu księży w wieku średnim oczekuje na objęcie urzędu proboszcza. To pokolenie miało dużo powołań. Nowych parafii raczej się już nie eryguje. Nie ma też powodów wysyłać kogoś na wcześniejszą proboszczowską emeryturę tylko dlatego, że ktoś inny czeka w kolejce. Kapłaństwo nie jest wyścigiem po urzędy. Pewnie za jakiś czas nastąpi tąpnięcie i trzeba będzie powierzać jednemu księdzu więcej niż jedną parafię, jak ma to miejsce za Zachodzie. Teraz dominuje jednak pokolenie kapłańskiego wyżu demograficznego i kolejka jest długa. Wiek nie jest jednak kryterium jedynym. Synodalność kieruje nas w nową stronę i zobaczymy, jakie to przyniesie owoce. 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2025