Papież międzyświata

Papież Franciszek był tym, który nauczył Kościół słuchać. Leon XIV może być tym, który nauczy go znów mówić – z pokorą, ale też z odwagą, znajomością nowych dróg. Mówić tak, by był rozumiany.
Czyta się kilka minut
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Wybór kardynała Roberta Prevosta na papieża Leona XIV nie jest tylko kolejnym aktem w nieprzerwanej historii papiestwa. To moment przejścia, symboliczny i realny zarazem, z jednej epoki Kościoła w drugą. Z epoki Franciszka, papieża peryferii i głosu globalnego Południa, do czasu nowego papieża – przewodnika międzyświata, wciąż zawieszonego między tym, co analogowe, a tym, co digitalne. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że żyjemy w czasach nieustającej rewolucji, a technologia jest jednym z najsilniejszych jej kół zamachowych. I to rewolucji nie jednej, ale wielu sprzężonych, wzajemnie napędzających się, czasem niespójnych czy nawet wykluczających się rewolucji – technologicznej, cyfrowej, kulturowej, antropologicznej, a także, co może najważniejsze, duchowej – a jednak razem tworzących rzeczywistość radykalnie odmienną od tej, którą znamy sprzed kilku dekad.

Ex cathedra i TikTok

Przede wszystkim bowiem zmienia się sposób, w jaki mówimy o człowieku. Przesuwa się granica tego, co uznaje się za normalność, a w jej miejsce wkraczają płynność, relatywizm, radykalna wolność oderwana od odpowiedzialności, wielość cyfrowych tożsamości i fałsz, generowany na potęgę po zdekonstruowaniu ostatnich bastionów tego, co może pociągać do odpowiedzialności. Przestrzeń cyfrowa, pozornie neutralna, staje się więc miejscem formowania światopoglądów, wspólnot i mitologii nowej epoki, która jak było to zawsze w czasie i historii, potrzebuje swoich gospodarzy i misjonarzy. Narracje kształtujące społeczeństwa Zachodu coraz częściej bazują bowiem nie na pytaniu o prawdę, ale o emocje, reakcje, kliknięcie, odruch czy nawet instynkt. Człowiek, wyniesiony przez Franciszka na nowo do świateł reflektorów w liście Wielkość i nędza człowieka, staje się, jak pisał Blaise Pascal, trzciną chwiejącą się na wietrze. Tylko że dziś ten wiatr to algorytm. Ale podobnie jak w czasie minionym, także i dzisiaj nie wiemy i nie możemy kontrolować tego, dokąd nas to doprowadzi. Właśnie w tym kontekście Kościół, instytucja odwołująca się do Objawienia, Tradycji i niezmiennej prawdy o człowieku, jawi się jako świadek i znak sprzeciwu; ostatni bastion w świecie, w którym wszystkie inne upadły. Papiestwo zaś, które przez wieki było symbolem ciągłości, coraz częściej musi stawać się również interpretatorem zmiany. Papież nie może już mówić tylko ex cathedra, ale musi być obecny również na X (Twitterze) czy TikToku. A mimo to nie może zrezygnować z tego, co niezmienne. I jak to pogodzić ze sobą? Czy oznacza to też, że Kościół powinien być kontrrewolucyjny? A może powinien prowadzić swoją własną rewolucję: serca, sumienia, prawdy i wiary? Tę samą, którą rozpoczął Jezus, gdy mówił: „Królestwo Boże jest pośród was”, a jednocześnie – nie z tego świata. To pytanie, które dziś musi sobie zadać każdy, kto chce nie tylko ocalić Kościół, ale także pomóc światu nie zatonąć w chaosie. Także nowo wybrany papież.

Współczesne papiestwo staje więc przed wyzwaniem ostatecznym: jak mówić do świata, który coraz mniej chce słuchać, i jak być pasterzem tych, którzy już nie rozpoznają głosu pasterza? Franciszek, papież początku obecnej międzyepoki, mówił językiem czułości i troski, wskazując na peryferie, stawiając pytania o ekologię integralną, migrację, ubóstwo, wykluczenie, równość szans i inne hasła, które dziś odchodzą na dalszy plan. Ale to nie jest tylko program społeczny. To próba nowego odczytania Ewangelii w czasach, w których rewolucja dotyczy już nie tylko struktur, ale istoty samego człowieka, a linia podziału przebiega nie wzdłuż zewnętrznych frontów, ale przez środek ludzkiego umysłu i serca.

A przecież w czasach nieustającej rewolucji Kościół nie może być tylko strażnikiem przeszłości, musi być prorokiem przyszłości. Nie tej wykreowanej przez Dolinę Krzemową, lecz obiecanej przez Boga. Musi pamiętać, że każda rewolucja zostawia po sobie zgliszcza, jeśli nie prowadzi ku prawdzie. A prawda nie jest ludzkim konstruktem, lecz Osobą, która kiedyś powiedziała: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”.

Logiczny ciąg dalszy

Śmierć papieża Franciszka w Poniedziałek Wielkanocny zamknęła niewątpliwie pewien etap, pozostawiając wszystkie te pytania bez szybkich odpowiedzi. Świat, który Franciszek odważnie szkicował, świat pękniętych granic i nowej duchowej geografii, dopiero się rodzi. I to właśnie z tej nowej przestrzeni, z pogranicza globalnych napięć i nadziei, przyszedł papież Leon XIV. Pochodzący z USA, ale przez lata związany z Ameryką Łacińską, augustianin, zakonnik i duszpasterz znający Rzym, Watykan i kurię jak własną kieszeń, Leon XIV to papież niejednoznacznej tożsamości i właśnie dlatego idealnie odpowiada czasom przejściowym. To papież pogranicza: nie tyle między państwami, ile między światami. Między globalnym centrum a peryferiami, między duchowością a instytucją, między doświadczeniem Kościoła latynoskiego a amerykańskim zapleczem finansowym i formacyjnym. To nie wybór przeciwko Franciszkowi, ale po Franciszku – jego logiczny ciąg dalszy. Papież Leon XIV nie zapowiada rewolucji, lecz kontynuację transformacji: zmianę nie dogmatyczną, lecz mentalną i geopolityczną. Zmianę, która już się zaczęła, a teraz ma szansę dojrzeć. Widać ją po światowym spotkaniu młodzieży w Rzymie, gdzie wielość twarzy, kultur i odcieni sprawia, że na nowo można pokochać Kościół będący prawdziwie globalny w świecie, w którym globalizacja na naszych oczach zaczyna się kończyć, a pandemiczny lockdown podzielił planetę na wrogie i rywalizujące bloki i obozy. W wyborze Leona XIV uderza bowiem to, że jest człowiekiem wielu kultur i wielu języków. Mówi po angielsku, hiszpańsku, włosku, ale też mówi językiem dusz, językiem dialogu, językiem codzienności, a nawet językiem sztucznej inteligencji i matematyki. I nie chodzi tylko o lingwistyczną biegłość. To raczej świadomość, że Kościół XXI wieku nie może być jednowymiarowy, że musi wejść w krąg „międzyświata”, gdzie tożsamości się ścierają, a języki znaczeń domagają się przetłumaczenia.

Papież Franciszek był tym, który nauczył Kościół słuchać. Leon XIV może być tym, który nauczy go znów mówić – z pokorą, ale też z odwagą, znajomością nowych języków, nowych dróg. Mówić tak, by był rozumiany. Nie jako ideolog ani menedżer, ale jako dyplomata dusz, przewodnik epoki zranionych tożsamości.

Tekst pochodzi z książki Droga Leona, autorstwa Michała Kłosowskiego, wydanej właśnie przez Instytut Nowych Mediów. „Przewodnik” jest patronem medialnym tej publikacji. Śródtytuły od redakcji.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Michał Kłosowski

Artykuł pochodzi z numeru 45/2025