Badacze są zgodni, że to od kobiet zależała transmisja kultury ludowej, w tym kultury religijnej. Dziś nakłada się na tę grupę kalki „historii ludowej”, dość stereotypowe, gdzie małżeństwo jest traktowane jako przedłużenie relacji feudalnych, Kościół stanowi miejsce wyładowywania frustracji w związku z tragicznym życiem kobiet wiejskich, życie zaś pań różami nie jest usłane, za to naznaczone ciągłym strachem o los dzieci, warunki przetrwania rodziny czy znoszeniem przemocy ze strony męża. Choć należy podkreślić, że szereg tych sądów jest zasadnych i „wczoraj” potrafiło być dla kobiet wiejskich okrutne, to jednak nie tylko okrucieństwo stanowiło o ich świecie, podobnie też Kościół nie był tylko enklawą ślepej ucieczki czy przedłużeniem męskiego jarzma, wręcz przeciwnie – stwarzał pewną przestrzeń emancypacji. Fenomen kobiety w kulturze chłopskiej jest na tyle unikalny i złożony, że trudno o jednoznaczne generalizacje. Prócz jej samotności związanej z biedą, cierpieniem i poniżeniem, mówić możemy też o samotności (jako „jedyności”) osoby wyjątkowej, silnej, pewnej, która czerpiąc ze swego wnętrza, cechowała się sprawczością. Ten świat – a odnosił się będę do epoki przełomu XIX i XX w. oraz międzywojnia – rejestrował zjawiska nowe, ale również był kontynuacją struktur o znacznie trwalszym charakterze. Tutaj podejmę tylko kilka wyrywkowych wątków kobiecego świata.
Ciężar społecznej nagany
Seksualność w XIX w. dostała się pod klucz. Norma była pożądana, osoby poza nią się wychylające mogły funkcjonować, póki ich zachowanie nie zostało ujawnione. Dla kobiety takim ujawnieniem była pozamałżeńska ciąża. Społeczność wiejska drugiej połowy XIX w. potrafiła srogo karać taką dziewczynę, kiedy rozpoznała, że jest ona w ciąży. W świetle badań Marii Trawińskiej-Kwaśniewskiej, na ziemi krakowskiej pod koniec XIX w. w stosunku do panien, które zaszły w ciążę, stosowano szereg form ostracyzmu i stygmatyzacji. Nie mogły one nosić czepca, wplatać we włosy kwiatów, ścinano takowym zresztą włosy, smarowano mazią, bito publicznie, np. przed karczmą czy na granicy dwóch wsi, ewentualnie na granicznym moście. Bogatsze dziewczyny musiały też złożyć ofiarę ekspiacyjną na Kościół, biedniejsze z tego zwalniano, ale brutalniej szykanowano fizycznie w inny sposób. Etnografka pisała o okolicach Krakowa, a prowadziła badania na początku Polski Ludowej: „W Bieńczycach, Mogilanach, Michałowicach starsi ludzie pamiętają, jak wójt przywiązywał dziewkę w karczmie lub koło dzwonnicy i bił sznurem od dzwonu”. Kobiety takie nazywano przeskoczkami, ponieważ przekroczyły prawa boskie i normy społeczne zarazem. Olga Zadurska akcentuje, że spłodzenie dziecka nieślubnego obciążało przede wszystkim dziewczynę: „ciężar społecznej nagany spoczywał na kobiecie, podczas gdy jej partner uchodził «bezkarnie»”. Niekiedy też społeczność wiejska odwracała się od przeskoczki, wytykała ją palcami, obmawiała. Pod Bełchatowem na początku XX w., co utrwaliła Maria Wieruszewska, matkom dzieci nieślubnych uprzykrzano życie nawet w przestrzeni kościołów: „Podczas procesji wielkanocnej [typowa niezamężna matka] obowiązana była do kroczenia na przedzie orszaku z niemowlęciem na ręku, a w czasie trwania mszy do leżenia krzyżem w kościele. Jeśli udało się jej wyjść za mąż, a były to zdarzenia nader rzadkie, wówczas ksiądz przy zapowiedziach świadomie podkreślał jej stan, mówiąc: «panna niezamężna»”.
Przemoc jak chleb
Przemoc domowa dla wielu kobiet była chlebem powszednim. Niektóre ją odwzajemniały, kiedy małżonek podupadł na zdrowiu albo gdy oprawca miał przeciwko sobie już dorosłe dzieci upominające się o matkę. Swoiste niewtrącanie się w życie domowe innych też potrafiło przybrać odcień patologiczny. W spiskim Jurgowie, czyli świecie góralskim, jedna ze starszych kobiet powiedziała w latach 70. XX w. prowadzącemu badania Czesławowi Robotyckiemu dość reprezentatywne dla obłudy wiejskiej słowa – że nie należało reagować „nawet jak mąż bije żonę, tylko potem biedną utulić”. Rodzina nie była jednak zasadniczo środowiskiem dysfunkcjonalnym – o czym świadczy wiele relacji chłopskich i samo trwanie kultury ludowej, poza tym należy pamiętać, że brutalność towarzyszyła skrajnym warunkom kultury materialnej, biedzie, głodzie, alkoholizmowi, złemu stanowi higieny, nikłemu dostępowi do oświaty, braku w realiach wiejskiego gospodarowania kategorii „czasu wolnego”, braku wyczulenia na problemy psychiczne i zdrowie. Błędem jest tylko przyporządkowywanie do czasu minionego dzisiejszych standardów.
Swaty to nie zawsze był wyrok
Śmiem twierdzić, że niektóre dzisiejsze uogólnienia idą za daleko, wypaczając pozycję, jaką zajmowały kobiety. Joanna Kuciel-Frydryszak, autorka książki Chłopki. Opowieść o naszych babkach, pewnie stwierdza: „Swaty w życiu dziewczyny są najważniejsze. Swaty to wyrok”. I przytacza szereg przykładów aranżowanych związków, które poświadczają zniewolenie dziewczyny i nieliczenie się z jej zdaniem przy wyborze małżonka. Tymczasem rzecz była bardziej złożona. Czasami do takich form zniewolenia istotnie dochodziło, ale nie była to ogólnie obowiązująca norma. Przytoczmy dla kontrastu słowa socjolożki Izabelli Bukraby-Rylskiej, która odnosząc się do materiału Kolbergowskiego, pisze coś przeciwnego, eksponując, że podczas swatów były dopuszczalne rytualne formy odrzucania niechcianego partnera: „Już jako młoda dziewczyna nie była ona bynajmniej skazana na akceptowanie wybranego przez rodziców narzeczonego: «Jeżeli młoda się zza pieca wyciągnąć nie pozwoli, jest to znakiem, że jej się młody nie spodobał. A wtenczas posiedziawszy jeszcze parę godzin dla polityki, odjeżdżają interesanci z niczym»”.
Niezależność i autonomia
Wiele też świadectw podkreśla, że kobiety przewodziły rodzinom. Przy babciach skupiała się wielogeneracyjna wspólnota osób sobie bliskich. Ciocie doradzały, matki miały posłuch u dzieci, żony często pomagały mężom podejmować życiowe decyzje lub podejmowały je wręcz za nich. Czasami chłop tak naprawdę niewiele miał w domu do powiedzenia, a na starość był co najwyżej cieniem kobiety – matrony. Wyróżniał się szczególnie Górny Śląsk, gdzie nie bez przesady mówi się o matriarchacie. Silna pozycja kobiety w rodzinie chłopskiej uwydatniała się na tle innych rodzin europejskich. Niezależność myśli kobiety, a przy tym „zorgownej” gospodyni („oszczędnej”, „zaradnej” i zarazem zatroskanej i troskliwej, zapewne to gwarowe pomorskie słowo pochodzi od niemieckiego „Sorge” – troska), mądrej pani domu pozwalały jej zachować odrębne stanowisko. Zastana tradycja czasami była tutaj pomocna. Tak Bukraba-Rylska pisze o dużej autonomii żony w związku: „Po zawarciu małżeństwa kobieta nadal dysponowała swoim majątkiem, do którego mąż nie nabywał żadnych praw: w przypadku przedwczesnej śmierci żony cały posag, także ziemia, wracał do jej rodziny lub, odpowiednio zabezpieczony, czekał na osiągnięcie wieku dorosłego przez dzieci. Jako samodzielna gospodyni kobieta prowadziła odrębne gospodarstwo, najczęściej ogrodowo-nabiałowe, skąd czerpane dochody pozostawały jej wyłączną własnością”.
Widzimy też, że w rodzinie kobieta potrafiła sobie wywalczyć szeroką autonomię, a tradycja zastana dawała jej pewną niezależność. Z drugiej jednak strony to bycie „zorgowną” stanowiło poświęcenie, rejestrowano bowiem na wsi „feminizację ubóstwa”. Przy skąpych zasobach wiejskich, a nawet lekkomyślności małżonków, częstokroć kobiety były, jak pisze Elwira Wilczyńska, „menadżerkami ubóstwa”, niejednokrotnie potrafiły zrujnowane gospodarstwo chłopskie postawić na nogi, zapewnić byt i przetrwanie bliskim. Od kobiety również na przełomie XIX i XX w. brały swój początek postępujące tendencje indywidualistyczne, to ona potrafiła sabotować wielką rodzinę męża. Zwracali na to uwagę Florian Znaniecki i William I. Thomas w swym monumentalnym dziele: Chłop polski w Europie i Ameryce: „Interesującym szczegółem w organizacji rodziny jest postawa kobiety. Ogólnie biorąc, kobieta ma w mniejszym stopniu rozwinięte uczucie wobec grupy rodzinnej niż mężczyzna i stara się, nie zdając sobie z tego sprawy, zastąpić je, gdzie tylko można, osobistymi uczuciami, przystosowując je do indywidualności członków rodziny. Pragnie zachować męża dla siebie i często bywa zazdrosna o jego rodzinę; mniej liczy się z doniosłą rolą grupy rodzinnej jako całości, a bardziej rozumie indywidualne potrzeby członków tej grupy; często swą miłością darzy dzieci, nie bacząc na wartość, jaką mogą przedstawiać dla rodziny; dobiera przyjaciół kierując się w większym stopniu osobistymi względami”.
Parafialna emancypacja
Podobnie też Kościół nie był tylko dla kobiet azylem, ale pozwalał im się rozwijać. Zwłaszcza od schyłku XIX w. pozycja kobiety rosła w siłę, podważając zastane realia patriarchalne. Katolicka nauka społeczna, która do Polski wówczas dotarła, stwarzała szereg nowych możliwości. Arkadiusz Stanisław Więch podkreśla, jak doszło do ożywienia kultury kobiecej w dobie reformy papieża Leona XIII. To kobiety w Galicji bardzo często propagowały swym czynnym działaniem wspomnianą katolicką naukę społeczną czy wyróżniały się w praktykach religijnych. Co prawda były to zwłaszcza przedstawicielki środowisk ziemiańskich, urzędniczych, inteligenckich i miejskich, niemniej jednak rozmiłowane w religijności maryjnej kobiety wiejskie nie były na zmianę podejścia Kościoła do problematyki społecznej obojętne. „Religijność kobiet zamieszkujących galicyjską prowincję w dużym stopniu stanowiła odzwierciedlenie panujących na tym terenie stosunków społecznych oraz przypisanych płci ról kulturowych, jak również wynikała z silnie zakorzenionej tradycji ludowej. Występując na stykach przestrzeni prywatnej i publicznej, stanowiła sferę umożliwiającą kobiecie aktywne uczestnictwo w życiu lokalnych społeczności oraz była akceptowalną formą kobiecej samorealizacji. Tym samym dla mieszkanek galicyjskich wsi i miasteczek sfera sacrum stawała się okazją do zaistnienia w silnie spatriarchalizowanej społeczności prowincji” – pisze Więch. Można wręcz powiedzieć – o czym się nie pamięta – że początki emancypacji kobiet w dużej mierze osadzają się w tym fermencie społecznym. Więch określa to zjawisko jako „parafialną emancypację”. Podobne procesy rejestrowano w zaborze pruskim i w zaborze rosyjskim. Włodzimierz Mędrzecki stwierdza, że kobiety wiejskie na początku XX w. w Królestwie Polskim stanowiły większość członków zaangażowanych w bractwach religijnych, kółkach różańcowych, zgromadzeniach tercjarskich, organizowały święta i jubileusze kościelne, podobnie jak pielgrzymki, mimo restrykcji rosyjskich. Angażowały się szczególnie też w kołach gospodyń wiejskich czy były aktywnymi członkiniami kół Macierzy Szkolnej i Związku Katolickiego.
Na uniwersytecie ludowym
Prawdziwy jednak ferment kobiecy nasilił się na wsi wraz z odzyskaniem niepodległości. Tu się podkreśla aktywizujący wieś ruch ludowy, obóz sanacyjny czy endecki, pomijając dalej pulsującą i ogarniającą cały kraj parafialną emancypację. Szeroko zaczęły działać stowarzyszenia kobiece, Akcja Katolicka i jej agendy. Przykładowo w Wielkopolsce olbrzymią popularnością cieszyły się chociażby w latach 30. XX w. Młode Polki, czyli Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej, organizujące szereg wydarzeń religijnych, społecznych i kulturalnych także na wsiach. Szczególną atencją wśród piśmiennych włościanek wielkopolskich (a tutaj piśmienność tak mężczyzn, jak i kobiet była normą, mało tego – kobiety niekiedy znały dwa języki: polski i niemiecki) cieszyło się Towarzystwo Czytelni Ludowych. Przy parafiach, jeśli chodzi o aktywność charytatywną, samokształceniową, rolniczą i religijną, wyróżniały się przede wszystkim kobiety. Istniała też w Wielkopolsce bliska więź kręgów ziemianek z chłopkami. Wzorcowo działały koła włościanek. Kobiety wreszcie korzystały przy fermencie, jaki wzbudzała ówczesna moda na uniwersytety ludowe. Tworzył je, przypomnijmy, i Kościół. W II Rzeczypospolitej powstały takie katolickie uniwersytety w podgnieźnieńskich Dalkach, pomorskim Zagórzu i wielkopolskim Odolanowie (gdzie dzięki stypendiom Polskiej Macierzy Szkolnej kształciła się również młodzież z Kresów Wschodnich). W Wielkopolsce działał jednak czołowy uniwersytet-matka w Dalkach. Przewodził mu charyzmatyczny ks. Antoni Ludwiczak (pozostałe placówki również mu podlegały – jako dyrektorowi Towarzystwa Czytelni Ludowych). Instytucja w Dalkach dawała szansę na zdobycie ogólnej edukacji, nabycie szeregu życiowych umiejętności, obycie towarzyskie. Dalki krzewiły patriotyzm, szeroko edukowały rzesze chłopskiej młodzieży wielkopolskiej. Tak o początkach swego pobytu w Dalkach pisała po latach włościańska córka Helena Miśkiewiczówna-Witczak: „Był rok 1934, maj. Stanęłam przed dworkiem w Dalkach, by tam rozpocząć kurs. Ten pobyt jest dla mnie najpiękniejszym wydarzeniem w moim życiu. A ten napis zauroczył mnie. Tak bardzo chciałam się uczyć, żyjąc w wiosce Wylatkowo zagubionej pośród lasów i jezior. Chodziłam do 4-oddziałowej szkoły. A jednak marzenia przeistoczyły się w rzeczywistość. Do Powidza, mojej parafii, przybył ks. proboszcz Sylwester Gralik. Zorganizował Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, nie zapomniał też o wiosce Wylatkowo oddalonej o 7 km. Przyjeżdżał w niedzielne popołudnie na zebranie. Szczęście uśmiechnęło się do mnie i zostałam wytypowana na kurs do Dalek – z rekomendacją. Z parafii byłam sama”. Zauważmy, choć na katolickim uniwersytecie ludowym dominowali młodzi chłopcy, z tej wielkopolskiej wioski wytypowano właśnie uzdolnioną dziewczynę, i to na całą olbrzymią parafię. Pozwolono spełnić jej marzenie i dalej się kształcić, a nawet potem, o czym powyżej nie wspomniała, ale co wynika z dalszego wywodu, znalazła się ona w bardzo nielicznym gronie i awansowała na kurs rozszerzony, trwający dziewięć miesięcy, za który nie musiała już płacić jej rodzina (po prostu nagrodzono tak dobre wyniki w nauce).
Wielobarwność kobiecego świata
Można by poruszyć jeszcze wiele innych kwestii związanych z sytuacją i rolą ówczesnych wiejskich kobiet – takich jak choćby pola ekspresji kobiecej w tradycyjnej religijności, maryjność, wiodącą rolę kobiety wypiekającej podstawowy produkt spożywczy – chleb, czy szerzej, rozwijającej kulturę kulinarną, sprawy prowadzenia przez nią gospodarstwa, trudy wychowania dzieci, rolę w uświadomieniu narodowym, zasilanie szeregów ruchu feministycznego, wierność i niewierność małżeńską, staropanieństwo, stan wdowi, pasje własne, opiekuńczość itp. Jest na pewno też do szerszego rozpatrzenia kobiecość wypływająca z pradawnej i paraliżującej sakralnej ambiwalencji (kobiety bliskiej sacrum oraz uosabiającej sobą tajemnice życia i śmierci – dającej życie, ale życie śmiertelne w swej doczesnej naturze). Nie uchylam krytyki pewnych zachowań z dzisiejszej perspektywy nie do obrony, krzywdzących nawyków, stereotypów uniemożliwiających wyrażenie się kobiecego potencjału w przeszłości i rzutujących niekorzystnie na współczesność. Ale – jak starałem się pokazać – życie wiejskich kobiet dawniej było znacznie bardziej złożone, niż nam się teraz zdaje, i w mojej ocenie nie wydaje się ono tylko koszmarem czy naznaczone wyłącznie traumą. W pewnych aspektach były to bowiem wciąż czasoprzestrzenie, do których i nam współczesnym można powrócić myślą, choćby po to, żeby zrozumieć fenomen wielobarwnego i złożonego świata i podkreślić raz jeszcze, jak wiele właśnie kobietom zawdzięczamy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











